Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Być tak blisko…
-
AutorWpisy
-
A ja ilekroć w środku czuje że chciałabym by ktoś mnie przytulił bo już nie mam siły, to zaczynam wtedy szopkę dla świata o tym jaka to ja nie jestem twarda i samowystarczalna i,że nie potrzebuje niczyje pomocy itd… aż samej mi się niedobrze robi od tej maskarady ale nie potrafię inaczej, jeszcze nie potrafię…Ufam jednak że w koncu uda mi się to zmienić 🙂
W ktorejś z przeczytanej ksiazek znalazłem że aby nauczyć się jak zdrowo wchodzić w relacje i nie bać się panicznie odrzucenia dobrz jest zaplanować sobie"eksperyment behawioralny" – takie małe odrzucenie w bezpiecznym miejscu i obserwować reakcje ludzi niezbyt z nami zwiazanych. :ohmy: Potem narazamy się na coraz wieksze dawki "braku pełnej akceptacji" i zauwazamy ze niewiele się zmieniło (czyt. nadal żyjemy, ziemia kręci się w ta sama stronę). To tak jak arachnofobię można leczyć pokazujac obrazki pajakow i pluszaki z 8-ma nogami :blink: a potem wizyta w insektarium 😉 lub sklepie zoo :blink:
Człowiek ktorego wszyscy lubia to tak jak uczen bez dwujki. Dopiero jak się zniesie pewien stopien nieakceptacji/odrzucenia to można zaczać walczyć o to czego bardzo sie pragnie.
Coś o tym wiem 😉Poza tym [size=4][color=#FF0000]bardzo bardzo bardzo[/color][/size] polecam ksiażkę: 😆 "Terapia poznawcza zaburzen osobowości" A.T. Beck, A. Freeman, D.D. Davis oraz "Oblicza lęku" Fritz Riemann i
"Przemoc : uraz psychiczny i powrot do rownowagi ": Judith Lewis HermanOstatnio ogladam sobie serial, taki romantyczny, o życiu, trochę bajkowy ale niezbyt odległy od rzeczywistości. Płaczę przy każdym ciekawszym ujęciu.
Pozdrawiam wszystkich pracusiow i tych ktorzy jeszcze nie czuja sie na tyle odwazni aby stawic czolo "odrzuceniu" i cała resztę też . B)
Obawiam sie ,że zrownanie pojęcia bliskości z bliskościa fizyczna jest zbytnim uproszczeniem.Ja wiem ,ze nie mam żadnych oporow przed bliskościa fizyczna,lubie to i lubi to moja partnerka.ale zdaje sobie sprawę,ze pelna bliskośc to nie jest.Oznacza ona bowiem także pełne zaufanie,dzieki ktoremu możemy sie całkowicie otworzyć.I tu już mam problemy.Takim absolutnym sprawdzianem byloby dla mnie wspolne zamieszkanie.Można udawać kogos innego przez nawet tydzien wspolnych wczasow-zwlaszcza gdy nie ma codziennych obowiazkow,wymienności rol ,sprawdzania sie na wszystkich polach itd.
Chyba zrozumiałem że wolę ogladać i opisywać życie niż przeżywać je samodzielnie … Ot dehumanizacja – intelektualizacja…
Ten serial o ktorym wspominałem ukazuje rozmaite zwykłe szare sytuacje tylko bohaterki/bohaterowie sa piękni i ponętni. I chyba dlatego wodzę za nimi oczami… Ale tamtejsze uczucia sa piekne, sa… Innych chyba nie znam, moze kiedys poznam. Skad mam znać?
Za każdym razem jak poczuję się ciut lepiej dostaję łup w łep. Od siebie, bo nikogo dookoła nie ma…
Wiem dlaczego nie ma. W koncu nigdy nie mogłem nikogo zaprosić. Dla mnie – niewiedzialnego dziecka z misja rodzinnego bohatera nie mozna posprzatac pokoju… A dla gości ojca mozna. Te wszystkie sprzety w domu nie sa do mojego uzytku, bo jestem na dodatek "wrogiem tego domu". Za to podopieczni ojca sa wspaniali, ja nie dorastam im do pięt…
Jak długo jeszcze…
Na szczeście mam swoje życie i parę nog zeby uciec i parę rak zeby na siebie zarobić.:y32b4:
Myślę,ze musisz uciekać, bo kiedy bedziesz trwać w takim toksycznym miejscu nie pomoze Ci żadna terapia, żadne leki, nawet elektrowstrzasy,Uciekaj, dopoki nie nabierzesz przekonania, ze jestes w tym domu niezbędnie potrzebny, bo musisz się nimi opiekować i dopoki nie stracisz tej cudownej potrzeby bliskości, ktora masz.Bo niedługo nabierzesz wrazenia,że inni ludzie sa tylko do opiekowania i nic dobrego Cię od nich nie czeka……Uciekaj przyjacielu jak najszybciej i przysyłaj komunikaty, zebyśmy mogli Cię wesprzec pomoc Ci i powiedzieć,że dobrze zrobiłes.Pozdrowienia.
Uciec – ale dokad?
Wybrałem sobie (wybrałem to wielkie słowo, lepiej 'wybrało się samo’) "ściezkę kariery zawodowej" typowa dla DDA
Duzo pasji, emocji i ideałow…Przekrętow i deptania ludzkiej duszy .. nawet nieświadomie i lekkka ręka, na ktore za łatwo się godzę, z lęku o byt…Byłem kiedyś u człowieka ktory miał mi "zapewnić wizję rozwoju zawodowego", to było po ogromnej kłotni moich rodzicow. Myśałem że znalazłem… Teraz już wiem że chciałem się uzależnić…
I na sam, samiutenki koniec spotkania z tym człowiekiem
zdażyło sie tam coś co spowodowało że przez trzy lata żyłem tylko tym, a wręcz nie zyłem. Nie mogłem nikomu się wygadać, nikomu nie ufałem a kazda sytuacja kojażyła mi się z tamta. miałem do siebie wielki żal ze nic nie zrobiłem, ale wtedy byłem spraliżowany strachem…Teraz wiem już ze nazywa się to PTSD, zdarzyło mnie sie to chociaż wcześniej bywały takie sytuacje. Może zrobiło się dlatego że wierzyłem że już będzie inaczej…
Boję się teraz uwierzyc komukolwiek. Moj obecny szef nie jest ideałem, w sumie wyzyskuje bez litości. Nie umiem z nim rozmawiać i czasami probuję przemycić coś w połsłowkach… W sumie jak już nauczyłem się trochę o DDA to też zauważam że ma on coś nie tak z systemem wartości, manipulant, narcyz..
Nie chcę być czyjaś zabawka ktora można wyrzucić a potem otrzepać z piachu i wrzucić do pralki… Zbyt ciężko pracuję aby tak mnie traktowano…
Uciec – trzebaby mieć dokad.
Ile można się jeszcze rozczarowywać…
pewnie za dużo wymagam i chce ze by było czarne albo białe.
I dostaje wtedy czarne…Ale jest długi weekend. Trochę odsapnę… poczytam… pozyje…
:ohmy:
Ja się nigdy nie przytulam, chociaż tak strasznie brakuje mi dotyku. Gdy ktoś mnie przytula, nawet przyjaciołka czuje sie nieswojo, jakby to było coś niestosownego…złego.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.