Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Brak znajomych

Otagowane: ,

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 26)
  • Autor
    Wpisy
  • Avataraktywny187
    Uczestnik
    Liczba postów: 37

    „Nie wiem w sumie, co powiedzieć o mojej rodzinie.”

    Wyobraź sobie małe dziecko, które patrzy i nic z tego nie rozumie… Dwoje ludzi którzy są całym światem roztaje się…. Jakby cały świat się rozpadał… całe istnienie tego dziecka traci sens… Nie ma dla kogo być… Co czuje…. nie lęk, tylko przerażenie…

    Przypomnij sobie i poczuj…. TO….

    AvatarKlara1357
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    „Przechodziła terapię, przez co często stara się mnie analizować, a ja bardzo tego nie lubię, bo czuję, że odbywa się to w atmosferze oceniania.”

    Cieszę się, że o tym napisałaś…., bo gdybyś mi nie napisała wprowadziłaś byś mnie w błąd… 😁

    Nie chodzi o to, że nie lubię być analizowana, tylko że moja mama robi to w atmosferze oceniania i mówi mi, jaka jestem. Nie to, skąd to może pochodzić, tylko jaka jestem i co czuję. I myśli, że to robić, bo przechodziła terapię.

    Jeśli faktycznie chodzisz na terapię, to moim zdaniem powinnaś się bardziej skupić na relacji z ojcem, na dzieciństwie…. Skoro chodzisz na terapię i nie ma efektów to trzeba spróbować inaczej…. Powinnaś na terapię poruszyć ten problem…. Albo zmień terapeutę…

    Po ostatniej sytuacji mam dopiero wątpliwości co do terapii. Czuję, że rozłożyłam się na części, wiem o sobie duzo rzeczy, jestem z terapeutą szczera, dużo mówię o relacji z ojcem. Ale nie umiem się na nowo poskładać. Zmieniłam się, zaczęłam być bardziej otwarta, czuję dużą potrzebę wyrażania wszystkiego, o czym myślę, a czasem powinnam po prostu się ugryźć w język. Gdybym to zrobiła na spotkaniu ze znajomymi, to by wszyskto było ok. Kiedyś bym tego wszystkiego nie powiedziała. Dlatego czuję, że terapia przyniosła mi też negatywne skutki.

    Wyobraź sobie małe dziecko, które patrzy i nic z tego nie rozumie… Dwoje ludzi którzy są całym światem roztaje się…. Jakby cały świat się rozpadał… całe istnienie tego dziecka traci sens… Nie ma dla kogo być… Co czuje…. nie lęk, tylko przerażenie…

    Przypomnij sobie i poczuj…. TO….

    Czuję to aż za mocno, chciałabym przestać to czuć.

    Czułam przez jakiś czas, że idę w dobrą stronę. Ograniczyłam kontakt z tatą tylko do pozytywnych relacji. Spotkanie, rozmowa, tylko na pozytywne czy neutralne tematy. Jak jego żona lub moja siostra próbowały mi powiedzieć coś negatywnego, odcinalam się, mówiłam, że nie chcę tego słuchać, bo nie chcę już się zagłębiać w życie mojego taty, bo jestem dorosła i to już nie jest mój problem. Nie jestem odpowiedzialna za jego zachowanie. A parę miesięcy temu urodził mu się syn. I teraz znowu jestem w to wplątana, bo dobro dziecka jest ważniejsze, czuję, że muszę chociaż wiedzieć, czy jest bezpieczne. Że mój kontakt z ojcem nie może opierać się już tylko na pozytywnych rzeczach. Że powinnam znowu mocniej być w jego życiu, żeby kiedyś w kryzysowej sytuacji być przy bracie, żeby czuł, że ktoś też przez to przechodził i że ma oparcie. Wiem, że jego dziecko nie jest moją odpowiedzialnością, ale nie chcę być jak sąsiad za ścianą, który nic nie widzi, nic nie słyszy. Potem dzieje się tragedia, do której mogło nie dojść, gdyby tylko ktoś coś usłyszał.

    AvatarKlara1357
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    Mam też problemy z kontrolowaniem. Myślę, że tu też może leżeć przyczyna moich ostatnich zachowań. W życiu bardzo dużo się kontroluję. Moje zachowanie, bo zawsze chcę zachowywać się idealnie; z wyglądem, bo zawsze staram się być najlepszą wersją siebie, dużo ćwiczę, mało, jem, bardzo, kontroluję swoją wagę; staram się, aby moje wypowiedzi zawsze trafiały w punkt. Kontroluję przebieg sytuacji, dlatego pisałam, że chcę na spotkaniach, żeby wszyscy czuli się dobrze. Na terapii grupowej kiedyś kilka osób na mnie napadło, że chcę kontrolować przebieg sesji, że nie można przy mnie milczeć, bo ja zaraz coś zaczynam mówić, wypytywać ludzi, zachęcać do rozmowy. Nie widziałam w tym nic złego, milczenie wydawało mi się taką stratą czasu. Napisałam „napadło” Bo rzeczywiście było to bardzo napastliwe, jedna osoba zaczęła na mnie krzyczeć. Tak mnie osaczyli, że się popłakałam. Może mieli rację, aczkolwiek było to bolesne.

    Chodzi mi w tym o to, że czasem ta kontrola pęka. Zaczynam się obżerać, mówię wszystko, co mi leży na sercu. Chyba na tym spotkaniu ze znajomymi ta kontrola pękła.

    AvatarKlara1357
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    W domu rodzinnym też przyjmowałam takie role. Broniłam mamy, rozładowywałam napięcie, kontrolowałam się, żeby nie robić więcej problemów w życiu, niż już mamy. Byłam bardzo dobrym dzieckiem. Zawsze miałam bardzo dobre oceny, byłam grzeczna, poukładana, uśmiechnięta.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 359

    Klaro, fajnie, że odważyłaś się napisać🙂

    Jesteś człowiekiem. Popełniasz więc błędy i zachowujesz się czasem głupio. Ale komu się to nie zdarza? 😉

    Z tego co piszesz, jesteś DDA/DDD. Na potęgę 🙂

    Pierwsze co moim zdaniem warto zrobić, to odciąć Cię od wciąż raniących klimatów domu rodzinnego. Nie bardzo można udzielić pomocy ofierze pożaru nie wyciągając jej najpierw z wciąż płonącego budynku. Potem warto pracować.

    Będziesz popełniała błędy. Będziesz dochodziła do bolesnych prawd. Ale ucz się na nich. Przeżyjesz 🙂

    Z mojego doświadczenia i obserwacji powiem Ci, że to niestety tak działa, że osoby w trakcie terapii często przestają szukać „rozmów o pogodzie”, a szukają osób, z którymi można porozmawiać na głębsze tematy.

    I zdziwić się możesz, jak wiele osób z tzw. normalnego świata ma podobne problemy do naszych 🙂

    Co do Twojej krytyki partnera przy jego znajomych, jeśli z nim macie to już wyjaśnione, to może warto delikatnie przeprosić znajomych za to, że byli świadkami takiej sytuacji, bo faktycznie mogli poczuć się bardzo niezręcznie – nie obiecując sobie, że na pewno będą chcieli nadal się z Wami spotykać. Przeprosić tak po prostu dla siebie – żebyś Ty czuła się OK sama ze sobą…

    AvatarKlara1357
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    Z mojego doświadczenia i obserwacji powiem Ci, że to niestety tak działa, że osoby w trakcie terapii często przestają szukać „rozmów o pogodzie”, a szukają osób, z którymi można porozmawiać na głębsze tematy.

    Dziękuję, dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak działam. Będę starała się to bardziej zrównoważyć, poruszać takie tematy ewentualnie twarzą w twarz, a nie przy grupie. Szczególnie, że jedną z tych par nie jesteśmy blisko, to stary znajomy mojego partnera, a nie mój.

    Co do Twojej krytyki partnera przy jego znajomych, jeśli z nim macie to już wyjaśnione, to może warto delikatnie przeprosić znajomych za to, że byli świadkami takiej sytuacji, bo faktycznie mogli poczuć się bardzo niezręcznie – nie obiecując sobie, że na pewno będą chcieli nadal się z Wami spotykać. Przeprosić tak po prostu dla siebie – żebyś Ty czuła się OK sama ze sobą…

    Odezwałam się już do nich, w poniedziałek do jednej koleżanki, która wydaje się, że nie pogrzebała naszej znajomości, powiedziała, że lubi psychodzogiczne tematy i nie ma do mnie pretensji. Napisałam też do tego starego znajomego chłopaka, żeby go przeprosić. Poczułam się dużo lepiej. Napisał, że nie chce z nami spędzać sylwestra, bo ewidentnie mamy jakieś nierozwiązane problemy i nie chce, żeby znowu wypłynęły, że woli w spokoju spędzić ten czas, ale że w przyszłości, jak wszystko będzie ok, to znowu będziemy mogli się spotykać.

    Avataraktywny187
    Uczestnik
    Liczba postów: 37

    Trzeba kontynuować terapię, żeby nie było jeszcze gorzej… Potrzebna osoba wykwalifikowana.. Ja nią niestety nie jestem…. 😁

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 730

    „Zmieniłam się, zaczęłam być bardziej otwarta, czuję dużą potrzebę wyrażania wszystkiego, o czym myślę, a czasem powinnam po prostu się ugryźć w język. Gdybym to zrobiła na spotkaniu ze znajomymi, to by wszyskto było ok. Kiedyś bym tego wszystkiego nie powiedziała. Dlatego czuję, że terapia przyniosła mi też negatywne skutki.”

    Moim zdaniem, te wylewające się z Ciebie emocje i słowa, to właśnie dobry efekt terapii. Chyba każdy, kto wytrzymał dłużej w terapii przechodził przez ten etap „odblokowania” – na którym chce się wykrzyczeć do innych swój ból i żal, podzielić psychologicznymi odkryciami i głęboko wcześniej skrywanymi problemami. Chce się wreszcie stanąć w prawdzie.

    To też etap „buntu”, na którym czujemy niechęć do gładkich, powierzchownych rozmów, small talków, płytkich tematów. Wydaje to nam się stratą czasu, zakłamaniem, udawaniem. Chcemy uderzać od razu w samo serce, żeby psychiczna „krew” się lała. Chcemy oczyszczenia dla siebie i ludzi wokół.

    To normalne reakcje w terapii. Może warto omówić je z terapeutą i zmierzać do kolejnego etapu.

    Avataraktywny187
    Uczestnik
    Liczba postów: 37

    Powinaś się zastanowić czy nie masz bulimia…

    „mało, jem, bardzo, kontroluję swoją wagę”

    „Chodzi mi w tym o to, że czasem ta kontrola pęka. Zaczynam się obżerać,”

    AvatarKlara1357
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    O bulimii też rozmawiam na terapii… Masakra… Mi się na początku wydawało, że z rok, półtora i będę uleczona. Szłam na terapię już po doświadczeniach w terapii, tylko grupowej. Wydawało mi się, że tyle czasu rozmyślania, pracy nad sobą, czytania, sprawi, że wejdę na terapię, poodhaczam punkty, które są moimi problemami, omówię, zmienię się i tyle. Ale cały czas coś wychodzi, myślę, że mam jakiś przełom i już będzie ok, ale wszystko wraca.

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 26)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.