Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › bo jakoś tak jest..
-
AutorWpisy
-
…że nie potrafię mimo usilnych staran wyjść z tego marazmu, pokonać lęku, ktory buduje wielki mur wokoł mnie.
że zużyłam wszystkie siły na walkę z depresja a cholerstwo uporczywie zatacza koło
chce się uśmiechać-szczękościsk
chcę do ludzi, milknę i zaszywam się w kat
cholera…ja naprawdę się staram….naprawdę :unsure:Sowa,mam to samo ,nie moge pozbyc sie lekow.Terapia jestem juz zmeczona ,8 lat tym sie zajmowalam i zastanawiam sie caly czas o co chodzi??to wewnetrzne chroniczne napiecie,z jakiegos powodu,strach ktorego nie moge sie pozbyc w zaden sposob,a przynajmniej nie znam sposobu na to!!To jest jakby silniejsze ode mnie .Nie wiem juz gdzie szukac odpowiedzi czy rozwiazania.Mam wrazenie ze wszystkie mozliwosci wyczerpalam .I ciagna sie za mna problemy w kontaktach z ludzmi ,niesmialosc ,z tym ze nie jestem dosc dobra ,ze nie zasluguje na milosc ,ze nie potrafie…itd.Meczace to jest.Czy istnieje jakies rozwiazanie??Funkcjonuje ciagle tak samo ,ze zdobyc milosc moge jak wypucuje swietnie podloge.Ale najczesciej nie dostaje tej milosci… 🙁
to juz zawsze tak będzie wracało ?
ja znow spadam ;/przyjdzie taka chwila…i sie wszystko przechyli…wyleja zale i smutki,do dna…
a potem SPOKOJ WIELKI SPOKOJ!
Mi w wiekszosci takie stany minely…czasami wracaja jakies beznadziejne chwile, ale nauczylem sie je akceptowac…wiem, ze to wada, ktora miesza mi w zyciu, ale coz jestem jaki jestem. Taki zlepek idealizmu, wad, zalet i Bog jeden wie, czego jeszcze….po prostu Krol Dzungli!! 😉
Sowa a ty sie nie martw, masz oczy jak latarnie na brzegu morza, ktore sa najpiekniejszym widokiem dla wyjatkowych istot, bo zwiastuja cieplo, bezpieczenstwo i trwaly swiat, do ktorego tak wszysce dazymy…wiec Cie szczescie samo znajdzie, tylko daj temu (szczesciu)szanse…bo nawet o latrnie mozna sie rozbic…a Noel wie co mowi. 🙂
Edytowany przez: Noel_1980, w: 03.05.2007 03:33
Ja to nazywam psychoza maniakalno – depresyjna (troszkę naciagam termin medyczny dla własnych potrzeb, ale bad¼ co bad¼ podobienstwo jest wręcz powalajace). Szkoda tylko, że stany depresyjno – lękowe sa totalnie rozwalajace, a mania utrzymuje się na poziomie hipomanii i znika po kilku gora kilkudziesięciu minutach.
Wciaż uciekam od ludzi, choć to właśnie przebywanie w ich towarzystwie najbardziej mi pomaga na wieczne lęki – udręki. Istna paranoja.
Chciałoby się zapytać: "Kiedy skonczy się taka droga i gdzie?"
Pozdrowka sowka 🙂 Przytulam moooooooooooocno 🙂Tez to znam i tez się zastanawiam czy to już tak do konca zycia bedzie powracać co jakiś czas?! Cały czas poszukuję jakiegoś złotego srodka ,aby takie stany nie wracały-niestety nie znalazłam.
A moze jest tu ktoś kto uporał się z tymi hmm…"nawrotami"(ja tak to nazywam)
i powie jak tego dokonał?????Nie wiem czy jest na to jakiś środek. Na szczęście przez ostatni okres, tak lagodnie to ujmujac stan obniżonego nastroju mnie nie dotyczy. Wiem tylko jedno: że "nawrot" mija. Może złote środki sa, ja ich niestety nie znam 🙁 znam tylko taki "połzłoty" – nadzieja. ¯e to minie. ¯e jestem kochana przez Najdelikatniejszego Boga, że nic mi nie grozi. Zaufanie. :rolleyes:
Jeszcze jeden watek o ktorym piszecie. Trudno mi w to uwierzyć, ale dopiero w wieku 23 lat (czyli teraz) odkryłam, że potrzebuję ludzi, że sama nie mogę funkcjonować. Odkryłam, że spotkania, dobre relacje, przyja¼n itp nie sa niczym złym, a wcześniej chyba miałam tak zakodowane (?) sama nie wiem. że najpierw trzeba się uczyć, że "posied¼ trochę w domu" Ojej…
Jestem na III roku, dobrze, że nie wszystko stracone =) -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.