Zdrowienie, katharsis, nirwana – Strona 27 – nieoficjalna STRONA DDA

Zdrowienie, katharsis, nirwana

//Zdrowienie, katharsis, nirwana
Zdrowienie, katharsis, nirwana 2017-06-29T21:08:55+00:00

Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Zdrowienie, katharsis, nirwana

Przeglądasz 10 wpisów - od 261 do 270 (z 285)
  • Autor
    Wpisy
  • 2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 472

    Dodam, że z sytuacją mierzyła się osobą z dużym podobno doświadczeniem naukowym i zawodowym. (Wyroznienia itd) z dziedziny nie tylko psychologii ale i psychiatrii. Nie będę tutaj przytaczał nazwiska. Chodzi mi w tym momencie o to, że przedstawiłem całą sytuację i zależności oraz nakreśliłem osobowości, bo celem było właściwe leczenie bliskiej mi osoby.

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 1828

    A gdybym to ja była na Twoim miejscu i znałbyś dokładnie moją sytuację. Co byś mi doradził?

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 1828

    Zrobisz tak jak będziesz uważał.
    Bo teraz to mam wrażenie jak byś próbował się schować do swojej dziury i wyszukujesz wytłumaczenia dla siebie.

    2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 472

    Nie wiem na razie póki jest poprawa uciekam od tego,ale  ona nie będzie wieczna, bo leczenie nie jest właściwe z racji, że nie jej uznania.. Uwierz mi, że z powodu pepowiny matki bym tu nie zaczął pisać ( nie mòwię, że to nie ma wpływu na mnie, ale w tym trzeba widzieć, że osoby narcystyczne nacinają przez całe życie przez co bezsilność przy czym to nie   tylko matka nacinala ( wiesz jak Ci napiszę o dwóch osobach narcystycznych w mojej rodzinie to uznasz to jako przewrażliwienie i stąd  odstęcza mnie to) – odniesieniem jest tutaj to o czym mówi Elanie w WWO o upatrzeniu osoby najbardziej wrażliwej w tzw. rodzinie. Gdy chodzi o obecną atmosferę to jest ona wyczekujaca ale też częstą reakcją jest uciekanie poprzez chwilowe odcinanie i nie tylko moje, ale też pozostałych tzw. członkòw rodziny. Żyje na dwa domy aby ‚ czuwac’. – choć jest też możliwe, że to moje wytłumaczenie powrotu do schematu. Jak widzę swoją bezradność i bierność w tej kwestii  to mnie krew zalewa.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez  2wprzod1wtyl.
    2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 472

    Ta atmosfera jest na takiej podwòjnej rzeczywistości, a więc udawanie jakby nic się nie stało a jednocześnie wszyscy ( mam tu na myśli rodzinę) wiedzą, ale idzie to w wyczekiwanie i ucieczki każdy na swój sposób.

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 1828

    Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

    Piszesz ogólnikowo więc ciężko jest się w jakikolwiek sposób odnieść. Zatem tak jak napisałam wcześniej.

    Do Ciebie należy wybór co dalej zrobisz ze swoim życiem

    Powodzenia

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 1828

    31.o8.2019

    Koniec wątku

    2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 472

    Wybór jest między odciąć się aod tej sytuacji a poświęcić się po to by uwolnić co najmniej dwie inne osoby przy czym gdybym wiedział, że da to efekt to wybrałbym poświęcić się. Natomiast dotąd chciałem wybrać odciąć się i   w tym czasie pracować nad sobą aby stać się na tyle silnym by wydobyć co najmniej dwie osoby, ale to może być zbyt długo.

    powodzenia, bo robi się z tego ‚uwiazywanie’ a nie taka była moja intencja

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez  2wprzod1wtyl.
    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 1828

    Żeby pomagać innym najpierw trzeba odpowiednio zabezpieczyć siebie. Wtedy są większe szanse na skuteczność.

    truskawektruskawek
    Keymaster
    Liczba postów: 358

    @2wprzod1wtyl

    Zaskoczyło mnie i wzruszyło, że tak wprost napisałeś jak się czujesz. Zaskoczyło, bo nie pomyślałem nawet, że może cię to zawstydzić. Ale jak się zastanowiłem, to rozumiem – to są uczucia, które łatwo się odpalają dorosłym dzieciom na temat siebie w ogóle, a już zwłaszcza na temat domu rodzinnego. Powiem więcej – dla mnie to jest sygnał, że właśnie łapiesz z tym kontakt. Chodzi tylko o to, czy tego chcesz, czy akurat nie.

    Bo zasadniczo sprawa jest prosta i metafora oczyszczania rany jest dla mnie bardzo nośna – najpierw trzeba zdjąć z niej plasterki, wtedy się odsłania to, co paskudne, i dopiero można to zacząć czyścić. Czyszczenia przez plasterek sobie nijak nie wyobrażam. 🙂

    Ale to oznacza, że konfrontacja z tymi doświadczeniami będzie bolesna i przykra. Na początku terapeuta powiedział nam nieoczekiwanie, ale zupełnie poważnie, że nikomu nie życzy terapii. Zabrzmiało mi to dość absurdalnie, ale zrozumiałem to tak, że on nas nie straszy ani nie zniechęca, tylko uczciwie uprzedza co nas w tym procesie czeka. Mnie to uspokoiło, i jak czasem potem nie wiedziałem co się ze mną dzieje, ale było mi źle, to było dla mnie jasne, że to jest właśnie skutek kontaktu z tymi emocjami, czyli właśnie to, co miało być. Ja właśnie po to tam poszedłem i liczyłem się z tymi konsekwencjami, chciałem mimo tego, że chwilami było mi gorzej niż zwykle. Byłem już na to gotowy, ale wcześniej przez lata się zastanawiałem, bo nie byłem gotowy.

    Nie dziwi mnie nawet, że to jest przykre, bo gdyby było przyjemne, to ludzie biegaliby na terapię jak po piwo albo na pizzę, byłyby kolejki 24h… 😉

    Pamiętam, jak zacząłem widzieć swoje schematy już nie pojedynczo, tylko hurtem. Wstyd i przygnębienie wisiały na mnie całe dnie i wcale nie schodziły. Ale z czasem zauważyłem, że to już wszystko, że nic gorszego pod tym już nie ma. I to była prawda o mnie, tylko że nie cała, a tylko taka, której dotąd nie chciałem widzieć. W dodatku rozmawiałem o tym z ludźmi na grupie i jakoś nikt mnie za to nie potępiał, a ja mogłem się z tego wygadać.

    Dalszy etap był jednak zupełnie inny, to się wcale tam nie zatrzymało. Jak wreszcie się napatrzyłem na te schematy, to zacząłem widzieć, że to wcale nie ja je sobie wymyśliłem, tylko od początku życia byłem nasączany czymś paskudnym. To nie jest nic nowego, po prostu nigdy nie było inaczej, więc jestem w tym od korzonków po koronę – i dlatego te moje owoce są zatrute tym samym. Wcześniej tego nie widziałem, bo nie patrzyłem (miałem tylko wrażenie, że to moja wina i tak się to nakręcało, bo nie chciałem sobie jeszcze dowalać). I o to chodzi w popatrzeniu na źródło problemu. Wtedy dopiero wstyd za siebie zaczął mi się zmieniać we wkurw i wstręt do rodziców, bo to oni zrobili.

    Owszem, z początku wydawało mi się, że to niegodne tak z siebie zrzucać odpowiedzialność za siebie na kogoś i rodzice to taki łatwy cel. Ale jak się przyjrzałem, to zobaczyłem, że owszem, łatwy, ale prostu dlatego, że prawdziwy! A oni nie tylko zrobili mi krzywdę, ale jeszcze zrzucili na mnie wstyd, że tej krzywdy nie chcę zaakceptować. To jest super skuteczny mechanizm – mają wtedy pewność, że dziecko się nie będzie buntowało, bo jest przekonane, że to ono jest winne. Więc nie tylko schematy, ale i wstyd za nie też mi zaszczepili. Krzywda plus pranie mózgu – cały pakiet!

    I był jeszcze wtedy wstyd, że ja się dałem na to wszystko nabrać, że to przecież niemożliwe, że coś ze mną nie tak… I dopiero jak zrozumiałem, jaka jest rola dziecka w rodzinie, jak jest totalnie zależne od rodziców, to mi przeszło. Chciałem przetrwać i przetrwałem, a słyszałem o koledze chyba z sąsiedniej klasy w podstawówce, który się zabił. Więc wydaje mi się z dzisiejszej perspektywy, że dobrze wybrałem. W dodatku skutecznie się uczyłem tych chorych reguł, skoro do dziś tak łatwo mi przychodzą – czyli głupi nie byłem, przeciwnie, byłem pojętnym uczniem, tylko te lekcje były okrutne.

    To oczywiście moje doświadczenia, ale znam też inne osoby po terapii, i też widzę o ile im łatwiej teraz mówić o swoich schematach bez dowalania sobie, że je mają. Dla mnie to w sumie przyjemność, bo to są osoby świadome i może chwały nam te schematy nie przynoszą, ale i tak lubię te osoby, a przynajmniej nie trzeba udawać lepszych (ani gorszych! bo to też strategia żeby się rozsiąść w roli ofiary) niż naprawdę jesteśmy. To zdejmuje sztywność i ułatwia bliskość. W dodatku jak się uczciwie popatrzy na swoje i cudze schematy, to czasem przychodzi do głowy jak można je zmienić, jakieś olśnienie czego się naprawdę chce i odwaga, żeby to naprawdę zmieniać. Ale nie wszystkie, nie na raz, i niekoniecznie…

    Uff, ależ się rozpisałem… Chodzi mi o to, że poczucie bezsilności i bezbronności jest zupełnie zrozumiałe, jak się przygląda swoim dysfunkcyjnym mechanizmom z domu. Jak się to robi na siłę, albo przypadkiem, to łatwo się wycofać i to też jest zrozumiałe. Dopiero jak jest jakiś grubszy problem w życiu, to wreszcie jest tyle motywacji i desperacji, że można przez to morze syfu przejść, choć niestety nie da się suchą stopą.

Przeglądasz 10 wpisów - od 261 do 270 (z 285)

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.