Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Czy interweniowały u Was instytucje powołane do ochrony dzieci?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 14)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarHercredian
    Uczestnik
    Liczba postów: 45

    Ciekawi mnie, czy kiedy byliście dziećmi interweniowały u Was instytucje powołane do ochrony dzieci i w jakim stopniu ewentualna interwencja była skuteczna.

    U mnie ze 20 razy interweniowała policja, bo ojciec znęcał się nad całą rodziną, raz była założona na krótko niebieska karta. Niestety mimo tylu interwencji żaden policjant nie uznał nigdy za stosowne zawiadomić sądu opiekuńczego. Pracownicy szkoły i pediatra nic nie zauważali, chociaż było po mnie widać na kilometr, że ledwo wytrzymuję stres i boję się dorosłych. Jak miałem 12 lat, moja mama złożyła wreszcie jeden jedyny raz zawiadomienie o znęcaniu się do prokuratury, ale moje starsze, pełnoletnie siostry skorzystały z prawa do odmowy zeznań, a mnie, rzekomo dla mojego dobra, nie przesłuchano ze względu na młody wiek i tak sprawa padła.

    • Ten temat został zmodyfikowany 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez AvatarHercredian.
    • Ten temat został zmodyfikowany 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez AvatarHercredian.
    Avatarviki9
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Nie, nikt nie interweniował, niestety? Albo stety? Sama nie wiem czy to dobrze czy nie. A bardzo dużo osób problem widziało.

    AvatarHercredian
    Uczestnik
    Liczba postów: 45

    Moim zdaniem jak nikt nie interweniuje to źle, bo rodzina dysfunkcyjna jest sztywnym, zamkniętym systemem i dziecko często nie ma komu powiedzieć o swoim problemie i rozładować emocji. A jeśli dowie się np. szkoła, to zawsze nauczyciele mogą próbować odrobinę wesprzeć. Jak dowie się sąd to może kierować rodzica na terapię, ustanowić kuratora, zobowiązać rodziców do określonego zachowania, np. współpracy ze szkołą, lekarzem, terapeutą dziecka itd.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 504

    Myślę, że można zrobić rozróżnienie rodzin alkoholowych również pod kątem rodzaju panującej w nich przemocy.

    W jednych rodzinach była przemoc fizyczna wyraźnie naruszająca granice prawa karnego (bicie, znęcanie się, uszczerbki na zdrowiu) i rzucająca się w oczy otoczeniu. Tam chyba zwykle w końcu ktoś nie wytrzymywał (albo osoba krzywdzona albo ktoś jej bliski lub nawet postronny) i zawiadamiał policję czy inne organy. Skuteczność ich interwencji, to już inna sprawa.

    W innych rodzinach jednak sprawy działy się dyskretniej. Przemoc była mniej drastyczna, zwłaszcza wobec dzieci można było przed laty podciągać ją pod dopuszczalne karcenie (dostaje pasem na gołą dupę, bo się nie uczy, oberwał w twarz, bo się stawiał, itp.). Rzadko kto miał odwagę zwrócić rodzicom uwagę na takie metody wychowawcze. Nie mówiąc już o przemocy psychicznej (wyzwiska, poniżanie, zmuszanie do upokarzających zachowań), którą pewnie jeszcze dziś wielu uważa za wewnętrzne sprawy rodziny. Czy przemocy ekonomicznej, gdy pracujący alkoholik jednak przynosił kasę do domu i wydzielając ją, rządził innymi członkami rodziny. W takich domach, postrzeganych zwykle z zewnątrz jako „porządne” (domy wysokofunkcjonujących alkoholików) dzieci miały mało szans na obronę. Mogły liczyć tylko na drugiego (trzeźwego) rodzica, który jako jedyny wiedział co się dzieje. Jednak ten, jeśli godził się na ten układ, zwykle sam był współuzależniony i bezradny – a więc de facto też był nietrzeźwy.

    Jeszcze inna sferę stanowi przemoc seksualna, która pozostawia rany niewidoczne gołym okiem. Tu już w ogóle panuje zmowa milczenia i nawet drugi rodzic (zwykle matka) zwykle dopiero w jakimś akcie desperacji wyciąga sprawę poza cztery ściany. To dramat, ale do takich aktów dochodzi czasem w domach pełnych dorosłych, z których żaden nic przecież nie wiedział.

    Co do mnie, to pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, ale wysokofunkcjonującej. Mnóstwo ludzi musiało widzieć nieprawidłowości w zachowaniu mojego ojca, zarówno wobec żony, jak i dzieci, gdyż często dopuszczał się ich publicznie. Nikt jednak nigdy nie posunął się do czegoś więcej niż zwrócenie mu uwagi. Sam pamiętam jedynie jak przez mgłę nieśmiałe napomnienia ze strony jakiejś ciotki czy wujka kierowane w mojej „obronie” do ojca: „Nie musisz go tak bić”, „Nie trzeba tak na niego wrzeszczeć”. Oczywiście nie przynosiło to żadnego skutku.

    Znam też historie o wyganianiu przez alkoholika całej rodziny zimą z domu na zaśnieżoną ulicę. I tam również nikt nie interweniował.

    Avatarviki9
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Gdyby problem dotyczył tylko samego nadużywania alkoholu to sama pewnie bym to zgłosiła, większym problemem były warunki, bo 5 dzieci w jednym pokoju, mały drewniany domek? Ojciec alkoholik pracujący na czarno, mama bezrobotna? Chyba za bardzo wszyscy się bali, że to mogłoby nam tylko zaszkodzić. Chociaż każdy z nas przechodzi w dorosłym życiu traumę spowodowaną dzieciństwem to jednak można powiedzieć, że całkiem nam się udało to życie ułożyć normalnie. Kto wie jak naprawdę potoczyły by się nasze losy, gdybyśmy mieli tak rozbudowaną przeszłość, ale każda sytuacja jest inna.

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 504

    Można się zastanawiać, jak w tym kontekście oceniać szybkie i zdecydowane reakcje służb w niektórych krajach (w tym izolowanie dzieci od rodziców). Nawet, jeśli dochodzi przy tym do nadużyć czy pomyłek, to jak inaczej można szybko zabezpieczyć dziecko przed domową przemocą – nawet jeśli jeszcze nieudowodnioną.

    AvatarHercredian
    Uczestnik
    Liczba postów: 45

    Ja żałuję, że się nie poskarżyłem w szkole albo w jakimś telefonie interwencyjnym. Niestety za bardzo się bałem zemsty ze strony ojca i nie wiedziałem praktycznie nic o pieczy zastępczej czy o sądach rodzinnych. I jestem wściekły na prokuratora, który nie chciał, żebym został przesłuchany, bo ja chciałem złożyć zeznania w tej sprawie o znęcanie się. Teraz na szczęście w nowym elementarzu jest czytanka o dzieciach, które mają rodziców zastępczych i o tym, że w poprzednim domu działa im się krzywda.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 183

    Hercredian, dużo wspomnień wywołał we mnie Twój post. Ani dobrych, ani złych, po prostu kawałek historii, na który mam teraz luksus patrzeć z dystansem (zaraz pewnie ktoś będzie twierdził, że jest inaczej, że wie lepiej, że powinno być mi przykro – ale nie jest – to po prostu już tylko historia, nic więcej).

    U nas w domu kilkakrotnie interweniowała milicja (policji jeszcze wtedy nie było). Ojciec często był nerwowy lub przykry, ale nie znęcał się nad dziećmi. Zdarzała mu się przemoc fizyczna wobec matki – co najmniej raz miała podbite oko, a raz złamaną rękę (w wyniku upadku, gdy została przez niego popchnięta). Ja i brat staraliśmy się nie angażować w konflikty między rodzicami, gdyż widać było jak na dłoni, że czasem to też matka ojca prowokuje, np. jako pierwsza obrażając go słownie, kiedy mogłaby się od tego powstrzymać, czy stosując przemoc psychiczną.

    Byliśmy bici, w tyłek, ręką albo grubym skórzanym pasem – w tej kwestii rodzice byli zadziwiająco zgodni. Ale nigdy np. kablem od prodiża i nigdy w twarz. Ojciec potrafił doskonale podważać nasze poczucie wartości, mówiąc „nie nadajesz się” czy „nie dasz rady”. Matka zaś ciągle oczekiwała od nas wsparcia, wzbudzając poczucie winy i oczekując, że jej dorosłe problemy będziemy rozwiązywać za nią oraz, że zrealizujemy jej pragnienie statusu mając same czwórki i piątki w szkole (szóstek nie było).

    Ale nikt normalny nie myślał o tym, że wolałby być w rodzinie zastępczej albo domu dziecka. Zdecydowanie lepsi byli rodzice, którzy „tylko czasem” byli uciążliwi, a czasem dało się z nimi żyć.

    Też kiedyś brałem udział w jakiejś sprawie sądowej, ale odmówiłem składania zeznań. To była wojna pomiędzy moim rodzicami – nie moja. Brat zrobił tak samo.

    Kiedyś nauczycielka w pierwszej klasie szkoły podstawowej wezwała moją matkę, bo zaniepokoił ją mój „niespokojny” charakter pisma. I na tym się skończyło.

    W szkole czasem przychodziły do klas studentki i robiły nam ankiety psychologiczne. Zawsze miałem nadzieję, że coś wtedy odkryją (ale zupełnie nie wiem co, ani co wtedy powinno się stać – nie wiem, może ktoś mógłby zabrać mnie na inną planetę) i zawsze byłem rozczarowany. Uśmiecham się teraz na to wspomnienie 🙂

    To były czasy, gdy na włosku wisiała III wojna światowa. Jako dzieciak czasem marzyłem więc, że ta wojna wybuchła, dzięki czemu wszędzie będę mógł się czuć… jak w domu 😉

    Jeśli chodzi o „ochronę dzieci” dziś, myślę, że dziecko zostało wylane razem z kąpielą. Doszło do przegięcia w drugą stronę. Dziś dziecko ma prawa większe od praw dorosłego/rodzica. Tylko jakoś obowiązków nie ma żadnych. Dlatego rosną nam takie roszczeniowe, pozbawione samodyscypliny, stracone pokolenia, które zjedzą swoich rodziców zanim osiągną dojrzałość…

    Niebieska karta, zamiast chronić dzieci, staje się często narzędziem osiągania swoich celów przez jednego rodzica przeciwko drugiemu.

    Niektóre procedury zaś działają tak, że „instytucje ochrony dzieci” można byłoby czasem nazwać „instytucjami do zwalczania ojców” – gdyż to lepiej oddawałoby naturę rzeczy.

    AvatarHercredian
    Uczestnik
    Liczba postów: 45

    Ja niekoniecznie chciałbym trafić do rodziny zastępczej, ale gdybym wiedział, że po wyznaniu wszystkiego w szkole mogą mnie w takiej umieścić jeśli nadal nie będę bezpieczny, to być może wszystko bym ujawnił. Wolałbym, żeby mojego ojca odizolowano od nas przynajmniej na jakiś czas, bo przez niego nigdy nie czułem się bezpiecznie w domu i wszędzie poza nim czułem się lepiej. A gdyby pozbierać to, co robił przez 30 lat wobec mojej mamy, moich sióstr i mnie, to zasłużyłby sobie na kilka wyroków.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez AvatarHercredian.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez AvatarHercredian.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez AvatarHercredian.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 183

    Jakubek napisał:

    Można się zastanawiać, jak w tym kontekście oceniać szybkie i zdecydowane reakcje służb w niektórych krajach (w tym izolowanie dzieci od rodziców). Nawet, jeśli dochodzi przy tym do nadużyć czy pomyłek, to jak inaczej można szybko zabezpieczyć dziecko przed domową przemocą – nawet jeśli jeszcze nieudowodnioną.

    Tylko weź, proszę, pod uwagę, że to „nadużycie” lub „pomyłka”, które dla Ciebie może jest tylko statystyką, dla kogoś innego może być życiowym dramatem.

    Poza tym to też pewien absurd prawny. Jeżeli coś nie zostało udowodnione, to znaczy, że do złamania prawa nie doszło – a tu działania wobec „sprawcy” (np. odebranie dziecka) są podejmowane na zapas. To trochę tak jak skazać kogoś na śmierć na wszelki wypadek – a dopiero później sprawdzać, czy był winny.

    W „niektórych krajach” zaś taki mechanizm może być idealnym narzędziem pozyskiwania dzieci do adopcji przez pary jednopłciowe. A to już bardzo śliski grunt…

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avatardda93.
Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 14)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.