Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › A co z tęsknotą???
-
AutorWpisy
-
O tym, że jestem DDA dowiedziałam się nie tak dawno…po¼niej okazało się że w grę wchodzi także DDD, bo dorastałam w niepełnej rodzinie…
Zauważyłam u siebie cos w rodzaju uzależnienia od domu. Nie od ludzi w nim, ale właśnie od samego miejsca.Może to dziwne -ale kiedyś gdzieś wyczytałam, że niektore dzieci z rodzin dysfunkcyjnych tak maja (pewnie te dorosłe jak widać też :rolleyes: )..jesli nie ma osoby, do ktorej moga sie przywiazać, to takim azylem dla nich staje się dom, jako konkretne miejsce..
W zeszłym roku zaczęłam studia w innym mieście…przeprowadziłam się tam,wytrzymałam poł roku..oczywiście z cotygodniowymi powrotami..Nie wyobrażałam sobie sytuacji, kiedy nie wrocę chociażby na dwa dni..czułam się jakby coś mnie ciagnęło i nie chciało puścić..
Pewnie dlatego, że tu jest wszystko, co znam, co jest dla mnie bezpieczne…i wiem, czego się spodziewać..a że lubimy mieć nad wszystkim kontrolę, to pewnie dlatego tu czuję się najlepiej..wszystko pod całkowita kontrola
:unsure:
Zdecydowałam się wyjechać z kraju na rok..Nowa rodzina u ktorej będę mieszkać (pełna na szczęście :laugh: ), nowe otoczenie, nowe sytuacje…ale nie to przeraża mnie najbardziej. Wiem, że będę tęsknić właśnie za domem..i że ta okropna tęsknota może mnie przebić w koncu… i gotowa będę wszystko rzucić, żeby tylko na chwilę znależć się tam, gdzie czuję się najbezpieczniej.
Ale to nie będzie wyjście…bo co dalej?
Czy ktoś z Was też tak ma? Jak sobie z tym radzicie z takim "uzależnieniem"?
Czy taka terapia szokowa (albo i nie) może coś pomoc?
Mam nadzieję, że przez ten rok uda mi się odzyskać niezależność i zobaczyć , jak powinno wygladać życie w pełnej, zdrowej rodzinie..3majcie kciuki 😉
Nigdy nie odczuwałam takiego strachu, więc nie podzielę się swoimi doświadczeniami w tym względzie.
Jednak chciałam dodać jedno. Moim zdaniem trzeba probować zmieniać swoje życie. Każda nowa rzecz ktora robimy czegoś nas uczy. Nawet jeśli wydaje nam się, że nigdy nam się to nie przyda, że jest to zbędne diałanie to tak nie jest. Każde doświadczenie ubogaca nasza duszę. Każdy nowo spotkany człowiek daje nam spojrzenie na ludzi z innej perspektywy. Nawet jeśli to jest trudne to myślę, że warto zawsze probować. Stagnacja jest naszym wrogiem. Wowczas nie rozwijamy się jako ludzie tylko cofamy.
Mam nadzieję, że podołasz. ¯yczę z całego serca powodzenia w realizacji planow, wytrwałości i pokonania wroga jakim jest strach.
PozdrawiamAnonim
25 czerwca 2006 o 14:10Liczba postów: 20551boje sie tesknic,ale nie zmienie tego ze tak jest…chyba.Kocham moje miasto ktore jest moim domem 🙂 jestem typem wędrowca ktory musi od czasu do czasu gdzies odpłynać w sina dal,nie wiem dlaczego tak jest ale sie to poprostu dzieje.siadam w samochod i znikam bez słowa.Gdy tylko mine granice miasta zaczynam tesknic( o zgrozo,czy ja kiedys wyjade na wakacje? 🙂 ), ale nie chce wracać dopoki nie poczuje ze juz moge. wiem ze to brzmi dziwnie ale znam kilka osob ktore tez tak maja,a nie potrafia wytłumaczyc czegos tak banalnego….pozdrawiam z nadmorskiego miasta TIKO
Ja niestety rownież cierpię z tego powodu, nie potrafię odejść z domu. Pierwsza moja proba wyprowadzki to był internat -na poł roku! ¬le mi tam było… Za bardzo mnie pilnowali, były jakieś zakazy i ograniczenia… Nastepna proba nastapiła dopiero po ślubie, gdy z mężem i synkiem zamieszkaliśmy na drugim koncu Polski, trwało to całe trzy miesiace! Wracałam z pracy do mieszkania, w ktorym był spokoj i cisza, ale nie potrafiłam nazwać tego domem. Było dobrze, ale czegoś mi brakowało…
Więcej nie probowałam, nie jestem gotowa. Wiem, że gdziekolwiek bym sie teraz znalazła to coś mnie przyciagnie z powrotem.
Moj dom -miejsce, w ktorym spotkały mnie wszystkie moje nieszczęścia i krzywdy, z ktorego uciekałam, bo bezpieczniej czułam sie na ulicy w dorosłym życiu okazał się jedynym miejscem, w ktorym spokojnie mogę funkcjonować nie wprowadzajac w swoje życie haosu.
Wiem jednak, że moje największe marzenie kiedyś się spełni. Odejdę stad i nawet się nie ogladnę! :laugh:
PozdrawiamDziękuję za Wasze posty…
dodały mi trochę wiary w to, że potrafię i być może tym razem się uda…
niesamowite wyzwanie przede mna…
zatem, do boju 😉Czesc Slonethko!
ja jakies 10 miesiecy bylam w takiej mniej wiecej sytuacji jak ty wyjezdzalam za granice z tego domu, ktorego w sumie nigdy nie lubilam ale zawsze to bylo cos co znalam i znam. Rodzice mi odradzali to ale ja sie zdecydowalam i tej decyzji nie zaluje teraz. Tesknilam za domem strasznie za rzeczami ktore tak dobrze znalam, za kazdym kontem i nie bylo latwo tyle razy czulam ze chce wrocic, poczuc sie bezpiecznie, ale nie wrocilam dalam rade do konca wlasnie juz w sumie za dwa dni koniec. Ale do domu wracam dopiero ok pazdziernika bo studia, ale wiem ze chcialabym bardzo sie wyprowadzic juz na dobre, bo wydaje mi sie ze mam sile na to by miec swoje miejsce, gdzie bede czula sie bezpiecznie. Ten pobyt duzo mi dal nie bylo latwo, ale ciesze sie bardzo bo mialam czas dla siebie, zeby czegos sie nauczyc, przezyc i napewno nauczylam sie samodzielnosci i zrozumialam ze jestem odpowiedzialna za swoje zycie. Wiec naprawde bardzo mocno bede trzymac kciuki tylko nie rezygnuj zbyt latwo
Powodzenia! -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.