Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › chęć pomocy u dda/ddd
-
AutorWpisy
-
dlaczego osoby takie jak my, mają chęć pomagania innym? wysłuchiwania problemów innych, chęć doraźnej pomocy. ja np. od jakiegoś czasu chcę zapisać się do banku dawców szpiku. czytałem kiedyś o tym, że osoby z takich rodzin jak tu z tego portalu często mają takie skłonności. czy to egoizm? chęć odejścia od własnych problemów? czy to niezdrowy objaw, który należy zmienić? a może ja to tylko wyolbrzymiam? pozdrawiam pa
Ja takiewgo czegoś nie załważyłam u DDA, wiec nie ma na to reguły. Kazdy pomaga nie wazne z jakiej rodziny pochodzi. Nie zuwazylam tu również egoizmu, bo egoizm byłby wtedy gdybys myslal wylacznie o sobie i nikomu nie pomagał, wiec na pewno nie jestes egoistą 😉 pozdrawiam
ja tez coś takiego mam -z tego co przeczytalam , wiąze sie to z nadmierną odpowiedzialnością i przedwczsna dojrzaloscią dziecka w rodzinie, ktora nie funkcjonuje poprawnie( rodzic nieobecny, nie wypelniajacy swej roli)i jest to typowe u dziueci z takich rodzin .Zapominamy owłasnych potrzebach przejmujemy obowiązki , ktore powinny nalezec do rodzicow-np.wysluchujemy zwierzen matki, opiekujemy sie rodzenstwem, gdy jeden z rodziców jest pijany, al drugi poza domem itp..dieki temu dom jakos funkcjonuje, my moze otrzymamy pochwalę i aprobatę. Udajemy doroslych tłumiąc przy tym wlasny lęk i potrzeby i tak nam to wchodzi w krew, ze później szukamy osób, wobec których mozemy zachowywac sie w ten dobrze nam znany i prećwiczony sposób
i tak oto doszliśmy do wniosku ze pomaganie innym to patologia i zaburzenie 😉
Oj, nie jest az tak żle B)
Moze nie do konca wyjaśnilam-chodziło raczej o takie pomaganie, które wiąze sie z jakims wewnetrznym przymusem i jest jakby przejmowaniem odpowiedzialnosci za innych, co czesto nie pozwala im dojrzec i wziac odpowiedzialnosci za ich wlasne zycie, np. dziewczyna, której ojciec jest alkoholikiem, pozostaje w związku, w ktorym to ona niemalże samodzielnie utrzymuje faceta, ktory pije, z którym boi sie miec dziecko, bo kto utrzyma dom i ich dwoje, a on nie stara sie o stalą pracę, jest nieszcesliwa i przytloczona ale nie potrafi odejśc, bo czuje sie z nim jakos specjalnie zwiazana.Latwo zauwazyc , ze taka pomoc szkodzi tez drugiej osobie, bo pozbawia ja motywacji do .
Myslę, ze ,ogólnie, dda sa zazwyczaj wraliwsze i bardziej odpowiedzialne i to sklania je do pomocy i to nalezy zawse robic, tylko w miarę swiadomieAnne, to co napisalaś wydaje mi sie bardzo prawdziwe, niedawno to u siebie odkrylam. To, czyli powod dla ktorego nigdy nie mialam czasu na to by dorosnąć, by się nauczyć życia, by zająć się sobą, nie miałam czasu na pasje (które były torpedowane przez moją matkę, jako niepotrzebne – "lepiej się zajmij czymś pożytecznym"). Co więcej Ona nie mogla znieść sytuacji w której ja zrobiłam wszystko i sobie siędzę… Gdy mnie przyłapala na zajmowaniu się swoimi sprawami, była wściekła i wyszukiwala coś nie zrobionego, nie zalatwionego, bylebym tylko nie miala wolnego czasu.
Ciągla nieobecność rodzica oraz nie tyle aprobata za branie na siebie odpowiedzialności za to co sie należalo rodzicowi (wychowywałą mnie tylko matka), ale strach przed dezaprobatą, wybuchami, atakami, jeśli tej odpowiedzialności nie podjęlam, lub nie dość dobrze się wywiązalam. Przy czym nigdy nie było wiadomo za co może się zdarzyc atak, więc musiałam brac odpowiedzialność wlaściwie za wszystko co dotyczyło zajmowaniem sie domem i opieki nad matką i jej sprawami – ona w tym czasie zajmowala się swoimi rodzicami lub się po prostu BAWILA!
Ale dostrzegam w sobie też taką część ktora chce pomagać sama z siebie, nie ze strachu ani dla akcptacji, ale średnio potrafi to robić – każde dziecko z przyjemnościa pomaga i uczy się pomagać, ważne by mu w tym pomóc a nie wykorzystywać – myślę, ze to aka dziecięca część jest wlaśnie. Gdy to dziecko nie odczuje szacunku do tego, ze pomaga, gdy pomoc będzie wymuszana, to kończy sie na przymusie pomagania. Ja myślę, że właśnie na tym opiera się tak naprawdę pomaganie przymusowe, że podłożem jest po pierwsze dobro dziecka i jego miłość oraz chęć pomocy.
Niestety drugą strona jest strach, krzywda i wielka nadzieja, że jeśli odpowiedznio dobrze się zachowamy, odpowiednio porzadnie pomożemy, to któś coś nam za to da – to jest chyba to czekanie na akceptacje i "zapłatę", nadzieja na to, że wreszcie rodzić (często pod postacią innej osoby) wreszcie sie zaopiekuje, odciaży, dostrzeze co się dzieje, ze wreszcie będę dość dobra by mnie kochać i ze mną być.
Ja juz straciłam nadzieję, choć w sumie wciąż jeszcze nie umiem jej pogrzebać. Nie umiem się rozstać z marzeniem które jest juz martwe jakoś definitywnie – ot taki etap targowania się…Edytowany przez: yucca, w: 2008/04/14 09:04
Moim zdaniem robimy to po to żeby się bardziej dowartościować, żebyśmy lepiej wypadali w swoich własnych oczach. Odkąd pamiętam nic mnie tak nie cieszyło jak wolontariaty, pomaganie w różnych zbiórkach pieniędzy, Czerwony Krzyż itd. Przynosiło mi to ogrmną satysfakcję, ale i wydawało mi się że ludzie mnie za to bardziej lubią. Niestety, często przybierało to formę wykorzystywania (przez inne osoby oczywiście). Dzisiaj nie jestem już taka hojna. Rozpieszczam siebie i narzeczonego, a jeśli chodzi o prośby innych to… spełniam jak mogę, ale na pewno już nie staję na głowie żeby komuś zrobić przyjemność. Lepiej mi się tak żyje… 🙂
Moim zdaniem czasem, bo nie mówię że w jakichś konkretnych przypadkach, osoby które chcą pomagać robią to z podświadomą intencją, aby zapomnieć o własnych kłopotach. Latwiej jest pomagać komuś i doradzać niż radzić sobie z własnym życiem, a przy okazji człowiek czuje się potrzebny i dowartościowany. To z tej czarnej strony mocy- nie mówię że jest zła, aczkolwiek uważam że obojętne jakie są pobudki pomoc zawsze jest dobra, jeśli pomaga ona uszczęśliwić drugą osobę i wyjść jej np. z ciężkiej sytuacji życiowej.
„Rozpieszczam siebie i narzeczonego, a jeśli chodzi o prośby innych to… spełniam jak mogę, ale na pewno już nie staję na głowie żeby komuś zrobić przyjemność. Lepiej mi się tak żyje…”
I to jest bardzo dobre i zdrowe podejście.
„osoby które chcą pomagać robią to z podświadomą intencją, aby zapomnieć o własnych kłopotach. Latwiej jest pomagać komuś i doradzać niż radzić sobie z własnym życiem, a przy okazji człowiek czuje się potrzebny i dowartościowany.
”Cos w tym jest. Gdy slucham o czyjys problemach, to wtedy moje wydaja sie mniejsze, a nawet czasem moge sobie powiedziec, o ta druga osoba ma sie jeszcze gorzej. A jesli moge jescze cos od siebie powiedziec, pomoc, to sie czuje tak dobrze, ze ja przynajmniej w takiej sytuacji sobie umiem poradzic.I moje zycie nie jest do konca bezwartosciowe…
tak jeszcze przeczytalam jeden tekst i ten cytat mam ochote tu zamiescic
„Bardzo lubię pracować z DDA, choć jest to bardzo trudna praca ze względu na ogrom cierpienia i bolesnych wspomnień, jakie ożywają na każdym ze spotkań. Rażące zaniedbania, bicie, nadużycia seksualne pojawiają się w takim wymiarze, że starczyłoby na kilka pokoleń, a zdarzyło się jednemu małemu dziecku. Ale w tyglu cierpienia i bólu najczęściej odkrywam diament – jakimś cudem zachowaną niesłychanie dobrą, wrażliwą i silną osobę. W grupach DDA częściej niż w innych spotykam ludzi mających dla innych dużo wyrozumiałości, ciepła i serdeczności, uważnych, gotowych do dzielenia się wszystkim, co mają, nie potrafiących przejść obojętnie obok cudzego cierpienia. Nie żalą się, nie litują, są gotowi pomóc bez zbędnych gestów. Są niesłychanie wobec siebie wymagający i uczciwi.”
Edytowany przez: cerebri, w: 2008/05/29 21:50
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.