Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Czy ktoś też tak ma?

Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarnikaxo
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Hej wszystkim! Chciałabym trochę to wszystko z siebie wyrzucić, może ktoś z was ma podobnie.

    Mam 24 lata, mój ojciec pije odkąd pamiętam. Praktycznie nie było go w moim życiu, mimo że zabiegałam o kontakt (i bywa, że zdarzy mi się tak jeszcze robić). Całe swoje życie dusiłam też wszystko w sobie. Teraz, gdy jestem już dorosła, czuję, że nie potrafię sobie radzić w życiu, czuję się jak zagubiona dziewczynka błądząca we mgle. Noszę w sobie jątrzącą się ranę jak i ciągły lęk, że ktoś mnie zostawi, porzuci jak niepotrzebną lalkę. Do mamy mam morze żalu i złości, że nic nie zrobiła z tą sytuacją, że musiałam ciagle się bać i wstydzić. Nie umiem z nią normalnie rozmawiać. Za bardzo też ingeruje w moje życie, mam wrażenie, że nim dosłownie żyje. Gdy jej to mówię to się obraża i twierdzi, że ktoś mi nagadał głupot i żebym się zastanowiła nad tym co robię. Nigdy nie odczuwałam od rodziców wsparcia, nie czułam się kochana, nie wiem co to znaczy. Zawsze byłam gdzieś daleko od siebie, teraz mimo większej świadomości nadal tak jest. W tamtym roku przeżyłam dość głęboki stan depresyjny (miedzy innymi z tego powodu, iż osoba którą uważałam za bliską karmiła mnie kłamstwami, a ja głupia łykałam jak pelikan, wierzyłam, że mnie nie zostawi), moim jedynym marzeniem była śmierć. Gdy to się trochę uspokoiło przestałam czuć. Później powoli uczucia wracały, ale myślę, że w dalszym ciągu nie jest to w 100%. W tamtym roku też pierwszy raz się zaczęłam samookaleczać. Teraz zdarza mi się częściej, miewam napady płaczu i obwiniania się. Ostatnio też mam uczucie, że ludzie wokół mnie chcą mnie wykorzystać.

    Mam stwierdzone zaburzenia depresyjno-lękowe oraz zaburzenia nerwicowe z somatyzacją, a także zaburzenia osobowości i adaptacyjne, miewam też stany depresyjne. Zauważyłam też, że przy ludziach bardzo często czuję się źle i moja samoocena gwałtownie spada w i tak głębokie dno, zwłaszcza, gdy ktoś jest ładniejszy, mądrzejszy, więcej osiągnął. Ja czuję się nikim, zerem i najchętniej bym wtedy zniknęła, zamknęła się w domu i nie wychodziła, często też mam „napady”, gdy nie chcę żadnego kontaktu z ludźmi, jakiekolwiek relacje mnie męczą, drażnią. Mam też wtedy ochotę to wszystko „zwymiotować”, a jednocześnie czuję, że jestem jakby zimna jeśli chodzi o uczucia do ludzi. Gdy ktoś zbliży się za bardzo lub jeśli ja to zrobię to odrazu się wyłączam i następuje brak uczuć. Jedyne uczucia, jakie żywię to te do moich zwierząt, gdyż wiem, że one mnie nie zranią.

    Dosłownie mam dość swojej głowy, czuję jakbym miała watę zamiast mózgu, raz jest dobrze, a zaraz się czuję źle. Dodatkowo non stop czuję się gorsza od innych, niewystarczająca i nienadająca się do niczego. Z jednej strony chciałabym, by ktoś był, a z drugiej wiem, że byłabym tylko ciężarem dla tej osoby. Noszenie maski wykończyłoby mnie jeszcze bardziej.

    Unikam ludzi jak tylko mogę, stronię od relacji z nimi, nawet ze znajomymi, gdzie potrafię ignorować ich wiadomości do mnie, bo nie mam siły im odpisywać i nieraz muszę się do tego zmuszać. Chciałabym móc odpocząć, jestem już tym wszystkim zmęczona.

    Byłam miesiąc w szpitalu psychiatrycznym, bo pocięłam się w pracy. Będąc tam czułam się bezpiecznie i nie chciałam stamtąd wychodzić, zwłaszcza, że musiałam wrócić mieszkać do rodziców (poprzednio mieszkałam sama z koleżanką przez pół roku).

    Po pobycie w szpitalu poszłam do psychoterapeutki na konsultacje i ona sama zapytała czy nie chciałabym do tego szpitala wrócić na jakiś czas, by się wyleczyć, zająć sobą, a nie innymi.

    • Ten temat został zmodyfikowany 2 tygodni, 3 dni temu przez Avatarnikaxo.
    Dot27Dot27
    Uczestnik
    Liczba postów: 52

    Hej! Na początek – bardzo dobrze, że napisałaś. Nie jestem psychoterapeutą ale czytając Twój post czułam się tak, jakbyś pisała o mnie! Bardzo Ci współczuję, bo nie dość, że nie miałaś dzieciństwa to jeszcze do tej pory zmagasz się z toksyczną matką…. Najważniejsze jest to abyś się nie poddawała. Musisz chodzić na terapię, bo bez tego ani rusz. Nie będę Cię oceniać, bo nie od tego tu jesteśmy, ale po tym co napisałaś uważam tak jak wyżej… Terapia to jedyna opcja, sama sobie z tym nie poradzisz. Ja zaczęłam dziś po raz trzeci. Dwa poprzednie razy nie wyszły, bo nie czułam się do końca pewna w swym postanowieniu, ba! nawet sądziłam, że dzieciństwo już jest poza mną i dam radę, jednak jak widzisz, to nie prawda. Niestety przeszliśmy bardzo traumatyczne chwile ale żyjemy, jesteśmy tu nadal i choćby to, że próbujemy złapać kontakt z innymi DDA już samo w sobie jest mega rzeczą, z której powinnismy być dumni. Uwierz w siebie, daj sobie czas na przemyślenia. Może fajnie abyś spisała to wszystko w zeszycie, do którego tylko Ty będziesz miała dostęp? Mi bardzo pomagało wyrzucanie z siebie tego całego shitu na kartkę papieru… Pamiętaj, jak będziesz chciała pogadać to zawsze możesz pisać prywatnie na messenger bądź email (podam jeśli będziesz miała ochotę) 🙂 Trzymaj się!

    oskar777oskar777
    Uczestnik
    Liczba postów: 14

    Hej.

    Też tak miałem.

    Wiem jak to jest, gdy świat staje się szary, ja jestem przeźroczysty jak ze szkła a w środku czuję zwój drutu kolczastego. Mój ojciec dodatkowo ,,wariował” po pijaku.

    Myślę, że najbardziej szkodziło mi, gdy matka stawiała za wzory moich kolegów.

    Ja nigdy nie byłem chwalony, a każdy błąd powodował skrupulatne osądzanie.

    Wiele lat dorosłego życia było obarczone lękiem przed wszystkim, niskim poczuciem własnej wartości,

    depresją, wewnętrzną nerwowością.

    Momentem zwrotnym był rok 2012. W moim przypadku Majowie nie pomylili się.Mój kalendarz się skończył. Mogę powiedzieć wręcz, że moje najgorsze lęki (i kilka o których nie pomyślałem nawet) spełniły się. Pomyślałem wtedy… albo coś zrobię ze swoim życiem, albo życie mnie wykończy.

    Uzyskałem pomoc od mądrych lekarzy, na warsztatach DDA/DDD, w ruchu.

    Przede wszystkim wciąż chcę zmian na lepsze.

    Wiem jednocześnie, że wszystko potrzebuje czasu i na wszystko przychodzi czas.

    Byle tylko nie odkładać realizacji ,,na potem”. Bo potrafiłem zbyt wiele rzeczy odkładać nawet na… lata.

    Wiem, że jutro jest meeting i znów ,, naładuję akumulatory”.

    A w środę odwiedzę inną ,,zaprzyjaźnioną” grupę DDA.

    I to jest fajne.

    Życzę wszystkiego co najlepsze i samych dobrych rozwiązań.

     

    Pozdrawiam.

Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.