Tyrania manipulanta (S.Forward)

//Tyrania manipulanta (S.Forward)

Tyrania manipulanta (S.Forward)

 

Tyrania manipulanta
 

Susan Forward, fragment książki „Toksyczni rodzice”, wyd. Jacek Santorski & CO Agencja Wydawnicza

 
Inną potężną formą kontroli jest manipulacja. Jest bardziej subtelna i zakamuflowana niż kontrola bezpośrednia, ale jest w każdym calu równie niszcząca. Manipulanci zyskują to, co chcą, bez konieczności proszenia o to, bez koniecznnści ponoszenia ryzyka odrzucenia w przypadku otwartego manifestowania swoich pragnień.
Wszyscy z nas w różnym stopniu manipulują innymi. Rzadko mamy dość śmiałości, by prosić o wszystko, czego w tym świecie chcemy, a więc rozwijamy pośrednie sposoby przedstawiania próśb. Nie prosimy naszego współmałżonka o kieliszek wina, ale pytamy czy jakaś butelka jest otwarta; nie prosimy gości, aby wyszli pod koniec wieczoru, ale ziewamy; nie prosimy atrakcyjnej nieznajomej o numer telefonu, lecz aranżujemy krótką rozmowę. Dzieci manipulują rodzicami w tym samym stopniu co rodzice dziećmi. Współmałżonkowie, przyjaciele i krewni manipulują sobą nawzajem. Sprzedawcy zarabiają na życie poprzez manipulację. Z gruntu nie ma w tym nic złego; jest to normalny sposób komunikacji międzyludzkiej.
Jeśli manipulacja staje się narzędziem nieustannej kontroli, może być ona niezmiernie destrukcyjna, szczególnie w relacji rodzic – dziecko. Ponieważ manipulujący rodzice umiejętnie skrywają swe prawdziwe motywy działania, ich dzieci żyją w świecie chaosu. Wiedzą, że się nimi kieruje, ale nie są w stanie sobie wyobrazić, jak to się dzieje.

 
Dlaczego ona zawsze musi mi pomagać?

Jednym z najbardziej powszechnych typów toksycznych manipulantów jest „pomocnik”. Zamiast zostawić dzieci w spokoju, pomocnik stwarza sytuacje, w których jawi się jako „potrzebny w dorosłym życiu swojego dziecka. Manipulacja często przybiera formę pozornie bezinteresownej pomocy.
Lee, lat 32, wylewna, piegowata, była niegdyś czołową zawodniczką w tenisie amatorskim, obecnie bardzo dobrze radzi sobie jako fachowiec od spraw tenisa w sportowym klubie za miastem. Mimo aktywnego życia towarzyskiego, uznania zawodowego i dobrej pracy, regularnie popadała w ciężką depresję. Problemy dotyczące jej związku z matką szybko zdominowały naszą pierwszą wspólną sesję:

Pracowałam bardzo ciężko, aby zdobyć obecną pozycję, ale dla mojej matki nadal nie potrafię zawiązać sobie sznurowadeł u butów. Ja jestem jej całym życiem. Od czasu kiedy zmarł tato sytuacja znacznie się pogorszyła. Ona po prostu nie daje mi spokoju. Ciągle przynosi mi jedzenie do mojego mieszkania, ponieważ myśli, że nie dojadam. Czasami wracam do siebie i okazuje się, że przyszła i „w ramach przysługi” posprzątała mi mieszkanie. Zdarzyło się, że poprzekładała mi ubrania i poprzestawiała meble!

 
Spytałam Lee, czy kiedyś po prostu poprosiła matkę, aby tego nie robiła.

Cały czas to robię. Wtedy zalewa się łzami i szlocha: „Co w tym złego, że matka pomaga córce, którą kocha?”. W zeszłym miesiącu zaproponowano mi udział w turnieju w San Francisco. Matka ciągle powtarzała, jak to jest daleko i jak to będzie mi trudno samej przejechać samochodem taką trasę. Tak więc ofiarowała się mi towarzyszyć. Kiedy powiedziałam jej, że naprawdę nie musi, zachowywała się tak, jakbym chciała pozbawić ją wakacji. Zgodziłam się więc. Bardzo chciałam być sama, ale co mogłam powiedzieć?

W miarę jak Lee i ja pracowałyśmy wspólnie podczas terapii, zaczęła dostrzegać, jak bardzo jej poczucie samodzielności było podkopywane przez matkę. Jednakże za każdym razem kiedy Lee próbowała wyrazić swoją frustrację, uginała się pod ciężarem winy, ponieważ matka wydawała się tak bardzo kochająca i troskliwa. Lee była coraz bardziej zła na matkę, ale ponieważ nie mogła tego wyrazić, musiała się powstrzymywać. W końcu znalazło to ujście w depresji.
Oczywiście, depresja tylko napędzała to błędne koło. Matka nigdy nie przeoczyła okazji, aby powiedzieć coś w rodzaju: „Spójrz, jak źle wyglądasz na twarzy! Pozwól, że zrobię ci mały lunch, a zobaczysz, że zaraz się rozchmurzysz”.
Przy tych rzadkich okazjach, kiedy Lee znajdowała w sobie na tyle odwagi, aby powiedzieć matce co czuje, matka zamieniała się w rozpaczającą męczennicę. Lee niezmiennie czuła się winna i starała się przepraszać, lecz matka przerywała jej mówiąc: „Nie martw się o mnie. Ze mną wszystko będzie dobrze”.
Podsunęłam Lee myśl, że gdyby jej matka w sposób bardziej bezpośredni prosiła o to, czego chce, Lee nie byłaby taka rozgniewana. Lee zgodziła się ze mną.

Masz rację. Gdyby tylko powiedziała: „Jestem samotna, brakuje mi ciebie, chciałabym, abyś spędzała więcej czasu ze mną”, wiedziałabym przynajmniej o co chodzi. Miałabym jakiś wybór. Teraz wygląda to tak, jakby ona wzięła na siebie moje życie.

Kiedy Lee żaliła się na brak możliwości wyboru, powtarzała to, w co wierzy wiele dorosłych dzieci manipulujących rodziców. Manipulacja zapędza ludzi w ślepy zaułek. Aby ją pokonać, muszą urazić kogoś, kto, po prostu próbuje być uprzejmy. Dla większości ludzi łatwiejsze jest poddanie się.

Nadeszła pora, aby być ponurym

Manipulujący rodzice mają pole do popisu w czasie wakacji. Mogą wtedy rozsiewać wokół poczucie winy, jakby był to świąteczny podarunek. Wakacje zwykle intensyfikują wcześniej istniejące rodzinne konflikty. Zamiast myśleć o wakacyjnych przyjemnościach, wiele osób łapie się na tym, że obawia się wzrostu rodzinnych napięć, które często związane są z wakacjami.
Fred, jeden z moich klientów – dwudziestosiedmioletni pracownik branży spożywczej, najmłodszy z czwórki rodzeństwa – opowiedział mi historię klasycznej manipulacji ze strony matki:

Matka przywiązywała zawsze ogromną wagę do naszej obecności w domu w czasie świąt Bożego Narodzenia. W zeszłym roku wygrałem konkurs radiowy i w nagrodę otrzymałem bezpłatną wycieczkę do Aspen w czasie świąt. Ogromnie się cieszyłem, ponieważ nigdy nie byłoby mnie samego stać na taką podróż. Uwielbiam jazdę na nartach i była to dla mnie niezwykła szansa zabrania mojej dziewczyny w jakieś fajne miejsce. Obydwoje pracowaliśmy tak ciężko, że wakacje miały być rajem. Ale kiedy przyniosłem tę wiadomość mamie, wyglądała tak jak ktoś, kto ma zaraz umrzeć. Oczy jej się zaszkliły, a usta zaczęły drżeć, wiesz, tak jakby zaraz miała się rozpłakać. Potem powiedziała „W porządku, kochanie. baw się dobrze. Wobec tego nie będziemy chyba w tym roku jedli świątecznego obiadu”. Poczułem się jak prawdziwy łajdak.

 
Spytałam Freda, czy mimo wszystko zdołał wyjechać na tę wycieczkę.

Tak, pojechałem. Ale był to najgorszy okres w moim życiu. Byłem w takim strasznym nastroju, że cały czas kłóciłem się z moją dziewczyną. Połowę czasu spędziłem rozmawiając przez telefon z matką, moimi braćmi i z siostrą… Wciąż przepraszałem. Nie warto było się tak męczyć.

Byłam szczerze zdumiona, że Fred w ogóle pojechał na tę wyprawę. Spotykałam ludzi, którzy dla uniknięcia poczucia winy podejmowali znacznie bardziej szalone kroki niż rezygnacja z wyjazdu. Manipulujący rodzice są mistrzami obarczania winą i matka Freda nie była w tym wyjątkiem.

Oczywiście zjedli obiad świąteczny beze mnie. Ale matka była tak nieszczęśliwa, że po raz pierwszy od czterdziestu lat przypaliła indyka. Siostra telefonowała do mnie trzy razy, aby powiedzieć, że niszczę rodzinną tradycję. Najstarszy brat powiedział, że wszyscy byli w kiepskich nastrojach, ponieważ mnie nie było. Potem mój drugi brat zupełnie mnie przybił. Powiedział: „Mama ma tylko nas, dzieci. Jak myślisz, ile świąt jej jeszcze zostało?” Tak jakbym opuszczał ją na łożu śmierci, czy coś takiego. Czy to jest w porządku, Susan? Ona nie ma jeszcze sześćdziesięciu lat i cieszy się doskonałym zdrowiem. Jestem przekonany, że te słowa pochodziły z ust mamy. Mówię ci, nigdy już nie wyjadę z domu na Boże Narodzenie.

Matka Freda, zamiast wyrazić swoje uczucia bezpośrednio przed synem, zwerbowała inne dzieci, aby zrobiły to za nią. Dla wielu manipulujących rodziców jest to bardzo skuteczna taktyka. Zapamiętaj, ich podstawowym celem jest uniknięcie bezpośredniej konfrontacji. Matka Freda zamiast sama wysunąć oskarżenia przeciwko synowi, odgrywała przy świątecznym stole rolę męczennicy. W żaden inny sposób nie udałoby się jej uzyskać tak skutecznego potępienia dla postępowania Freda, nawet gdyby dała anons do gazety.
Wyjaśniłam Fredowi, że to jego matka i rodzeństwo sami podjęli decyzję o nieudanych świętach. Fred nie był za to odpowiedzialny. Nic, tylko ich własna decyzja powstrzymywała ich od wzniesienia za Freda toastu,pod jego nieobecność, i miłego spędzenia wieczoru.
Dopóki Fred wierzył, że jest złym człowiekiem, ponieważ ośmielił się zrobić coś dla siebie, matka sprawowała nad nim kontrolę za pomocą wzbudzania poczucia winy. Fred ostatecznie zrozumiał to i obecnie znacznie lepiej radzi sobie z matką. Chociaż ona odbiera jego nowo uzyskaną pewność siebie jako rodzaj „kary”, Fred doprowadził do takiego układu sił, że wszystkie ustępstwa jakie robi są wynikiem jego wyboru, a nie kapitulacji.

 
„Dlaczego nie możesz być bardziej podobna do swojej siostry?”

Wielu toksycznych rodziców porównuje w nieżyczliwy sposób jedno dziecko do drugiego, tak aby dziecko będące obiektem takiego postępowania czuło, że nie dość robi dla pozyskania uczuć swych rodziców. To powoduje, że dziecko wykonuje wszystko, czego tylko rodzice sobie życzą aby odzyskać ich przychylność. Taktyka „dziel i rządź” jest często wykorzystywana przeciwko dzieciom, które stają się zbyt niezależne, zagrażając równowadze systemu rodzinnego.
Swiadomie lub nieświadomie tacy rodzice wykorzystują w swych manipulacjach całkiem, skądinąd, naturalną rywalizację między rodzeństwem, zmieniając ją w bezwzględne współzawodnictwo, które blokuje rozwój zdrowych więzów między dziećmi. Rezultaty takiego postępowania są dalekosiężne. Negatywne porównania niszczą w dziecku dobry obraz samego siebie, a ponadto wywołują urazy i zawiść między rodzeństwem, co może położyć się cieniem na relacjach między nimi na całe życie.

Buntuj się, jeśli masz powód

Kiedy toksyczni rodzice kontrolują nas w sposób intensywny zastraszający, wywołujący poczucie winy, czy też emocjonalnie szkodliwy, zwykle reagujemy na jeden z dwóch sposobów: kapitulujemy lub buntujemy się. Obie te reakcje hamują psychologiczne uniezależnianie się od rodziców, chociaż bunt wydaje się prowadzić do wręcz przeciwnego skutku. Prawda jest taka, że jeśli reagujemy na działanie naszych rodziców buntem, to jesteśmy kontrolowani tak samo jakbyśmy się podporządkowali.
Jonathan, lat 55, jest atletycznym, sympatycznie wyglądającym kawalerem, właścicielem dużej firmy oprogramowania komputerowego. W czasie naszej pierwszej sesji prawie przepraszał za swoje gwałtowne uczucia paniki i osamotnienia:

Nie lituj się nade mną. Mam wspaniały dom. Kolekcjonuję samochody. Posiadam wszelkie dobra. Prowadzę naprawdę fajne życie. Ale przychodzi taki okres, kiedy czuję się bardzo, ale to bardzo samotny. Mam tak wiele, ale nie mogę tego z nikim dzielić. Czasami ogarnia mnie straszliwe poczucie utraty tego, co mogłem mieć, jeśli chodzi o miłość, o intymny związek. Przeraża mnie myśl, że skończę umierając samotnie.

Spytałam Jonathana, czy przychodzi mu do głowy jakaś przyczyna tego, że ma takie trudności w intymnych związkach.

Za każdym razem kiedy byłem blisko z kobietą… czy też myślałem o poślubieniu kogoś, ogarniała mnie panika i uciekałem. Nie wiem dlaczego… Chciałbym, aby było inaczej. Matka nigdy nie pozwala mi doprowadzić sprawy do końca.

Zapytałam Jonathana, jak on sam odbiera tę presję ze strony matki.

Ona ma obsesję na punkcie mojego małżeństwa. Ma 81 lat, cieszy się dobrym zdrowiem i ma mnóstwo przyjaciół, ale wydaje mi się, że spędza cały dzień martwiąc się o moje sprawy sercowe. Z tego powodu nie mogę znieść przebywania z nią, chociaż naprawdę ją kocham. Ona żyje dla mojego szczęścia. Przygniata mnie swoją troskliwością. To jest tak, jakbym nie mógł zdjąć z siebie tej kobiety. Ciągle stara się mówić mi, jak mam żyć… zresztą zawsze to robiła. Gdyby mogła, oddychałaby za mnie.

Ostatnie zdanie Jonathana było wspaniałym, obrazowym opisem „fuzji”. Matka była tak bardzo wplątana w jego życie, że zapomniała, gdzie ona sama się kończy, a zaczyna on. Swoje życie wtopiła w jego życie. Syn stał się jej przedłużeniem, tak jakby jego życie było jej własnym. Jonathan musiał uwolnić się od jej przytłaczającej kontroli, więc zbuntował się. Odrzucił wszystko czego ona pragnęła dla niego, włączając w to również rzeczy, których sam pragnął, takie jak małżeństwo.
Zasugerowałam Jonathanowi, że być może tak bardzo chciał sprzeciwić się swojej kontrolującej matce, że ignorował własne potrzeby. To, aby nie poddać się życzeniom matki, stało się dla niego tak ważne, że pozbawił się takiego związku z kobietą, jakiego miał prawo chcieć. Działając w ten sposób, stworzył sobie pozory, że jest „panem samego siebie”, ale w rzeczywistości jego wolna wola spętana była przez potrzebę buntu.
Taki bunt nazywam autodestrukcyjnym. jest on po prostu inną formą kapitulacji. Zdrowy bunt jest ćwiczeniem wolnego wyboru. Wzmacnia osobisty rozwój i indywidualność. Bunt autodestrukcyjny jest reakcją skierowaną przeciwko kontrolującemu rodzicowi, ćwiczeniem, w którym cały wysiłek skupiony jest na usprawiedliwianiu braku satysfakcjonujących osiągnięć. Rzadko kiedy leży to w naszym interesie.
(…)

Bez własnej tożsamości

Rodzice, którzy akceptują samych siebie, nie muszą kontrolować swoich dorosłych dzieci. Ale toksyczni rodzice, których spotkaliśmy w tym rozdziale, działają pod wpływem głębokiego poczucia braku satysfakcji z własnego życia i lęku przed odrzuceniem.
Niezależność dziecka jest dla nich jak utrata ręki. Kiedy dziecko dorasta, dla rodzica staje się jeszcze bardziej istotne pociąganie sznureczkami, które utrzymują je w zależności. Dopóki toksyczni rodzice potrafią skłonić swojego syna czy córkę do czucia się dzieckiem, dopóty mogą utrzymywać kontrolę.
W rezultacie, dorosłe dzieci kontrolujących rodziców często mają niewyraźne poczucie własnej tożsamości. Mają problemy z patrzeniem na siebie jako na istoty oddzielone od rodziców. Nie potrafią odróżnić własnych potrzeb od potrzeb rodziców. Czują się bezradne.
Wszyscy rodzice kontrolują swoje dzieci aż do chwili, kiedy one same przejmują kontrolę nad swoim życiem. W normalnych rodzinach zmiana ta ma miejsce wkrótce po wejściu w wiek dorosły. W rodzinach toksycznych to zdrowe oddzielenie jest opóźnione o całe lata lub też nigdy do niego nie dochodzi. Może mieć ono miejsce tylko wówczas, gdy dokonasz zmian, które umożliwią ci uzyskanie władzy nad własnym życiem.

przeczytaj inny fragment tej książki

2014-12-13T16:44:58+00:00 Marzec 5th, 2005|Artykuły|