Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD czuć coś więcej, niż oczekiwanie na cios. czy to możliwe?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatariskra79
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    cześć wam wszystkim. dziś znalazłam to forum, zapisałam się. stwierdziłam, że potrzebuję czegoś takiego. powinnam coś o sobie napisać, ale w zasadzie, nie wiem co. nie chodzi o to, że nie wiem, kim jestem, bo wiem. nie wiem tylko jak mam o sobie pisać, czuję blokadę. nawet tutaj, będąc anonimową.

    ojciec był alkoholikiem. matka z zaburzeniem osobowości. ponad 30 przeprowadzek. młodość to jedna wielka podróż z miejsca do miejsca, między ludźmi, których tylko zaczepiałam, którzy przeze mnie przechodzili jak przez ducha. „domu” nie było, ale uciekałam stamtąd mentalnie i sądziłam, że to mi się ostatecznie udało. nieudane małżeństwo, samotność, głupie związki bez przyszłości. i próżnia.

    dlaczego tu jestem? uświadomiłam sobie, że moje deficyty zabierają mi szanse. i w ogóle robią mi w głowie bagno. wiem to. z nikim o tym nie rozmawiałam, ponieważ nie wiem, czy jestem w stanie otworzyć te drzwi. tak bardzo chcę poczuć się bezpiecznie, że chyba sama się oszukuję. czy jest to w ogóle możliwe? bycie emocjonalnie sytym?

    jeśli ktoś ma jakieś pozytywne wieści na ten temat, niech napisze. potrzebuję w to uwierzyć

     

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 397

    Cześć ! Ja uważam ze możliwe jest wszystko czego sama dla siebie chce . Najpierw potrzebuje to jednak określić . By to zrobić trzeba poznać siebie a to wymaga dużej pracy . Są osoby które robia ti samotnie . Ale nie ja . Bo nie muszę robić tego samotnie . Korzystam z terapii . Korzystam z mityngów dda , które są darmowe , dobrowolne , dostępne dla każdego . Możesz próbować siebie uzdrowić . Masz wybór . Życzę powodzenia

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    Witaj serdecznie

    Jestem DDA, nie będę tutaj pisała więcej o sobie pisała, jeżeli będziesz miała ochotę i czas możesz prześledzić moje wcześniejsze wypowiedzi. Napiszę tylko w skrócie przeszłam długa drogę ale w rezultacie osiągnęłam to czego zawsze chciałam. wewnętrzny spokój i wiarę w siebie. Od kompletnego braku poczucia własnej wartości do zbudowania go cegła po cegle. Przerobiłam już chyba większość swoich lęków, pokonałam wszystkie swoje demony. A takim upewnieniem się w tym było odejście kogoś dla mnie ważnego czyli ponowne porzucenie i odrzucenie, które mimo wszystko nie zburzyło tego co budowałam, mimo wszystko czuję się wartościowa, wystarczająco dobra.

    Pracując nad sobą jesteśmy w stanie zmienić bardzo dużo. Ale MY SAMI powinniśmy tego chcieć i ciężko nad sobą pracować.

    Z pełnym przekonaniem mogę napisać, że można się zbudować od nowa

    Powodzenia 🙂

    AvatarMovingon
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    Tak jak z każdym lękiem, jedynym sposobem aby się go pozbyć jest stawić mu czoło

    Problemy wynikłe z przebywania z innymi ludźmi mogą być rozwiązane tylko przy pomocy innych ludzi właśnie

    Tylko trzeba zmienić otoczenie, szukać ludzi którzy coś robią ze sobą, którzy sami wiedzą co to ból

    Pozwolić sobie się otworzyć i niech dzieje się wszystko, nawet jeśli strach ma Cię zabić (metaforycznie), bo tylko wtedy będziesz wolna i zaczniesz żyć

    Życie jest akceptacją strachu, a nie jego unikaniem

    • lęk to nie strach, lęk to mechanizm obronny na strach
    Avatariskra79
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    nie za bardzo mam jak zmienić otoczenie. musiałabym się wyprowadzić i znów żyć złudzeniami, że gdzieś indziej jest lepiej , niż tu. a już to przerabiałam wielokrotnie i wydaje mi się, że zmiana otoczenia nic nie da. coś innego jest nie tak. wchodząc w nowe środowisko, np. pracy, zawsze starałam się być ok wobec wszystkich. kruszyłam dystans, aby nawiązać więzi i wierzyłam, że fakt nawiązania ich jest czymś dobrym. po jakimś czasie okazywało się , że to ja byłam tą wykorzystaną w tych relacjach. tą oszukaną, tą obgadaną za plecami, tą pominiętą, kopniętą w kosmos. czy to z ludźmi jest coś nie tak, czy ze mną?

    nie wiem, może pozwoliłam na to, żeby za blisko do siebie podejść. ale gdzie jest ta granica? jak ją rozpoznać? zawsze mówiono mi , że jestem wycofana. jako młoda osoba nie umiałam rozmawiać, byłam nieśmiała, choć miałam w głowie milion tematów i słów, siedziałam w towarzystwie jak cień, zablokowana. potrafiłam przemilczeć tak cały wieczór. później , dzięki jednej z koleżanek, też DDA, nauczyłam się mówić do ludzi. nauczyłam się być otwarta. i to poszło chyba w skrajną stronę, bo w każdym widziałam kogoś dobrego, kto może być przyjacielem, z kim mogę mieć przyjacielską relację. nauczyłam się nawet występować przed publicznością, zostałam dziennikarką, która zaczepia ludzi na ulicy. ja, która do nikogo nie umiałam się odezwać. proszę sobie wyobrazić, co musiałam przeskoczyć. teraz, analizując to wszystko, wydaje mi się, że gdzieś popełniłam błąd. no pewnie, nie mówiąc już o tym, że we mnie przecież tkwi ten zły syndrom, który mną kieruje.

    strach, a może już lęk, jest ze mną cały czas. jest od momentu , gdy otwieram rano oczy. to dziwny strach, nieopisany. nie boli sam w sobie, ale jest zawsze jak cierń. i do tego jakieś dziwne poczucie winy. za coś, nie wiem, za co. żeby nikomu nie zrobić przykrości, żeby nie zostać odtrąconym. wiem, że to tak przejawia się to małe dziecko we mnie. czy da się dorosnąć?

    AvatarNieomylna01
    Uczestnik
    Liczba postów: 397

    Witaj ponownie . Ja napisałam Ci co pomogło i nadal pomaga mi . Możesz zawsze skorzystać , nigdy nie jest za późno . Możesz tez bez końca pytać ludzi obok co masz zrobić i co jest nie tak . Taka mnie refleksja naszła ze tak wielu ludzi pyta co ma zrobić , proszą o pomoc a gdy dostają jakaś konkretna propozycje nawet nie wspominają o skorzystaniu z niej . Myśle sobie czego tak na prawdę chca ? Pizdrswiam

    AvatarMovingon
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    Iskra79

    Przyzwyczajenie jest takie, głęboko wryte w psychikę, że domyślnym stanem jest odrzucenie, bo tego doświadczyliśmy w dzieciństwie.

    To jest tak głęboko wryte, że stało się „nami”. Najpierw próbujemy z tym walczyć, podejmując mnóstwo odważnych działań, które mają nas pchnąć w stronę „normalności”, czasem tak odważnych że sami się dziwimy jakim cudem się tego podjeliśmy

    Poszukujemy ludzi, którzy zapełnią nam pustkę, bo nie zgadzamy się na bycie odrzuconymi. Chcemy z ludźmi rozmawiać, chcemy być częścią czegoś, chcemy być zaakceptowani, ale nigdy nie możemy tego znaleźć. Co rusz czuliśmy i czujemy się zdradzeni, oszukani i skrzywdzeni. I mamy tego dosyć, ale jednocześnie „musimy” w to brnąć bo przecież „nie możemy być odrzuceni”

    Ale w swojej samotności i lęku przed odrzuceniem patrząc na ludzi widzimy w nich tylko nasze wyobrażenie o nich, i to nasze wyobrażenie nas krzywdzi, a nie oni sami

    Ludzie mają często sprzeczne interesy, więc to normalne że pojawią się jakieś spięcia, ale my je wyolbrzymiamy, bo przecież to oni „mieli” nam zapewnić tę upragnioną stabilność, akceptację a my robiliśmy wszystko aby być idealnym, żeby nie mieli powodu by nas „odrzucić”

    Ale tak jak nie wszyscy nas muszą lubić, tak nikt nigdy nas nie zaakceptuje po wieczność, bezwarunkowo, nie uleczy naszego odrzucenia z dzieciństwa. Nie ma sensu o to walczyć i marnować życie na złudne nadzieje, nie ma sensu żyć tylko dla innych, licząc że będzie dobrze, oczekując tylko na cios.

    Jesteśmy odrzuceni. Jesteśmy samotni i zawsze będziemy. I to jest ok. Akceptując to, możemy być wolni, bo nasz największy lęk zostanie oswojony

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    To my sami najczęściej prowokujemy swoim zachowaniem do ponownegk odrzucenia. I paradoksalnie to ma nam w końcu pomóc. Ma nas doprowadzić do punktu, że w końcu sami zrozumiemy to, że jesteśmy wartościowi. A nasza wartość nie jest uzależniona od akceptacji innych. Ja mogę polecić bardzo fajną książkę: Osho „Miłość, wolność, samotność”.

    AvatarMovingon
    Uczestnik
    Liczba postów: 11

    Owszem, nieustanna niemożność uzyskania potwierdzenia naszej wartości z zewnątrz i  uświadomienie sobie tego jest właśnie tym punktem

    Podobnie jak alkoholik, który w końcu może dojść do tego że picie nie rozwiąże jego problemów, my możemy przestać wierzyć w naszą iluzję

    Ja nie polecam książek, bo zbyt łatwo można wpaść w pułapkę podtrzymywania tej iluzji wyszukując czegoś zewnętrznego na czym można się oprzeć

    A jak Osho pisał w pewnej przypowiastce: po prostu puść się krawędzi

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    Mnie osobiście książki bardzo pomogły w wyjściu na prostą. Musiałam sama siebie zrozumieć. Zawsze miałam swoje zdanie i nigdy do końca nie wierzyłam w to co ktoś mi mówi. Nawet jeżeli mógłby być uznany za autorytet i nawet wtedy, gdy próbowano tłumić moją niezależność. Dlatego czytając książki, oglądając coś, słuchając kogoś, czy ogólnie napotykając na coś nowego dla mnie, staram się to poznać, przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Jeżeli coś mi odpowiada wdrażam to w swoje życie. Jeżeli jednak z czasem dochodzę do wniosku, że to się jednak nie sprawdza lub uznam, że wyciągnęłam błędne wnioski nie trzymam się uparcie tego, tylko zaczynam poszukiwać dalej. I o to chyba właśnie chodziło Osho, żeby nie trzymać się czegoś za wszelką cenę, nie bać się zmian.

    Nikt, nawet jeżeli ma szczere chęci, nie jest w stanie potwierdzić naszej wartości. Chodzi o to, żebyśmy sami poczuli naszą wartość i naszą wewnętrzną siłę, bo wtedy nie będziemy uzależnieni od innych. Jeżeli to sobie uświadomimy, żadne przeciwności losu tego nie zburzą, bo punkt odniesienia zawsze będzie wewnątrz nas samych.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.