Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Ciągłe poczucie odrzucenia i wizja samotności w przyszłości

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 22)
  • Autor
    Wpisy
  • Meliska
    Uczestnik
      Liczba postów: 98

      Już jakiś czas jestem na forum, jednak dziś jest taki dzień, że czuję się gorzej niż zwykle, dlatego postanowiłam się wypisać, choćby tu. Ostatnio czuję, że nie daję już rady. Towarzyszy mi permanentne poczucie odrzucenia i braku akceptacji. Zrezygnowałam też z terapii, w której byłam dwa lata. Miałam wrażenie, że niczego już więcej tam nie zrobię. Nie poprawiała ona mojego stanu, nie przestawałam płakać po nocach, nie przestawały mi napływać łzy do oczu, kiedy widziałam szczęśliwą rodzinę. Rozmowy polegały na tym, żeby nakłonić mnie do wyprowadzki z domu, która wiem, że i tak wcześniej czy później nastąpi. W tym momencie nie mam jednak środków na to, aby się z domu wyprowadzić.

      A czemu mi tak źle? Otóż, odkąd pamiętam, żyłam w izolacji. Jako dziecko nie miałam przyjaciół ani znajomych, jako nastolatka tak samo. Wychodziłam tylko do szkoły, wracałam ze szkoły do domu ( byłam przywożona) i całe popołudnie spędzałam w domu. Opiekunowie odizolowali mnie kompletnie od rówieśników, którzy też nie wkładali wysiłku w to, żeby mnie poznać. Kiedy byłam niemowlęciem porzuciła mnie matka, zostawiając na wychowanie swojej rodzinie. Później odrzucili mnie i rówieśnicy, mimo prób zaprzyjaźnienia się i zapoznania, później już zrezygnowałam. Jako dorosła osoba funkcjonuje podobnie, czuję, ze nie mam nikogo. Jedyne relacje jakie się pojawiały były dość chwilowe, były też związki, które jednak się rozpadały. Nie będę tutaj opisywać całej swej historii, bo nie o to chodzi.

      Chciałam jednak napisać o dniu dzisiejszym. W którym znów przychodzi do mnie poczucie, że nigdy nie będę szczęśliwa tak w pełni. Mam w sobie takie przekonanie. Wydaje mi się, że zawszę zostanę odrzucona, jak wiele razy, bo jestem jakaś nie taka, zbyt spokojna, mam inne pasje niż większość społeczeństwa, inaczej spędzam czas. Od ostatniego związku, w którym okazałam się znowu „nie taka” minął rok i wydaje mi się, że związek ten był jakby ostatnią nadzieją na poprawę życie, teraz coś we mnie umarło. Matka mówi mi, że dopóki mieszkam z rodziną i tak nikt mnie nie zechce, jestem niezaradna i jakby przez to bez wartości. Nie ma już we mnie nadziei na to chyba, że ktoś mnie zaakceptuje, że po prostu będzie, dłużej niż przeciętny przechodzień w moim życiu. Ludzie przychodzą i odchodzą, znikają czasem, zanim zdążą się pojawić na dobre. A we mnie powstaje przekonanie, że może nie zasługuje na jakiekolwiek zainteresowanie, że to ze mną jest coś nie tak.

      Obecnie skończyłam studia, szukam pracy, chciałabym się wyprowadzić z domu, chciałabym też dalej się kształcić. A to nie takie łatwe. Obawiam się jednak, że praca będzie wymagała porzucenia pasji, którą chciałabym realizować, cóż… proza życia. Smutno mi też z tego powodu, że nie mam wsparcia jeśli chodzi o podjęcie samodzielnego życia. Ci, którzy tak mówią zdają się tylko tego wymagać. Opiekunowie chcą mnie na siłę zatrzymać w domu, mówiąc mi, że jak zamieszkam sama, to wszystko zaprzepaszczę i się rozpiję. Obawiam się, że jeśli już się wyprowadzę, odwrócą się ode mnie, twierdząc, że jestem wyrodna. Bez ich pomocy będzie ciężko, czy to jeśli chodzi o finanse, czy o kontakt w ogóle. Spędziłam z nimi całe dotychczasowe życie i miałabym zostać całkiem sama? Mam takie obawy, że tak może się stać. Czasem wydaje mi się, że już zawsze będę samotna, bo co prawda wyprowadzka może sprawić, że nikt nie będzie do mnie krzyczał, czy zachowywał się podobnie, ale nie polepszy momentalnie sytuacji społecznej, w relacjach z innymi. Czasem mam taką myśl, że już nigdy nie będzie lepiej. Do tego dochodzi lęk, że popełnię błąd, albo ktoś mi coś zrobi, jak zamieszkam już sama, co powtarzano mi od dzieciaka… I tak właśnie przez te leki trwam, nie podejmując żadnych działań poza pracą i studiami. Te myśli o wizji samotności nie dają mi już spokoju od lat… nie mam już pomysłu jak to zmienić. Jeśli chodzi o grupę dda, byłam i zrezygnowałam jakieś 4 lata temu.

      Dziękuję za przeczytanie.

      Artur037
      Uczestnik
        Liczba postów: 1

        Cześć Meliska. Jestem Artur i mam podobny dzień do Ciebie. Powinienem Ci coś więcej napisać dodać wiary w to że wcale nie musi być tak jak piszesz ale sam mam tak jak Ty dziś. Jak myślisz co możemy z tym zrobić ? W czy mamy ochotę ogóle na jaką kolwiek zmianę swojej sytuacji

        Meliska
        Uczestnik
          Liczba postów: 98

          Cześć Arturze, sama się zastanawiam co mogłabym z tym zrobić. Dziś dużo myślę o przyszłości, o tym, co mnie czeka i jako ja mam na to wpływ. Gdy byłam dzieckiem odebrano mi możliwość sprawstwa, poczucia, że coś zależy ode mnie. Dziś właśnie się tak czuję, czuję bezsilność wobec losu i jakby moje życie nie zależało ode mnie. To takie poczucie, że choćbym nie wiem jak się starała i tak się nie uda… Obecnie szukam pracy chciałabym się uniezależnić finansowo, ale to ciężkie gdy nie ma się doświadczenia w zawodzie.

          Katarzyna1944
          Uczestnik
            Liczba postów: 8

            Hej Meliska ,

            w jakim mieście Kochana mieszkasz ? Pytam pod kątem pracy 🙂

            Meliska
            Uczestnik
              Liczba postów: 98

              Witaj Katarzyno, wolałabym tutaj nie podawać miasta w którym mieszkam. Jest to jednak woj.śląskie.

              Makadamia
              Uczestnik
                Liczba postów: 35

                Cześć Meliska. Nie mam aż tak ciężkiej historii życia jak Ty, ale podobne odczucia. Przynajmniej częściowo. Patrząc na innych, szczęśliwych, przychodzi myśl, że mnie chyba to szczęście nie jest pisane. Może  nie umiałabym nawet tym się cieszyć.  Zaraz by były podejrzenia, czy przypadkiem nie jest mi za dobrze, czy zaraz nie wydarzy się coś złego i skończy się to co dobre. Mam poczucie, że ja mogę mieć tylko namiastkę tego co inni. A skoro mam walczyć o jakieś „ochłapy”, to po co, jaki sens…

                Cerber
                Uczestnik
                  Liczba postów: 147

                  Ja w wieku 18lat zostałem sam , tj mam dwie siostry ale nie potrafię z nimi głębiej rozmawiać, powiedziałbym że relacje są płytkie choć mogę liczyć na ich pomoc od czasu do czasu. Nie mam znajomych przyjaciół , bo wszelkie kontakty zaczynając od szkoły lub nawet przedszkola kończyły się wyśmiewaniem mnie , tak to ja jestem tym z którego cała szkoła się śmieje i poniża . Do dziś a mam swoje lata nie umiem nawiązać przyjacielskich relacji z kimkolwiek, bo ogarnia mnie wtedy strach , bo nie jestem kimś kim można się zainteresować takiego można tylko potrzebować na chwilę i wyrzucić go kiedy nie jest potrzebny, przy okazji wyśmiać go . Jak sobie z tym radzę ? Koniec końców chyba nie radzę , czas ,terapia i przełamywanie lęków sprawia że łatwiej mi wyjść z domu,w pracy porozmawiać, walczyć o swoje granice i godność ale żeby komuś zaufać….. nie . Łudzę się że może kiedyś … , Może związek …taki prawdziwy. Bo najgorsza jest samotność już 16 lat mieszkam sam i dom staje się azylem ale i więzieniem, bo mieszkając samemu zaczynasz sobie odpuszczać , brakuje ci motywacji .

                  Mary Yellan
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 63

                    Cerber – a jak jest u Ciebie z tymi toksycznymi ludźmi, którzy doprowadzili do tego, że czułeś się źle, którzy wyśmiewali? Czy masz z nimi jakąkolwiek styczność? Np mieszkają w tym samym mieście?

                    Meliska – tutaj też wydaje mi się, że odcięcie się od toksycznego wpływu domowników zdziała cuda, w które samej trudno będzie Ci uwierzyć. Sprawstwo odbuduje się samo jak nie będziesz blokowana przez toksyczne relacje. A nawet jakieś drobne niepowodzenia będą odbierane potem jak część Twojego życia, jakiś etap do zamknięcia. A nie coś złego z czym sobie nie poradzisz. Stanie się to czymś co kazdy (i z tych normalnych, szczęśliwych domów) przeszedł – będzie to zdobycie doświadczenia życiowego. Trzymam kciuki by się udało z pracą.

                    A bycie nie takim dla kolejnej osoby… tutaj życzę wytrwałości  w poszukiwaniu tej właściwej. Bo mimo wszystko wierzę, że gdzieś każdy z nas taką znajdzie w swoim czasie. Pytanie tylko czy będziemy wytrwali, czy się nie poddamy lub czy w międzyczasie nie pojawią się inne cele dla nas istotniejsze. Stanie się to pewnie kiedy zdamy sobie sprawę, że najpierw musimy polubić, pokochać sami siebie żeby dać się polubić innym, a nie na siłę dopasowywać się do innych tylko po to by nie być samemu. Powoli zaczynam wierzyć w to, że każdy na jakims swoim etapie do tego dojdzie.

                    Cerber
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 147

                      Mary Yellan

                      Mieszkam nie daleko mojej miejscowości z której pochodzę , od czasu do czasu kogoś zauważę , on mnie ale to jest na zasadzie „cześć cześć” z jednym pracuje , ale to duża firma i rzadko go widuję .

                      W sumie nie wiem dlaczego pytasz ?

                      • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez Cerber.
                      Mary Yellan
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 63

                        Cerber – pytam dlatego, bo pomyślalamn o zasadzie odcięcia się od przeszłości. Wydaje mi sie ze u mnie to zadzialalo. Choć podobnie jak Ty spotykając sporadycznie osoby ze szkoĺy mijam je tylko ze słowem cześć. A proby nawiazania relacj z tymi neutralnymi również odcinam, bo nie chcę wracac do tamtych powiazan. Wydaje mi się że wracajac do tego robię krok w tył. A osoby nowopoznane maja ten plus, śe nie neguja na starcie mojego poczucia wartości. I latwiej się wtedy otworzyć.tak to widzę. Stąd moje pytanie o to pozostawanie w dawnych relacjach.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 22)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.