Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Czy dążyć do utrzymywania kontaktu?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarPannaG
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Witajcie! Postanowiłam tu napisać trochę z potrzeby wyrzucenia z siebie myśli, które siedzą mi w głowie, a nie bardzo mogę przedstawić je mojej rodzinie/przyjaciołom, a trochę z chęci otrzymania jakiejś rady.

    Zaczynając od początku… W czerwcu zeszłego roku do firmy, w której pracuję dołączył chłopak – On wówczas 30 lat, ja 25. Początkowo zawiązała się między nami zwykła koleżeńska znajomość Ja choć nie jestem pierwsza do rozpoczynania znajomości, jak już kogoś poznam, staję się bardzo otwarta i lubię się śmiać, ponieważ On był też osobą z poczuciem humoru, dobrze się dogadywaliśmy, często wspólnie żartowaliśmy. Powoli nasza koleżeńska znajomość zaczynała ewaluować, zaczęliśmy dodatkowo rozmawiać wieczorami, pojawiały się w rozmowach flirty i tak w grudniu zdecydowanie wiedzieliśmy, że coś większego się między nami tworzy. Zauważały to też najbliższe nam osoby z pracy.

    W styczniu w końcu umówiliśmy się na kolację prywatnie we dwójkę, rozmawialiśmy, i w czasie rozmowy On zdradził mi swój problem – jest DDA i od jakiegoś czasu walczy z depresją. Początkowo ten skrót był mi zupełnie obcy, więc mi go wyjaśnił, powiedział, że dlatego jest taki jaki jest (według niego dziwny) i że musi sobie z tym poradzić. Po powrocie do domu oczywiście zaczęłam więcej o tym czytać, pierwszy raz również trafiłam na to forum, zrozumiałam, że ten związek może nie być łatwy, owszem, trochę było to ciężkie, choć przede wszystkim szkoda mi było Jego, dlatego stwierdziłam, że mnie to nie powstrzymuje. Uwielbiałam spędzać z Nim czas, zależało mi na nim, chciałam mu pomóc. I przede wszystkim – byłam mu wdzięczna, że mi zaufał i o tym powiedział, bo widziałam, że nie było to dla niego łatwe, a dla mnie też znaczyło dużo, zwłaszcza gdy później powiedział, że jestem zaledwie drugą osobą, która o tym wie i nawet jego rodzice nie wiedzą. Oczywiście dałam mu znać o mojej wdzięczności za szczerość oraz zapewniłam go, że nigdzie z tego powodu nie uciekam i może na mnie liczyć. Te zapewnienia o moim wsparciu, o tym, że mi na nim zależy starałam się powtarzać często, zwłaszcza gdy miał gorszy humor. Powtarzałam też, że chcę być dla Niego na każdy humor, nawet ten zły, niestety na to zwykle uzyskiwałam odpowiedź, że nie wiem o czym mówię i jak mało o nim wiem…

    Choć może nigdy jasno nie nazwaliśmy tego związku, bo On zawsze powtarzał, że musi najpierw wyzdrowieć, na co się oczywiście zgadzałam i starałam się nie naciskać (czy w pełni skutecznie nie wiem), to oboje wiedzieliśmy, że nam na sobie nawzajem zależy, troszczyliśmy się o siebie i się układało – codziennie widywaliśmy się w pracy, rozmawialiśmy wieczorami, co jakiś czas wychodziliśmy gdzieś razem.

    Potem niestety nadeszła ta nieszczęsna pandemia, w połowie marca zaczęliśmy pracować zdalnie, ja wyjechałam na kilka tygodni z Warszawy, powoli zaczęło się sypać. Owszem, cały cas rozmawialiśmy w czasie pracy, czasem wieczorami, ale zwłaszcza na Niego to zamknięcie nie wpływało dobrze, częściej pojawiały się gorsze dni. Pewnego razu zwykła rozmowa przerodziła się w stwierdzenie, że osoba taka jak On nie może mnie uszczęśliwiać (choć rzeczywiście tak było, zawsze rozmowy z nim powodowały u mnie uśmiech), że on wszystkich wokół tylko krzywdzi, a nie chce skrzywdzić mnie. Powiedział też, że według jego lekarza nie da się ocenić jego postępów czy jest lepiej czy gorzej, bo On ciągle wysysa energię z kogoś innego… Czy tak było – nie wiem, ja na pewno nie czułam się wyssana. Zawsze chciałam, aby On pobrał trochę energii ode mnie, nie odczuwałam tego jako wysysanie.

    Przez ten czas bywało lepiej, gorzej – częściej gorzej, ale gdy się czasem nie odzywał, akceptowałam to, pozostawiałam mu przestrzeń, po kilku dniach się odzywałam, kiedy czułam, że jest gorzej zapewniałam o moim wsparciu.
    W międzyczasie w pracy złożył wypowiedzenie, choć chciałam go mieć obok, wiedziałam, że nie jest z niej w pełni zadowolony, był zdania, że On przychodząc zawiódł nas, choć wcale tak nie było. Jednak wiedząc, że on się tu męczy nie odwodziłam go od tego pomysłu. W lipcu wyjechał na 2 tyg. urlopu samotnie w góry, wtedy znów dałam mu czas i przestrzeń, nie zagadywałam. Po powrocie, choć od pracy trochę odpoczął, to widziałam, że jest nadal źle, widziałam, że schudł (nie widziałam się z nim przez jakieś 2 miesiące), prawie wszystkie moje wiadomości pozostawały bez odpowiedzi, poza tymi w czasie pracy. W końcu powiedział, że jego tu już praktycznie nie ma, że jeździ teraz po rodzinie i się „żegna”, w pierwszym momencie przed moimi oczyma był najczarniejszy scenariusz, że chce ze sobą skończyć, na szczęście nie to było powodem. Powód był taki, że postanowił wyjechać na dłużej, sam, by nic go nie irytowało i by nauczył się żyć w zgodzie z samym sobą. Oczywiście bardzo tego nie chciałam, próbowałam go namówić na inną ścieżkę, ewentualnie hospitalizację, pytałam się o to czy bierze leki (niestety z nimi się nie polubił, ponieważ jak twierdził go otumaniały i nie był w stanie przy nich pracować), zapewniałam, że będę przy Nim, że może na mnie liczyć, ale niestety musiałam się pogodzić z tym, że wyjeżdża. Według jego lekarza wyjazd może pomóc w jego sytuacji.

    Więc nastało ostatnie pożegnanie, czułe, w dobrych relacjach. Zapewniłam go po raz kolejny, że może na mnie liczyć, że jeżeli będzie chciał porozmawiać, może się zawsze odezwać i że mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.

    Od tego jak się ostatnio widzieliśmy minął miesiąc, choć często chciałam z nim porozmawiać, nie odzywałam się. Przyznaję jednak, że codziennie sprawdzam czy pojawia się online, żeby mieć pewność, że żyje. I w tym miejscu pojawiają się moje pytania – czy spróbować się odezwać, nawet nie chodzi mi o rozmowę, co o przypomnienie mu, że jest ktoś kto go wspiera. Zagłębiając się w tematykę depresji zrozumiałam jak bardzo jest to ważne, a tak bardzo nie chcę, żeby siedział gdzieś w swoim zakątku Polski przekonany, że jest do niczego i że jest sam. Z drugiej strony mam obawę, że może przypomnienie o mnie wcale nie będzie tym czego potrzebuje, a nie chcę też w żaden sposób pogorszyć jego stanu. Czy macie jakieś rady – napisać czy dać mu spokój? Czy sądzicie, że ten wyjazd rzeczywiście mu pomoże? Czy jest szansa, że kiedyś wróci do dawnych kontaktów?

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 454

    Napisać nie zaszkodzi. Przynajmniej zrzucisz napięcie. Chłopak najwyraźniej przechodzi jakąś burzę emocjonalną i chce to przepracować w samotności. Jeśli ma stałego terapeutę, to ma przynajmniej jakieś wsparcie psychologiczne. Jeśli nawet to tylko psychiatra od zapisywania tabletek, to zawsze coś.

    DDA a depresja, to dwie zupełnie różne sprawy. Depresja to choroba psychiczna, z którą można sobie poradzić wspomagając się farmakologią. DDA to syndrom, zestaw pewnych cech i sposobów reagowania w życiu, to zwykle przerabia się na terapii i ew. na mityngach 12 krokowych (szkoda, że chłopak tam nie zajrzał, wyszedłby troche z izolacji) – jednak przy nieustabilizowanej depresji trudno chyba korzystac z tych form pomocy, bo człowiek zamyka się w sobie.

    Najważniejsze, żebyś  – mimo ciepłych uczuć wobec chłopaka – nie wpadła w rolę osoby „współuzależnionej”, ratowniczki, która będzie poświęcać siebie w złudnym przekonaniu, że pomaga drugiej osobie. Jeśli to faktycznie ostra depresja, to nie za wiele pomożesz.

    Możesz oddać to wszystko Bożej Opatrzności i pozwolić chłopakowi na samodzielną decyzję o wznowieniu lub nie kontaktu. A tymczasem spróbuj odciąć się od tego i żyć innymi sprawami.

    Jeśli martwisz się o jego zdrowie, możesz spróbować nawiązać kontakt z jego rodziną. Powiedz, jako koleżanka, że dawno się nie odzywał i że jesteś ciekawa co u niego.

    Wątpię jednak, żebyś była w stanie skłonić go do wznowienia relacji, jeśli podjął decyzję o jej zakończeniu. Od DDA i to w depresji, nie należy oczekiwać, że zakomunikuje Ci to w sposób dojrzały i otwarty. Raczej wybierze zachowania ucieczkowe, unikowe. Co nie zmienia postaci rzeczy.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 178

    Panno G, na początek chciałbym napisać nieco frywolnie, że sam chętnie poznałbym kogoś takiego jak Ty – pogodnego, troskliwego i tak wyczulonego na potrzeby partnera. Z drugiej strony jednak martwię się trochę o Ciebie, bo to, w jaki sposób zamartwiasz się o swojego faceta, troszkę zaczyna mi pachnieć tendencją do współuzależnienia, czyli uzależniania swoich działań od osoby, która Twoje życie będzie starała się – najczęściej nie do końca świadomie – czynić mniej szczęśliwym.

    W kwestii tego, że Twój chłopak musi „najpierw wyzdrowieć”, żeby być gotów na związek: DDA zostaje się do końca życia. Jeśli zaś ktoś wejdzie na ścieżkę osobistego rozwoju, często chętnie zostaje na niej do grobowej deski (lub parę dni dłużej 😉 ). Dla mnie więc takie tłumaczenie nie brzmi zbyt wiarygodnie. Moim prywatnym zdaniem jeśli ktoś nie jest gotów na związek dziś, za tydzień i za miesiąc – najprawdopodobniej nigdy nie będzie. Życie jest krótkie, a miłość zdarza się tak rzadko, że nie warto się z niej wymigiwać marnymi uzasadnieniami.

    Z mojego subiektywnego punktu widzenia (sądząc na podstawie ucieczki ze związku i nieuzasadnionej rezygnacji z pracy) być może masz do czynienia z mężczyzną, który niestety dąży do autosabotażu wszystkiego, co mu w życiu wyszło. A nad tym wszystkim jeszcze się czai złowrogi Lord Doktor (który jawi się albo jako niezbyt kompetentny, albo jego niektóre słowa są błędnie interpretowane).

    Co do depresji – nie zgodzę się co do tego, że należałoby ją traktować od razu jako chorobę psychiczną. Tak naprawdę leczenia farmakologicznego wymaga jedynie ciężka, kliniczna postać depresji. Do lekkiej i średniej depresji wystarczyć powinna psychoterapia. Często są też one nie przyczyną, a skutkiem ubocznym innych nierozwiązanych problemów (ponoć diagnoza „depresja” należy do najbardziej nadużywanych przez psychiatrów). Czasem też człowiek „chce mieć depresję”, bo jest to łatwiejsze wyjście z trudnej sytuacji niźli ryzykowne podejmowanie konkretnych działań.

    Tym bardziej, że z opisu (umiejętność wspólnego pośmiania się, czy spotkania z Tobą w lokalu) do sylwetki typowego, wycofanego, pozbawionego energii depresanta Twój wybranek raczej nie pasuje. Tylko niektóre zachowania ma jakieś mocno ucieczkowe. On musi znaleźć swą drogę, do niektórych rzeczy może dojrzeć, dorosnąć. A na to, czy doceni fakt, że Opatrzność postawiła mu przy jego drodze Ciebie, niestety, niewiele masz wpływu…

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avatardda93.
    AvatarPannaG
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Dzięki za odpowiedzi!

    Co do tendencji do współuzależnienia, to fakt, że mam to w swojej naturze. Zawsze byłam osobą, która martwi się o innych, która chce nieść pomoc, czy to w życiu prywatnym, czy w pracy. I owszem, jeśli nawet niekoniecznie rzeczywiście robiłam coś stricte pod Niego to na pewno czasem o tym myślałam i chciałam się „poświęcić”. Wydaje mi się, że on też mógł to widzieć (lub mógł mu to pokazać lekarz) i być może też dlatego czasem mnie do końca do siebie nie dopuszczał, wiedząc że to może mnie skrzywdzić. Czesto mi powtarzał, że chce abym była szczęśliwa i radosna i że to jest coś co sprawi, że on poczuje się lepiej.

    Co do wyzdrowienia przed wejściem w związek, fakt, że z bycia DDA nie wyzdrowieje, ale z depresji, nienawidzenia siebie, przekonania, że wszystkich krzywdzi może i chyba głównie o to chodzi. Fakt też, że kiedy się poznaliśmy On był jeszcze w poprzednim związku, więc od jego zakończenia do utworzenia się czegoś między nami nie minęło wiele czasu, więc może też pod tym kątem musiał sobie co nieco uporządkować i wyciągnąć jakieś wnioski.

    Temat lekarza – „warunkiem” tego wyjazdu było to aby pozostał z nim w stałym kontakcie online, więc mogę mieć tylko nadzieję, ze tak rzeczywiście jest i że ma chociaż od niego wsparcie. A co do kompetencji, no niestety, nie jestem w stanie tego określić, ale fakt, że po rozmowie z jedną osobą o tej sytuacji – naszym prezesem, który Jego do pracy u nas ściągnął (znają się od dłuższego czasu, ale o Jego depresji dowiedział się dopiero na zakończenie współpracy), którego żona jest psychologiem, on też miał zastrzeżenia do tych kompetencji. Namawiał też Jego na próbę kontaktu z innym lekarzem, przekazał mu kontakt od jego żony, ale z tego co wiemy z tego kontaktu nie skorzystał. Ze swoim lekarzem, z tego co mi mówił, miał więź i mu ufał, a w takim przypadku raczej nie ma co myśleć o zmianie, nawet jeżeli osoby z otoczenia to proponują.

    Nasz prezes, który zna Go dłużej mówił mi też, że w okresie gdy wcześniej współpracowali, parę lat temu, On nie miał aż takich problemów i rzeczywiście była widoczna różnica w jego zachowaniu. Te zachowania depresyjne się czasem przejawiały, choć może nie były aż tak silne, czasem zauwazalne też przez inne osoby (choć one nie wiedziały co jest ich przyczyną). Z drugiej strony On miał też zdolność ukrywania tego, mówił to też mi, że często zakłada maskę, aby ukryć przed innymi jak jest z nim źle i tą maską zwykle były żarty. Z jednej strony był to jego sposób ukrywania sie, z drugiej kiedy były to po prostu rozmowy między nami wiem, że to było szczere, kiedyś nawet mi powiedzial, że jestem jedynym powodem i przyczyną dla którego pojawia się u niego jeszcze uśmiech lub dla którego warto przyjechać rano do pracy. Dlatego też sądzę, że to zamknięcie w czasie pandemii, choć nie było oczywiście ogólną przyczyną jego stanu, to było jedną z przyczyn pogorszenia tego stanu. I tak, momentami jestem trochę zła na siebie, że wcześniej tego nie zauważyłam i nie byłam wtedy rzeczywiście przy nim fizycznie, choć druga strona mnie wie też, że to niepotrzebne obwinianie samej siebie.

    Z tych właśnie względów, że bylam dla niego wczesniej powodem do wstania i do uśmiechu pojawiają się te myśli czy teraz nie będę powodem podniesienia go na duchu, choć z drugiej strony trochę rozumiem, ze musi przepracować to sam.

    Avatar2wprzod1wtyl
    Uczestnik
    Liczba postów: 924

    Po pierwsze jak najbardziej są osoby, ktòre pozbyły się mechanizmòw dda ( ciężko mòwic o ozdrowienie , bo dda to nie choroba)

    Po drugie wątpię czy psychiatra coś komuś nakazał. Nawet psycholog niczego nie nakazuje, ale ok. może być dla kogoś sugestywny natomiast psychiatra jest lekarzem i diagnozuje chorobę a pòźniej leczy najczęściej odpowiednio dobierając leki. Wywiad z pacjentem ok. ale nie pogawędki w stylu zròb tak. Myślę, że więcej tutaj Twojej nadinterpretacji, wyobraźni nt. powodòw wyjazdu niż faktòw, że tak zalecal  psychiatra, bo jest jakąś bateria energetyczną? i tak będzie co? lepiej dla bliskich żeby z nich nie wyssał energii?

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avatar2wprzod1wtyl.
    AvatarPannaG
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    @2wprzod1wtyl nie nie, nie miałam na myśli, że to psychiatra zasugerował mu ten wyjazd czy coś nakazał, być może źle ze swojej strony dobrałam slownictwo + prawdopodobnie nadużywam określenia „lekarza”, bo choć za bardzo o szczegółach Jego terapii, leczenia nie rozmawialismy, czy widuje się z psychologiem, psychoterpeuta, psychiatrą (zwykle używał swojego zamiennika tego słowa), to zakładam, że główną terapię prowadzi z psychoterapeutą, choć pod kątem leków oczywiście musiał mieć też kontakt z psychiatrą.

    Samą wizję wyjazdu z Warszawy, choć nie dokładnie w takiej formie, On miał dużo wcześniej, ponieważ jego marzeniem było wyjechać za kilka lat na Mazury i tam zamieszkać, znaleźć inny sposób utrzymania, aby nie mieć już kontaktu z biurowcami. Być może stąd powstal ten pomysł, na pewno z jego specjalistą został przegadany, a pozostanie z nim w kontakcie było zaleceniem utrzymywania terapii, a nie stricte warunkiem.

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2498

    Panno G a co Ty czujesz w związku z jego wycofaniem i zerwaniem kontaktu?

    AvatarPannaG
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Co ja czuję? Przede wszystkim smutek, że związek z którym wiązałam jakieś nadzieje się zakończył i to dość nagle. Smutek, że „straciłam” osobę, która była od dłuższego czasu jedną z pierwszych, z którą się dzieliłam jakimiś moimi codziennymi radościami czy smutkami, choć oczywiście mam nadal swoich przyjaciół, z którymi mogę się tymi rzeczami dzielić, ale mimo wszystko dobrze było mieć też Jego.
    Natomiast ciężkie, zwłaszcza na początku, było to, że nie mogłam z całej tej historii wprost wygadać się moim przyjaciołom, bo część z nich również znała Jego, ale nawet jak nie, to fakt, że jest DDA i ma depresję jest jego sekretem, który obiecałam zachować dla siebie. Dlatego w końcu postanowiłam podzielić się nim tutaj, anonimowo, wśród osób, które na pewno to lepiej zrozumieją, w ten sposób nie czuję abym złamała dane mu słowo.

    Poza tym trochę czuję też przejęcie/strach czy sobie poradzi sam bez wsparcia bliskich, czy nie pogrąży się w tym, że nie chce mu się wstać z łóżka, ale wydaje mi się, że ostatnio chyba ten strach powoli odchodzi, zaczynam bardziej wierzyć, że da radę.

    Na pewno nie czuję do Niego złości czy wyrzutów, że tak postąpił, bo wiem, że nie chciał w ten sposób mnie zranić, a Jego myślenie działa aktualnie w zupełnie inny sposób niż moje.

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2498

    Wiesz jak czytam Ciebie to widzę siebie dwa lata temu. Dwa lata zajęło mi zrozumienie, że facet, który postąpił w bardzo podobny sposób zrobił to z własnej wygody,  egoizmu, bez względu na faktyczne powody i miał w głębokim poważaniu moje uczucia.

    I też niejako było to zrobione dla mojego dobra, bo ja jestem ok tylko on nie jest ok.

    Myślę, że w obu przypadkach dla obu mężczyzn coś było niewygodne ale dla pozostawienia dobrego wrażenia skonstruowane zostało ładne opakowanie.

    A człowiek z depresją czy syndromem dda, czy z innym problemem może pomóc sobie sam jeżeli będzie chciał. Ty już wystarczająco pomogłaś. Nadmierna chęć pomocy odbiera czasem siłę do walki o siebie a samego pomagającego może ściągnąć w dół.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 178

    Fenix, wyrażam szczery podziw dla Twojej znajomości szachrajstw męskiej psychiki 🙂 Wprawdzie sam nie utożsamiam się z opisywanym przez Ciebie schematem, ale obawiam się, że mogłaś trafić w sedno…

    Panno G, tak poczytałem to, co piszesz – i bardzo dużo piszesz „o Nim”, tak jakby ten mężczyzna, i ratowanie go, stały się dla Ciebie jedynym celem życia, obsesją. Celowo nie używam tu słowa „miłość”, gdyż nie wiem, czy naprawdę o nią tu chodzi…

    A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty? Czy Ty nie zasługujesz na to, żeby żyć swoim (a nie tylko jego) życiem? Czy jako jednostka ludzka nie masz prawa do własnych dążeń i do tego, żeby Twoje ważne potrzeby były zaspokojone? W dodatku masz dwadzieścia parę lat, za które (żeby je z powrotem mieć) niejeden czterdziestolatek dałby się pokroić. I pewnie na świecie jest trochę facetów, którzy marzyliby o tym, żeby uczynić Ciebie szczęśliwą (zamiast stawiać sztuczne bariery – co dość często robią niewyleczone DDA w związkach). W takim momencie zaczynam martwić się o Ciebie 🙂

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avatardda93.
Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.