Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › 17 lat i DDA?
-
AutorWpisy
-
Witam i od razu na wstępie kieruję pytanie – czy możliwe jest, żeby osoba w moim wieku – 17 lat – mogła mieć syndrom DDA?
Ostatnimi czasy nie daje mi to spokoju. Nie śpię po nocach, jestem niespokojna, rozdrażniona nie chce mi się z nikim rozmawiać, oddalam się od ludzi jeszcze bardziej niż zwykle. Nie radzę sobie ze swoimi emocjami i odczuciami. Dlaczego ostatnio? Jakiś rok temu dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak syndrom DDA. Poczytałam o objawach itd. i stwierdziłam, że mogę to mieć, że moje nienormalności być może wcale nie są moją winą. Obejrzałam film „Wszyscy jesteśmy chrystusami” i „trzeźwiałam” po nim z tydzień… Rozumiałam każdą sekundę tego filmu, każdy dialog, każdy symbol, przenośnię; wróciło do mnie wszystko. Od tamtej pory zastanawiam się czy moje „nienormalności” nie zaliczają mnie do DDA, ale odrzucałam tę myśl, no bo jak – w tak młodym wieku?
Stronię od ludzi. Z samotnością jestem na ty(to też duży emocjonalny problem). Od kiedy pamiętam. Obecnie mam troje bliskich przyjaciół, poza tym ze 4 znajomych, z którymi mogę czasami pogadać i poza tym pustka. Nie umiem poznawać nowych ludzi i chyba nie jest to nieśmiałość… Boję się po prostu. Zawsze czuję się od nich gorsza, boję się ich rekcji, mam dosłownie lęk jakiś przed odrzuceniem. Nie umiem się bawić. Nigdy nie lubiłam dyskotek, imprez… Przeraża mnie myśl, że miałabym wyjść na parkiet i zatańczyć – abstrakcja jakaś. Wiele rzeczy, sytuacji, na pozór normalnych. staje się dla mnie problemem np. załatwienie jakiejś sprawy. Boję się nowych rzeczy, nowych sytuacji. Mam ochotę się wtedy zakopać 100m pod ziemię i nie wychodzić póki nie miną. Bezradność i niesamodzielność to słowa, których nie cierpię, a które mnie najlepiej opisują. Mimo, że mam wrażenie, że mentalnie jestem dość dojrzała jak na swój wiek, to jestem tak bardzo niesamodzielna, że… bardzo utrudnia mi to życie. Za dużo od siebie wymagam, wiem, że stawiam sobie cele nie do przeskoczenia i gdy się nie uda, nie mogę się dźwignąć, podnieść z tego. Każdą porażkę długo opłakuję, a często mam wrażenie, że moje życie składa się z samych porażek – w szkole nie idzie, wśród ludzi nie idzie, z rodziną się często nie dogaduję… Chodzę do liceum. W moim mieście są 3 takie szkoły – przeciętna, bardzo dobra i najlepsza. Chodzę do najlepszej. Idę do 2 klasy. W bardzo dobrej nie było dla mnie profilu odpowiedniego, a przeciętna jest dla mnie zbyt słaba. Ta szkoła to istna tragedia… Rzuca tylko kłody pod nogi, nie radzę sobie tam praktycznie z niczym. Jestem na profilu biologia-chemia, tylko po to, żeby mieć rozszerzoną biologię, gdyż będzie mi potrzebna na maturze i uwielbiam ten przedmiot. Chemia to dramat. Nie jestem umysłem ścisłym i nie radzę sobie. Przynajmniej tak uważam (na koniec roku miałam ocenę dostateczną (3)). W ogóle uważam, że nie jestem dobrym uczniem, a średnią ocen miałam 4,20, co w na pierwszy rok w tej szkole jest bardzo dobrym wynikiem. To naprawdę wymagająca szkoła. Ale mimo tego, mimo jakiegoś tam wsparcia ze strony rodziców (mama, alkoholiczka, jest po odwyku i od 2 lat jest spokój) nie wierzę i wiem, że nie nadaję się do niczego i że jestem za słaba do tej szkoły. Bardzo często jestem smutna, melancholijna, przygnębiona. Wydaje mi się, że wszystko znoszę „bardziej”, że jestem bardzo przewrażliwiona. Od 2 tygodni jakoś więcej o tym wszystkim myślę, o tych swoich ułomnościach, nienormalnościach. Nie mogę spać w nocy, dręczą mnie ciężkie myśli – nie mogę już wytrzymać. Chcę się zwrócić o pomoc, mam do kogo. Moja siostra, sporo starsza ode mnie, przeszła to samo (tylko ona ma silny charakter, nie to co ja) a na dodatek jest psychiatrą. Ma już własne życie pracę, dom, rodzinę… Nie chcę zawracać jej głowy, poza tym mamy nikły kontakt, ale wiem, że jak powiem tylko słowo, to mi pomoże. Tylko nie wiem… Wstyd mi? Znów boję się czegoś, nie wiem czego. Czy ja w ogóle potrzebuję pomocy? Czy to o czym piszę to DDA? Czy to możliwe, żeby w tak młodym wieku?
Czytając niektóre Wasze wpisy również pod większością, jak nie wszystkimi, mam ochotę napisać – też to mam. Też to czuję. Rozumiem to w 100%. Czy mi potrzebna jest pomoc? Czy po prostu jestem zwykłym młodym nadwrażliwym człowiekiem?
Bardzo proszę Was o odpowiedź. Po dzisiejszej nocy już sobie przyrzekłam, że kogoś o to poproszę… Więc bardzo Was proszę.Wiek tu chyba nie ma nic do rzeczy. Skoro Twoja mama jest alkoholiczką, a Ty nie radzisz sobie w życiu to raczej nie ma się nad czym zastanawiać. Zazdroszczę wszystkim, którzy w tak młodym wieku potrafili u siebie zauważyć jakieś zaburzenia. Im wcześniej rozpoczniesz pracę nad sobą tym mniej życia zmarnujesz 🙂 Szkoda, że nie obudziłam się 10 lat wcześniej :unsure:
Sonia, skoro czytając forum odnajdujesz tak wiele wspólnych cech to wg. mnie powinnaś wybrać się na terapię. Im wcześniej tym lepiej;)w nazwie jest napisane dorosle dzieci alkoholikow a ty nie jestes jeszcze dorosla..byc moze to wywoluje twoja watpliwosc.Ale wiek nie ma znaczenia wazne jest ze wychowujesz sie w domu gdzie kroluje badz krolowal alkohol.Odnajdujesz sie w wielu wypowiedziach a wiec tego sie trzymaj i zadbaj o siebie.Jestes bardzo mloda osoba i lepiej dla ciebie bo masz szanse szybko rozpoznac problem i pracowac nad soba.Wyobraz sobie ze ja zaczelam terapie w wieku ponad 30 lat ;jak duzo nieprawidlowych wzorcow wdrozylam w dorosle zycie jak trudno sie pozniej z tego wszystkiego uwolnic…..Zycze ci wszystkiego co najlepsze i ciesze sie ze tak mloda osoba ma szanse wejsc na dobre tory swojego zycia!!!!
Ja mam 18 lat czyli dzieli nas zaledwie rok, jakieś pół roku temu zdałam zdałam sobie sprawę, że jestem DDA i jestem pewna, że to iż mam takie cechy nie jest sprawą mojego wieku tylko gównianego dzieciństwa, które zryło mi psychikę w jakimś stopniu. Wydaję mi się, że jak będę całkiem dorosła to wiele cech się zmieni, wiadomo teraz jest etap dojrzewania, ale pewna część zachowań zostanie…
Ifoema, jak się nie zacznie nad sobą pracować to nic się nie zmieni. Samo nie przechodzi. Potrzebna jest świadomość i praca.
Edytowany przez: mase, w: 2011/08/31 18:41
Sabbia – być może to wywołało wątpliwość. Wychowywałam się w takim domu, tak. Do mniej więcej 14 lat. Przemoc jest najgorszym, co pamiętam. Awantury, kłótnie, rękoczyny i ja gdzieś skulona w kącie. Ojciec zawsze miał ciężki charakter i on również obecnie kopie pode mną doły. Poniżanie słowami "ty się do niczego nie nadajesz", "ręce mi opadają jak na ciebie patrzę", "lepiej to zostaw, bo i tak ci nie wyjdzie" są na porządku dziennym. Ostra krytyka, duże wymagania… Zero zrozumienia, kompletne zero. Ostre słowa w kłótni, nie szanowanie mnie bardzo często… Absolutne zero jakiegokolwiek zrozumienia. Mamę teraz traktuje jak mnie może i gorzej nawet, mimo, że już jest spokój-mama nie pije od 2 lat. Mam do niego mnóstwo, mnóstwo żalu o to wszystko… Od mamy mam wiele wyrozumiałości. Wybacza mi błędy, wspiera gdy w nie idzie w szkole… Ale to i tak za mało. A ja z nią o tym nie rozmawiam, bo nie mogę i już. Nawet jakbym chciała. Prędzej z obcą osobą, ale nie z nimi, nie!
W ogóle ostatnio mam wrażenie, jakby te ułomne cechy były bardziej widoczne czy bardziej mnie dotyczyły, a przecież już jest dobrze, już nie ma alkoholu (ojciec czasem wypije, ale to nie żadna choroba, tylko tak.. od święta. nie stanowi to bynajmniej problemu. Tak mi się wydaje.)To co było, jednak, odcisnęło na mnie piętno i mam wielka i głęboką ranę na duszy, która czasami się otwiera i krwawi nie dając mi spokojnie spać. Ta rana też sprawia, że jestem taka jaka jestem. Pracować nad sobą – tylko jak? Samotnie? Sama nie dam rady… A rozmawiać o tym też bardzo ciężko, nawet tu, kreśląc te parę słów. Ale nie radzę sobie już z tym i dlatego szukam pomocy. Stąd nie chciałabym zniknąć, bo widzę tu zrozumienie, po prostu… Tylko, że… nawet tu boję się odrzucenia, bo młoda, niedoświadczona. Ifoema – cieszę się, że spotykam osobę z tym samym problemem i w tym samym wieku. I dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pierwszy raz spotykam się ze zrozumieniem… I wnioskuję, że mam sporo szczęścia w tym nieszczęściu, że mimo młodego wieku widzę problem i chcę go wyeliminować, i na dodatek mogę liczyć na niemalże fachową pomoc bliskiej osoby.Mase nie mówię, ze z biegiem lat się zmienię i będzie ok, ale wydaje mi się, ze pewne cechy które teraz mam mogą wynikać z niedojrzałości i dorastania. A w sumie to nie wiem już nic, im bardziej się nad tym wszystkim zastanawiam tym bardziej się gubię. Nie chce mi się. Sonia powiem Ci, że na tym świecie nie jesteś sama ze swoim problemem. Kiedyś byłam strasznie zamknięta i bałam się o tym wszystkim mówić, ale coraz częściej poruszam ten temat i dużo mi z tym lepiej. Okazało się nawet ze nie tylko ja tak mam. Czasami można po kimś zauważyć, że boryka się z podobnym problemem nawet jeśli o tym nie mówi. Ale, żeby zacząć o tm rozmawiać potrzebni są odpowiedni ludzie… Najczęściej o to trudno.
Sonia,ja mialam podobnie jak ty tzn z jednej strony ponizanie ze strony ojca alkoholika,padaly podobne slowa jak u ciebie-ze sie do niczego nie nadaje i ze ze mnie nic nie bedzie.Z drugiej strony mama ktora probowala wspierac ale sama byla zalekniona,przestraszona.Bardziej docierala do mnie krytyka niz wsparcie…Nie boj sie odrzucenia.Piszesz ze jestes mloda i niedoswiadczona.Tutaj na forum jest wiele osob ktore od lat zajmuja sie swoim dda ale to nie dyskryminuje osoby mlodszej wiekiem czy starzem terapii Badz spokojna i pisz smialo a na pewno uzyskasz wsparcie.Radze ci zebys sie rozejrzala za terapia dla dda bo warto.Na pewno w twoim miescie jest grupa wsparcia dda.To pierwsze kroki ktore warto zrobic.
Sonia94
Stronię od ludzi. Z samotnością jestem na ty(to też duży emocjonalny problem). Od kiedy pamiętam. Obecnie mam troje bliskich przyjaciół, poza tym ze 4 znajomych, z którymi mogę czasami pogadać i poza tym pustka. Nie umiem poznawać nowych ludzi i chyba nie jest to nieśmiałość… Boję się po prostu. Zawsze czuję się od nich gorsza, boję się ich rekcji, mam dosłownie lęk jakiś przed odrzuceniem. Nie umiem się bawić. Nigdy nie lubiłam dyskotek, imprez… Przeraża mnie myśl, że miałabym wyjść na parkiet i zatańczyć – abstrakcja jakaś. Wiele rzeczy, sytuacji, na pozór normalnych. staje się dla mnie problemem np. załatwienie jakiejś sprawy. Boję się nowych rzeczy, nowych sytuacji. Mam ochotę się wtedy zakopać 100m pod ziemię i nie wychodzić póki nie miną. Bezradność i niesamodzielność to słowa, których nie cierpię, a które mnie najlepiej opisują. Mimo, że mam wrażenie, że mentalnie jestem dość dojrzała jak na swój wiek, to jestem tak bardzo niesamodzielna, że… bardzo utrudnia mi to życie. Za dużo od siebie wymagam, wiem, że stawiam sobie cele nie do przeskoczenia i gdy się nie uda, nie mogę się dźwignąć, podnieść z tego. Każdą porażkę długo opłakuję, a często mam wrażenie, że moje życie składa się z samych porażek – w szkole nie idzie, wśród ludzi nie idzie, z rodziną się często nie dogaduję…jakbym czytała o samej sobie,a też mam 17 lat,od roku świadoma swojego dda:dry:
Edytowany przez: mania45, w: 2011/09/01 17:12
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.