Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › BARDZO SMUTNO MI DZIś …………
-
AutorWpisy
-
Anonim
26 września 2007 o 09:54Liczba postów: 564Edytowany przez: gandi71, w: 2008/10/21 18:10
Hej Gandi71, a mnie to wkurza co piszesz. Strasznie mnie to wkurza. Bo po pierwsze robisz z siebie ofiare, a powinnas w koncu wziac zycie w swoje rece, a nie czekac az narzeczony sie domysli o co Ci chodzi. Jasne wyraznie potrzeb jest Ci chyba malo znane. Co to znaczy "prawie dostalam zawalu serca"? Nie przesadzasz troche? Wymioty to rzecz wyuczona i jest wg mnie elementem manipulacji. Liczylas na to, ze jak bedziesz plakala i wymiotowala to narzeczony zrobi to dla Ciebie i zostanie. Poglaska Cie po glowie, powie, ze mamusia jest bee i zisci sie marzenie o ksieciu, ktory wyrzeka sie wszystkiego, bo jestes w slabej kondycji psychocznej. Ale jakby tak zrobil, to powtarzalabys to zachowanie, zmuszalabys go swoimi manipulacjami do coraz to dalej posunietych wyrzeczen i stworzylabys kolejny patologiczny zwiazek.
Pewnie wkurza mnie to tak bardzo, bo sama jeszcze jakis czas temu tak robilam. Plakalam cala noc, zbieralo mnie na wymioty, glowa mi pekala, dusilam sie, kaszlalam, omdlewalam. Znam to dobrze. Teraz wiem, ze to bylo glupie i niszczace zarowno dla mnie jak i mojego meza. Nie tedy droga.
A swoja droga bardzo zastanawiajace jest to, ze Twoj narzeczony tak bardzo lubi na grzyby z mama chodzic i potrafi sie z Toba poklocic i stanac po jej stronie. Powtorze to po raz kolejny-zastanow Ty sie dziewczyno nad tym zwiazkiem, bo ja mu w takiej formie dobrze nie wroze. Skazujesz sie na takie zycie i robisz to swiadomie. Nikomu nie mozesz miec tego za zle, tylko sobie. Wez sie do pracy nad soba, bo czym wczesniej tym lepiej.
Anonim
26 września 2007 o 10:37Liczba postów: 564Edytowany przez: gandi71, w: 2008/10/21 18:11
Anonim
26 września 2007 o 10:39Liczba postów: 20551witaj,
hmm…
kilka lat temu moi znajomi mieli podobną sytuację. nie mieli innych możliwości (finansowych) i zamieszkali u jej rodziców, na parterze – mieli osobne wejście, właściwie osobne mieszkanko, jednak… nie dało się – od awantur o zbyt głośne zachowywanie się, np płacz dziecka (mieli już córeczkę), nachodzenie nocą i dobijanie się (co miało niby sprawdzać, czy wszystko u nich w porządku…) po dosłownie, tępienie mojego znajomego przez całą jej rodzinkę, a z niej kpiono, że przy takim nieudaczniku kotwice zwiesza… jedna wielka paranoja.
wytrzymali tam parę miesięcy. decyzja o wyprowadzce padła z dnia na dzień – po prostu: dość. chwilowo zamieszkali u jego rodziców – mamusia ich do siebie ściągnęła.
jednak tam sytuacja się po krótkim czasie się powtórzyła, tyle, że na celowniku była moja znajoma…
długo się nie dało…
wynajęli malutką kawalerkę na poddaszu, warunki dalekie od standardów chociażby takich jak ciepła woda… co jest dokuczliwe zwłaszcza jak się ma malutkie dzieci (w międzyczasie przyszła na świat druga córeczka) – co było dodatkowym argumentem dla ich potępienia i zarzucania braku zaradności, odpowiedzialności etc…
ale… mieli i mają SPOKÓJ.życzę wam tego również, pozdrawiam
Moja droga, chcesz zeby Ci wspolczuc, ale Twoj przypadek nie wymaga wspolczucia, bo sama o sobie decydujesz. Jesli nie podoba Ci sie co sie dzieje, to zmykaj z tego domu. Lepiej nie bedzie. Jesli Twoja przyszla szwagierka takie sytuacje prowokuje to przykre, ale sie zdaza. A Ty powinnas cos z ta sytuacja zrobic. Mam wrazenie, ze uzalasz sie nad soba (przy czym powtarzam, ze rozumiem Cie dobrze) i oczekujesz wspolczucia, a nie pomocy. Wspolczucie, glaskanie po glowie w takich sytuacjach jeszcze nikomu nie pomoglo. A pomoc to dobra rada, a nie przyklaskiwanie Ci i utwierdzanie Twojej wyuczonej bezradnosci. Jest taka piosenka Happysad bardzo ladna, dla mnie duzo znaczy. Refren idzie tak:
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciagnie je ku gorzeI Milsoc w tym tekscie mozna zamienic na "przyjazn" "pomoc" i wiele innych tych dobrych uczuc i czynow, ktore od innych dostajemy. Nie skacze po Tobie, ale tez nie glaskam Cie i nie daje wspolczujacych calusow. Uwazam, ze zeby wyciagnac Cie ku gorze musisz zrozumiec w jakiej sytuacji jestes, urealnic ja sobie i to wlasnie robie.
DO KATARZYNKI>>>>Kazdy znas ma prawo nawet pouzalac sie nad soba na tym forum,wyplakac i oczekiwac wspolczucia i zrozumienia.Twoje rady sa mądre i owszem,ale…wyluzuj i okaz dziewczynie troche serca…..i ciepla ,bo z twojego postu wieje chlodem…
Agniecha, nie mam zamiaru podsycac w nikim predyspozycji do uzalania sie nad soba. Nie tedy droga. Jak komus na prawde zle i nie ma na to wplywu to wtedy wspolczucie jest na miejscu, jesli ktos czepie z uzalania sie nad nim sile do dalszego uzalania i utwierdzania sie w przekonaniu, ze jest bezradny to takie wspolczucie rujnuje bardziej niz pomaga. Szkoda, ze dobre rady i chec pomocy w urealnieniu swojej sytuacji odczytujesz jak chlod. Przykro mi, ze tak to moglo byc odebrane, bo nie o to mi chodzilo. Nie przemawia przeze mnie ani agresja, ani zlosc na Gandi71, ani jakikolwiek inne tego typu uczucie. Po prostu jestem absolutnie pewna, ze nie tedy droga, a zeby cos z tym zrobic, trzeba zebrac sily.
Sorry,jesli Cie urazilam-wierze,ze mialas dobre intencje.Doskonale rozumie Ghandi,jej odczucia ,sama nieraz odczuwalam podobnie-nieodparta chec pouzalania sie nad soba i….no wlasnie…przytulenia/przynajmniej wirtualnego/Dlatego pomyslalm ,ze przede wszystkim nalezy jej wspolczuc.My dda czesto sie gubimy,nie widzimy realnej rzeczywistosci podczas,gdy wszyscy dookola ja widza.Czesto taka wlasnie konkretna porada jest potrzebna.nie zapominajmy jednak,by bylo to taktowne i by okazac odrobine serca osoabie,ktora w tym mom encie tego potrzebuje.A my dda potrzebujemy tego szczegolnie .coz…poza tym co mnie urazilo w 99 procentach zgadzam sie z twymi poradami.tyle,ze ja osobiscie przekazalabym je w inny sposob.Pozdr.
Anonim
26 września 2007 o 13:51Liczba postów: 564Edytowany przez: gandi71, w: 2008/10/21 18:13
Ja rozumiem, że można wypowiedź Katarzynki odczuwać jako brak serca i zrozumienia. Sama tak odbierałam mojego faceta, kiedy nie próbował nawet dać się wciągnąć w moje – nieświadome, chociaż świadome też się zdarzały – manipulacje. Nigdy, ani razu nie było głaskania po główce od początku do końca. Raz się zdarzyło, jako mały epizod dużej kłótni. Później wiele razy, kłócąc się z nim myślałam, jaki jest nieczuły, jak można z kimś, zwłaszcza bliskim, postępować tak okrutnie. Kiedy próbowałam na nim wymuszać coś, czego nie mógł albo nie chciał zrobić, nie było sposobu, żeby go przekonać. Kiedy nie chciało mi się wstać na zajęcia, bałam się egzaminu, załatwiania spraw w urzędach – tłumaczył, zawoził, a potem mówił- idź, musisz to zrobić sama, ja tego za ciebie nie zrobię., nikt za ciebie nie będzie żył.Ale trwałam przy nim, przez cały ten dłuuugi, paskudny czas, może z uzależnienia, może z lęku, a może i z uczuć. Chociaż wtedy tłumaczyłam sobie, że go mocno kocham, a tak muszę cierpieć. Kiedy zaczynało być między nami dobrze, kiedy się już przepraszaliśmy, ja czułam nieodpartą potrzebę gnębienia go w odwecie. Czułam się traktowana wybitnie niesprawiedliwie. Ale kiedy było trzeba coś załatwić, zawieźć mnie gdzieś itd, nie było problemu. I on dalej twierdził, że jednak chce byc ze mną, co mi wreszcie dało do myślenia. Kiedy mu powiedziałam o DDA – zaraz po tym jak sama się dowiedziałam – sam zadzwonił i zapisał mnie na terapię, bo ja się bałam. Od pani po drugiej stronie usłyszał: Dobrze, że pan dzwoni, i niech pan się nie zniechęca, jeśli będzie ciężko, bo szkoda życia takiej osoby. Powoli do mnie docierało, że on nie jest moim wrogiem, tylko ja go tak postrzegam, z lęku, którego sobie nie uświadamiałam. I to, że się nade mną nie litował, tylko "ciągnął ku górze", wynikało właśnie z chęci pomocy… Ja po prostu nie znam zdrowej rodziny, w której takiego np.alkoholika się zostawia, kiedy robi źle, w której mówi się dziecku, o co chodzi i jak postępować. Po prostu alkoholikowi się ulegało i chodziło na palcach, żeby nie było kolejnej awantury. A to tworzy podświadomy wzorzec zachowania dla dziecka. A że w takich rodzinach nie wyrastamy z potrzeby przeżycia normalnego dzieciństwa, wzorce pozostają. Nakłada się na to myślenie "jestem dorosły, to chyba wiem, co robię". I dysfunkcja gotowa.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.