Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Ciągnący się za mną alkohol

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarAaMaska
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Cześć. Chciałbym się z wami podzielić swoimi spostrzeżeniami nt mojego picia. Może zauważycie gdzieś coś, czego ja nie widzę a może ktoś podpowie w którą stronę pójść?

    Nie chcę się rozpisywać na temat mojego picia jakoś mega szczegółowo. Nie wiem czy mam z tym problem bo nie piję codziennie, moi bliscy, gdy ich pytam, mówią, że raczej nie pije dużo. Ale mi to przeszkadza.

    Sytuacja z wczoraj. Jestem umówiony na basen z kolegami. Dzień wcześniej założyłem sobie, że dopóki nie schudnę 7kg zero słodyczy, fast foodów i alkoholu. Wszystko tego dnia idzie zgodnie z założeniami i bardzo gładko. Wsiadam do auta a koledzy oznajmiają, że już mają szklanki tylko trzeba kupić wódkę.

    I wtedy pękam. Przełączam się na ten tryb „autopilota”. Jakbym uciekał od samego siebie. Sam upominam kierowcę do postoju w sklepie. Sam poganiam kolegów do picia. Nie mogę powiedzieć „nie” z jakiegoś powodu, którego nie dostrzegam. Wtedy jakbym zapominał o wszystkim, ustaleniach, planach na wieczór itd. Pije i mam klapki na oczach. Wracam do domu a ja obżeram się jak świnia.  Nie zdarza się to jakoś często ale zauważyłem, że są sytuacje gdy wchodzę w tryb „autopilota” i ulegam alkoholowi. Spotkania z kolegami i niektóre wieczory (samotnie czy z dziewczyną to nie ma znaczenia). Nie wiem jak na to spojrzeć.

    Czy uciekam przed jakimś wspomnieniem, uczuciem? Długo się nad tym zastanawiałem i nie mam bladego pojęcia.

    Może ktoś z was ma jakieś porady, sam to przepracował czy może nasunęło się coś podczas czytania? Przyjmę każdą opinię 🙂 Pozdrawiam i dziękuję.

    Avatarrasputnik
    Uczestnik
    Liczba postów: 30

    Chyba częsty przypadek że jak ktoś chce zerwać z piciem to musi też rozstać się z pijącym towarzystwem. Ale spróbuj, zamiast zastanawiać się co się dzieje, po prostu oznajmić ze nie pijesz i już, na samym początku, bez bawienia się w podchody. Przygotuj się zawczasu żeby nie być znowu zaskoczonym jak koledzy wyjmą szklanki 🙂

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 491

    Przykro mi, ale według tego opisu moim zdaniem masz spore zadatki na alkoholika.

    Piszesz, że niewiele… Ale że wódka ze szklanki? Że nie codziennie… Ale do tego etapu możesz dojść szybciej i łatwiej niż myślisz. Piszesz, że inicjujesz picie. Samo to, że się zastanawiasz, świadczy o tym, że widzisz, że pijesz w sposób niebezpieczny.

    Wygląda na to, że zarówno utrata kontroli nad piciem, jak i utrata kontroli nad jedzeniem, coś Ci załatwiają. Zmniejszają napięcie, albo pomagają Ci zapomnieć o jakimś nie rozwiązanym problemie.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 491

    Ale wiesz, co jest fajnego w Twojej sytuacji? Że o tym tutaj piszesz. Że się zastanawiasz. Że jeszcze trzeźwo myślisz.

    Prawdziwy nałogowy alkoholik to ktoś już „po drugiej stronie lustra”. Usłyszysz od niego teksty typu: „Piję jak wszyscy”, „Piję normalnie, jak każdy człowiek w tym kraju”, „Nie mam z tym problemu. Mogę skończyć kiedy zechcę.”, „Piję bo lubię”, „Piję bo mam za co”… i 100 000 różnych podobnych kitów. U niego działa już mur zaprzeczania.

    Ty masz jeszcze wybór. Jesteś na rozstaju dróg. Jeśli masz jakieś problemy, możesz coś z tym zrobić. Możesz pójść na jakąś terapię. Nie musisz ich zalewać wódką, bo to tylko zamiata je pod dywan.

    W kwestii kompulsywnego jedzenia, jego powodem może być niepokój, brak poczucia bezpieczeństwa, niepewność co do własnej wartości. Możesz wbić w wyszukiwarce hasła typu „Anonimowi Jedzenioholicy” lub „uzależnienia behawioralne” i poczytać tam. Może z czymś się zidentyfikujesz.

    Powodzenia!🙂

    Avatarkurianna
    Uczestnik
    Liczba postów: 32

    Cześć, AaMaska

    Spoko, że się odezwałeś – spodobało mi się też takie pełne akceptacji podejście „przyjmę każdą opinię”👍 Fajne. Aż chce się pisać.</p>
    Nasunęło mi się jedno – kontrola. Odnalazłam siebie w sprzed terapii w opisywanej przez Ciebie sytuacji: dopóki nie schudnę 7 kg, zero niczego… Miałam tak długo, surowa dla siebie autokontrola (basen, dieta, bieganie… Aż do puszczenia w stronę obżarstwa znowu i zarzucenia całkiem zdrowych aktywności). Też lubię wypić w towarzystwie jako sposób spuszczania napięcia, też nie robię tego codziennie.

     

    Czy jesteś blisko uzależnienia? Tylko Ty sam (z pomocą najlepiej kogoś kto ogarnia temat i widzi Cię z zewnątrz) możesz sobie odpowiedzieć. Równie ważne dla mnie jednak jest wychwycenie dość okrutnego podejścia do siebie. Żelaznej autokontroli. Dlatego potem uciekasz w całkowite puszczenie – jak przy kumplach i wódce szklankami. Bo trudno o łagodność dla siebie więc skaczesz w ekstrema. Przynajmniej u mnie tak było – kompulsywne jedzenie załatwiało regulacje emocji. I czasem wspólne picie też. Moim zdaniem naprawdę warto się temu przyjrzeć w terapii – wyjdziesz zaopiekowany i szczęśliwszy, łagodniejszy dla siebie (taka autokontrolą przeciążasz swojego krytyka wewnętrznego, który zamiast Cię chronić, niszczy w rezultacie). I może się okazać że problem potencjalnego uzależnienia sam się rozwiąże. Powodzenia!

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 3 tygodni temu przez Avatarkurianna.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana , 3 tygodni temu przez Avatarkurianna.
    AvatarAaMaska
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    Dzięki za wpisy

    Nie wiem, co jest w mojej głowie. 1,5 roku terapii, chodzenie po psychoterapeutach, książki, fora. A ja ciągle czuje się niedostateczny, niewystarczający. Ciągle czuję, że czegoś mi brakuje jako formy wiedzy o sobie/świecie/życiu. Czuje, że odstaję od reszty, że inni są lepsi. Nie wiem jak z tym już walczyć.

    Najgorsze jest to poczucie, że już tyle nad sobą pracuję, a mam wrażenie, że to jakaś minimalna cząstka mnie się zmieniła. Dalej nic nie rozumiem. To najbardziej mnie przeraża.

    Myślę o tym piciu, myślę o tym, jak pójdę w sobotę do kolegi na urodziny i oznajmię, że dziś nie piję. Waham się między niepiciem a wypiciem trochę (co zwykle i tak zawsze kończy się uchlaniem się). Boję się reakcji innych a może nie najbardziej tego. Boję się, że po prostu nie dam rady, że przegram walkę sam ze sobą. Ale z kim ja właściwie walcze mówiąc sam ze sobą? Z własną pokusą, pociągiem do alkoholu? Może walczę z tym mechanizmem który podpowiada, że żeby ukoić stres pojawiający się przy stole muszę się napić? Tego nie rozumiem i przez to czuje się źle.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 785

    Ciekawe, że na terapii nie „rozbierasz” tego problemu z piciem. Mi to wygląda na kompulsje (wraz z jedzeniem), które łatwo mogą przejść w nałogi. Warto o tym pogadać z terapeutą. Jak tu jeden Kolega pisze, można zajrzeć na mityngi AA i AJ. Nawet z czystej ciekawości, zobaczysz coś nowego.

    Sama ideaa picia w samochodzie ze szklanek przed wizytą na basenie, to dla mnie totalny odpał. W czasach studenckich miałem takie i gorsze jazdy, ale dziś już wiem, że wynikały z ogólnego niedostosowania i problemów z poczuciem wartości, a może i innych zaburzeń. Dla własnego zdrowia psychicznego, zacząłbym delikatnie izolować się od tych kumpli (oczywiście, gdybym wtedy wiedział o sobie, to co wiem dzisiaj).

    Poza tym miałem kolegę, któremu terapeuta ponoć powiedział, że póki nie ogarnie problemu z alkoholem, to za wcześnie jest, by brać się za rozwiązywanie problemu DDA. Najpierw trzeba ogarnąć używki, które zakłócają świadomość

    Avatarwojciech100
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    Walka z alkoholem nie jest równa, mnie tez to spotkalo. Borykalem sie z alkoholizmem wiele lat, ale moja znajoma polecila mi portal Ranking Ośrodków Terapii. Tam wyszukała tez dla mnie idealne miejsce, blisko przyrody, ktora zawsze na mnie pozytywnie wplywala. Pojechalem na leczenie, ktore okazalo sie najlepszym doswiadczeniem w moim zyciu, bylo ciezko, ale nie wiem jakby wygladalo moje zycie. Dziekuje jej i wszystkim osobom, ktore przyczynily sie do poprawy mojego zycia.

    Avataraktywny187
    Uczestnik
    Liczba postów: 66

    Bardzo źle, że pijesz… Dzieci alkoholików są 3 krotnie bardziej narażone na alkoholizm niż z normalnych domów…..

    Alkohol działa przeciwlękowo i przeciwdepresyjne, bardzo szybko można się uzależnić…. Zwłaszcza jak ma się problemy sam ze sobą…

    Ja od swojej terapeutki ma zakaz picia, nawet miałem kolegę który mnie częstował…. Ale kazała sobie dać z nim spokój…..

    Do psychologa chodzę dlugo będzie z 15 lat…. Mam depresję, nie mam stałej pracy…. Życie mnie męczy….

    Ale nie piję, bo wiem że z czasem alkohol spowoduje, że będę cierpiał podwójnie(niedźwiedzia przysługa) …… Nie mam zamiaru zaprzepaścić tyle lat terapii, leżenia i czytania książek, żeby dowiedzieć się czemu to moje życie wygląda tak jak wygląda….

    Być może nigdy się nie wyleczę z depresji, być może nigdy nie wyprostuje życia…. Ale przynajmniej umrę, ze świadomością, że nigdy się nie podałem…. I zrobiłem wszystko co tylko mogłem…. Padnę z wycieńczenia na ryja….,a nie ustąpię…. Chcę się przekonać, czy człowiek który się nigdy nie poda może zmienić swoje przeznaczenie….

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 491

    Jakubek, aktywny187 – mam wrażenie, że trafiliście w sedno.

    Można być DDA, zacząć pić i móc pójść na terapię dopiero kilka lat po przejściu odwyku i terapii dla AA (bo użalanie się nad swym dzieciństwem może dać pretekst do powrotu do picia)… Albo oszczędzić na czasie i pójść od razu na DDA, a wtedy AA może nie być w ogóle potrzebne.

    Alkohol (zwłaszcza w dużych ilościach lub często) dezorganizuje życie emocjonalne i utrudnia tworzenie w mózgu „nowych, lepszych ścieżek”, które mogą powstawać w trakcie terapii.

     

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.