Jestem… Czy muszę pisać o tym, kim jestem? Jestem DDA. Teraz dostrzegam, że to również moje inicjały. Czyli… DDA jest wpisane w moje życie od ponad 40 lat. Niezależnie od tego, czy mi się to podoba, czy też nie. I to moje DDA rzeczywiście wrosło w moje JA…

W mojej rodzinie to ojciec pił. Wiele rzeczy wyparłem ze swojej pamięci, pozostała jednak aura niepokoju, potrzeba stabilności. Ojciec już nie żyje wiele lat, podobnie jak moja Mama, która (teraz to wiem) była współuzależniona, nadopiekuńcza. W domu było nas troje: ja najmłodszy, do tego dwie siostry. Jedna z nich do dziś jest sama, nienawidzi facetów. Druga założyła rodzinę, jest szczęśliwa, ma dwójkę dzieci.

Czasem oglądając filmy natrafiam na kawałki siebie… „Pręgi”, „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”… Zawsze, mimo „dziestki” na karku czuję wtedy wzruszenie… Przez wiele lat żyłem w nieświadomości tego, kim jestem, co mi jest. O tym, że jestem DDA dowiedziałem się chyba ok. 2005 roku. Zacząłem czytać, szukać. Przede wszystkim książki i Internet. Wiedząc coraz więcej trafiłem w końcu do Zakroczymia, w który wrosłem na ładne kilka lat… Tam poznałem Przyjaciół, osoby z mojego miasta, grupę, która spotykała się na mityngach, na ulicy obok mnie…

Zakroczym: wiele ważnych dla mnie spotkań, mityngów, nieprzespanych, przegadanych nocy… Duży kawałek mojej historii… Niestety, zapomniałem o kilku zasadach i zamknąłem sobie drzwi. Skrzywdziłem kogoś i moją rodzinę. Rany w „Kimś” są już wyleczone, moja rodzina nadal liże rany, a ja? Zacząłem doceniać to, co mam, a nie chcąc więcej krzywdzić, nie mam w sobie siły, by pojechać tam ponownie. Nie ma już prawdopodobnie też mojej grupy, Ojciec Jan też wyjechał…

Nie zmienię przeszłości, za to mogę zmienić moje spojrzenie na nią. Wiem już, że okres rozmrażania uczuć jest szczególnie trudny, bo mając uczucia „na wierzchu” można wpakować się w kłopoty. Wiem też, nauczyłem się, jak cienka jest linia dzieląca nas od innych, jak łatwo ją przekroczyć…

Jednak ja nie o tym, choć dotknęła mnie nostalgia. Wracam do tego, co w opowieści najważniejsze. Zakroczym dał mi ogromne wsparcie, podwaliny dalszej pracy z sobą. Zaczęły się mityngi, dalsze poznawanie siebie w… szkole dla terapeutów. Najpierw pomoc psychologiczna, potem coś innego, a skończyło się na poznaniu drugiej strony relacji terapeutycznej. Na początku robiłem to, by poznać samego siebie. Potem pojawiło się coś więcej. Ta droga wciąż trwa.

Pewnie tak, jednak ten etap jest jeszcze przede mną. Na razie jest świadomiej. Rzeczywiście jest tak, jak kiedyś powiedział ktoś, kto zawodowo zajmuje się „rozbudzaniem świadomości”: „kiedy zacząłem pracować z sobą i nad sobą, wcale nie było i nie jest mi łatwiej. Swoich decyzji nie mogę zwalić na „nieświadomość”, czy „przypadek”. Widzę więcej i… częściej dokonuję wyborów, również tych trudnych. Nie unikam też ponoszenia konsekwencji. Jest trudniej, a jednak… bardziej świadomie, decyzje są bardziej „moje” niż dotąd.”

Od kiedy wiem, że jestem DDA? Wpakowałem się w kilka kryzysów w rodzinie. Zacząłem szukać wiedzy. Trafiłem na kogoś, kto sam ma problem (Al-Anon) i po nitce do kłębka… odkryłem swoją trudność. Z perspektywy czasu widzę, że ważne były w moim przypadku dwie rzeczy: dotknięcie, otarcie się o własne dno i spotkanie właściwej (na tamten czas), osoby na mojej drodze.

Warto szukać, warto coś zmieniać. Przede wszystkim jednak warto wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Przeszłość bywa i jest trudna. Jednak dzięki temu, że wiem, skąd przyszedłem, jak działałem (i jeszcze działam), reagowałem – wiem, czego unikać, a co robić, by dbać o siebie. Szkoda tylko, że na drodze spotkałem też osoby, które zraniłem swoim zachowaniem broniąc się… przed nimi. I odbudowa tego jest bardzo trudna…




Darek , DDA