Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › bliskosc- problem
-
AutorWpisy
-
książka wysłana:)
To nie jest "tylko", robisz bardzo dużo, jesteś na dobrej drodze:) A na forum warto założyć typowo swój wątek, opisać siebie i swoje problemy. No i pisanie tu na pewno pomaga:)Dziekuje Ci za ksiazke:)
Watek zaloze napewno , najpierw musze sie lepiej zapoznac z forum ,bo troche sie tu gubie, wydaje mi sie bardzio skomplikowane i malo przejrzyste…. ale moze to takie pierwsze odzczucia i potrzebuje sie przyzwyczaic. Jeszcze raz dzieki . Ja spadam bo "zaraz" trzeba wstac do pracy. Pozdrawiam serdecznie:)skarb111 zapisz:
„Na szczescie nie robie scen tylko wyjasniam spokojnie.”Wtedy gdy komuś mówimy o naszym lęku, o naszych obawach budzących się w związku z relacją z tą osobą, to jest bliskość:) Byc może oceniasz siebie zbyt surowo.
Ja też czuję lęk przed bliskością i też jestem w trakcie terapii. Kiedyś zupełnie nie uświadamiałam sobie tego lęku, czułam go jedynie poprzez moje ciało ale emocjonalnie był on zepchnięty do podświadomości. Teraz zaczynam go czuć także poprzez emocje a zwłaszcza poprzez uczucie lęku i wstydu. I są one czasem bardzo silne i jedyne co mogę wtedy zrobić to powiedzieć, że czuję właśnie lęk i wstydzę się odsłaniać tą wrażliwą część siebie.
Pozdrawiam:)
Bardzo mi pomogliscie, Dziekuje za wsparcie i akceptacje. Bo caly czas mi sie wydaje ze ja jakas gupia wariatka jestem.. Rozedrgalam sie i bylam z tym calkiem sama. Nie mialam sie gdzie wygadac. UFFF – przeszlo mi, odpuscilo.
Szczerze mowiac to czasem mi sie wydaje ze to sa chwile kiedy przeskakuje na inny poziom relacji, zblizam sie i to powoduje ten lek. Wtedy musze jakby "oddac foton" jak proton ktory przeskakuja na inny poziom energetyczny w atomie.Wlasnie to mowienie o leku mnie przeraza, bo pokazuje ze mam czuly punkt w ktory moze uderzyc. Juz o tym rozmawialam z terapeutka, ale jeszcze siedzi. W domu zawsze ktos byl zalezny a ktos kontrolujacy. Boje sie teraz takich gier. Obawiam sie ze kiedy ujawnie czule punkty wlasnie w nie oberwe. No ale tak to jest – kiedy sie cale zycie tylko obrywalo….
będzie dobrze -zobaczysz:)
porozmawiaj o tym z chłopakiem
o dda-o przeszłości:kiss: o leku
wiesz w związku najważniejsze jest dawanie po równo każdej ze stron i kompromisskarb111 zapisz:
„Wlasnie to mowienie o leku mnie przeraza, bo pokazuje ze mam czuly punkt w ktory moze uderzyc.”Oj, też tak mam… Lęk aby zaufać, lęk że to czym się podzielę z drugą osobą, że się przed nią odsłonię zostanie użyte, wykorzystane przeciwko mnie… I też wiem skąd się to bierze ale…póki co lęk wciąż we mnie jest. Jednak dzięki terapii nie jestem już bierna jeśli ktoś narusza moje granice, tylko mówię co mi się nie podoba, na co się nie godzę.
Skarb, dziękuję Ci za ten wątek:) Pozdrawiam:)
Jeszcze takie skojarzenie mi się nasunęło. Jakiś czas temu – a właściwie lata świetlne temu, bo to było jeszcze zanim podjęłam terapię – przeczytałam, że aby oswoić lęk dobrze jest zrobić sobie wizualizację. I tak, jeśli boimy się bliskości warto spróbować "ubrać" ją w coś, co nam się dobrze kojarzy.
I mnie nasuwa się takie skojarzenie bliskości z jednymi perfumami. Gdy je powąchałam, w pierwszej chwili odrzuciło mnie od nich. Byłam zdecydowanie na nie. Ale jednak zaryzykowałam i użyłam ich. No i tu nastąpiło miłe zaskoczenie – zaczęłam wyczuwa w nich nuty, których zapach bardzo mi się spodobał:)
Anonim
13 lipca 2012 o 15:46Liczba postów: 20551Goszka zapisz:
„skarb111 zapisz:
„Wlasnie to mowienie o leku mnie przeraza, bo pokazuje ze mam czuly punkt w ktory moze uderzyc.”Oj, też tak mam… Lęk aby zaufać, lęk że to czym się podzielę z drugą osobą, że się przed nią odsłonię zostanie użyte, wykorzystane przeciwko mnie… I też wiem skąd się to bierze ale…póki co lęk wciąż we mnie jest. Jednak dzięki terapii nie jestem już bierna jeśli ktoś narusza moje granice, tylko mówię co mi się nie podoba, na co się nie godzę.
Skarb, dziękuję Ci za ten wątek:) Pozdrawiam:)”
Chyba każdy człowiek ma ten lęk, szczególnie jeśli naprawdę się otwiera i zaczyna ufać. Myślę, że u nas jest to jakby nasilone z kilku powodów. Ale też nie trzeba być DDA, żeby mieć to samo, to czesto jest kwestia przezyć, wrazliwości i w ogóle, a nie tego, że się jest DDA. Nawet my mamy zupełnie różne doświadczenia związane z miłością, otwartością i zaufaniem.
U mnie też to jest straszliwie kruche i to jest ściśle związane z postacią ojca. NIGDY nie usłyszałam od niego ani jednego dobrego słowa, za to leciały potoki wyzwisk. Latami nawet jako mała dziewczynka jak do niego podchodziłam dostawałam strzał-co z tego, że to były słowa, skoro efekt był jak kop z buta. Musiałam być nieźle wykończona, skoro pamiętam, że jak miałam 12 lat poszłam do babci i jej powiedziałam, że wolałabym być bita, bo może mniej by mnie to bolało. Już nie wspomnę o innych taktykach-perfidny olew, złośliwość, wyśmiewanie, prowokowanie, próby robienia popisów przed ludźmi i każda moja reakcja świadczyła o tym, ze jestem złą córką, zwyczajna manipulacja i znęcanie się psychiczne z tym kojarzy mi się relacja z facetem. A już nie mówiąc o jakiejś słabości albo okazywaniu uczuć. Doszło do tego, że latami nie płakałam, tylko szkoda, ze tak powciskałam uczucia w siebie, że w wieku 19 lat miałam wrzody, ale za to jaka twarda byłamB) Mój Boże… A wszelkie informacje były wykorzystywane przeciwko mnie i do tego żeby ryć mi tym banię i pokazywac mi jaka to jestem pojebana.
Z czym ma mi się bliskośc kojarzyć i zaufanie mężczyźnie, z kopem? własnie z wykorzystywaniem informacji, z robieniem burdy, z wyśmiewaniem? Ja mam wręcz manię na punkcie intymności w ogóle, nawet czysto psychicznej, ja nawet na otwieranie się żeby coś konkretnego powiedzieć muszę mieć kupę czasu, a i tak mam masę mechanizmów obronnych i nie wiem czy bardziej nienawidze siebie za te mechanizmy czy za to jak się już otworzę. U mnie ma to straszliwe przełożenie na ciało, latami nie pozwalałam się nikomu dotykac. To jest mój bastion, chociaż to mi pozostało.
Swoją drogą trzeba baaaaardzo uważac na to z kim się jest. I nie, nie ma ludzi idealnych, ale jak się sobie dobiera faceta, to on też musi zrozumieć, że w nas jest taka mała dziewczynka, która ma swoje rany i mało tego jak będa dzieci, to on może je nieźle poturbować. Idealnie nigdy nie będzie, bo to jest niemozliwe, ale trzeba jako tako oszacowac czyjeś możliwości, dla swojego dobra, dla dobra tej osoby i dzieci.
Ta ksiązka, która ma Pszczółka jest genialna, przeczytałam częśc i jestem pod wrażeniem jakie to są mechanizmy, teraz to już w ogóle zanim most na fosę spuszczę to miliony zwiadowców będe wysyłała a nie tylko tysiące….;)
Felicja zapisz:
”jak się sobie dobiera faceta, to on też musi zrozumieć, że w nas jest taka mała dziewczynka, która ma swoje rany i mało tego jak będa dzieci, to on może je nieźle poturbować.”
To mi wygląda, jak szykowanie się na wyprawę wojenną;) Też mam taką postawę w sobie – albo ucieczka, albo stanięcie do walki. Moi rodzice niestety tylko tak potrafią być ze sobą – jednoczą się w starciach, w atakowaniu siebie a poza tymi momentami są daleko od siebie. I ja też, kilka miesięcy wstecz, właśnie na takich zasadach próbowałam budować związek…
wiesz Goszka, ja całe życie albo toczę wojny, albo leżę w okopie wyczerpana i liżę rany. Mnie się już nie chce;) Moi rodzice to samo-gorzej niż w rekiniarni, albo próbują się zagryźć, albo odpoczywają po tym jak już się nażarli. Masakra. Ja nie chcę wojny, ja chcę odzyskac swoje zdrowe granice. Ja chcę pokochać moją małą dziewczynkę, która jest we mnie, chcę jej dac prawo do wielu rzeczy bez wymyślania, ze to jest "nienormalne" czy coś w tym stylu i tym samym automatycznie pokazujesz komuś, że moja dziewczynka własnie taka jest. Aha i ja raczej prowadze teraz batalię o to, żeby ta dziewczynka nie była "przegięta" w którąś stronę;) żeby była zwykłą małą dziewczynką wiesz-czasami waleczną, czasami płaczącą, czasami figlarną itd;) i jeszcze o to, żebym nie dopuszczała do siebie męzczyzn, którzy reagują podobnie jak mój ojciec czyli wszystko jest nienormalne, a tak naprawdę nienormalny jest stopień braku dojrzałości u niektórych mężczyzn i ich lęk przed kobiecością, to nie jest moja wina, że jakiś facet boi się kobiecości w kobiecie w całym jej wymiarze. Swoją drogą kilka dni temu odkryłam w bardzo zaskakujących okolicznościach, że własnie mój ojciec ma problem z moją kobiecością! jak dziewczynka jest mała to jest słodka-no u mnie dopóki nie zaczełam mówić tak było:P ale później ma już cały wachlarz kobiecej osobowości i on jest słodko-gorzki.
aha, to że ojciec zniszczył mnie jako kobietę odkryłam może z 5 lat temu, a tak całe życie raczej postrzegałam to jako naruszanie mojej ludzkiej godności. Ale od momentu odkrycia tego wydarzyło się wiele niesamowitych rzeczy w moim życiu;)
A tak Goszka, jestem na wojnie-walczę o siebie:):):)
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.