Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › chyba powoli zaczynam się przekonywać do związków
-
AutorWpisy
-
Zawsze uważałam że związki to same kłotnie, nieporozumienia , kłopoty Nie wierzyłam że mężczyzna może szanować kobietę, uważałam że ważne jest dla niego tylko to żeby mieć co zjeśc, móc się wyspać wypic piwko i prelecieć panienkę :blush: Ale… powoli zaczynam zmieniac zdanie Zaczynam wierzyć że w związku można być szczęśliwym Co prawda jeszcze nigdy nie próbowałam ale… nachodzi mnie na to coraz większa chęć Zaczynam już wierzyć że nie wszyscy mężczyźni są jak mój ojciec Tylko czasem coś mnie nachodzi i z byle powodu ochrzaniam panów:whistle:
Mój ojciec nie uznawał w domu podziału obowiązków, ograniczał się do zarabiania pieniędzy, a potem leżenia w domu i wrzeszczenia, że chce jeść i że chce piwo. Moja chrzesna powtarzała mi, że wszyscy mężczyźni są tacy i dlatego kobiecie lepiej, żeby była sama. A ja nie wiem. Nigdy tak nie myślałam. Nie lubię generalizować. A może dlatego, że zawsze powtarzałam: u mnie w domu będzie inaczej. Dziś wiem, że takie myślenie prowadzi do kłopotów.
U mnie tez ojciec sobie byl, wszystko organizowala moja mam.. jedno co bylo "dobre" to to ze odciela sie (na ile mozna mieszkajac w jednym domu) od ojca czyli nic dla niego nie robila.
W moich zwiazkach nie bylo nigdy wodki i picia, nie bylo klotni, oczywiscie zdarzaly sie sprzeczki ale nic powaznego. Moi faceci zawsze pomagali mi w domu i "przy dzieciach", a nawet nie pomagali a byli w tym temacie partnerami na rownej stopie.
W pierwszym zwiazku bylo jeszcze troche chwiejnie, bo bylam przyzwyczajona tz moj model rodziny byl na tyle zachwiany ze mialam wpojone ze to kobieta ciagnie wszystko a facet jest, ale buntowniczo postanowilam zrobic zeby bylo inaczej 😉
Po dosc dlugim czasie mojemu ex chyba jednak znudzil sie taki partnerski model i zaczal olewac… no to tez olalam.
Teraz jestem nascie lat w bardzo partnerskim zwiazku, co wiecej chyba to ja "wykorzystuje" bardziej mojego partnera, no ale ja juz jestem starszawa i sily nie mam hihiEdytowany przez: Carola, w: 2008/02/28 22:43
Mi szukanie tego "poprawnego" związku zajęło trochę czasu. Jak to zwykle bywa. Bywało różnie ale w jakiś sposób to ja zawsze była tą częścią która o wszystko zabiegała:( Niestety. Można to tłumaczyć tym, że tak naprawdę to nie wiedziałam jak to wszystko ma wyglądać. Wiec relacje z facetami wyglądały mnie więcej tak – albo zabiegałam na maksa i dbałam o wszystko, albo olewałam i krzywdziłam. Ze skrajność w skrajność. Aż do teraz. "Normalny" związek udało mi sie stworzyć jakiś czas temu. Staram się bardzo wypośrodkować to wszystko. Ale dużo też zależy od człowieka z którym jestem. On jest dla mnie bardzo dobry, całkowite przeciwieństwo mojego ojca. Może dlatego??? Sama nie wiem. Wiem tylko ze związek dwóch ludzi to ciągłą praca, pielęgnacja. Nikt nie jest doskonały. Dotyczy to obu stron. A ja cieszę się że udało mi się zrozumieć…
Edytowany przez: Aggg, w: 2008/02/28 23:21
Ropucha, moj maz bardoz mne szanuje, niegdy nie ustalaismy kto co ma robic, samo jakos sie ustalilo. Ja np. piore (wielka rzecz ;-)), a on myje podloge, ja parkiet, a on wozi smietnik gdy smieci sa odbierane. A jak e ja zle sie czuje, to maz myje wszytko, gotuje (i tak zazwyczaj on). Raz ja chodze z pieskiem na spacer, raz on itd i nigdy nie klocilismy sie o podzial obowiazkow, nigdy moj maz nie mial pretensji, ze cos nie jest zrobione, jak uwaza ze nie jest to robi to sam-bo podzial jest dosc elastyczny i gdyby mi poweidzial, ze "nie wypralam mu skarpetek" to bym mu odpowwiedzial "no coz Ty sobie tez nie wyprales". Ale takiej rozmowy nie bedzie, a jakmu sie koncza skarpetki to co najwyzej trzepoce swoimi krotkimi rzesam i mowi "Kochanie, skarpetki mi sie koncza ;-(" Tak, ze sa i tacy i tacy faceci. Natomist moj maz jest swiadectwem tego, ze z facetami da sie zyc i da sie zyc bardzo dobrze i ze takie zycie w dwojke moze sprawiac, ze obowiazkow jest mnej (po podzielone), a nie ze jest ich dwa razy wiecej.
No cóż, ja też muszę przyznać, że mój mąż należy do tych "nielicznych egzemplarzy" mężczyzn którzy wyręczają kobiety – żony w obowiązkach domowych:)
Fajnie tak móc liczyć na faceta:)
Pozdrawiam
hmm, ja też mam "raj" z moim K. 🙂 pomaga mi w domu ile tylko może, pomimo tego, że teraz ja siedzę w domku, a on zapierdziela po 10 godzin dziennie…
raz tylko nakrzyczał na mnie, że dom "zarasta"… ale nachodziła mnie wtedy ogromna ochota na depresję (delikatnie mówiąc) i nie miałam siły i ochoty na nic…ja też długo szukałam..ale wierzę, że można spotkać mężczyznę, który w domu jest partnerem a nie Panem i Władcą (chociaż mój uwielbia, jak go czasami nazywam moim P. i W. 🙂 )
pozdrawiam, a.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.