terapia po 40tce… – nieoficjalna STRONA DDA

terapia po 40tce…

//terapia po 40tce…
terapia po 40tce… 2018-12-26T23:20:51+00:00

Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD terapia po 40tce…

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • rasputnik
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Witajcie, postanowiłem z końcem roku żeby na poważnie zająć się swoimi problemami i poszukać pomocy. Co, jak myślę, powinienem był zrobić wiele lat temu, ale wydawało mi się że daję sobie radę w życiu i o nieprzyjemnych sprawach z przeszłości nie muszę myśleć

    Mam w tej chwili 41 lat i poczucie totalnego kryzysu – rozsypuje mi się małżeństwo, jestem coraz bardziej osamotniony i zniechęcony do życia. Czasami myślę że to problem ze mną, czasami obwiniam żonę, ale prawda jest taka że nie mam pojęcia co czuję, co się dzieje i jakim sposobem znalazłem się w takiej sytuacji

    A wystarczyło trochę stresujących wydarzeń i wyszło na jaw jak słabo sobie radzę ze sobą, w reakcji na stres pojawiły się lęki, depresja, panika .. poszedłem na psychoterapię i zacząłem wracać do przeszłości, do rozmaitych sytuacji z dzieciństwa i młodości. Myślałem że to do czegoś doprowadzi, jakiegoś przełomu i oczyszczenia, ale przywołało tylko nieprzyjemne wspomnienia, sytuacje których chciałbym nie pamiętać, negatywne opinie o samym sobie, beznadziejne sytuacje i moje zagubienie i bezradność z tamtych czasów.. i poczułem się gorzej, jeszcze gorzej, bo dotarło do mnie jak nieodwracalne i wielkie to były straty i że nigdy tego się nie da naprawić. Psychoterapię zakończyłem po jakimś czasie bo w ramach leczenia depresji dostałem też leki i stany depresyjne ustąpiły, a poza tym miałem poczucie że kręcę się w kółko ciągle wracając do negatywnych myśli, wspomnień, żalu. Wręcz czułem jak pogarszam swój stan ciągle rozdrapując stare blizny, nawet już nie jestem pewien czy wszystko pamiętam czy może sam sobie jakoś układam przekonującą historię

    A historia jest taka jak Wasza – pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny gdzie ojciec miał problemy ze sobą i z alkoholem. Choć alkohol pojawił się na dobre dopiero gdy byłem w liceum, wcześniej tak tego wyraźnie nie dostrzegłem. Za to na pewno nasz dom był dziwny, zawsze jakiś biedny, zaniedbany, nic nigdy nie było zorganizowane, jakieś awantury i kryzysy wybuchały ciągle miedzy rodzicami, ojciec porywczy a jednocześnie całkowicie bez kontaktu z nami – dziećmi. Czułem jakby był obcym człowiekiem, nie dało sie z nim porozmawiać. Nikt nigdy nie mówił o swoich sprawach, byłem najstarszym z braci ale nawet wśród rodzeństwa nie mieliśmy dobrego kontaktu. Z matką niby trochę lepiej bo nie była agresywna, ale nie czułem żeby jakoś specjalnie się mną opiekowała czy interesowała moimi problemami.
    A jako dziecko problemów miałem dużo – lękliwy, wycofany, z przerażającym poczuciem niższości, jakoś pełzłem przez młode życie w poczuciu że nikt mi nie może pomóc i że zasługuję na złe traktowanie bo jestem gorszy, słaby, pochodzę z gorszego domu. Problemy przyszły – ze strony agresywnych dzieciaków które widząc słabego i niepewnego uczyniły sobie z niego obiekt prześladowań, grzązłem w swoich lękach i poczuciu niższości. Nauczyciele na których pomoc liczyłem nie spisali się i albo udawali że nic nie widzą albo wręcz poniżali i ośmieszali przyłączając się do radosnego kopania w dupę słabeusza. Ot taka toksyczna podstawówka. Nikogo nie byłem w stanie prosić o pomoc bo panicznie się wstydziłem. Lęk przed ludźmi, przed powiedzeniem czegokolwiek, w ogóle chciałem wtedy zniknąć i zachowywałem się jakbym nie istniał. Dopiero w liceum zostawiłem ten syf za sobą ale co z tego jak szkód w głowie nie dało się naprawić. Oczywiście rodzice żadnych problemów nie zauważyli – a szkoda bo może bym się tak nie musiał męczyć przez całe życie

    Dziś zostało mi – wszechobecne poczucie winy, brak wiary we własne siły, unikanie konfliktów za wszelką cenę, lęk przed odpowiedzialnością i decydowaniem.. niby da się to zamaskować i jakoś ułożyć życie omijając potencjalne miny i zagrożenia ale jak widać bez końca tak lawirować się nie da i wtedy całe szambo wybija na raz. Najgorsze jest to że cały czas nie umiem ocenić realnie sytuacji i zachowań innych osób – nie wiem czy w sytuacji konfliktowej winny jestem ja czy ta druga osoba, czy jestem manipulowany czy może sam manipuluję, czy działam tak żeby zadowolić innych i uciszyć jakieś swoje lęki, czy jestem wykorzystywany i oszukiwany… Jestem po 40-tce a czuję że nie dorosłem w pełni i część czasu w którym powinienem był stać się pełnowartościowym człowiekiem – straciłem. Mam swoje dzieci i boję się że zostawię im taki bagaż jaki sam dostałem w dzieciństwie

    Dlatego chcę jeszcze raz podejść do terapii, myślę że tym razem w grupie, szukam jakiegoś dobrego miejsca/ośrodka/grupy (wschodnia strona Warszawy). Prośba o podpowiedzi bo czuję że jakaś katastrofa jest blisko..
    Pozdrawiam

    R

    beatawolek01
    Uczestnik
    Liczba postów: 258

    Cześć . Mam na imię Beata , jestem dda. Prace nad sobą zaczęłam tuż przed czterdziestką . Ja zaczęłam od mitingow 12 krokowych , z których korzystam do dziś regularnie . Później doszła terapia indywidualna . Niestety terapii nie potrafię żadnej polecić , natomiast polecam mitingi . Warto dać sobie szanse !

    truskawektruskawek
    Keymaster
    Liczba postów: 239

    Cześć, B!

    Moje doświadczenie z terapii jest takie, że w jej trakcie rzeczywiście było mi ciężej emocjonalnie. Na bieżąco nie czułem żeby coś się we mnie bardzo zmieniało, ale byłem gotów na wszystko, bo chciałem coś porządnie załatwić, skoro wcześniej na własną rękę mi się nie udało uciec od lęku i wstydu, choć niby umiałem robić to, co chciałem.

    Terapia to było dla mnie sprawdzanie na żywo, z ludźmi, tego, co mi się wydawało i co terapeuci proponowali. Samo w sobie to nie wydawało mi się to rewolucyjne, ale dałem sobie czas. I najpełniejsze owoce zbieram dopiero teraz, już po jej zakończeniu. Bo to nie były jakieś magiczne umiejętności, tylko mogłem zacząć je ćwiczyć w bezpiecznym miejscu, a potem powtarzać to, czego się nauczyłem i co mi się sprawdziło, aż zmienia się to w nowe odruchy. A na to potrzeba czasu – u mnie akurat to są raczej miesiące i lata niż dni i tygodnie, za to czuję, że zmiany są solidne.

    Nie miałem depresji jak ty, ale terapeuci sprawdzali naszą gotowość i nie traktowali tego jako obowiązkowego kursu, w którym wystarczy zacisnąć zęby. Wierzę, że przerwanie mogło ci być bardziej potrzebne w danej chwili niż katowanie się tymi strasznymi wspomnieniami. Mam nadzieję, że teraz będzie ci trochę łatwiej do tego wrócić.

     

    krasnoludek
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Witam, Jestem w zwiazku z osoba DDA… dopiero zorientowalam sie P.O. 8 miesiacach bycia razem. W sumie do teraz bym żyła w nieswiadomosci ale pewne zachowania zaczely mnie niepokoić. Skupialam się na wyjasnieniu opowiesci apropo terazniejszosci. Moj DDA klamał apropo przeszlosci, terazniejszosci, brnal w te klamstwa ktore sie przeplataly kazdego dnia. Mial taka wyobraznie ze klamal moich bliskich, znajomych, obcych. Jak mialam waypliwoscci to tak robil ze mu wierzylam. Na codzien byl kochany, pracowity, pomocny, rozmowny. Perfekcjonista dajacy z siebie 200 %. Fakt caly czas mnie dziwilo ile on ma sily do pracy, I nie narzeka ze mu sie nie chce. Mial problemy ze snem, I pracowal P.O. 14-16 h. Gdy wszystkie klamstwa wyszly na jaw niestety dedektyw poszedl w uzycie okazalo sie ze jest DDA. Klamstwa to jego parasol ochronny przed swiatem zewnetrznym bo Czul sie oceniany I latwiej mu sie zylo tak. Bal sie ze go skresle jak sie dowiem w jakich warunkach spedzil dziecinstwo I w jakim koszmarze zyl. Ja pochodze z normalnego domu, gdzie byla I jest milosc. Fakt jestem P.O. rozwodzie i mam corke ktora moj DDA troskliwie sie opiekowal. Mieszkalismy razem I naprawde sie dogadywalismy. Wyszly wszystkie klamstwa na jaw Moj DDA obiecal ze pojdzie na terapie I zapisalsie do psychologa. W 2 dniu od coming outu wkroczyla moja mama ktora powiedziala ze bedzie lepiej jak sie wyprowadzi . Niestety nie zaragowalam ale wiem ze takie radykalne postepowanie cos wniesie bo w poprzednich zwiazkach P.O. 7 lat obiecywal I nic nie robil. Teraz jestesmy 14 dni bez siebie. On jest u mamy w innym Miescie. Ja potrebuje przestrzeni czasu na odbudowanie zaufania chcialabym zobaczyc zaangazowanie w terapie i wspierac go. Na odleglosc narazie a pozniej wspolnie. On Najwiecej pretensji ma do mnie jak moglam go wyrzucic ze go nie wspieram. Czytam literature, chodze do psychologa nie skreslam go naprawde Kocham Go … ale mam dziecko nie moge sobie pozwolic na kolejny blad… przez te 14 dni caly czas ma do mnie pretensje I mowi ze nie wroci ze ma honor. Byl na 1 spotkaniu u psychologa dzis w osrodku terapii na NFZ… zaczyna dobrze Gadac odnosnie ze on wie ze trzeba sie otworzyc max zeby zbudowac szcescie, ze jest mu zle I strasznie to przezywa, ze bardzo zaluje ze mnie skrzywdzil ale to bylo silniejsze od niego…. prosze o doradzanie jak mam robic zeby mi bylo lepiej…. I co dalej :((((

    wienia1
    Uczestnik
    Liczba postów: 18

    I jestem tu znowu, znowu na przełomie starego i nowego roku, znowu po jakiejś terapii, tym razem naprawdę wiele wniosła. I co,  znowu czuje się fatalnie, znowu w Święta czułam sie jak zbity pies, znowu mam dosc życia i biorę leki by się otumanic, znowu tu pisze i znowu idę na sylwestra z mężem choć bym się zaszła pod kołdrę. Mąż mówi że ok, trzeba przywyknac do moich stanów obniżony h ale ja mam ich dość. Serdecznie. Poddaję się, jestem po 40 tce i chyba się poddam. Relacji z najblizszymi nie mam albo ich nie widzę, z rodziną nieprzepadam, znajomych dawno odsunelam, do pracy tylko muszę chodzić. Jestem załamana. Nic lepiej albo ciągle jestem z siebie niezadowolona?? Na dda nie byłam ale tyle terapii innych miałam? Może jestem odporna tak jak na normalne życie??

    truskawektruskawek
    Keymaster
    Liczba postów: 239

    Cześć, wienia1!

    Też jestem po 40. i mam kilka pytań na temat twojego wpisu:

    Ciekaw jestem co takiego niby wniosła ta terapia, skoro jak słyszę jesteś nią strasznie zawiedziona i „nic lepiej”? Nic z tego nie rozumiem.

    Jak twój związek z mężem? Jak się w nim czujesz i czy mąż zaspokaja twoje potrzeby, jakie pewnie masz wobec kogoś tak bliskiego?

    Dlaczego odsunęłaś znajomych?

    Jak ci jest z innymi bliskimi – co to znaczy że nie widzisz relacji z nimi?

    Pozdrawiam cię.

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.