Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Brak zrozumienia

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 16)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarAsaroth
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Czasem czytam sobie wasze historie i czuję się słaba. U mnie w domu nikt nie pił, wychowała mnie matka (ojciec został zamordowany jak miałam 6 lat). Nie było libacji, a ja nie musiałam troszczyć się o rodzinę. Byłam kozłem ofiarnym a poza tym wśród bliskich zawsze czułam się nikim. Ciągle nie dość dobra, ciągle szantażowana przez matkę, że przeze mnie się powiesi. Mnie nikt nie lał tak, że było widać chociaż też byłam bita. Ja po prostu zawsze musiałam błagać, aby takie dziecko jak ja nie oddała do domu dziecka – to też jedna z metod manipulacji.

    Zawsze byłam sama wśród bliskich, którzy mają mnie za osobę psychiczną. No bo przecież moja matka tak się poświęca dla swoich dzieci a ja tak się do niej odzywam. Nikt ze mną nie rozmawiał jak byłam mała i dzisiaj też nikt z nich że mną nie rozmawia. Jestem dla nich nikim.

    Wieczne niezadowolenie, ciche dni albo odwrotnie – kilku godzinne lamentowanie za jakie grzechy Bóg jej dał taką córkę. Albo mówienie mi, że lepiej abym zdechła.

    Zapisałam się na terapię ddd/dda i boję się że nikt mnie nie zrozumie bo przecież inni mieli gorzej…

     

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 434

    Cześć,

    Ja cię akurat rozumiem, bo miałem podobnie, to znaczy w moim domu nie było problemu alkoholowego, a nawet było lepiej, bo nikt nie straszył mnie domem dziecka, nikt z rodziców nie zmarł itd. Ale manipulacje były i tak, a ja się bałem, więc z tym „lepiej” czy „gorzej” nie ma dla mnie większego znaczenia.

    Na terapii miałem okazję sobie to poukładać i żyje mi się lżej i jestem bardziej zadowolony. Terapeuci mówili o moich przeżyciach, że to była przemoc w białych rękawiczkach – po wierzchu trudno się przyczepić (i to jest problem sam w sobie, bo jest więcej pozorów), ale boli tak samo.

    Avatarmarta2985
    Uczestnik
    Liczba postów: 103

    Hej, ja cię rozumiem. Tez jestem ,,inna,, w oczach mojej rodziny. Ale wiesz co ? Zaczynam mieć to gdzieś.  To ich problem. Ja musze poukładać swoje życie a bez terapii nie dam rady. Ostatnio terapeuta powiedział mi że ja jestem ,,wysoce wrażliwa.. I oj tak zgadzam się w 100% .Mam nadzieje że sobie wszystko poukładasz też na terapii. Tylko trzeba zacząć

    AvatarAsaroth
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Za trzy tygodnie dopiero zaczynam terapie w grupie dda/ddd. Chciałabym mieć to wszystko gdzieś, ale na razie dość dużo o tym myślę i czuję się taka zawiedziona.

    Ja już nie mieszkam w domu od 10 lat ani nie jestem na garnuszku rodziny. Natomiast każdy telefon od matki wprowadza mnie w rolę ofiary, widzę to dopiero jak się do niej nie odzywam. Smutno mi ale jest łatwiej np porozmawiać z ludźmi. Widzę też że wmówiono mi, że świat jest okrutny a w domu jest bezpiecznie.

    Zobaczymy jak będzie. Dziękuję za każdą odpowiedź, uspokoiłam się trochę.

    Avatarmarta2985
    Uczestnik
    Liczba postów: 103

    Ja też sama mieszkam ale u mnie relacje z mamą są inne przeze mnie. To ja nie chce odciąć pępowiny, np. codziennie z rana dzwonię i sprawdzam czy wszystko jest u niej w porządku. No i tak umiem parę razy dziennie. Ona nie ma takiej potrzeby dzwonienia do mnie. Niby mieszkam sama ale jestem tak uzależniona od niej że szok. I do tego dochodzi jeszcze w tym momencie jej choroba. Nie wyobrażam sobie przyszłości bez niej. A przecież nie mam 20 lat, poradzę sobie, mam pracę, mieszkanie . A jak pomyślę że jej zabraknie to mnie też nie ma

    AvatarAsaroth
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Ja też kiedyś tak myślałam, że jak mojej mamie coś się stanie to mnie nie ma. Byłam pewna że jak ona umrze to ja się zabije, wiem o czym mówisz.

    Ja dopiero niedawno postawiłam jakieś pierwsze granice i zrobiłam coś myśląc tylko o sobie. Później za to że 2 tygodnie męczyło mnie poczucie winy.
    Bo ona cierpi… Bo pewnie jej smutno, zawiodła się, czuję się niepotrzebna.

    Nie pomaga fakt że jakoś w drugą stronę tej troski nie czułam nigdy.
    Nie będę filozofować bo sama jestem uwikłana w jakieś rodzinne dramaty i to nie jest takie proste.

    oskar777oskar777
    Uczestnik
    Liczba postów: 14

    Witaj. W moim domu ojciec pił, a matka była współuzależniona. Też piła (często argumentując, żeby miał mniej i mniej się upił). Sądzę, że rolę, którą przybrała można nazwać Wiecznie Walczący o Przetrwanie Bohater Rodziny. To dzięki niej rodzina miała przetrwać. A ja? Byłem chorowitym, nieśmiałym dzieckiem. Dlatego (sądzę) została mi przyznana rola Kozła Ofiarnego. Mnie się nic nie miało udać. Byłem jakby Alter Ego Matki. Mijały lata. Założyłem rodzinę. Ciągle jednak doskwierały mi cechy wyuczone w dzieciństwie. WSZYSCY dookoła odnosili sukcesy. Ja mimo, że również dokonałem wiele, nie doceniałem tego. Z pomocą przyszedł mi ruch DDA/DDD. Stopniowo zacząłem zauważać, że inni mają podobne problemy. Największym odkryciem było to, że chcieli mnie słuchać. A wydawało mi się, że mówię dziwnie i nieciekawie. Nieco żałuję, że nie mogę zrobić jakiejś terapii. Z powodu charakteru pracy nie jestem w stanie być cyklicznie w określony dzień. Ale za to uczestniczę teraz w warsztatach DDA/DDD/AA ,,Wyjście z roli ofiary”. Prowadzą je terapeuci z ruchu. Dodatkowo samodoskonalę się w oparciu o literaturę. Oczywiście treść jej jest martwa bez działania. Dlatego ,,trenuję” na otoczeniu. Wreszcie zauważam duże postępy. Wiem, jakie błędy myślenia tkwią we mnie. Ale wiedza tego, to początek. Liczy się działanie, przerabianie wiedzy w ,,terenie”.

    Moje relacje z otoczeniem są coraz lepsze. A matka? Nadal tkwi w roli, której nikt nie docenia z wyjątkiem jej samej. Bawi mnie wręcz, że potrafi robić to samo bezskutecznie już od około 60 lat!

    Jej sprawa. Ja odnajduję osoby dla których jestem ważny, pozostali są bez znaczenia. Uodporniam się coraz bardziej na osoby mi nieprzychylne, albo na takie, dla których jestem np. nieudacznikiem. To ich przekonania, nie moje. To ich zmarnotrawiony na mnie czas. Nie ma to związku z moim życiem.

    Reasumując… Traktuję ruch DDA/DDD (meetingi) jako chleb (podstawę). A wszystko inne, warsztaty, literaturę, nagrania na you tube jako niezbędny, ale dodatek. Bo programy mają początek i koniec, a w Ruchu mam przyjaciół, wraz z którymi dokonujemy ciągłego postępu w życiu.

    Pozdrawiam.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 797

    Dwie sprawy pierwsza.

    Takie podejście wymaga poznania siebie, swojej osobowości, charakteru następnie zaakceptowanie i dopiero jako wyjście do budowania relacji.

    Takim częstym nieporozumieniem jest sytuacja w ktòrej ktoś nie znając swojej osobowości, temperamentu obejrzy film a następnie ‚idzie w miasto testowac’. W takiej sytuacji efekt jest odwrotny.

    Podoba mi się słowo trenować, bo brzmi zupełnie inaczej niż testować. Testowanie kojarzy mi się z niezdrowym egoizmem na zasadzie byle osiągnąć cel bez względu na koszty natomiast trenowanie to najpierw poznanie siebie a pòżniej wdrażanie, ale bez szkody dla drugiej osoby.

    Takie przykłady trenowania.

    Na początku drogi odbudowywania swojego poczucia wartości (kilkanaście miesięcy temu) zacząłem w kościołach na mszy św. podłączać się pod śpiew ( jest to o tyle łatwe, że w wielu jest wywieszony tekst)

    Inny przykład trenowania o ktòrym mòwi Magda z Selfmastery w kontekście nawiązywania bliższych relacji (np. kolezenskich) gdzie wymienia kilka zasad i rzecz w tym by najpierw przyjrzeć się sobie czy np. potrafimy słuchać, czy nie przerywamy albo czy nie licytujemy w rozmowie i np. gdy zauważymy u siebie, że warto byłoby ktòrys element podciągnąć to jak najbardziej warto to przetrenować w rozmowach i w mojej ocenie takie podejście jest fair i nie ma nic wspòlnego z testowaniem, bo nie szkodzi ( uwzględnia drugą osobę)

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 797

    W sytuacji gdy ktoś nie pozna siebie lub nie akceptuje swoich cech w momencie gdy zacznie trenować pod wplywem ksiażki lub filmu bardzo czesto gdy inna osoba ukaże  jego rzeczywistą reakcję/ cechę zamiast mieć akceptację typu taka/ki jestem i dobrze mi z tym zareaguje wybuchem zlosci, agresji sugerujac, ze ten kto nie jest przychylny (mam taką kolezankę gdzie lęk? przed poznaniem siebie powoduje, że ogląda filmy na youtube i testuje a pòźniej złość a pòźniej znòw filmik nieadekwatny do osobowości i znòw test i tak w koło zamiast poszukać u siebie w tym poznać siebie)

    oskar777oskar777
    Uczestnik
    Liczba postów: 14

    @Asaroth

    Troszeczkę zbyt rozpisałem się o sobie…

    Ale polubiłem opowiadanie o sobie, bo zauważyłem, że wielu osobom się to podoba.

    Co więcej, pomaga im w rozwiązywaniu swoich problemów.

    Odczuwam Cię jako osobę inteligentną i wrażliwą.

    Wiesz, gdzie możesz znaleźć pomoc. I robisz to.

    Nawet najdalsza droga zaczyna się od pierwszego kroku.

    Właśnie go zrobiłaś, poprzez publikację swojej historii życia.

    Teraz czekają Cię następne kroki.

    Życzę gorąco abyś wytrwała w poszukiwaniu swojej, szczęśliwej drogi.

    Bo ona gdzieś tam jest, być może bliżej niż Ci się wydaje.

    Życzę Ci tego samego, a nawet dużo więcej, niż ja otrzymuję od życia.

     

    Jeszcze raz pozdrawiam.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 16)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.