Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Szukam pomocy, rady, rozmowy..

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarWika05
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Witam wszystkich 

    Czytajać różne strony i fora, trafiłam tutaj. Mam nadzieję że może znajdzie się ktoś w podobnej sytuacji lub osoba która mi doradzi , czy po prostu „wysłucha” 

    Przyznam szczerze, że tego wszystkiego w moim życiu jest tak wiele że nawet nie wiem od czego zacząć i co napisać.

    Może po prostu w dużym skrócie.. Jestem dzieckiem dda,  mój ojciec był/jest alkholkiem, rodzice się rozwiedli gdy miałam 8 lat. 

    Mój problem dotyczy obecnego życia, jestem przede wszystkim mama 4 letniego dziecka i jego dobro jest dla mnie najważniejsze. Partner z którym jestem w związku, jest ojcem mojego dziecka jest również dda, ojciec alkoholik. Niestety nasze problemy dalej toczą się w temacie alholu. Uważam że mój partner ma problem z alkoholem, nie ma umiaru, pije za często i najgorsze w tym wszystkim jest to że nie widzi problemu. Ja się zawsze „czepiam, wymyślam, przesadzam”. Wiem również że sama na pewno mam problem z psychiką, jestem bardzo pogubiona , czuje się samotna, nie czuje się szczęśliwa,  jestem nerwowa, niesty łatwo wybucham A nie chce być taka osoba. Chciałabym być szczęśliwa uśmiechnięta kobieta która daje szczęście swojemu dziecku. W naszym związku od początku niesty było burzliwe i było dużo kłótni, szczerze mówiąc nie wiem czy my się naprawdę kochamy czy to po prostu przyzwyczajenie i chęć aby synek miał pełną rodzine   ale co to za rodzina gdzie są ciągle kłótnie… nie wiem co mogę jeszcze dodać, zaciagnelam partnera na terapię  ale nie wiem czy to coś da ,podając przykład, Pani psycholog ustaliła że partner ma wypijac maksymalnie 2 piwa ..  więc ostatni tydzień musiał pić codziennie te dwa piwa , w weekend chciał 3 powiedziałam że nie bo się inaczej umawialismy i się obraził zaczęła się kłótnia .. ja nie pije praktycznie wcale, rzadko naprawdę. On nie ma umiaru , może pić i pić i nigdy nie ma dość A  ja z perspektywy trzezwej osoby widzę to inaczej. Gdy przesadzi jest agresywny, nie uderzył mnie nigdy ale nie przebiera w słowach i ja się po prostu boję. Nie wiem co mam robić , już tyle razy myślałam o rozstaniu ale nie wiem czy ja sobie będę potrafiła sama poradzić:( do tego po prostu boję się chyba samotności, problemy finansowe , z utrzymaniem mieszkania w takiej sytuacji będę żadna tylko na siebie. W tej chwili jestem w dolku ogromnym, nie chce takieto życia, dobija mnie to wszystko. Partner jest dobrym ojcem , bawi się dużo z synkiem choć jest bardzo nerwowy i wybucha czasem o pierdoly. My chyba nie potrafimy normalnie rozmawiać, ja jestem tak zagubiona że nawet nie wiem co czuje, to się ciągnie od lat ale po prostu czuje że mam dość. Przepraszam że ta wypowiedź jest tak chaotyczne ale może ktoś mnie odrobinę zrozumie I doradzi. 

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich forumowiczów 

    • Ten temat został zmodyfikowany 3 tygodni, temu przez AvatarWika05.
    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 396

    Witaj! Z mojego doświadczenia : gdy problemów jest kilka(dda, współuzależnienie, uzależnienie) należy się najpierw zająć tym co najbardziej na dziś utrudnia życie. Z Twojego postu wynika ze u Ciebie może to być współuzależnienie. Zatem terapia , mitingi al-anon. Proponuje Ci zajrzeć na forum „nie pijemy.pl” , tam znajdziesz setki chistorii podobnych do Twojej , doświadczenia i drogi zdrowienia. Zacznij działać – nie jest za późno by być szczęśliwa !

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 396

    Przepraszam za błąd ortograficzny 🙂

    AvatarWika05
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź! Oczywiście wejde na ta stone i mysle ze powinnam poszukać spotkan dda w swoim mieście, musze sie wziac w garść przede wszystkim dla mojego synka, on zasługuje na szczęście.
    Po prostu dobrze jest moc porozmawiać z kims kto mnie nie wysmieje, nie będzie mówił ze wymyślam i przesadzam tylko wyslucha i zrozumie 🙁

    Pozdrawiam

    Avatarmarta2985
    Uczestnik
    Liczba postów: 103

    Też często od swojego partnera słyszę że wymyślam, przesadzam, mam się wziąść w garść. A ja nie umiem. Czuje się jak małe, bezbronne dziecko, które próbuje być zrozumianym czy wysłuchanym. Nie umiem być teraz silna i odpowiedzialna, a powinnam, ale tak się tego boje, że masakra. A partner, hmmmm, nie rozumie mnie wogóle, chodź mu próbuje wytłumaczyć co się ze mną dzieje (choroba mamy) to jestem z tym sama i się oddalamy od siebie tylko. Ja zawsze jestem dla niego na każde zawołanie a on mówi mi tylko że mam się wziąść w garść.

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 396

    Niestety (a może stety) cierpiącemu dorosłemu dziecku nikt nie pomoże dokąd ono samo nie zechce pomoc sobie. Ja przez prawie 12 lat małżeństwa zajmowałam się tym by mój mąż mnie zrozumiał , wsparł , uszczęśliwił mnie. Gdy trafiłam na mitingi dda i do terapeuty dda zrozumiałam ze nie tedy droga . To był długi proces nim zrozumiałam i poczułam ze szczęście jest we mnie. I nikt ani nic z zewnątrz tak na prawdę mi tego nie da. Wciąż jestem w tym procesie poznawania i odkrywania tego szczęścia we mnie. Ps. są tez mitingi on line przez skype , warto „zajrzeć” 😄

    AvatarWika05
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Ciesze sie ze tutaj wszyscy sie rozumiemy, nieomylna a dlugo juz chodzisz na terapię? Czujesz ze to pomaga?

    Marta doskonale Cie rozumiem, tez korzystasz juz z terapii czy jesteś na etapie dojrzewania do tej myśli ze trzeba jedbak sie wybrać bo to nam pomoze ?

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 396

    Przed tą terapia dda przeszłam dwie inne. Ta dda trwała ok rok i niestety została przerwana. Natomiast od dwóch lat nieprzerwanie uczestniczę w mitingach. Czy ja czuje ze to pomaga? Oczywiście ! Ale myśle ze gdyby nie program 12-krokowy dda sama terapia by mi nie pomogła . A co najważniejsze bez mojej gotowości , poddania się , bezwzględnej uczciwości nie pomogłoby nic. Znam wielu ludzi po kilku terapiach którzy wciąż cierpią , nie czuja spokoju w sercu, nie maja w sobie oparcia. Za to żyją w stałym poczuciu lęku i krzywdy. Gdy z nimi rozmawiam slysze ze wciąż negują , warunkują swoje działania , albo mówią ze terapeuta nie taki, albo ich nie stać , albo czasu nie mają. Różnie to bywa. Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodów . Ja odkryłam ze te moje powody to były wymówki .

    Avatarmarta2985
    Uczestnik
    Liczba postów: 103

    Coś w tym jest Nieomylna, ja chodzę na terapię od ponad miesiąca i powiem Wam że sama nie wiem co myśleć. Niestety jestem w gorącej wodzie kąpana i bym chciała już od razu widzieć postępny, a ja stoję w miejscu albo i nawet się cofam. Co z tego że terapeuta tłumaczy mi, daje jakieś przykłady ale do mnie jak grochem o ścianę, niby ma rację ale nie dociera to do mnie. Mam już że tak powiem ,,nasr.. w głowie i ciężko mi się przestawić na inny tok myślenia. Zaczynam myśleć po woli że chyba terapia nic mi nie pomaga, zaczynam szukać wymówek, ale co mi to da że przerwę terapie. Nic kompletnie, tylko dlaczego jestem taka ,,ciężka”  w zrozumieniu siebie.

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 396

    Ładnie to ujęłaś Marta 😁”mam nasr…” Choć wydaje się ze to taki sobie tekst , wiele w nim mojej prawdy! To owo „nasr…” to moje wdrukowane mechanizmy , schematy i strategie przetrwania. Tak żyłam. Myślenie się utrwaliło i trudno je zmienić. Potrzebowałam to porzucić i zacząć budować nowe myślenie. A nade wszystko działać ! Od słuchania samego i gadania nic się w moim życiu nie zmieniało. Jak już mówiłam to długi proces , dla mnie -na resztę życia.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.