Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › ból, tort i długie spacery:)
-
AutorWpisy
-
Jako, że ostatnio jest mi bardzo ciężko, marudzę trochę tu na Forum w "Dziś czuję się", że albo nic nie jadłam, albo że nie mam już siły itp;), postanowiłam w końcu napisać coś więcej….Trochę się tu uwywnętrznić i wysłać w świat swoje cierpienie. Ale to więcej jest tylko dla wytrwałych, reszta niech nie czyta…:dry:
Wszystko zaczęło się od przedostatniej sesji na terapii. Wtedy zupełnie coś we mnie pękło, coś się skończyło. Nie wiem w zasadzie, czy treść sesji była powodem, była raczej małym bodźcem, uwalniającym całą lawinę od dawna noszonego przeze mnie bólu. Zamykając za sobą drzwi gabinetu łzy same płynęły mi po policzkach i najzwyczajniej w świecie chciało mi się wymiotować. Emocjami. Doszłam, a właściwie to dobiegłam do nadmorskiego parku, zbiegłam po schodach i za chwilę znalazłam się na plaży. Weszłam na stojący dalej pomost, spojrzałam w wodę i zaczęłam płakać jak małe dziecko (dobrze, że byłam tam całkiem sama, nieźle to wszystko musiało wyglądać :blush: :blush: :blush: ). Pomyślałam, że nie wrócę do domu, którego tak nienawidzę, że już nigdy nie chcę tam wracać (tylko średnio, nie mając żadnego lokum, pomysłu, ani pieniędzy :unsure: ). Doszłam plażą do Mola, tam znalazłam sobie miejsce na samym końcu, gdzie już mało komu chciało się dochodzić podczas spacerowania i albo płakałam albo tępo patrzyłam się na wodę. Gdzieś po 2 godzinach trzęsłam się z zimna i siedziałam skulona, ale jako że stwierdziłam, że do domu na pewno nie wrócę – poszłam przed siebie. Długo się włóczyłam, po czym pomyślałam, że nie no, nie ma innego wyjścia – trzeba wracać do domu. Ale kiedy doszłam do peronu nie dałam rady i poszłam w drugą stronę (chociaż tak naprawdę oczywistym przecież było, że i tak będę musiała tam wrócić….) W końcu (razem trwało to już kilka ładnych godzin), siedząc sama w parku, poczułam, że ja już najzwyczajniej w świecie nie mam sił fizycznych, żeby do tego domu wrócić, że jestem wyczerpana od tego płaczu, łażenia, głodu itp. Spojrzałam na telefon, na listę kontaktów – nie znalazłam tam nikogo, kogo mogłabym poprosić o pomoc bo właściwie to nikt nie jest wtajemniczony w moje problemy, a o rodzinie nie ma mowy, zresztą np. mój brat kiedyś wyjaśnił się jasno, że nie chce mieć nic wspólnego z moimi problemami ( no i ma do tego prawo, to nie znaczy od razu że jest jakimś egoistą). Ale znalazłam na tej liście kogoś z tego Forum, kto miał wprawdzie zbyt daleko, żeby do mnie przyjechać, ale kto duchowo był tam ze mną (słyszałam to bzyczenie w powietrzu:laugh: :laugh: :laugh: ). Jakoś wstałam i wróciłam do domu. Kiedy tego dnia zasypiałam, czułam, że boli mnie każda komórka mojego ciała, a oddech sprawia mi ból. Zwinęłam się w kłębek i długo patrzyłam przed siebie. To był jeden z najgorszych dni w całym moim życiu.
Miałam dosyć nie tylko domu, ale też ogólnie swojego dotychczasowego życia. A jako, że domu mam dosyć, czuję ostatnio, że nie mam gdzie się podziać, chodzę na długie spacery, włóczę się tu i tam. We wtorek mam urodziny. Nie lubię tego dnia. Zawsze bliskie mi osoby po prostu o nim zapominały. W tym roku właściwie nie ma kto zapominać i w sumie to tym lepiej. Dziś przyjechał brat z dziećmi, mama postawiła tort na stole. Dla mnie była to szopka, w której wcale nie chciałam brać udziału, patrzyłam na ten tort, a w duchu krzyczałam z rozpaczy. Moja rodzina nawet nie spodziewa się, jakie mam problemy, nie znają mnie.
Został mi ostatni rok studiów. Ale nie mam już siły, strasznie się boję, że nie dam już rady.
Podziwiam każdego, kto to przeczytał. Wstydzę się tego, co napisałam.Patrycja wielki tulas, jestem z Tobą gdzie kolwiek jesteś, nawet na tym drugim krańcu Polski.
Mój duch emocjonalny jest z Tobą.:) :kiss: 🙂
Patrycja doczytałam wszystko i to z uważnością. Jakbym tylko potrafiła dałabym tych moich dobrych sił.
A ja podziwiam Cie Patrycjo, żeś to napisała, choć sie tak bardzo wstydzisz. Ten wstyd cie tak męczy. Jakbym tylko mogła…:(
Nie wiem co tu podziwiać, post nie jest jakiś szczególnie długi ( akurat taki miszcz trylogii jak ja ma prawo tak powiedzieć:P 😉 ) po prostu napisałaś to co czujesz, dobrze, ze wyrzuciłaś to z siebie…
Edytowany przez: Felicja, w: 2012/11/04 00:09
Edytowany przez: Felicja, w: 2012/11/04 00:12
Felicja, ale ja mysle, ż e Patrycji to było najtrudniejsze, to wyrzucenie. Ja ją bardzo podziwiam, że coś tak trudnego dla samej siebie wyżuciła. Pamiętasz jak pisała, z eboi sie powiedziec różne rzeczy. A teraz właśnie dokonała tego. I jej z tym nie jest łatwo,jej strach został troche pokonany. Patrycja oby to Cie popchało do uzdrowienia-wierze w ciebie.:)
Lol, ale ja odniosłam się do słów Pati, w których mówi, że podziwia każdego kto to przeczytał, a przeczytanie tego tekstu nie musi być podziwiane, bo też uważam-z resztą to napisałam, że dobrze, że wyrzuciła to z siebie:) A nawet zazdroszczę, bo ja mam etap zablokowania na wszystko i wszystkich i nie wyrzucam wcale.Chciałabym móc odblokowac się choćby na tym forum i napisac co i jak, a od dawna już nie potrafię. Dlatego podziwiam i gratuluję wyrzucenia tego wszystkiego z siebie:)
Patrycja jeszcze niedawno miałam podobnie, po kolejnej awanturze wybiegłam z domu nie wiedząc nawet dokąd zmierzam, włóczyłam się bez sensu i celu, ta bezsilność i niemoc w tych chwilach była czymś strasznym, nie chciałam wracać do domu za nic w świecie…ale nie miałam dokąd pójść, nie znalazłam żadnego wyjścia, żadnej osoby do której mogłabym się zwrócić o pomoc…wiem jakie to bardzo boli, gdy uświadamiasz sobie że w tłumach ludzi którzy przewijają się przez Twoje życie, nie można znaleźć ani jednej osoby która wesprze…dobrze że Ty znalazłaś choć jedną osobę która przynajmniej myślami, duchem była z tobą, takie wsparcie dużo daje.
Nie poddawaj się i walcz, jak jest źle pisz na forum, tu są ludzie którzy Cię wysłuchają, zrozumieją i chociaż myślami będą z Tobą.
Trzymam kciuki żeby było lepiej<tuli>Patrycja2 zapisz:
” mój brat kiedyś wyjaśnił się jasno, że nie chce mieć nic wspólnego z moimi problemami ( no i ma do tego prawo, to nie znaczy od razu że jest jakimś egoistą). ”
Lepiej nie będę pisał, jak ja bym go nazwał…Przytulam Cię Patrycja mooocno. 🙂
Cześć Patrycja 🙂
Bardzo dobrze, że się uzewnętrzniłaś i napisałaś. Wyrzucenie z siebie tego wszystkiego na pewno nie było dla Ciebie łatwe, ale to zawsze pomaga. Nie masz powodu wstydzić się tego, co napisałaś, nie wstydź się swoich emocji i uczuć. One są normalne. Widzisz to ten moment, gdy w człowieku coś pęka zawsze, choć jest nieprzyjemny, często jest przyczyną jakiejś zmiany. U mnie było tak, że czułem się już cały ogólnie beznadziejnie, wyrzucenie z siebie wszystkiego pomogło. To było dla mnie jak otwarcie drzwi do innego świata.
Trzymaj się. Po burzy zawsze przychodzi słońce 🙂 -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.