Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Bert Hellinger o depresji…
-
AutorWpisy
-
[color=#000080]¯ycie płynie do nas poprzez nasza matkę i ojca, ale najbardziej odczuwamy to w odniesieniu do naszej mamy. Jeżeli patrzymy na nasza mamę z miłościa i otwieramy swoje serce na to, co ona nam daje, czujemy się pełni energii. I jesteśmy w stanie wiele zrobić ze swoim życiem. Jeżeli z jakichkolwiek powodow czujemy się oddzieleni od naszej mamy, czujemy się puści i słabi.
Odczucie pustki jest bardzo często doświadczane jako depresja.
Takie osoby nie pracuja i nie maja energii. Jeżeli odrzucaja swoja matkę, albo oskarżaja matkę a także ojca, to staja się coraz słabsze i słabsze.
I nie moga dawać innym ludziom.Nie posiadaja wystarczajaco dużo, aby moc cokolwiek dać.
Dlatego maja rownież trudności w swoich zwiazkach i maja trudności
w pracy.
Nie moga dawać tego, czego się od nich oczekuje, i tego, co jest konieczne.
Jeśli ktoś probuje im pomoc, zaczyna się zachowywać tak, jakby był matka tej osoby, być może lepsza matka. Wtedy jednak taka osoba odrzuci pomagajaca osobę dokładnie tak, jak odrzuciła swoja matkę. Dlatego tak trudno jest im pomoc.[/color]
brak mi słow…
Edytowany przez: bahura_tovah, w: 11.01.2006 22:59
"¯adna terapia nie może zastapić rodzicow. Ale może, niekiedy, do nich doprowadzić"
HellingerKontrowersyjnie,dla niektorych…
Anonim
13 stycznia 2006 o 16:00Liczba postów: 20551Dużo czytałam na temat tej terapii…ale nie wzbudza we mnie pozytywnych odczuć…chyba nie chciałabym się poddać ustawieniom rodzinnym…chociaż nigdy nie wiadomo…
Anonim
13 stycznia 2006 o 17:28Liczba postów: 20551A co jesli to matka odrzucila dziecko ? Jaka terapia wtedy pomaga?
Nie znam zadnego dziecka, ktore odrzuciloby swoja matke pierwsze. Nie znam nikogo.
[color=#000080]
Hellinger: o zwiazku terapeutycznymZwiazek terapeutyczny powstaje, kiedy czujesz się odpowiedzialna, kiedy przyjmujesz zwierzchnia pozycję. Odczuwam, że też tak jest z toba. Jesteś samotna, szukasz zwiazku i ja ci tutaj pomogę, będę w tym z toba, będziesz miała przynajmniej jedna osobę, z ktora będziesz mogła sobie porozmawiać. Będzie nam w tym tak cieplutko, przytulnie w całej tej sytuacji, ktora jest taka karmiaca dla terapeuty, bo przynajmniej jest ktoś, kto potrzebuje opieki terapeuty. Troszkę tutaj przesadzam, wyolbrzymiam, ale to jest to co się naprawdę dzieje. I to się nie może skonczyć. Idzie dalej i dalej i wszyscy w tym grzęzna. Obie strony – terapeuta rownież. Stosunek terapeuty do klienta wyglada wtedy tak: „Jestem dostępna dla ciebie jak matka, albo jak ojciec dla dziecka.” I klient pozostaje dzieckiem, a terapeuta staje się jak matka albo ojciec.
Ale ponieważ ja jestem bez lęku, lęku przed innymi terapeutami, to odkryłem tę prawdziwa sytuację. To klient tak naprawdę jest jak matka, a terapeuta jak dziecko. Ponieważ w takim terapeutycznym zwiazku, zostaje odbudowana pierwotna sytuacja dziecka, ktore probuje uratować swoja mamę, albo swojego tatę. Oczywiście nie udaje im się to, ale oni się nie poddaja. Jest tak wiele ludzi, ktorzy potrzebuja pomocy, więc terapeuci probuja ciagle od nowa. Więc sa jak dzieci, ktore chca uratować swoich klientow. I to zawsze jest porażka. Każdy terapeutyczny zwiazek ponosi porażkę. W terapeutycznym zwiazku, terapeuta pomaga klientowi uniknać właściwego problemu.
Psychoterapia od czasow Freuda odbywała się w układzie jeden na jeden. Terapeuta patrzył tylko na dana osobę oraz na otoczenie i okoliczności. Nie patrzono na męża, ani na usunięte dziecko, a terapia toczyła się dalej i dalej. I robiono wielki wysiłek, aby uniknać właściwego tematu i nikt nie może się wtedy rozwinać. To co ja teraz pokazuję, jest to systemowa empatia. Trzeba mieć na względzie cały system. Nie można pomoc bez stanięcia przed faktycznym tematem.
[/color]
nigdy do tej pory nie zdecydowałam sie na terapię w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. moze dlatego, że nie spotkałam jeszcze terapeuty, ktory byłby dla mnie autorytetem? a może dlatego, ponieważ widzę, że moj proces "zdrowienia"- uczenia się, jak być dorosła, jak pokonywać własne ograniczenia dzieje się bez wizyt u terapeuty. czuję sie silniejsza, podejmuję słuszne decyzje, uczę sie kochać 'koktajl wad i zalet’, ktorym jestem. za mna już długa, dobra droga- jeszcze dłuższa przede mna.
uświadamiam sobie niezwykła elastyczność życia- zgięte moze się wyprostować, zepsute naprawić.
Anonim
14 stycznia 2006 o 14:12Liczba postów: 20551a ja czuje sie silniejsza kiedy wiem, że sobie moge sama poradzic, a jeśli nie daję rady szukam, że swoja terapeutka rozwiazania, znaczy sie ja szukam…ona mnie napraowadza, bym znalazła rozwiazanie odpopwiednie dla siebie. jak pierwszy dzwoniłam do niej by sie po raz pierwszy spotkac nie wiedziałam w jakiej myśli pracuje i mimo iż studiuje psychologie, nie obchodzi mnie to, po prostu pomogła mi…
Anonim
14 stycznia 2006 o 16:24Liczba postów: 20551kiedys ludziom pomagala rozmowa z przyjacielem albo z kimś z rodziny.
niektorzy po rady chodzili do ksiedza.
teraz to wszystko juz dla wielu nieaktualne. 'przyjaciele’ wola zajmować sie soba, relacje w rodzinach pozostawiaja wiele do życzenia, księża…
zostaja terapeuci- 'przyjaciele’ za pieniadze ( wiem, niektorzy sa za free)
latwiej tym, ktorzy sami potrafia szukać. ale to droga nie dla wszystkich- sateż tacy, co musza mieć 'podane na tacy’, bo nie maja siły ani wiary w to, że sami dojda do prawdy.
Bahura- potrafisz szukać i badać z duża zaciętościa i tego Ci gratuluję.
cały świat może być dla nas 'terapeuta’, jesli mu na to pozwolimy.best regards,
P.Anonim
19 stycznia 2006 o 20:51Liczba postów: 20551Sorry, że się wtracam. Chciałem tylko powiedzieć, że metoda Berta Hellingera nie jest terapia, tylko rodzajem seansu wywoływania duchow przodkow – wykluczonych członkow rodziny. Ma więcej wspolnego z okultyzmem niż z psychologia. Niektore jego tezy sa prawdziwe ale wymieszane z rzeczami z księżyca. Osoby, ktore znam, ktore przeszły przez ustawienia Hellingera, po pierwszym okresie poprawy maja gwałtowne ataki wielkich lękow i depresji. Jak powiem, że to coś diabelskiego to się będziecie ze mnie śmiać, ale niech tam. W każdym razie nikomu nie życzę stanow przeżywanych przez te osoby.
dla mnie rzeczywistość duchowa prawie namacalnie przeplata sie ze światem materialnym. dzieje naszej rodziny zawsze mnie interesowały i chociaż
dla niektorych to tylko odlegla historia i już nic nieznaczace daty kolejnych narodzin i śmierci, dla mnie to o wiele więcej.
uczestniczylam w tworzeniu drzewa genealogicznego mojej rodziny
i było to wyjatkowe doświadczenie.
modlę się za dusze zmarłych przodkow i czuję, że otaczaja mnie opieka.moje zainteresowanie tym, co proponuje B.Hellinger, wynika gownie z tego,
że często udaje mu się- moim zdaniem- nazwać w prosty sposob, to co ważne,
a co w sposob bardziej zawiły podpowiadało mi serce.
tekst o depresji zamieściłam tu właśnie dlatego, że wyjatkowo trafia w moje doświadczenia.na temat terapii jego metoda nie mam zdania. czytałam o niej, ale z nikt
z bliskich mi osob jej się nie poddał. może to dobrze a może nie- nie wiem. jednak zajmowanie stanowiska w sprawie tak bardzo mi odległej byłoby zwyczajnie nieuczciwe. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.