Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Czy jest ktoś samotny i zagubiony i smutny?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 41)
  • Autor
    Wpisy
  • wisienka79
    Uczestnik
    Liczba postów: 83

    witajcie. Jestem tu od kilku dni,ale obserwuję,że chyba wszyscy jesteście po terapiach,w lepszym stanie.

    Ja znów mam doła,siedzę zakopana i nie mam siły żyć. Nie mam siły nawet kubka po herbacie umyć. Jestem pełna rozpaczy i zablokowana.

    To z całego dda,ale najbardziej z ogromnej samotności. Tak bardzo tęsknię za ludźmi,a ciągle się ich boję i latami uciekam.

    I tak bardzo chcę żyć,a nie mam siły żyć…

    Chłopiec Papuśny
    Uczestnik
    Liczba postów: 3706

    Warto jest żyć dla siebie samego. Sami dla siebie jesteśmy oparciem w trudnych sprawach warto mieć koło siebie zaufane osoby, z którymi można się podzielić czy to bolączkami, czy to swoim szczęściem. Nie powinno się opierać wszystkiego na innych ludziach, bo są tylko ludźmi i mogą nas zawieść. Zacznij od prostych rzeczy, od umycia tego kubka po herbacie. Szczęście można odnaleźć w nawet bardzo małych rzeczach. Głęboki oddech i raz, dwa. Małymi krokami można wiele zdziałać. Czasem trzeba się cofnąć, wybrać inną drogę. Masz wiele możliwości. Terapia dobra rzecz, ale warunek jest jeden, że musisz działać, bo tak to nic nie wskórasz. Zauważać problemy i je naprawiać na bieżąco. Jest to możliwe i nie poddawaj się. 🙂

    radep6
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Witaj. Nie poddawaj sie jestes silniejsza niz myslisz tylko musisz w to uwiezyc. Pamietaj ze na swiecie sa ludzie kturzy pragna Ci pomoc, kturzy pragna byc przy Tobie wspierac Cie. Jedna z nich jestem ja. Pozdrawiam

    wisienka79
    Uczestnik
    Liczba postów: 83

    Dziękuję,że się odzywacie…

    Jestem po dwóch terapiach,ale nadal mam wiele bardzo silnych objawów dda i ddd. Bo były tak silnie utrwalane w moim dzieciństwie i młodości i dalszym życiu, te wszystkie potworne rzeczy z chorej rodziny. I dlatego są tak mocno we mnie i mijają bardzo powoli,małymi kroczkami. Terapie dużo pomogły. Ale nadal w wielu rzeczach jest bardzo źle i bardzo ciężko. Stąd ten stan zupełnego załamania i izolacji i uśpienia.

    Mam pustkę i bałagan w głowie i nie wiem,co pisać i co myśleć… A fizycznie i psychicznie jestem tak opadnięta z sił i nawet nie jestem w stanie zrobić tego głębokiego oddechu,by iść umyć ten kubek. Chociaż usmiechnęłabym się do Was i do samej siebie,gdybym w końcu go umyła.

    radep6
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Hej. Samo to ze piszesz o tym co sie z Toba dzieje jest krokiem  ktorego Ci potrzeba. 🙂👍pozdrawiam

    Chłopiec Papuśny
    Uczestnik
    Liczba postów: 3706

    Rodziców i rodziny nie zmienisz. Zostaje tylko pogodzenie się z tym i akceptacja. Przeszłości też nie zmienisz, a to rodzi tylko frustrację. Sam mam z tym nie lada problem, z wracaniem do przeszłości i analizowaniem. Z drugiej strony wiem, że to nic nie da i nie zmieni.

    Fenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    Witaj Wisienko 🙂 Na wstępie chcę Ci pogratulować odwagi. Przełamanie się i powiedzenie komuś o swoich problemach, to duży krok do przodu. Dlaczego boisz się ludzi?

    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 842

    Jestem dokładnie w takim stanie jak piszesz.

    Gdzieś kiedyś pojawiło się zastrzeżenie, że w trakcie zdrowienia/terapii nie należy niczego zmieniać w życiu, np. wchodzić w nową bliską relację a nawet kupować nowego samochodu.

    W relację nie udało mi się wejść, chociaż zwalczam obsesję dotyczącą jednej kobiety.

    Kupiłem natomiast nowe auto. I co? Nic. Nie potrafię się nim cieszyć. Chciałbym gdzieś pojechać z ukochaną osobą, której jednak przy mnie nie ma. K uwielbiała samochody i z chęcią by gdzieś pojechała, żeby wypróbować to auto, ale jej już nie ma w moim życiu. Chociaż przyjaciółka doradza mi, żebym odnowił znajomość z K. Nie wiem jednak, jaką rolę ja miałbym dziś pełnić w jej życiu.

    Jeżdżę więc tym autem i kiedy patrzę na puste siedzenie pasażera czuję ból.

    Z nowych uczuć pojawił się tylko lęk, że mi to auto ukradną.

    Zmusiłem się jednak dziś do wysprzątania mieszkania, pranie, odkurzanie, mycie kubków:). Muszę powiedzieć, że trochę pomogło, jakby oczyszczenie przestrzeni, czyściło nieco umysł.

    Przyszłość jest niepewna. Trzeba żyć. Absens carens.

     

    Fenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2551

    Jakubek wybacz ale czegoś nie rozumiem.

    Z jednej strony piszesz o obsesji dotyczącej jednej kobiety a z drugiej strony wspominasz K.

    Brzmisz trochę tak jakbyś stał na rozdrożu i bał się ruszyć dalej w nieznane. Może warto wreszcie zamknąć przeszłość razem z K.

    Czy dobrze czułeś się w tym związku? Czy byłeś w nim bardziej ze strachu przed samotnością?

    Przerabiałam powrót do byłego partnera, to rzadko kiedy się sprawdza. Zwłaszcza w długoletnich związkach pozostają rysy, które wcześniej czy później dają o sobie znać.

    Uważam, że bycie w terapii nie oznacza zamknięcia się w szczelnej bańce. Może faktycznie nie należy wprowadzać radykalnych zmian ale uciekanie przed życiem, przed ludźmi, to też nie jest dobry pomysł. Tylko w ten sposób można konfrontować się z realnym życiem, sprawdzać jakie zrobiliśmy postępy. Uważam, że ciągle uciekając możemy jedynie przeoczyć coś cennego.

    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 842

    Raczej nie byłem z K ze strachu przed samotnością. Chociaż nie jestem już pewien, z jakich  powodów ona była ze mną. Dla mnie K była fascynująco inna niż kobiety, które poznałem przed nią. Z czasem ta inność (nasza wzajemna) faktycznie stała się przeszkodą dla bycia razem. Zabrakło nam siły i mądrości na jej pokonanie. Co do zauroczenia kilkoma kobietami na raz, to temat nie na ten wątek – ale  może w moim własnym „Knocking…” coś napiszę, bo też ostatnio zaczynam rozumieć swój chory ddaowski bagaż w tych sprawach.</p>

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 41)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.