Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Bliskość

Przeglądasz 7 wpisów - od 41 do 47 (z 47)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarMoja_nawa
    Uczestnik
    Liczba postów: 7

    @abcd , absolutnie mi to nie przeszkadza 🙂 Wręcz przeciwnie, z wielkim zaciekawieniem śledzę kolejne posty w tym temacie!

    Avatarabcd
    Uczestnik
    Liczba postów: 33

    Moja_nawa 🙂

    Avatardedra
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    jjola

    Trochę mnie przeraża to co piszesz na temat toksycznego związku- właściwie to czego nie dostrzegasz. Odnoszę wrażenie, że wchodząc w związek z misją ratowania kogoś z narkomani z góry go nie akceptujesz. Tym bardziej że jak piszesz ktoś tego nie ukrywał przed Tobą. To Twoje podejście do relacji wygląda tu na toksyczne. Piszesz, że trwało to 4 lata w tym 1 rok wyjścia z związku. Myślę że ten ostatni etap musiał być mocno raniący obie strony.

    Temat jest mi bliski- na terapii poznałam sporo narkomanów. Są to DDA którzy niestety ze względów środowiskowych powielili schematy rodziców. Jak słuchałam o problemach z jakimi się dodatkowo borykają- uznałam że mają naprawdę ciężką pracę przed sobą.

    Zmierzam tu do tego, że goniąc za swoim samorozwojem nie zapominajmy o innych. Łatwo powiedzieć że ktoś jest alkoholikiem, narkomanem, toksyczny i jest zły. Warto się zastanowić czy nasze pobudki i działania są szczere i w porządku wobec innych. Egoizm jest potrzebny, ale ma też swoje granice.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Dedra w wielu momentach nie chodzi o egoizm czy co gorsze etykietowanie a o zwykłą ochronę siebie. Jakiekolwiek pròby 'terapeutyzowania' czy choćby wspierania to tak naprawdę wspòłuzależnienie zwłaszcza gdy w interakcję wchodzi osoba dda a więc ktoś kto jest za słaby.

    Niestety jedynym wsparciem może być wskazanie terapii, grupy mitingowej itp. i na tym koniec, bo każdy dalszy krok to już wspòłuzależnienie, wikłanie się.

    Wikłanie się to już wspòłuzależnienie nawet jeżeli mamy dobre intencje. Najzwyklej osobom uzależnionym osoby dda nie pomogą od tego są terapeuci.

    Brzmi tak właśnie egoistycznie, ale to jedyna droga by z jednej strony ochronić siebie a z drugiej poprzez wskazanie terapii osobie uzależnionej w ten sposòb jej pomòc.

    Osoba dda jest za słaba by wchodzić w interakcje (nie oznacza to pogardy, etykietowania, egoizmu).

    W moim rozumowaniu wygląda to mniej więcej tak:

    'Słuchaj jesteś alkoholikiem, narkomanem czy hazardzistą. Mogę z Tobą poszukać terapii a nawet pòjść na pierwszą wizytę'

    I na tym zostawiamy, nie dopytujemy dlaczego nie poszedł, bo to już wikłanie. Skorzysta dobrze, jest szansa, że przy wsparciu terapeuty wyjdzie z nałogu. Nie skorzysta zostawiamy to (nie naciskamy, nie dopytujemy, bo to już wspòłuzależnienie, wikłanie się w świadome i nieświadome manipulacje).

     

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 dni, 3 godzin temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 dni, 3 godzin temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 dni, 3 godzin temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 317

    Myślę, że prawda leży po środku. Z jednej strony mamy terapię, która każe nam na kilometr unikać wszystkiego, co choćby kojarzy się ze współuzależnieniem. Z drugiej – chore współuzależniowe mechanizmy (np. tłumaczenie się za alkoholika i krycie go), jakie mogliśmy wynieść z rodzinnego domu.

    W realnym świecie otaczają nas jednak ludzie, a nie teorie. Więc to, czy ktoś nagnie swoje granice i na ile jest jego lub jej wyborem. Bo może dla kogoś, kto jest bardzo bliski, komu to pomoże stanąć na nogi, albo kto po prostu jest tego wart.

    Jedyną receptą na totalną nienaruszalność granic jest moim zdaniem życie w izolacji. W naturze są one bowiem bardziej elastyczne. Choć oczywiście warto unikać przy tym popadania w dysfunkcje.

    Avatarjjola
    Uczestnik
    Liczba postów: 20

    Hej @dedra, w wielu miejscach pewnie używam skrótów myślowych i zdaję sobie sprawę, że nie wszystko może być tak samo zrozumiałe dla innych tak jak dla mnie. Jednak tak jak napisałam, będąc już jakiś czas w tamtym związku zrozumiałam dopiero dlaczego ciągnęło mnie wtedy do osób z uzależnieniami – ponieważ nadal pozostawałam współuzależnioną i chciałam „uratować ojca”. To moje ratowanie partnera polegało właśnie na motywowaniu go do pójścia na terapię i trwania w niej, oraz na własnym uczeniu się stawiania granic jakich zachowań nie będę akceptować. W pewnym momencie trzeba było ratować siebie, gdy do akcji w jego wykonaniu zaczął wchodzić nóż. Nikomu nie życzę też zmierzenia się z próbą odejścia od osoby, która zdecydowanie tego nie akceptuje i odejść nie da. Pewnie, że pozostawanie dłużej w tym związku było raniące dla OBU stron, ale myślę też, że ostatecznie było potrzebne do wyciągnięcia nauki. Bardzo bym chciała by dla OBU stron. Ale jak to ktoś mądrze powiedział: mimo, że można, a nawet warto dać człowiekowi drugą szansę, to kiedy to już jest trzecia, czwarta, piąta… szansa, to coś tu jest nie tak.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 1033

    Dda93, terapeuci dziś mòwią o podnoszeniu dna czyli zwiększanie dyskomfortu nałogu (niekoniecznie zawsze twardego dna)  np. nie wykonywanie czynności za osobę będącą w nałogu lub zaprzestanie krycia, ale aby realnie podnosić dno musi się to realizować pod okiem terapeuty w tym przypadku osoba chcąca pomòc sama idzie do terapeuty.

    To oczywiste, że w życiu dochodzą zależności, uczucia, emocje, wspomnienia, strach itp. dlatego tym bardziej rzucanie się samemu na głęboką wodę z taką wyłącznie chęcią pomocy bez wsparcia terapeuty skończy się albo złością lub smutkiem , że 'tyle pomogliśmy i każda pomoc została odrzucona.

    …albo wręcz gniewem gdy to wsparcie pòjdzie we właściwym kierunku a osoba, ktòra wyszła z uzależnienia odwraca się od nas.

    Dzieje się tak, bo  pomoc jest wchodzeniem w rolę ratownika przez co sama w sobie nie jest do końca czysta. (ratownik patrzy jak na obiekt z konkretnymi założeniami dla tej osoby i wybucha złością, gniewem kiedy widzi, że osoba, ktòra uzyskała wsparcie nie realizuje jego oczekiwań np. mòwi  po wyjściu z uzależnienia 'odchodzę).

    Dość sporo takich przykładòw jest tutaj na forum. (nie będę przytaczał, ale ogòlna konstrukcja jest taka. 'pomogłem, poświęciłem się a ta osoba odwròciła się')- nie ma radości z tego, że ktoś wyszedł przy naszym? wsparciu z nałogu, ale jest gniew (może nawet taki żal, że pomògł), bo ,’obiekt' się usamodzielnił?, nie idzie według naszych założeń?

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 dni, 2 godzin temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 dni, 2 godzin temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 dni, 2 godzin temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
Przeglądasz 7 wpisów - od 41 do 47 (z 47)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.