Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD chroniczny problem- prosze o pomoc

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
  • Autor
    Wpisy
  • sorrowm
    Uczestnik
      Liczba postów: 5

      Proszę o pomoc. Napisze to w skrócie. Od ok 10 lat mam powracającą nerwice?
      depresje? lekarze różnie to nazywają. Jestem DDA, nie byłam bita raczej
      wykańczał mnie strach i lęk przed awanturami i wszystkim co sie wiazało z
      alkoholem, bardzo to przezywalam miałam wtedy silne lęki chyba nie musze tego
      tłumaczyc. Mając 15 lat moi rodzice wkońcu się rozwiedli, nie przeżyłam tego
      traumatycznie od razu (towarzystwo i te sprawy stres jakos minimalnie upływał)
      dopiero kilka miesięcy później jak zamieszkaliśmy z ojczymem coś we mnie pękło
      to było w kwietniu- maju. Zerwałam kontakty z otoczeniem, byłam nerwowa,
      miałam kłopoty w szkole,kłopoty z koncentracją, całe wakacje siedziałam w domu
      jak dzikus, nabawiłam sie fobii itp syfów, coś we mnie siedziało. Teraz mam 26
      lat i co rok na lato mój stan sie pogarsza wracaja lęki, silna nerwica, ataki
      paniki. Znowu nie byłam w stanie pracować:/ Czy możliwe, że te wydarzenia z
      przeszłości po prostu wracają, czy to trauma którą przeżywam prawie co rok??

      Dodam, że teraz jestem w związku i nie mieszkam z rodzicami, próbuje się sama
      utrzymać i żyć, mój partner wspiera mnie jak tylko może jest dla mnie 24h/dobe.
      Chce mu tego oszczedzic ale lęki i to co sie ze mna dzieje jest nie do wytrzymania.
      MAJ-nerwowość, drażliwość, frustracja, nieopanowanie, wybuchowość, zmniejszony
      apetyt, zimne poty, napięciowe bóle głowy, tachykardia, osłabienie, fobia
      społeczna i agorafobia, lęki, niepokój, ataki paniki, dręczące, natrętne myśli w
      dzień i w nocy, poczucie przepracowania, brak motywacji, brak koncentracji,
      niska samoocena, bezsenność, nadmierne pobudzenie ruchowe, gonitwa myśli,
      irracjonalne zachowanie, (chęć podwyżki, rzucenie pracy),
      natręctwa-perfekcjonizm- zadręczanie się szczegółami, poczucie wykończenia
      fizycznego i psychicznego

      Red
      Uczestnik
        Liczba postów: 395

        Powiem Ci tak. Też nie byłam bita, nie spałam po klatkach schodowych, nie chodziłam głodna ani obdarta, nikt z zewnątrz nawet by się nie domyślił, ze w moim domu było coś nie tak. W moim przypadku nie chodzi nawet o alkohol, sytuacja w domu była bardzo napięta z wielu innych powodów (choroba, bezradnosć członków rodziny, nadopiekuńczość wobec chorej osoby, odwrócenie ról, przerzucanie niezdrowych emocji i odpowiedzialności na dziecko itd) To co mnie męczyło od najmłodszych lat to skrajna samotność i potworny lęk przed matką i tez dziadkami ale przede wszystkim matką.

        Mam wiele z tych dolegliwości które opisałaś, niestety u mnie one trwają cały okrągły rok, oczywiście z przerwami, jedna dolegliwość przechodzi w drugą, potem jest przerwa a potem od nowa. I wszystko to ma podłoze lekowe. Jestem na terapii od 3 lat, jest lepiej, ale nie poradziłam sobie jeszcze z tymi lękami. Wiem, że muszę z nimi żyć i robić swoje, nie poddawac się, nie "słuchać" natrętnych myśli i podszeptów, po kroczku iść do przodu i właściwie tworzyć siebie od nowa, to jedyna szansa na zwalczenie tych leków.

        Co do Twojego pytania, to jak najbardziej jest możliwe, że Twoje dolegliwości są związane z przeżyciami z dzieciństwa. Widocznie na jakimś poziomie podświadomosci pora roku wywołuje u Ciebie powrót tamtego lęku.

        Radomianka
        Uczestnik
          Liczba postów: 25

          Ja też miałam 15 lat gdy rodzice się wreszcie rozwiedli. Te wszystkie sprawy sądowe, siedziałam na ławce przed salą i czekałam na mamę, na wyrok, co dalej, czy wygrała mama czy ojciec alkoholik. Raz nawet miałam zeznawać, nie wiem ile razy powtarzałam w myślach co mam powiedzieć przed sądem. Ale nie zeznawałam, ponieważ ojciec się przyznał i dostał wyrok. Zeznawałam po 4 latach w kolejnej sprawie rodziców. Potem też miałam ojczyma, jednego, drugiego. Zaden nie był dla mnie jak ojciec, mama też nie była szczęśliwa. Od rozwodu rodziców minęło 10 lat, teraz mam 25 i nie mam tego wszystkiego o czym Ty piszesz. To jest gdzieś daleko daleko za mną. Jest częścią mnie, ale nie jest moim obecnym życiem. Ty też masz faceta tak jak ja, piszesz,że poświęca Ci dużo czasu, dlaczego zatem takie silne są w Tobie te przeżycia sprzed 10 lat? Czego się obecnie boisz? Nie możesz po prostu tak jak ja zamknąć tego rozdziału i skupić się na obecnym życiu ze swoim partnerem?

          sorrowm
          Uczestnik
            Liczba postów: 5

            Nie wiąże tych stanów z tamtymi wydarzenia jedynie pod tym względem, że byłam słaba psychicznie i ta sytuacja przerosła mnie chociaz niby wszystko było ok.. Fakt rozprawy sądowe nie naleza do przyjemnych tylko wtedy wszystko mi sie nałożyło i kolejny problem przelał czare i nie wytrzymałam nagle chyba tak to wyglada.

            Nadal nie potrafie radzić sobie z emocjami, problemami, niby radze sobie ale jest to tylko oszukiwanie siebie wszystko niestety zostaje we mnie i nawarstwia sie. To chyba nerwica, silna nerwica lękowa. W pazdzierniku ide do lekarza zobaczymy co powie. Biore leki moze terapia tez pomoze. Nie radze sobie z emocjami:( Dziękuje za zainteresowanie

            PATRYCJA123
            Uczestnik
              Liczba postów: 471

              Surrowym, mam tak samo jak ty, kiedyś też nie miałam tych wszystkich objawów o których pisałaś a teraz mając 26 lat je mam. Nie mam pojęcia jak pozbyć się lęków-strasznie dezorganizują mi moje życie ale się staram uczęszczając na terapię. Drobnymi kroczkami dążę do swojej normalności. Napisałaś, że bierzesz leki, pomagają ci choć trochę? Ja mam pracować nad sobą bez leków, ale nie ukrywam, że jest to dość trudne.

              Donatta
              Uczestnik
                Liczba postów: 191

                no hej
                prawie wszyscy tu piszecie na forum że chodzicie na terapię, że małymi kroczkami się leczycie natomiast nikt nie opisuje żadnych konkretów
                moze ktoś napisać jakieś szczegóły?
                czy terapeuci zadawają wam jakieś ćwiczenia?
                co to są te małe kroczki , bo nie wydaje się ze tylko rozmowa raz na tydzień z obcym w końcu psychologiem może coś pomóc

                pytam oczywiście dlatego ze bardzo mnie to ciekawi i tez dużo czytalam o róznych sposobach wpływania na swoją psychikę ale chciałabym poznać więcej

                sorrowm
                Uczestnik
                  Liczba postów: 5

                  PATRYCJA123 jak mnie dopad nerwcia to bez leków jest ciezko ale w tym roku postanowilam przetrwac i wegetuje od maja. Znowu zaczelam brac leki bo na nich czulam sie dobrze tylko odstawilam zeby udowodnic sobie ze jest juz ok ale to jest złudne. Juz chyba nie bede chciala ich odstawiac.
                  A jak to wyglada u Ciebie?? pracujesz? ja przez to rezygnuje z pracy:/ a z czegos musze zyc i sie leczyc:/

                  Donatta ja nie byłam na terapii wiec sie nie wypowiem w tym temacie. Być moze ja zaczne mam zamiar znaleźć cos na pół etatu na całym narazie siebie nie widze;/

                  PATRYCJA123
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 471

                    Sorrowm, pracuje, ale chcę zmienić pracę i poszukać sobie czegoś zgodnego z wyuczonym zawodem -ale się boję. Jak pracuje to jakoś sobie radzę ale boję się zmian. Studiuję i czasami sobie nie radzę np z wystąpieniami "przed publiką"
                    <i tu odpowiedź na pytanie Donatty>
                    zmiany są np. boję się wystąpień ogólnie jak odczuwam jakiś lęk to staram się go stłumić (żeby mi się np ręce nie trzęsły ) i błąd popełniam bo to we mnie narasta i tego dowiedziałam się na terapii wiec co robię aby nie mieć objawów somatycznych mówię o tym czyli np "nawet nie macie pojęcia jak boję się wystąpień" albo "nie lubię niczego prezentować nie śmiać się jak się zbłaźnię a zbłaźnię się na pewno" itp
                    Dodam tylko że to czasami pomaga a czasami nie, ale wiem, ze mam nad emocjami jakąś kontrolę.
                    Lub jak się czegoś boję to i tak próbuje to czego się boję zrobić aby móc później powiedzieć sobie widzisz nic się nie stało, nie było tak źle. Bo jak uciekam lub unikam różnych sytuacji to później zauważyłam że jak muszę się ze swoimi lękami zmierzyć to jest tragedia.
                    A jak wy sobie radzicie?

                    Anonim
                      Liczba postów: 20551

                      Bliski mi temat i to o czym piszecie…u mnie to sie pojawia ten lek niepokoj nagle(nie cierpie tego)jakby z nikad w sumie to odkad pamietam to jest obecny a ze mam 31 lat to juz troche go oswoilem heh
                      przede wszystkim jak juz sie pojawia to staram sie z nim nie identyfikowac nie wkrecac sie w ten stan,zajac sie czyms milym…i tak powiedzenie o nim naglos otoczeniu ze jest mi rowniez pomaga
                      nie czekam na ten stan staram sie go nie wywolywac choc strasznie mnie denerwuje brak odpowiedzi na przyczynowosc tych lekow

                      Donatta
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 191

                        a wiecie chociaż w jakim sytuacjach się ten stan pojawia? czy zawsze w tych samych?

                        poza tym myślę ze nie trzeba mieć chorych nerwów żeby bać się wystąpień publicznych , bardzo dużo ludzi się tego boi i to jest normalne, gorzej jak się stresujemy czasem zwykłymi rzeczami 🙂
                        ja np źle sie czuję w towarzystwie dzieci, nie umiej przy nich być naturalna

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.