„W pętli DDA” – list Damiana

//„W pętli DDA” – list Damiana

„W pętli DDA” – list Damiana

Witam Was Kochani.

Przyszedłem tu do Was aby się podzielić moją historią, co mam nadzieję przyniesie mi ulgę. O syndromie dorosłego dziecka alkoholika dowiedziałem się drogą własnego rozumowania i poszukiwania informacji po internecie. Po kolejnym upadku mojego związku uświadomiłem sobie w końcu, że błąd nie może leżeć po stronie świata i ludzi, ale chyba to chodzi o mnie…, bo przecież stale coś brałem do rąk i stale mi to wypadało…

Już same pierwsze litery przynoszą mi ulgę, więc kontynuuję dalej. Moje dzieciństwo…, pisząc nawet słowa moje dzieciństwo za bardzo nie wiem, co napisać, bo chyba go nie było. Mam bardzo mało wspomnień, bo w większości je wyparłem – to nie był szczęśliwy czas.

Tata dużo pił. Przychodził z pracy – jeśli byliśmy niegrzeczni, to nas bił, a jeśli byliśmy grzeczni, to oglądał dalej telewizję, tak jakby był pępkiem świata i tylko on istniał. Z dobrych cech u niego widzę umiejętność poświęcenia się dla większej idei i przez jakiś czas wyrzeczenia się z nałogu, ale to trwa tylko chwilę. Mama to kobieta zagubiona, szukająca stale oparcia w dzieciach, osoba mocno współuzależniona, ale kochająca mocno dzieci, a szczególnie mnie.

Z dobrych chwil w dzieciństwie to pamiętam, jak dostałem na gwiazdkę czołg zdalnie sterowany i mogłem się nim bawić ile chciałem, zamykając się sam w pokoju. Pamiętam też wspaniałe wakacje z ciocią i wujkiem, bo oni byli dla mnie jak rodzice, chociaż u nich też istniał problem alkoholowy. Reszta z dobrych chwil została wyparta, bo zawsze się wstydziłem, że jestem jaki jestem, że nie stać mnie na wiele rzeczy, że nie mogę mieć tego robota, że nie mogę pójść w dane miejsce, że muszę siedzieć w domu i opiekować się siostrą, że muszę stać się jak najszybciej dorosły, żeby pokazać ojcu moją siłę, bo moja mama i siostry nie radziły sobie z nim.

Tak więc szybko dojrzewałem, stałem się bardzo silny fizycznie, bardzo dużo ćwiczyłem i w końcu mojemu ojcu mogłem pokazać kto tu rządzi. Zacząłem mieć nad nim przewagę psychiczną, bo byłem już silniejszy fizycznie, nie mógł mi nic powiedzieć, bo zawsze wiedziałem lepiej od niego, stałem się obrońcą domu, strażnikiem siły i moralności, wyznacznikiem dobrych cech, nauczycielem i doradcą wszystkiego. To ja wiedziałem, co jest dobre a co złe pouczając mamę i tatę, to ja wiedziałem jakie podejmować decyzje i nikt mi nie mógł powiedzieć co mam robić w danej chwili. Chciałoby się powiedzieć „Bóg Honor Ojczyzna”. Zginę, poświęcę się, byle tylko zaistniała sprawiedliwość na świecie.

Szybko jednak okazało się, że rzeczywistość jest zupełnie inna.

To był czas, kiedy poznałem jako siedemnastolatek pierwszą poważną sympatię. Śliczna, o cudownych oczach i pięknej buzi, byliśmy w sobie zakochani po uszy, chcieliśmy być wyłącznie dla siebie i sobie poświęcić życie. Szybka inicjacja seksualna, zabawy w pierwszy alkohol, zdrady przekreśliły nasze marzenia w jakimś momencie. Rozstaliśmy się, ona jeszcze chciała wrócić do mnie, ale już dla mnie droga była zamknięta. Potrafiłem znakomicie chować uczucia pod płaszczem rozemocjonowanego dziecka.

Zamknąłem się na sytuacje z moją pierwszą sympatią i zaraz pojawiły się kolejne dziewczyny. Byłem bardzo lubiany, ludzie mnie jako młodego chłopaka bardzo słuchali, byłem otwarty i potrafiłem mówić o sobie, więc nigdy nie miałem problemu z poderwaniem kolejnej dziewczyny, ale to wszystko kończyło się jednym – albo dziewczyna mi się nudziła, albo to ona mnie rzucała. Niestety jeszcze nie wiedziałem, jak długa droga mnie czeka, aby zrozumieć dlaczego już pierwsze związki potrafiły się tak kończyć.

Gdy miałem 18 lat moje życie zmieniło się o 180 stopni. Nagle wszedłem w duchowość katolicką, poszedłem na pielgrzymkę jedną, a potem drugą, i nagle odczułem powołanie do bycia księdzem. Zadziwiające uczucia, które mną miotały były analizowane na każdej spowiedzi przez kierowników duchowych, którzy mówili poczekaj jeszcze albo spróbuj i zobacz. Ponieważ ja wiedziałem lepiej, to wolałem spróbować i wstąpić do seminarium. Pierwsze spędzone tam chwile były cudowne, jakbym odnalazł siebie, oczyszczony w spowiedzi z grzechów, odpokutowane winy i mogę życie zacząć od początku. To był piękny czas. Do czasu, kiedy osiągnąłem już to, co chciałem, byłem klerykiem, dobrym uczniem, znakomicie modlącym się człowiekiem, aż tu nagle wszystko przestało mieć znaczenie, w jednym momencie to nie miało sensu. Miotany milionem uczuć, snułem się w kąta w kąt i prosiłem Boga o rozpoznanie mojego powołania. Niestety nie dostawałem odpowiedzi i w Łagiewnikach przed obrazem miłosiernego Jezusa podjąłem decyzję o wystąpieniu z seminarium.

Niestety to był początek cierpienia… Dokończyłem studia na innej uczelni, podczas studiów starałem się jeszcze dochowywać przykazania z kościoła, ale znowu wróciłem w stare towarzystwo i to co mi przyświecało, to dobra zabawa, wiązanie się z kobietami, i powolne wchodzenie w nowe przygody seksualne. Pojawiła się kolejna miłość mojego życia, znowu piękna, o ślicznych oczach, cudownych ustach, seksownym głosie, najpiękniejszych piersiach jakie widziałem. To było to. Bóg zesłał mi moją miłość moje powołanie do życia, przy niej bardzo szybko wyszedłem z depresji poseminaryjnej i wszedłem w nowe uczucia poświęcając się do reszty, wyciągnąłem ją z anoreksji, przynajmniej tak mi się wydawało. Łączyły nas wspólne problemy, przegadane noce, radość z każdej chwili, i wszechogarniająca miłość w poświęceniu. Ona mnie słuchała, a ja stale mówiłem i mówiłem, że ją kocham i nie widzę świata poza nią. Życie moje nabrało sensu, była moim aniołkiem, cudownym uczuciem, gwiazdką z nieba to byłem ja, wyrzekłem się wszystkiego dla niej. Negatywne uczucia z mojej porażki życiowej przelałem na nią i byliśmy szczęśliwi. Niedługo okazało się, że to ja tylko byłem szczęśliwy, a ona odeszła, stałe powroty do niej przynosiły wyłączeni cierpienie i brak spełnienia. Uciekałem w kolejne związki, próbując raz z młodszymi, raz ze starszymi dziewczynami, ale nigdzie nie znajdowałem tego czego chciałem, raniąc siebie i innych.

Kolejną miłością moją była już nie tak piękna, ale o ogromnej energii seksualnej dziewczyna, która mnie głównie tym przyciągnęła. Nikt nigdy tak znakomicie się nie kochał jak ona, była boginią seksu. Budowaliśmy związek na fizyczności, aż do czasu śmierci jej ojca. Poprosiła mnie wtedy, abym się do niej wprowadził. To nie był dla mnie żaden problem, w jednej chwili rzuciłem wszystko i poświęciłem się jej, w końcu spełniłem się całkowicie w związku. Prawdziwy seks i do tego możliwość poświęcenia – to byłem ja i prawdziwa miłość. Moja miłość, gdy emocje już opadły, zostawiła mnie dla innego.

To był czas, kiedy dostałem dobrze płatną pracę i dzięki niej budowałem swoją tożsamość człowieka ułożonego po studiach i pragnącego nowego życia, jednak nowe okoliczności sprawiły, że szybko rzuciłem pracę i wpadłem w kolejne związki.

Wir związków, imprez trwał, raz to były mniejsze uczucia raz większe, zrywałem kontakty potem znowu odnawiałem, wracałem, odchodziłem i tak ciągle. Wszedłem w chyba wszystkie zakamarki związków poszukując własnego ja, własnego szczęścia, własnej tożsamości , spełnienia siebie oraz wyleczenia wszystkich bolączek. Przeżyłem również związek z kobietą, która miała dziecko, zostawiając ją po chwili, doprowadzając do rozkochania, a następnie porzuciłem. Na szczęście ta dziewczyna znalazła męża i życie jej się ułożyło.

Na kolejnym etapie odnalazłem zupełnie inną kobietę. Mocna, twarda, wiedząca czego chce, zupełnie inna niż wszystkie. Można by było powiedzieć, że prawie nie możliwe, żeby ją poderwać. Nie dla mnie, bohater zrobi wszystko i zrobiłem wszystko. Poderwałem ją, byliśmy ze sobą 2 lata. Dziewczyna zaradna, ogarniająca wszystko wokół siebie, świat biznesowy stał wobec niej otworem, ale miała problemy ze związkami tak samo jak ja. Dysfunkcja będąca w jej rodzinie odznaczyła na niej takie piętno, że wprost tworzyliśmy przykładowy związek DDA. Razem bohaterzy, którzy zdobędą świat, którzy pokonają wszelkie bolączki, bóle, wypalą się i poświęcą się. Na koniec zostały nam wyłącznie pretensje do siebie, ogromne rany nie zagojone do tej pory (byliśmy też zaręczeni).

Ostatni związek był dla mnie chyba spełnieniem każdego zakamarka DDA. Była to młoda dziewczyna o ślicznej urodzie, wierna, oddana, lojalna, uśmiechnięta i oczywiście z rodziny patologicznej. Oczywiście dla mnie nie miało to znaczenia. Wyrzucili ją z domu. Ja momentalnie przyjąłem postawę człowieka poświęcającego się, pracowałem, utrzymywałem ją, pobudowałem domek, można powiedzieć, że wychowywałem ją. Była dla mnie spełnieniem marzeń, wszystkich moich przemyśleń i oczywiście tą jedyną i już żadną inną. Ona to samo o mnie myślała. Kochała mnie, powtarzała mi to zawsze, że jestem ten jedyny i tylko ten, aż do chwili gdy w jednym momencie 3 miesiące przed ślubem powiedziała, że niestety to koniec, tłumacząc tylko, że tak będzie lepiej, uczucie się wypaliło a ona musi się pobawić.

Rana, która jest we mnie ma otwór ogromnego krateru, Armia żołnierzy krzyczy do mnie: Zadzwoń do niej, ratuj związek, jesteś przecież bohaterem, poświęć się jeszcze raz. A przez tą armię przenika jeszcze mały cichy głos: Już dość, już dajmy spokój, zostawmy to, uspokójmy to, przestańmy w końcu walczyć, pokochajmy siebie takiego jakim jesteśmy, bądźmy dla siebie mili, wybacz sobie, spełnij swoje marzenia, pozwól być sobie chłopcem, przyglądaj się uczuciom, ciesz się chwilą, uśmiechnij się, powstań i już nie walcz, już nie musisz walczyć o swoje.
Ogrom emocji i bólu po rozstaniu jest jak prawdziwy pogrzeb.

W 2015 r zakończyłem 32 letnią wojnę o przetrwanie, nie mam już sił. Chcę Was słuchać drodzy DDA, chcę Was słuchać drodzy psycholodzy, chce Was słuchać ludzie, chcę Ciebie Boże doświadczyć. Jesteście mi potrzebni kochani do dzielenia się tym doświadczeniem jakie mam, przyjmowania doświadczenia Waszego i ukierunkowania swojego życia na radosne przeżywanie chwil z samym sobą.

Dziękuję za przeczytanie tych słów, a to jest mój mail do dzielenia się z Wami: ddadami@wp.pl.

Damian/Dami, 32 lata

2015-06-05T14:15:33+00:00 Czerwiec 5th, 2015|DDA o sobie|