Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Bliskość

Przeglądasz 10 wpisów - od 31 do 40 (z 47)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarIvone09
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    dda93 przede wszystkim witaj🙂 i dziękuję za polecenie książki, akurat czytanie kocham.

    Najtrudniejsze jest nie wchodzenie w takie związki, to jest jak zgrana płyta. Wiem, że jeśli nie pójdę na terapię nie dam rady sama, chociaż przez 2 lata, odkąd coś we mnie pękło i odeszłam od alkoholika sporo udało mi się zmienić w myśleniu. Niestety to nadal za mało skoro próbuję czasem uciekać w alkohol, gdy już nie jestem w stanie ze sobą wytrzymać. Dziękuję za odzew. Bardzo się cieszę, że przypadkiem tu trafiłam. Pozdrawiam

    Avatarjjola
    Uczestnik
    Liczba postów: 20

    A propos książki „Koniec współuzależnienia” – mam ją akurat do wydania potrzebującym. Jeśli jesteś zainteresowana @Ivone09, to napisz do mnie na maila jolaloooola[tutamałpa]yahoo.com

    AvatarIvone09
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    Jasne, że jestem zainteresowana Jolu. Już piszę

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Cześć wszystkim

    Nie jestem nimfomanką, nie w tym rzecz. Dziękuję,że chcesz mnie wysłuchać @abcd, choć to historia jakich wiele. Wielodzietna ,uboga rodzina.Ojciec alkoholik znęcający się psychicznie i fizycznie.Matka współuzależnione, egocentryczna ,nie potrafiąca okazywać miłości Odwieczne poczucie wstydu przed rówieśnikami,poczucie,że jest się gorszym.Brak tożsamości,brak własnej wartości,brak miłości, nigdy nie opuszczający lęk czy ojciec znów wróci pijany, czy położy się spać czy będzie awantura.Do dziś nie umiem sobie wybaczyć jak ojciec znęcał się nad matką i kazał nam na to patrzeć,kilkuletnim dzieciom.A ja stałam,patrzyłam,płakałam i nic nie zrobił, bo się bałam.Poczucie winy, bo nie było nikogo, kto by powiedział,że to nie moja wina.Nadal tego w sobie nie przerobiłam.Ojciec nie żyje, a ja nadal nie potrafię mu wybaczyć.

    To zdeterminowało całe moje dotychczasowe życie. Być kochaną za wszelką cenę, szukania własnej wartości w oczach innych,brak asertywności(robienie wszystkiego,żeby tylko zadowolić tę ukochaną osobę,nawet gdy nie miał na to ochoty).Nie umiem stawiać granic, bo boję się stracić tę wyidealizowaną połówkę, do której lgnę nawet jeśli ta mnie krzywdzi.

    Ciągle źle wybieram.Po 10 letnim związku z alkoholikiem nabawiłam się Hashimoto i psychicznie jest mi momentami bardzo ciężko. Najgorsze jest to,że kiedy rzeczywistość i problemy przygniatają próbuję sobie ulżyć alkoholem,a dokładnie wiem dokąd prowadzi ta droga.Gdy byłam dzieckiem uciekałam w świat fantazji i książek.Teraz zostały mi tak naprawdę tylko książki,bo nie umiem już tak jak dziecko marzyć.Zresztą to nie jest rozwiązanie fantazjować,że jest się kimś innym, kimś lepszym…
    <p style=”text-align: left;”>Nie umiem radzić sobie ze stresem,każdy najmniejszy problem urasta do rangi mega, nie do pokonania. Jest tego mnóstwo. Chciałabym nauczyć się nie uzależniać swojego szczęścia od tego czy ktoś mnie kocha czy nie…Nie umierać z tęsknoty i nie przechodzić od histerycznego płaczu do apatii.</p>
    Dziękuję,że mogłam się podzielić tym co mnie rozwala od środka

    Trochę głupio, że z takim opóźnieniem odpisuję, ale co miałem na dłużej przysiąść, to pojawiały się sytuacje, które odciągały, a ostatnio wieczorem szybko ścina mnie z nóg. Przepraszam i poproszę o wyrozumiałość Ivone. Ale jak już coś do mnie będzie kierowane, to prędzej czy później odpiszę- ale na pewno odpiszę.
    Za „nimfomankę” to sorry, że tak z grubej rury, mogło wprowadzić w zakłopotanie, ale trochę z takiego założenia wychodzę, że w sumie jest anonimowość i można łatwiej wyrzucić z siebie to co krępuje człowieka. A w rzeczywistości, to tylko prawdziwemu czy to przyjacielowi, czy godnemu zaufania i to też problem sprawia jeżeli ma się tego typu problemy co my tutaj.

    Nie miałem aż tak trudnych warunków jak Ty @Ivone09, ale między innymi poczucie wstydu i że jest się gorszym jak najbardziej mi znane. Też mam stany zwątpienia, ale zauważyłem, że wtedy, gdy odchodzę od Prawdy. Trzeba stanąć w prawdzie, jeżeli chce się wyzwolenia. A prawdą na pewno jest to, że każdy z nas ma niezbywalną godność, każdy został stworzony z miłości. I już choćby to, jakby się zastanowić nie powinno pozwalać myśleć o sobie w kategorii gorszego. Gdy zacząłem pojmować czym (ale i kim) jest miłość, jak się objawia i jak okazywać, to pozwoliło mi to stłumić poczucie bycia gorszym ( po prostu to tylko blizny wynikłe z przeszłości). Bo zauważyłem, że choćbym nie wiem w jak beznadziejnym był stanie czy psychicznym, czy fizycznym, to jestem w stanie kochać, nawet siebie. I jestem w stanie przyjąć miłość od innych. Ale i zdaję sobie sprawę i warto to uświadomić sobie, Ivone, że niektórzy nie chcą być kochani, chcą tkwić w swoim zniewoleniu i absolutnie człowiek nie powinien się obwiniać za pewne sytuacje wynikłe z zachowania takiego człowieka. Ale wybaczyć- to według mojego rozumienia miłości (opartej na nauce Kościoła powszechnego), to powinno się umieć wybaczyć każdą winę, nawet największą. Trzeba to przepracować w sobie. Tym bardziej, że sam Chrystus (prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek) pokazał nam jak wybaczać. Wybaczyć to nie znaczy, że teraz afirmować wszystkie doznane krzywdy (tak tylko zaznaczam ,na wszelki wypadek, żeby nie było nieporozumienia.) Życie za krótkie na trzymanie i kierowanie się urazami, niewybaczeniem. Naprawdę lepiej oczyścić swoje serce, tym bardziej że błogosławiony czystego serca, będzie oglądał samego Boga.
    Co do Hashimoto, to z tego co się orientuję, to jeżeli leki dobrze dobrane, to chyba można bez większych problemów funkcjonować? No ale tak, w łagodzeniu skutków stresu bez drugiego człowieka, który pozytywnie wpływa się nie obędzie.
    I ja dziękuję, Ivone.

    Hejo wszystkim, mam 22 lata, i jestem dda, chciałabym porozmawiać spotkać się. Jeśli ktoś ma ochotę najlepiej kobieta mam problem z myśleniem o ciąży w pozytywny sposób.
    Moj email : julka500.14@o2.pl

    Julia, jeżeli poznasz mężczyznę, przed którym będziesz chciała się otworzyć i któremu będziesz chciała się oddać (i on przed Tobą i Tobie) i będziecie nakierowani na miłość (tylko że mi chodzi o miłość w głębszym znaczeniu, a nie tylko całusy małe i duże), to wtedy może być nawet tak, że będziesz pragnęła dzieci. Co prawda, warunki obecnie nie są sprzyjające i blokujące rozwój człowieka w tej sferze, i jako mężczyzna i jako kobieta kurczymy się w swoich rolach, poza tym jest tendencja wmawiania dziewczynom i kobietom, że ciąża/stan błogosławiony, to coś uwłaczającego i niektóre ulegają i takie zniekształcone obrazy noszą w sobie 🙁
    Ale nie że niemożliwe nie ulec tym lękom.

    AvatarIvone09
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    Cześć  @abcd

    Tym pytaniem o nimfomankę nie poczułam się urażona, spokojnie.Każdy człowiek ma takie czy inne przypadłości. Tak sobie myślę, że faktycznie takie przypuszczenie można było wywnioskować z tego co napisałam🙂

    Jeśli o Hashimoto- leczę się od 6 lat i nie jest to tak proste jak piszą.Dużo zależy czy trafi się na dobrego lekarza, jaki tryb życia się prowadzi i z jakimi problemami się boryka. Mimo prywatnej opieki lekarskiej tak naprawdę sama musiałam zdobywać wiedzę, żeby sobie pomóc. Czasem przez pół roku jest w miarę stabilnie, a potem jest zjazd i póki nie ustabilizuje się poziom hormonów jest ciężko. Mogłabym o tym długo pisać, ale po co. Każdy z nas ma jakieś problemy.

    Co do tego jak ciężką sytuację miałam to nie chodziło mi jakiekolwiek przewartościowanie. Chciałam powiedzieć komuś kto zrozumie i popchnie mnie do działania. Każdy tu przeżywa swoją własną tragedię. Są mniej lub bardziej podobne, ale odczuwamy podobnie, z podobnymi problemami się borykamy. Możemy dać sobie wsparcie i to jest nieoceniona wartość.

    I jeszcze jedno: zazdroszczę Ci wiary…

    Pozdrawiam serdecznie

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Cześć Ivone

    To że każdy z nas ma jakieś problemy, to nie znaczy, żebyś blokowała się z pisaniem o swoich 😉 A choćby po to, że ktoś może będzie miał podobnie i coś doradzi czego nie wiedziałaś 😉
    Dobrze to ja zacznę. Jednym z moich problemów są bóle głowy, od wczesnej podstawówki, były momenty że co kilka dni, ale i zdarzało się, że i chyba z rok głowa nie bolała. Ostatnio ze dwa razy na miesiąc. Dzisiaj mnie ciepie.
    A co tego że napisałem o Twoim problemie porównując do swojego- że miałem łatwiej, to bardziej chciałem wyrazić podziw, że nie załamało Cię to na śmierć.

    Dziękuję, ale i Ty też Ivone możesz otrzymać Łaskę wiary od Boga 😉 Jeżeli w pełni uczciwie i rozumnie będziesz dochodzić Boga, to na 100% dojdziesz do tego, że Bóg istnieje, a gdy już dojdziesz do tego, że istnieje, to raczej naturalnym procesem będzie otwarcie na Łaskę wiary, czyli zawierzenie Bogu, co oczywiście wpłynie na postrzeganie rzeczywistości, na to co istotne, a co nie, co prawdziwe, a co nie. Bardzo długo dochodziłem, bo od mniej więcej piętnastego roku życia do około trzydziestego czwartego, no ale udało się i jak najbardziej twierdzę że warto, bo wtedy jest sens( nawet jak się czasami traci poczucie sensu). Natomiast bez wiary, to chyba tylko można dojść do albo obojętności na sens, albo stwierdzić że nic nie ma sensu. Tak mi się wydaje.

    Jeszcze co do przyziemnego wsparcia, to mogę zaproponować np. wspólną jazdę na rowerze, spacer i rozmowę. Tylko że jestem aktualnie w Warszawie.

    Również pozdrawiam serdecznie, miłego wieczoru

    AvatarIvone09
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    Cześć @abcd

    Odnośnie naszych bolączek😉, po pierwsze współczuję, rozumiem po trosze problem bólu głowy, kilka lat miałam chroniczne bóle głowy. Najprawdopodobniej było to związane z paleniem papierosów, chorobą itd, ale odkąd zmieniłam tryb życia praktycznie zniknęły.

    Po drugie, czy badałeś się w tym kierunku?

    Jeśli chodzi o wiarę w Boga to jest dla mnie trudny temat. Z wielu powodów. Będąc dzieckiem wydawało mi się, że jestem bardzo blisko Boga. Ale opierało się to chyba głównie na tym, że jeśli będę wystarczająco wytrwale się modlić to Bóg koszmar w domu się skończy. Modliłam się. Uciekałam do babci, gdy za ścianą grzmiała awantura ja płakałam i modliłam się jeszcze głośniej, żeby w końcu usłyszał… Nie rozumiałam dlaczego Bóg na to pozwala i nie rozumiem do dziś.

    Nie potrafiłam znaleźć w tym równowagi pewnie dlatego, że mam tendencję do popadania w skrajności. W każdym razie bardzo lubiłam chodzić do kościoła, odczuwałam tam spokój, którego tak bardzo potrzebowałam, tam czułam obecność Boga. Nie wiem kiedy to się stało, że postanowiłam przestać dla Boga istnieć. Bo ja wiem, że istnieje jakaś siła wyższa, ale nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie, która jest prawdziwa. Nie mam zgody na uzurpowanie sobie przez różne religie, że ten Bóg jest prawdziwy.Mam wiele pytań, na które nie znam i pewnie nie poznam odpowiedzi… Zazdroszczę wszystkim wierzącym w dobrym słowa tego znaczeniu, bo sądzę, że łatwiej jest im przyjmować życie takim jakie jest.

    Dziękuję, że jesteś gotów poświęcić mi czas na rozmowę. Do Warszawy mam nie daleko, Ty rower- ja rolki😉 jeśli tylko kiedyś się odważę.

    Pozdrawiam, dobrej nocy

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Dzięki Ivone.
    U mnie bóle głowy są napięciowe, albo po zjedzeniu między innymi sera żółtego, czekolady, orzeszków ziemnych, czyli z tego co wyczytałem, to raczej migrenowe.
    Za czasów podstawówki byłem ze trzy razy u lekarza rodzinnego i coś tam przepisywał. Ale nie pamiętam, żeby ustąpiły. Od tamtego czasu odpuściłem, trzeba przespać z kompresem na głowie, ale za to przyjemne uczucie, gdy wraca się do żywych.

    Ivone , a właściwie jakiej reakcji spodziewałaś, albo spodziewasz się od Boga? Bóg w Jezusie Chrystusie zstąpił do nas ponad 2000 lat temu, poniósł każdego z nas grzechy, wykupił z niewoli grzechu, nauczył i pokazał jak mamy żyć byśmy byli szczęśliwi, a i tak robimy swoje. Duch święty, który od Boga Ojca i Chrystusa pochodzi jak najbardziej może działać przez ludzi, którzy otworzą się na Boga. Choćby przykład św. Maksymiliana Kolbe, który w środku piekła na ziemi oddał życie za współwięźnia. Pokazał że nawet do tego człowiek jest zdolny, gdy kieruje się w życiu miłością, gdy zaufa Bogu.
    To nie do Boga powinny być pretensje, a po prostu do człowieka. No i do złego, ale on akurat nic sobie z tego nie robi, on tylko pogarsza świat i ludzi, którzy mu ulegają. A nie oszukujmy się, człowiek sam z siebie nie jest w stanie mu się oprzeć i choćby najtęższe umysły świata połączyły się przeciwko złemu to i tak wycycka ich tak, że zorientują się dopiero chwilę przed śmiercią, żeby jeszcze utrudnić pojednanie z Bogiem.

    Zgadzam się, że trudny temat, ale taka prawda Ivone, że dopóki Boga nie uznasz na właściwym miejscu w swoim życiu, to wszystko inne nie będzie na właściwym miejscu.
    Rozumiem że dla niektórych (pewnie dla większości) mogę wydawać się nawiedzonym/ dewotem/fundamentalistą (w negatywnym znaczeniu)/ świętojebliwym czy jak to się teraz określa kogoś kto nie wstydzi się wiary i przypomina o Bogu. No ale co poradzić? Mam dostosować się do świata i podniecać się tym co świat oferuje? Budować w oparciu o ten świat? Siedzieć cicho? Cóż, jak przystało na księdza forumowego proponuję kazanie : P https://www.youtube.com/watch?v=f9nNqnqJTe8 (zacząłem przed chwilą słuchać i już słyszę że warto 😉
    Na pewno to co przeszłaś, to nie było z woli Boga i Bóg na to nie zezwalał. Ale Bóg nie uczynił nas bezwolnymi istotami i nie interweniuje na zasadzie, że jak jest awantura, to ręka z nieba zaraz chwyta awanturnika za fraki i wypad poza kulę ziemską sajonara. 😉

    I też Ivone, jeżeli masz poczucie, że dla Boga przestałaś istnieć, to tylko pokazuje, jak uczucia mogą zniekształcać rzeczywistość, prawdę. Jesteś w wiecznej myśli, wiecznej pamięci i wiecznej niezmiennej woli Boga i ani na chwilę Bóg nie zrywa z Tobą. Jeżeli już to człowiek to czyni. Tak, chodzenie do kościoła, nawet dla niewierzącego może mieć funkcję ukojenia psychicznego, łagodzenia stresu, wyciszenia, uspokojenia, bo z dala od krzyków, wrzasków sytuacji powodujących napięcie nerwowe i też tak miałem przed nawróceniem kilka razy, że poszedłem posiedzieć. Wiadomo, nie za bardzo o to chodzi, ale tak to też działa. Na pewno życie w prawdzie, wycisza człowieka i przywraca stan równowagi. Podobno nawet są badania, po których dochodzi się do wniosku, że organizm ludzki choruje, gdy człowiek żyje w grzechu. A gdy żyje się w prawdzie, gdy Bóg na właściwym miejscu, to następuje proces zdrowienia. Nie widziałem, ale usłyszałem od osoby godnej zaufania. Cóż, tutaj zabrzmię jak fundamentalista, ale jedyną prawdziwą religią jest religia katolicka i ta religia przekazuje prawdziwą wiarę i w związku z tym to jak było, jest i będzie naprawdę. Co nie znaczy że w innych religiach Duch Święty nie działa. Kościół Katolicki został założony przez samego Chrystusa (dowodem jest sukcesja apostolska) i co też nie znaczy, że te problemy, które ostatnio pogrążają Kościół są w woli Chrystusa, bo wiadomo, że to z winy ludzi ulegających grzechowi i złemu.

    A, Ivone, i dlaczego też zakładasz, że nie poznasz odpowiedzi na niektóre pytania? A może jakiś przykład?

    Zazdrościsz wiary, ale wiara to też obowiązek i większe wymaganie od siebie, by ta Łaska nie była na marne. Ale mimo wszystko jest taki stan korzystniejszy, bo nie żyje się po omacku, a po prostu żyje się by zostać zbawionym, by Żyć (wiecznie). A tutaj na ziemi, to jest tak jakby pielgrzymowanie, na chwilę się jest, po to by przygotować się do życia w Królestwie Niebieskim.
    Chyba się rozgadałem…

    Na rolkach też jeżdżę! 😀 Więc jak już się kiedyś odważysz, to można się spiknąć i trochę pośmigać. Mnie za dzieciaka sport pozwalał się wyżyć, a miałem dużo złości i energii.

    Miłego i udanego dnia 🙂

    AvatarIvone09
    Uczestnik
    Liczba postów: 13

    Cześć abcd

    Otóż tak samo szanuję ludzi niewierzących jak i wierzących głęboko. Nie cierpię natomiast hipokryzji. Uważam też, że jest wielu ateistów, którzy są lepszymi ludźmi niż zdeklarowani katolicy. Nie zgadzam się z tym, że jedna religia jest lepsza od drugiej. Nie rozumiem tego. To tak jakby powiedzieć, że Twój ból jest większy niż mój. Nie mam zgody na to, że różnice wyznaniowe prowadzą do wojen.

    Pytanie? A co z duszami ludzi, którzy nigdy nie poznali nauki kościoła katolickiego? Bóg jest sprawiedliwy, tak? Nie przychodzimy na ten świat przypadkowo, tak? Wszystko jest planem bożym? Jeśli tak, to mam wiele wątpliwości dotyczących sprawiedliwości, a także nie potrafię znaleźć sensu wielu zjawisk.

    Nie uważam, że jesteś dewotek, szanuję to, że nie wstydzisz się swojej wiary i przekonań. Ja nie wiem w co wierzę. Chciałabym tylko być dobrym człowiekiem, ale to podobno za mało.

    Tak czy inaczej dziękuję za te rozmowy🙂

    Dobrej nocy abcd

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Cześć Ivone 🙂

    Jak najbardziej każdego człowieka bezwzględnie należy szanować, a co najwyżej poglądy, wierzenia, światopoglądy itp., mogą nie podlegać szacunkowi.
    I jak najbardziej, to że ktoś wyznaje, że wierzy w Boga i jest katolikiem, a zachowuje się świadomie tak jakby nie wierzył, to oczywiście godne potępienia jest takie zachowanie i niczym się nie różni od człowieka, która ma gdzieś Boga i zachowuje się jakby Boga nie było. Nie zdziwiłbym się czy nie lepiej w oczach Boga wypadnie ten drugi, bo przynajmniej spójny i uczciwy w swojej niewierze.
    Bóg każdemu człowiekowi wpoił w serce Prawo Naturalne, czyli nawet jeżeli ktoś nie wierzy w Boga i w związku z tym Bogu, to ma sumienie, które sygnalizuje że coś jest nie tak, albo że coś jest dobre, ma poczucie w głębi siebie, że gdyby chciał np. podejść do pierwszego lepszego człowieka i np. zamordować, to jest to złe. Ma poczucie, że istniej Siła Wyższa. Ale to też nie znaczy, że sumienie nie może być zniszczone, ulec zniekształceniu, że człowiek nie może ulec zdemoralizowaniu. I nawet Prawo Naturalne w każdym człowieku może być przytłumione. Tym bardziej, że skutek grzechu pierworodnego cały czas jest w człowieku (choćby to że umieramy jest tym skutkiem) i człowiek sam z siebie ma skłonność do złego.

    Jedna religia lepsza od innej w znaczeniu, że jedna najpełniej przekazuje prawdę i wiarę, a w pozostałych są błędy, przekłamania. Jedna wynika z ustanowienia samego Boga/wynika z Objawienia, a druga wynika z zabobonów, jest wymysłem człowieka. W tym sensie lepsza jedna od drugiej, a nie że nieważne co, to i tak moja jest lepsza, a twoja nic nie znaczy (że mój ból jest większy niż Twój, bo mój to ból, a nie Twój 😉 )
    To że różnice wyznaniowe prowadzą do wojen, to raczej najmniejsza pretensja do katolików. Bo z tego co się orientuję, to np. krucjaty były wojnami obronnymi przed islamem. A bronić się jak najbardziej można i należy. Pacyfizm to herezja i poważny błąd. Chrystus nie był pacyfistą.

    Odnośnie pytania o człowieka/ludzi, który/którzy nie poznał/li nauki KK. Jeżeli taki człowiek żyje uczciwie, zgodnie z Prawem Naturalnym które ma w sobie, to jest w stanie sam dostrzec i dojść do wniosku, że całe stworzenie, które go otacza, że nawet on sam jest dziełem Istoty Wyższej. I Pan Bóg takiego człowieka przecież nie potępi. A tak w ogóle katolik jeżeli żyje nadzieją, to ma nadzieję na zbawienie każdego człowieka, nawet największego zbrodniarza, największego niedowiarka (może nawrócił się do Boga w ostatnim tchnieniu?). Nikogo katolik nie prawa skreślić i do ostatniego tchnienia ma pomagać w pojednaniu z Bogiem, albo w niezerwaniu tej więzi. Ale jeżeli ktoś świadomie, z premedytacją odrzuca naukę KK, to z logicznego punktu widzenia, jeżeli ta nauka jest prawdziwa, to po prostu potępia się i skazuje na zerwanie z Bogiem, czyli wpada w ramiona złego.

    Tak, Bóg jest absolutnie sprawiedliwy, absolutnie miłosierny. Po prostu wszystko naj i to w stopniu absolutnym, niepojętym dla człowieka. I ani odrobiny czegoś złego. Bóg jest między innymi Miłością (ale miłość nie jest Bogiem 😉 . I tak, na świat nie przychodzimy przypadkowo, absolutnie każdy człowiek jest z wiecznej woli, myśli, pamięci samego Boga i każdy już był przed stworzeniem świata (to jest paradoks, bo jeżeli mówimy o wieczności, to jak może być pamięć, albo okręślenie „był” skoro pamięć zależna jest od czasu. Wiadomo, to są pewnego rodzaju analogie, określenia oddające jak najpełniej sedno sprawy, istotę, ale oczywiście nie jesteśmy w stanie pojąć Boga (mimo że Bóg nie działa absurdalnie i respektuje to co sam stworzył i jakie prawa ustanowił). Człowiek nie jest w stanie pojąć nawet drugiego człowieka i to najbliższego, nawet siebie chyba nie jest w stanie pojąć (dopiero w Niebie, siebie i innych będziemy w stanie pojąć, gdy serca przygotowane na Niebo). Tak, ogólnie Pan Bóg ma plan na wszystko (ale nie na zasadzie że jesteśmy tak jakby robotami i tak naprawdę to nic nie możemy, bo Bóg ma plan i steruje nami jakbyśmy byli pionkami. Czy takie nas potraktowanie byłoby traktowaniem z miłości? Na tyle na ile ogarnęliśmy już jako ludzie czym jest miłość to wiadomo, że nie. )
    Jakie masz w związku z tym wątpliwości, Ivone. Może uda nam się wspólnie dojść? Od razu też zaznaczam, że nie jestem teologiem. Jeżeli mylę się, to proszę o wskazywanie błędów. Staram się dzielić tym jak sam pojmuję.

    Ha ha „dewotek” dobre 😀 No nie jestę 😉 Ale na poważnie, dewocja jest chyba rodzajem zaburzenia nerwicowego?

    Bycie dobrym wynika z Prawa Naturalnego, ale czy bycie dobrym zawsze prowadzi do życia z miłości?

    Również dziękuję za rozmowy Ivone. Dziękuję za szczerość. 🙂

    Dobrego dnia, Dobra Dziewczyno.

    Moja_nawa, jeżeli przeszkadza Ci, że trochę odbiegliśmy od Twojego tematu, to proszę daj znać. Chociaż wydaje mi się że temat bliskości również powinno rozpatrywać się w relacji Bóg-człowiek, człowiek-Bóg. Nawet nie wiem czy nie w pierwszej kolejności.

    Ostatnio słuchałem o przyczynach chorób wynikłych z emocji w rozumieniu psychobiologii (dr n. med. Marzanna Radziszewska-Konopka). Ciekawe, warto:

Przeglądasz 10 wpisów - od 31 do 40 (z 47)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.