Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Ciągłe niezadowolenie i krytyka rodziców, a dorosłe życie

Przeglądasz 6 wpisów - od 11 do 16 (z 16)
  • Autor
    Wpisy
  • MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 88

    Nie, na terapii nie dano mi podpowiedzi. Właśnie z wychodzeniem bez mówienia gdzie i po co, zapewne byłaby awantura i tyle. Bo oni dla mnie wszystko, a ja tak ich traktuje i bijam nóż w plecy i gwóźdź do trumny i jak mogę? Nigdy też nie wychodziłam, więc pewnie byłoby to dziwne… A pretekst do wyjścia… Teraz jest covid więc mają jeszcze jeden argument, że się zaraze i mam siedzieć w domu na tyłku. Kropka. Traktują mnie jak małe dziecko i tak już chyba zostanie. Każda próba przeciwstawienia się, czy nawet wytłumaczenia kończy się krzykami i awanturą. A potem ja płaczę i czuję się źle, bo oni dla mnie tyle robią a ja jestem taka niewdzięczna i wbijam im gwóźdź do trumny… Eh…

    AvatarSigurd
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Cześć Melisko!
    Jak tak czytam Twoją historię, to zaraz widzę siebie. Moja historia miała w prawdzie bardzo odrębny od Twojej przebieg, ale trapią mnie bardzo zbliżone problemy co Ciebie. Ojciec, który jest rzemieślnikiem, zawsze pragnął, żebym poszedł w jego ślady i wyuczył się jego fachu. Mnie natomiast w ogóle do tego nie ciągnęło, wolałem czytać książki, swego czasu bardzo interesowałem się historią i dużo o niej czytałem, oraz uczyć się języków obcych. Ojciec, gdy przyłapywał mnie na którejś z tej aktywności, zawsze kwitował tylko „Za coś pożytecznego byś się wziął” itd. Miałem zrobioną własną siłownię w stodole i z podwórka było widać jak ćwiczę, i babcia jak przechodziła zawsze kwitowała „Co ty tam robisz? Ogródek byś przekopał to byś nie musiał ćwiczyć”. Nigdy nie otrzymałem wsparcia od domowników. Też doszedłem do etapu chowania się z moimi pasjami. Ale na szczęście, w 2017 musiałem wyprowadzić się na studia i opuściłem ten dom. Wtedy zaczęło się tak naprawdę dla mnie odpowiedzialne życie dorosłe. Myślałem, że teraz wreszcie ruszę z kopyta, poprawię poczucie własnej wartości, znajdę super dziewczynę, będę pewny siebie, będę wymiatał. Ale Disneyland nie trwał długo. Okazało się, że nie potrafię sobie poradzić z najprostszymi rzeczami, bałem się krytyki, uciekałem od relacji międzyludzkich, siedziałem na 12m2 całymi dniami nigdzie nie wychodząc. Rodzice wtedy dzwonili i mówili „Co tam tak sam będziesz robił, przyjedź tutaj, pomożesz w domu”. No i wracałem, wygrywał syndrom sztokholmski i tarzałem się na powrót w licznych dysfunkcjach, na które zawsze mogłem liczyć w tym domu. Musiałem jednocześnie znaleźć swój sposób jak przetrwać w tym świecie, jak unikać krytyki, jak nie pokazać moich słabości, żeby inni się ze mnie nie śmiali? Od dobrych 2 lat jestem na drodze samodestrukcji. Na studiach wykładowcy mówią do mnie „To jest niebywałe, jest Pan idealny. Nie ma Pan wad. Chciałbym mieć tylko takich studentów jak Pan”. Dziewczyny, z którymi się spotykam, odsuwają się ode mnie. Kwitują najczęściej znajomość ze mną czymś w rodzaju „Nie mogę z Tobą być, czuję się przy Tobie głupia i gorsza, Ty tak wszystko ogarniasz”. A ja nic nie ogarniam, tylko się niszczę. Nie odpoczywam, nie relaksuję się, tylko zapie****am. Mam poczucie winy, gdy w czasie wolnym się nie uczę. Jestem z wykształcenia filologiem, teraz kontynuuję studia, gdzie uczę się kolejnego języka. Licencjat z wyróżnieniem, znam w młodym wieku kilka języków obcych, uwielbiam się ich uczyć i się w nich rozwijać. I co z tego? Przyjechałem ostatnio do domu, oglądam na CNN komentarze po zwycięstwie Joe Bidena. Ojciec wchodzi, pyta się „Co Ty tu oglądasz, przecież i tak nic z tego nie rozumiesz” 🙂 Oczywiście że nie, bo niby czemu bym miał robić coś dobrze, na co poświęcam całe życie? Bardzo Ci współczuję i uważam, że jesteś bardzo silna wytrzymując tyle lat w takim domu. Ja bym na pewno się załamał. I już nie mieszkając w domu rodzinnym niejednokrotnie ja, człowiek idealny, wzór cnót, który nie może się pomylić, płaczę nad swoim życiem, bo wracają do mnie te wspomnienia.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 88

    Witaj Sigurd!

    Dziękuję Ci a taką odpowiedź. Poczułam naprawdę, że ktoś ma podobnie… Też tak mam, na zewnątrz jestem niczym chodzący ideał, a przynajmniej tak odbierają mnie inni ludzie. Na studiach same 5, same pochwały, w domu , jak robię to co mi każą, najlepiej jak potrafię, to też czasem usłyszę, jaka do ja jestem dobra i grzeczna. Tylko, że ja już nie jestem 4 czy 5 letnim dzieckiem, żeby być grzeczną… i posłuszną… A chyba za taką mnie mają. Mam tak samo jak Ty, też mam poczucie winy, jak się nie uczę, wtedy, kiedy czuję, że muszę się uczyć, że mam jakieś zadanie do wykonania. Też rzadko kiedy odpoczywam, a przez ostatnie 2 miesiące wcale nie odpoczywam. Cały czas tylko praca i nauka. Kontynuuje już 4 swoje studia w wieku 23 lat… bo robię je równolegle, dostałam propozycję doktoratu, a moja matka i tak mówi mi, przecież Ciebie nikt nie zechce, jak Ty w ogóle piszesz te prace mgr, przecież nie tak masz to robić, bo…. (ona wie lepiej). I tak ciągle. O związkach już nawet nie wspomnę, bo ciągle tylko byłam ta gorsza i ta, co nic nie robi, tylko się uczy, a powinnam np. chodzić na imprezy  upijać się i ciągle się bawić, według np. jednego chłopaka. Ludzie mnie nie rozumieją… albo ja takich nie spotkałam jeszcze, bo pasjonuje się literaturą, sztuką, naturą, lubię zwierzęta. W świecie gdzie liczy się pieniądz i dobra zabawa nie jest łatwo trwać… Dziękuję Ci Sigurd. Czasem bardzo brakuje mi kogoś, kto by powiedział mi, że może być mi ciężko, dom i inni ludzie nigdy nie dawali mi takiego przyzwolenia, na to, że po prostu może być mi ciężko, mogę się czuć przytłoczona tym wszystkim. Bardzo mi tego brakuje. Ja też często płaczę, szczególnie w nocy, jak nikt nie widzi. W moim domu bowiem nie wolno płakać „publicznie”. A i tak za to zrozumienia bym nie dostała. Więc to bez sensu. Ja jednak nie płaczę już nad przeszłością, ja płaczę nad przyszłością. Boję się jej i nie wiem jak sobie poradzę. Nie wiem, czy będę miała siłę na to, by cokolwiek zmienić jeszcze w swoim życiu. Boje się, że to będzie trwać cały czas… eh…

    AvatarSigurd
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Na pewno masa ludzi ma tak jak my, tylko jesteśmy tak bardzo zakopani we własnej beznadziejności i idealizowaniu innych, że nawet nie przychodzi nam to do głowy. Też podczas nagminnego porównywania się do innych i poczucia gorszości, mam takie momenty, że mówię aż do siebie na głos, że znam (albo czasem i nawet nie, słyszałem z opowieści) tą osobę tylko z zewnątrz, a w domu może być taka sama jak ja. Nie wiem czy podczas Twojej gry w perfekcyjne życie się z takim czymś spotkałaś, ale niektórzy z moich znajomych mówią czasem do mnie „Ja Ci zawsze zazdrościłem samozaparcia i konsekwencji, chciałbym umieć robić pewne rzeczy tak jak Ty” i zawsze mam takie pfff… dla Twojego zdrowia psychicznego lepiej nie chciej żadnych cech ode mnie 🙂 Ja ogólnie jestem świeży w świecie DDA, diagnozę usłyszałem półtora miesiąca temu, od razu też zacząłem terapię i raczkuję w tym naszym świecie. Może to trochę głupio o mnie będzie świadczyć, ale pani terapeutka ostatnio podczas spotkania powiedziała coś w rodzaju „pewien dyrektor banku, który jest DDA…” i zaraz miałem takie „zaraz zaraz, kto?” I zapytałem, jak to możliwe, że DDA zostaje dyrektorem banku? A krytyka współpracowników, ciągłe ocenianie, niska samoocena? Terapeutka wyjaśniła mi, że DDA wybierają bardzo często wysoko prestiżowe zawody i osiągają niemałe sukcesy na polu zawodowym. Zrozumiałem, że DDA nie żyją w jaskiniach, tylko są wokół nas, studiują, jak Ty i ja, pracują. Co do traktowania jak dziecko – u mnie też klasyk. Do dzisiaj jeszcze słyszę jakieś komentarze, na które nierzadko muszę odpowiadać „Mamo/tato, mam 22 lata…”. Odpowiedzią jest „No ja rozumiem, ALEEE…” 🙂 Twoje 4 studia w wieku 23 lat… Szacun, ja bym chyba tak nie potrafił. Potrzeba na pewno wielozadaniowości, samozaparcia i motywacji. Co do propozycji doktoratu – nie uprawniam się absolutnie do dawania rad, ale ja na Twoim miejscu bym rozważył. Wierzę, że uda Ci się uporać z Twoimi problemami i za parę lat możesz żałować, że one uniemożliwiły Ci rozwój i realizację w danym obszarze zainteresowania. Tak, dla mnie dotychczas chyba najcenniejsza wskazówka z terapii to to, że może być mi ciężko, mogę się czuć przytłoczony, mogę nie wiedzieć, mogę popełniać błędy, nie muszę być perfekcyjny, wystarczy, że będę dobry… Dociera to do mnie powoli. Uwielbiam literaturę, naturę i zwierzęta, mam 3 koty 🙂 O jeju, płakać w środku dnia w domu, na samą myśl zgrzytają mi zęby… Nawet nie chcę pomyśleć, z jaką to reakcją by się spotkało… Przepraszam, że to tak chaotycznie wychodzi, ale staram się też to skracać ile mogę, bo ja jestem ogólnie zdolny do pisania ścian tekstu, ale wiem też po sobie, że taka forma zniechęca i nie każdy chce to czytać… Ale na koniec chcę Ci powiedzieć, że nasza przyszłość na pewno będzie lepsza. Mimo wszystko, starałem się w sobie zawsze pielęgnować to ziarno optymizmu i pozytywnego nastawienia, czasem jest ciężko, ale nigdy nie przestałem wierzyć w dobrą przyszłość. Przeszłość była jaka była, można ją tylko zaakceptować, ale przyszłość należy do nas. Nie wiem czy próbowałaś, ale ja lubię sobie wizualizować siebie gdy już skończę terapię… Co się zmieni? Czy nadal będę taki? Co z danym zachowaniem/cechą/schematem? Czasem nawet nie mieści mi się w głowie, że czegoś się mogę pozbyć. Na przykład bardzo bym chciał zobaczyć wysokie poczucie własnej wartości w moim wykonaniu i nie mam pojęcia jak siebie w tej roli umieścić. 🙂 Polecam Ci też.

    MeliskaMeliska
    Uczestnik
    Liczba postów: 88

    Pewnie masz rację, kiedyś doszłam do wniosku, że pewne stany zawężają patrzenie i prowadzą do generalizacji, jakby zamykanie się tylko w swoim własnym świecie i patrzenie na resztę świata przez jego pryzmat. Tak, wiele razy to słyszałam…jaka ty jesteś uparta, tylko pozazdrościć. Wysoko zajdziesz i taka świetna w swoim fachu… A ja myślę sobie, no tak świetna i w ogóle, tylko jakim kosztem. Nikt nie wie ile mnie to kosztuje. Tak, oby ci, którzy nam tak mówią, nie chcieli żadnych z tych naszych cech. Ale cóż, oni nie znają naszego wnętrza i tego, co w nim przeżywamy. Ja w terapii jestem od 1,5 roku. Wcześniej skończyłam taką grupę zaznajamiającą z tematem. Jednak do tej pory nie udało mi się dostać na żadną terapię grupową DDA. Cóż, teraz przyszedł wirus i już w ogóle jest to utrudnione. Tak, ja to zrozumiałam jakiś czas temu. DDA żyją wśród nas i osiągają nie małe sukcesy, najczęściej chyba, jeśli w domu byli bohaterami… (nie wiem, czy czytałeś o rolach dda, jakie przyjmują). Osiągają oni bardzo często sukcesy zawodowe, bo są szalenie ambitni, zorganizowani, punktualni, zdyscyplinowani… tego nauczył ich dom, że mają wszystkiemu dawać radę, najlepiej sami. Więc dda bohaterzy tacy są. Ja taka jestem, Ty może też. I dlatego tacy ludzie dochodzą bardzo wysoko, tylko właśnie jakim kosztem? Kosztem rozgrywającej się w ich głowie walki, braku czasu często na coś innego poza pracą, kosztem ogromnego poświęcenia i nerwów. Dziękuję za wiarę, jednak wiem, że sama musze zacząć działać i to zaraz. Inaczej nic się nie wydarzy. Jestem akurat na etapie zmiany terapeuty, z kobiety na mężczyznę i też nie za bardzo mi to pasuje szczerze mówiąc, ale z pewnych powodów, nie mam wyjścia. Ciężko mi na pewno będzie otworzyć się przez terapeutą, a już na pewno ciężej niż przed terapeutką. Tak, w domu również jestem traktowana jak dziecko, ba, nawet czasem zwracają się do mnie jak do dziecka 5 letniego. Nie ma traktowania jak osoby dorosłej. Moi dziadkowie byli wychowywani w żelaznych zasadach, że to co powie starszy jest święte i starszy nigdy się nie myli, a młody ma się go słuchać, tak urządzony jest świat. I takie podejście stosują do mnie. Niestety, nie widząc tego, że mogą się niestety pomylić w czymś. Ja tez uwielbiam naturę i książki, dlatego poszłam też na filologię polską, bo to moja pasja, ale rodzina nic nie wie o tym, bo by mnie chyba wyklęła, po co tyle tych studiów, to głupota i wyrzucanie pieniędzy w błoto na takie głupie studia o książkach. Ja mam 2 koty 🙂 Tak,  u mnie też nie wolno płakać w dzień i przy innych członkach rodziny, to taki nie pisany a nawet nie mówiony przepis. Ja też czasem sobie wizualizuję to, jak będzie po terapii, kiedy ją skończę, choć terapeutka mówi, ze jeszcze długa droga przede mną na terapiach grupowych, a teraz wszystko zatrzymane prze covid. Eh.. i nawet nie ma jak z tym ruszyć. To mnie też smuci, choć wiem, ze terapia to trudna i żmudna praca nad sobą. Jednak chciałabym mieć to już za sobą, bo wiem, że będzie ciężko. Jest we mnie jakaś taka gotowość do tego rozwoju, zagłębiania się we własną psychikę. Ja też piszę całe ściany tekstów, bo… jestem pisarką haha 🙂 Ciężko mi ograniczać się do 2 czy 3 zdań zazwyczaj. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że mamy podobne domy i rodziny, w których się wychowaliśmy, jakbyś chciał porozmawiać tak nie ma forum to zostawię kontakt do siebie, w dobie pandemii brakuje  mi kontaktu z ludźmi, bo nigdzie nie wychodzę. Możesz napisać zolnierka( at) interia.pl Mail taki, bo czasem czuję się jak żołnierz na wojnie pod ostrzałem…niestety… przestraszona, a zarazem gotowa do walki.

     

     

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 3 tygodni temu przez MeliskaMeliska.
    AvatarSigurd
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    @Meliska, napisałem na podanego mejla 🙂

Przeglądasz 6 wpisów - od 11 do 16 (z 16)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.