Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › bezsilna 2
-
AutorWpisy
-
znowu to samo…!!!
godzina 20 postanowilam zadzwonic do matki zapytac jak jej minal dzien i wogole.zaznaczam ze nie dzwonie o tej porze bo sie boje ze znowu uslysze jej glos albo po alko albo po tabletkach…
i co?!!! odebrala jeden wilki belkot do dluchawki ledwo co mowila..albo zdazyla juz cos wypic albo zazyla ta wspaniala tabletke na sen czy jakas tam…jestem wsciekla zdazylam sie juz poryczec ze zlosci i z niemocy.co ja mam zrobic.
zlosc zal totalna niemoc mnie rozdziera.siedze przed tym kompem i nie wiem co dalej.zdazylam zadzwonic do brata zeby sie czasem nie zdziwil jak wejdzie do domu.
nie wiem nic kompletnie…co powinnam zrobic w takim momencie ze soba z nim z matka
nienawidze tego wszystkiego aaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Czesc 🙂
Pytasz co powinnas zrobic w takim momencie..dla mnie sytuacja jest jasna. Powinnas poszukac pomocy dla siebie, nauczyc sie jak z tym zyc, jak pomoc pomoc matce, zakladajac ze Ona tej pomocy bedzie chciala. Pomoc taka otrzymasz w Poradniach Leczenia Uzaleznien. Pisze tak, poniewaz widze tu oznaki wspoluzalenienia tzn skupianie sie na piciu matki, problemach ktore stwarza itd. Choc zdaje sie jestes na terapii??? Jesli tak, po prostu pogadaj o tym z terapeuta/tka.
Pozdrawiam:)
ps. Nie jestes matka swojej matki, jestes dorosla kobieta, brat tez jest juz dorosly..Kazde z Was ma swoje zycie i to o siebie kazde z Was musi zadbacWitaj. Bardzo ci współczuję. Znam doskonale to uczucie, tę bezsilność i tę rozpacz. To nie jest łatwe. Czasami też tak się czuję. Ja odpuściłam po terapi. Przestałam się odzywać zaczęłam zagladać bardzo rzadko żeby nie nadziać się na rodziców pod wpływem. Ale i tak dzwonili czasem pijani. Szlag mnie trafiał. Ale moje coraz rzadsze wizyyty chyba zaczęły ich uwierać. Zaczęłam się do nich bardziej odzywać w trakcie drugiej terapi gdy zauważyłam, ze przestali pić. Tatuś się przestraszył o swoje zdrówko (ciśnienie mu skoczyło) a mama chyba się przestraszyła bo przestałam przychodzić, zbywałam ich. śmieszy mnie to bo podejrzewam, że gdyby nie wysokie ciśnienie Ojca to nic by się nie zmieniło i nadal bym cierpiała. Choć nadal im nie ufam i liczę się z tym, że Tatuś może wymięknąć. Nigdy nie zapomnę że pili i już om nie zaufam choć bardzo bym chciała. Ja nie chcę już cierpieć. Czasem mnie jeszcze dopada gdy potrzebuję ich pomocy a wiem, ze nie mogę na nią liczyć. Jest mi wtedy bardzo smutno ale muszę to zaakceptować bo przecież nie mogę ich do niczego zmusić, naprawić powibijać im do głowy co to znaczy być prawdziwym rodzicem i jak powinni postępować. To ich życie i wybór, ich ścieżka i nic na to nie poradzę.
Trzymam za ciebie kciuki, jeśli mogę to ściskam gorąco i trzymam kciuki. Biegaj na terapię.:)
Ps. musisz się od nich odsunąć, chodząc do nich, zabiegajac o ich względy nie pomagasz m a wręcz szkodzisz. Nic nie zrozumieją, nie zmienią się jeśli ty będziesz im pomagać, żyć ich życiem, biec na każde zawołanie. Zadbaj o siebie. To jest twoje życie i ty jesteś najważniesza, jedyna i niepowtarzalna. Im nie pomożesz, nie zmienisz ich. Sobie możesz pomóc.
Pozdrawiam cieplutko.
Małgosia -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.