Witamy Fora Terapie w Polsce Bezpłatna grupa terapeutyczna DDA/DDD Warszawa 2022 – nabór już ruszył

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarAZLU IPiN
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    NABÓR DO BEZPŁATNEJ GRUPY TERAPEUTYCZNEJ DDA/DDD

    Dzień dobry,
    Już we wrześniu rozpoczniemy spotkania kwalifikacyjne do trwającej 12 miesięcy bezpłatnej terapii grupowej DDA, finansowanej ze środków Miasta St. Warszawy, prowadzonej w nurcie humanistyczno-integracyjnym.
    Grupa wystartuje w styczniu 2022r, i będzie trwała cały rok. Spotkania odbywać się będą we wtorki od 18 do 20, oraz raz w miesiącu maraton sobotnio- niedzielny (10-17 i 10-15) na terenie IPiN przy Sobieskiego 9 w Warszawie. W sumie będzie to 240 godzin terapii grupowej.
    Warunkiem zgłoszenia do grupy jest posiadanie adresu zamieszkania w Warszawie.
    Osoby zainteresowane przystąpieniem do kwalifikacji zapraszamy do kontaktu mailowego:ksekowska@ipin.edu.pl

    Konieczne będzie odesłanie wypełnionej ankiety i oświadczeń. Kolejnym etapem jest spotkanie konsultacyjne z terapeutkami prowadzącymi grupę – Justyną Matkowską i Katarzyną Czarnecką. Spotkania konsultacyjne zaczną się od września, w środy w godzinach 9 -12, po wcześniejszym umówieniu się.

    • Ten temat został zmodyfikowany 1 miesiąc, 3 tygodni temu przez AvatarAZLU IPiN.
    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Witam

    Na czym polega nurt humanistyczno-integracyjny?  Czy dla małomównego też jest to dobra metoda terapii?

    Czy wybiera się ktoś z Was na tę terapię? 🙂

    Avataremerald
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Dziękuję za informację. Może spróbuję.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Avataremerald.
    Avatar0utsid3r
    Uczestnik
    Liczba postów: 16

    @abcd

    Ja się zgłosiłem, a co dalej to zależy od kwalifikacji.

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    I jak Emeraldzie, spróbowałeś? W sensie, czy zgłosiłeś się już?

    Outsid3r,  ja tam się jeszcze biję z myślami czy w ogóle iść na kwalifikację, czy jednak samemu, ale tak konkretnie, spróbować ogarnąć się.  Tym bardziej, że mam sprawdzoną hierarchię wartości i jeszcze od przyjaciółki dostałem lek na spróbowanie (trittico cr 75 mg). Od trzech dni  zażywam jedną pigułę, ze dwie godziny przed snem i mam wrażenie, że ten lek chyba będzie dobrze na mnie dział.  U mnie głównie problem z silnym poczuciem bezsensu. A po tym leku mam wrażenie, że trochę lepszy nastrój, nie kłębią się w głowie denne myśli i nawet jak się pojawia poczucie bezsensu, to jestem w stanie przebić się przez to i nie zwracać uwagi tak jak wcześniej.  Czyli wychodzi na to, że wystarczy, że zbiorę się w sobie, zacznę działać prawdziwie z miłości, ze względu na Miłości, ku Bogu, który przecież też Miłością,  pracować nad cnotami, dzięki którym będzie to piękna droga  i wiśta wio do przodu, po drodze trochę poobumierać, przejść przez śmierć i tak do życia wiecznego (ale w Niebie pliska pliska) 😀

    Trochę się bronię przed terapią też dlatego, bo jak sobie pomyślę, że w kółku siedzielibyśmy i każdy swoje historie będzie opowiadał  i ogólnie dyskusja będzie, to następuje we mnie mały paraliż.  Ale z drugiej strony, jak człowiek ma się ogarnąć, to takie paraliże trzeba przezwyciężać i już, nawet jak boli.  I do tego jak sprawdziłem panie prowadzące, to przynajmniej wrażenie sprawiają miłych i znających się na rzeczy. Tylko dla mnie też istotne, czy są to osoby wierzące, bo nie wierzę, że dobrym terapeutą może być osoba niewierząca (to jest inny świata ogląd, inne wartości,  priorytety, wszystko co najistotniejsze inne).

    A, jakby ktoś chciał na własną rękę brać trittico,  lepiej poczytać na forach z tym lekiem związanych. Pierwszy dzień ścina i człowiek jak na haju i problem ze wstaniem, i następnego dnia trochę głowa boli, ale z każdym dniem coraz mniej tego typu skutków. Przynajmniej u mnie tak jest. He he, małomówny, a rozpisałem się, sory. Ale chyba nie bzdety, tylko konkrety? 😉

    Miłego wieczoru

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Avatarabcd.
    Avatar0utsid3r
    Uczestnik
    Liczba postów: 16

    @abcd

    Chłopie, od razu przepraszam, że w takim tonie, ale k*rwa trazadon, bo ta substancja jest w tym co ci rzekoma przyjaciółka dała, to lek którego nie powinno się brać ot tak. W ogóle samoleczenie środkami przepisywanymi przez lekarzy psychiatrii na schorzenia psychiczne bez kontroli z tymi lekarzami to proszenie się o nieodwracalne szkody w zdrowiu. O tym, że przyjaciółka popełnia przestępstwo, udostępniając ci taki lek na receptę bez żadnych konsultacji ze specjalistą, to chyba nie muszę mocno akcentować.

    A że już takie zabawy cię interesują, czyli samoleczenie niezbadanymi substancjami, to terapia jest bezwzględnie konieczna. I oby tylko terapia.

    Niemniej także życzę miłego wieczoru.

     

    P.S.

    Odnośnie wiary i leczenia to niezły bałagan masz w głowie. Ludzie którzy 'wierzą' bardzo często nie ufają nauce, a jak nie ufają nauce to też nie ufają medycynie, to znaczy, że są szarlatanami. Wiara jest przeciwieństwem nauki.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez Avatar0utsid3r.
    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Dziękuję za kulturę Outsid3r , to miłe, ale oczywiści używaj słów jakich chcesz, bo jeśli chodzi o kurvienie i inne takie, to tak jak spora większość tu i ja zahartowany 😉 Chociaż, jak najbardziej trzeba mieć w pierwszej kolejności na względzie tych najwrażliwszych i najdelikatniejszych. I wiem, że to co napisałeś i to w jakim tonie, to wynika z troski. Dziękuję. Ale to i ja też przepraszam, że wzburzyłem moją odpowiedzią, dlatego spróbuję wyjaśnić, że niekoniecznie musi tak być, jak założyłeś z serca swego.

    akt pierwszy (((klaps)))https://youtu.be/VQezBRkX3TE
    Mam prawie czterdziestkę na karku, a przyjaciółka o prawie 20 lat starsza.
    Robiła porządki w szufladzie i miała wyrzucać, bo na nią to nie działa.
    Poprosiłem żeby odsprzedała.
    Pieniędzy nie chciała.
    Ale akurat w takich sprawach, nie ma nic do gadania.
    (cięcie cięcie, tu chór będzie, proszę chór – (((akcja akcja ))))
    Chyba jesteśmy jeszcze na tyle nie zniewoleni, że można odsprzedać lek z własnej kieszeni?!
    Cóż to za chory stan, żeby człowiek dorosły, jak Ty czy ja… O mamma mia
    mamma mia mamma mia let him go!
    Ok, ale wracając do powagi.
    Nie jestem narkomanem, nie jestem lekkoduchem. Zanim zdecydowałem o przyjmowaniu, to zainteresowałem się tematem. Oczywiście jeżeli coś by się stało, to do nikogo absolutnie żadnych pretensji- jedynie do siebie, a nawet i nie do siebie. Po prostu, nie wszystko można przewidzieć, jak się działa, to się błędy popełnia (byle tylko z godnością ponosić konsekwencje swoich czynów, ale i czynów innych).

    Odnośnie wiary i nauki, to akurat nauka bez wiary nie istnieje. Poza tym wiara katolicka, staram się być katolikiem, jest rozumną wiarą. I oczywiście nauka nie musi być sprzeczna z wiarą, ale i religią (i wiara i religia też nie muszą być sprzeczne z nauką). Tylko że są różne nurty nauki. No i też niestety, ale obecnie wiele dziedzin nauki zostało zideologizowane. (a ideologia to jest wiara, ale głupia wiara, oderwana od rzeczywistości). Przykład pierwszy z brzegu: dla jednych naukowców człowiek w łonie, to jeszcze nie człowiek i to jest właśnie zideologizowana nauka, bo według nauki, która szanuje stan faktyczny/ zgodność z rzeczywistością, to człowiek zaczyna się od momentu poczęcia i nawet w pierwszej fazie rozwoju to już człowiek (a Wiara pozwala jeszcze pojąć to, że człowiek, każdy, był i ani na chwilę nie przestaje być w wiecznym rozumie, wiecznej woli samego Boga, czyli jeszcze przed stworzeniem świata każdy z nas już był w planie Boga. ) No i teraz masz naukowca, który ma urojenie, że płód np. w 3 tygodniu to jeszcze nie człowiek (bo np. coś tam się nie wykształciło jeszcze) i na bazie takiej nauki masz medycynę, która zamiast po stronie życia (co z istoty medycyny wynika), uśmierca (aborcja). Jeżeli o taką „naukę” Ci chodzi, to oczywiście wiara rozumna jest w kontrze. Ale w sumie to już wątek na inny temat;)
    Tylko jeszcze dodam, że w psychologii, nawet psychiatrii sporo szarlatanów, a przecież nauka.

    Avatar0utsid3r
    Uczestnik
    Liczba postów: 16

    Dzięki, że zrozumiałeś moją pokręconą troskę, niemniej jeszcze raz przepraszam za ton.

    A co do urojeń naukowców to wybacz, ale to właśnie ci co coś biorą na wiarę to roją sobie, że jest tak a nie inaczej, natomiast naukowiec, jeżeli w coś wierzy to w empirię, czyli twarde badanie i zgłębienie problemu przez empiryczne doświadczenia. Tu nie ma miejsca na urojenia jak na przykład wiara w kogoś tam na górze, kto co dzień pokazuje jak bardzo głęboko ma nas w …. 🙂

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Cześć Outsid3r

    Ale by dojść do empirii, to trzeba najpierw uwierzyć, że warto sprawdzić 😉
    Kiedy tylko statystyka to statystyka, ale nauka to raczej coś więcej, niż tylko doświadczenia. Uczony też teoretyzuje (nie chodzi o to, że w oderwaniu o rzeczywistości).
    Wiadomo, jeżeli nie ma powtarzalności w doświadczeniu, to znakiem tego błędna nauka. Tak to widzę i wydaje mi się, że możemy się zgadzać, tylko chyba różnimy się w tym co rozumiemy pod pojęciem „wiara”.

    A co do urojenia, to akurat sam Bóg przecież uniżył się dla każdego z nas do tego stopnia, że stał się jednym z nas w Jezusie Chrystusie (czyli Stwórca stał się dla nas stworzeniem), z samego Nieba do nas zstąpił (Pan i nasz przyjaciel Jezus Chrystus jest w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem, różni się od nas tym, że co prawda ma naturę ludzką taką jak każdy z nas, ale i ma naturę boską i w związku z tym żadnego grzechu) by odkupić winy każdego z nas, dać Wolność do Miłości, pokazać i przykazać(w sensie nauczyć) Miłość, i wskazać drogę do prawdziwego życia (czyli między innymi w Miłości, Prawdzie). I zobacz w jakich warunkach został zrodzony i przyjęty na świat, zobacz jak Go potraktowaliśmy, jak umarł, a mimo to nie przestał ani na sekundę nas kochać i wziął każdego z nas grzechy, by każdy z nas mógł dostąpić zbawienia i życia w pełni, w Niebie, już bez obciążenia grzechem, bez zniekształconego obrazu, bez ciągot do złego. Nawet to, że Chrystus pozostał z nami (w Kościele katolickim(powszechnym dla każdego), który założył dla nas)) w formie chleba świadczy, że nie jest tak jak piszesz. Każdego człowieka ma na względzie (każdy człowiek dzięki takiej formie (chleba) może przyjąć Chrystusa i pojednać się z Bogiem Prawdziwym). Nawet o to zadbał Bóg. Także nie opowiadaj, że ma nas gdzieś. 😉 Bóg każde życie podtrzymuje i każdego obdarza wszelkimi łaskami jakie człowiek chce i oczywiście jest zdolny i gotowy przyjąć. Ale Bóg się nikomu nie narzuca, bo szanuje człowieka i w związku z tym jego wolność, bo czy miłość najlepiej nie kwitnie w wolności ( nie w rozumieniu swawoli)? Na pewno, jeżeli prawdziwie chcesz pojednać się z Bogiem, to największą przeszkodą jesteś Ty sam (wiadomo, środowisko w którym człowiek żyje, światopogląd, który został wpojony, bądź nie, też to wszystko może utrudniać), bo Bóg cały czas wyciąga dłoń i chce brać Twoje (każdego z nas) grzechy na siebie.
    Pod spodem z deka trochę popłynąłem i opisuję dosyć chaotycznie jak u mnie było z nawróceniem. Tak tylko dla informacji, że może być to denne czytanie i raczej dla mało kogo.
    Sam kiedyś plułem na Boga, za wszystkie nieszczęścia, że od małego mam przypadłość zwaną nadpotliwością pierwotną (dłonie i stopy wiecznie mokre i w związku z tym permanentny stres, byle tylko nie podać komuś dłoni (a jednocześnie pragnienie dotyku), byle ktoś nie zobaczył mokrych stóp (ultra kompleksy i wstyd). Teraz już jestem po operacji przecięcia nerwu ( Nie- nie sam się zoperowałem 😀 ), który odpowiedzialny za mokre dłonie. Normalnie mogę dotykać!) ;że w wieku dojrzewania popadłem w fobię społeczną, szkolną i dorobiłem się napadowego czerwienienia (obecnie chyba wygasło). Obwiniałem Boga za to, że od małego praktycznie dzień w dzień ojciec narąbany, że kłótnie w domu z non stop( to znaczy ojciec w sumie to aż tak się nie kłócił, bo jak był nachlany, to „jedynie” obijał się o wszystko i bełkotał, że wydaje nam się, że jest upity (he he, a na drugi dzień z samego rana, jak gdyby nic :D. No ale wiadomo, typowe dla alkoholika wypieranie prawdy- jest to rodzaj choroby psychofizycznej); że stres i wstyd nie do wytrzymania. Ale po pewnym traumatycznym doświadczeniu…(pierwsza i jedyna dziewczyna najpierw po około 4 latach „związku” praktycznie z dnia na dzień powiedziała, że zrywa, a w sumie to był pierwszy człowiek przed którym otwierałem się nawet w problem( bo tak to zawsze staram się ukrywać) tylko że to był związek głównie oparty na przyjemnościach, tylko na uczuciach i częstym seksie, aby tylko jak najlepszy orgazm poczuć- tak rozumieliśmy miłość. Oczywiście słabe i bardzo niedojrzałe. A kulminacją było, gdy po jakimś czasie od rozstania zechciała oddać mi telefon, który pożyczyła i zapomniała heh skasować rozmowy z programu, który zainstalowałem trochę wcześniej, bo potrzebowałem wtedy jakąś rozmowę nagrać. I tak któregoś dnia wziąłem ten telefon, żeby ogarnąć i zbędne rzeczy pokasować i przed usunięciem zacząłem sprawdzać nagrane rozmowy. I kto da wiarę, że były nagrane jej rozmowy z facetem, który zdradzał z nią żonę (np. brał dziecko w wózku na spacer i w tym czasie rozmawiali o ostatnim seksie)? Ciekawe doświadczenie poczuć jak autentycznie kruszą się nerwy w człowieku. Po tym nabawiłem się kompulsywnych zachowań głównie w sferze seksualnej, dodatkowo też ucisku w gardle zwanego globus histericus. Naprawdę myślałem, że takie akcje to tylko w filmach. Ale w pewnym sensie dzięki temu wydarzeniu otworzyłem się na Łaskę Nawrócenia, zrozumiałem że mimo wszystko dobrze- i dla niej i dla mnie, stało się, że nastąpił koniec (przestała też zadawać się z tym facetem i ogarnęła życiowo), bo jestem pewny że hm…teraz ja przepraszam za określenie, ale lepiej oddającego nie znajduję (ale byliśmy wtedy jak zwierzęta w rui)…że zakopulowalibyśmy się na śmierć, po prostu. Dno. Ale jakimś cudem byłem w stanie wybaczyć z głębi serca, żadnej nienawiści( boskie uczucie), wziąć całą przeszłość na klatę, przeprosić Boga, każdemu bez wyjątku wybaczyć krzywdy i pokochać każdego człowieka i poprosić o wybaczenie krzywd, które i moim udziałem, zapragnąłem z całego serca szczęścia dla niej, ale i dla każdego człowieka w tym i dla siebie i Pan Bóg wykorzystał ten moment, że moje serce zmiękło i obdarzył mnie Łaską Nawrócenia, którą akurat w tym momencie byłem w stanie przyjąć. Od tego momentu zmieniła się perspektywa, inaczej już pojmuję świat, inaczej bliźniego, uwierzyłem w Boga i walczę sam ze sobą, żeby zawierzać Bogu jak najwięcej, a nie kierować się jakimiś lękami, zwątpieniami, pesymizmem i tego typu smęceniem (nie jest łatwo). Wiadomo, cały czas trzeba się nawracać i prosić Boga o wsparcie, bo do końca życia jest się upadającym grzesznikiem, ale i z Bożą pomocą, to nie dość że można wstać to i wzlecieć jest możliwym- nie ma już rzeczy niemożliwych. A jeżeli w człowieku pokora, to i nawet sam diabeł nie jest w stanie takim człowiekiem zawładnąć. To wszystko piszę, bo mam wrażenie, że rozumiem Twój stan (nie myśl sobie ziomek, że jesteś wyjątkowy z tą ciętością na Boga : P )bo tak jak napisałem- miałem podobnie. Ale na 100% jeżeli prawdziwie, z głębi serca jakoś doprowadzisz do tego, by Bóg mógł dać Ci Łaskę Nawrócenia i zechcesz to przyjąć, to na 100% jest taka możliwość, każdy ma taką możliwość. Bo ściśle pojmując, to to po co się człowiek urodził, to po to by żyć wiecznie w Miłości, w pełni szczęścia z Bogiem i bliźnimi (ale i ze zwierzętami- bo czemu nie? 😀 ).

    Co do trittico, to będzie już piąty dzień z rzędu (a szósty raz ogólnie) i chyba już nie będzie skutków ubocznych, które na początku (między innymi zatkany nos przez co suchość w ustach; w pierwszych dniach za duże libido- to akurat można tez potraktować jako coś pożądanego; trudność z dojściem do siebie po śnie.) Trochę polepsza sen, ale i tak budzę się w środku nocy (ale przed zażywaniem znaczniej większe były problemy).
    No i jest łatwiej uwolnić się od samoistnie kłębiącego się w głowie natrętnego poczucia bezsensu, wyczekiwania śmierci, niechęci do działania. Teraz jest łatwiej zapanować nad głową, by nie rodziły tego typu ciągi myślowe i myślinienawiści, a gdy już się pojawiają, to łatwiej wymusić w sobie działanie twórcze, czyli w kierunku życia. Ciało zaczyna dobrze reagować na chęć życia, i chęć szczęścia już nawet na tym świecie. Ogólnie już nie boli tak jak wcześniej, gdy chciało się pozytywnie funkcjonować.
    Podobno dawka lecznicza zaczyna się od 150 mg. Ale jeszcze pozostanę przy 75mg. A tak w ogóle, to jeżeli ktoś nie chce mieć skutków ubocznych od pierwszego przyjęcia, to chyba dobrze zacząć od najniższych dawek (25mg ?). Tylko że wtedy może wydawać się, że lek nie działa? (trzeba sprawdzić samemu na bazie doświadczenia innych, albo skonsultować się z lekarzem z powołania).

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Kurde balans! X. Piotr Pawlukiewicz przemówił do nas z Nieba 😀
    Wszedłem na youtuba, wszedłem na ów kanał (algorytm zaproponował- a sprawdzę) i patrzę, że coś o Wierze, to wysłucham, a w nagraniu o terapiach i nawet o dzieciach alkoholików wspomniane 😉 może być i przypadek, zbieg okoliczności, ale ja tam nie wierzę w przypadki 😉

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.