Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › czy myślicie o samobójstwie?
-
AutorWpisy
-
fafaq zapisz:
” Często zastanawiam się dlaczego Bóg nie zabrał mnie do siebie tej pierwszej doby po moich narodzinach, kiedy to właśnie wahał się mój los, przeżyję lub nie. Nie rozumiem tego, jaki Bóg miał w tym cel i jaki to ma sens, że jednak zostawił mnie na tym świecie. Mam do Niego żal o to, że pozwolił na to, żebym doświadczyła w życiu tych wszystkich przykrych rzeczy i samotności…..
Teraz też się zastanawiam nad tym, czy Bóg nie widzi tego jak bardzo cierpię, że już nie mam siły walczyć z demonami, walczyć o kolejny dzień, walczyć o to żeby wstać z łóżka…..”
fafaq, masz prawo czuć do Boga wszystko to, co poczujesz. Masz prawo się buntować. Czuć złość, żal. Powiedz Mu o tym wszystkim:) 😉
A tak poza tym….Dobrze byłoby pójść do lekarza..Patrz- nawet ja-zbuntowana na nich, chodzę:P 😛
Trzymaj się fafaq, wiem, jak to jest, tak się czuć.:kiss: :kiss: :kiss:Odnoszę się do postu Felicji.
"i w tym momencie najlepszy jest własnie On, bo umarł po to zeby wejść w nasze "śmierci" a nie musiał, a chcial."
Racja, ale jeśli ktoś jest chory na depresję, a na to wygląda u fafaq, to to nie wystarczy, tak jak np. przy zapaleniu płuc konieczny jest antybiotyk." Kiedyś gdzies przeczytałam szokujące zdanie, że Bóg kocha nas wszystkich tak samo, że nawet Jana Pawła II kocha tak samo jak Hitlera, bo wszyscy są jego dziećmi."
Dlaczego szokujące. Nie rozumiem, jak mogłoby być inaczej. Pan Bóg nie kocha człowieka za jego zasługi, tylko dlatego, że jest. A w tej kwestii Hitler i Jan Paweł II się nie różnią. Co oczywiście nie oznacza, że Pan Bóg popierał Hitlera, żeby ktoś jakichś głupot z tego nie wyczytał….Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę i kocha go tak samo, niezależnie od tego, co człowiek w swej wolności wybierze."Fafaq błagam, nie dyskutuj z tym, że Ciebie kocha mniej:)’
Ale ona ma prawo tak czuć i mieć z tym problem. Lepiej Mu o tym powiedzieć, niż to tłumić."Nie wiem czy znałaś kogokolwiek kto popełnił samobójstwo, bo ja dobrze znałam trzy osoby, które sa już na tamtym świecie i to zrobiły i kilku niedoszłych samobójców.problemy, ale wiesz co otrzeźwiło mnie?? otóż brat mojej koleżanki, narobił sobie takich problemów, ze popadł w alkoholizm, ma 3 miliony euro długu choć miał świetny biznes, ale pienidz stał się dla niego bogiem w pewnym momencie, na dodatek on ma słabośc do kobiet i ma 5 dzieciaków z 5 różnymi kobietami i…………………on nie zamierza sie zabić!!!!! "
Bez sensu. Problemów się nie porównuje, ani nie wartościuje. Nigdy nie wiesz, co jest w sercu drugiego człowieka, nawet jeśli z pozoru nie ma problemów. Nie dyskutuje się z tym, co ktoś czuje, bo to po prostu jest i każdy ma prawo do uczuć. A jeśli ktoś choruje na depresję to już jest zupełnie inna bajka. Ktoś chory na depresję może popełnić samobójstwo chociażby w swoim miesiącu miodowym, kiedy powinien być to jeden z najlepszych momentów jego życia. I co, i nic…
Ale żeby nie było…SAMOBÓJSTWO JEST ZLYM ROZWIAZANIEM!!! I dla samego samobójcy i dla najbliższych. Ale wydaje mi się, że żeby pomóc komuś z takimi myślami, najpierw należy tego kogoś razem z nimi zaakceptować…I wspólnie szukać rozwiązań, które zawsze są, a których taka osoba nie widzi…Natomiast, tak jak napisałam- całkiem bez sensu jak dla mnie jest sposób myślenia typu – a tamten to ma tak i tak źle,a nie chce się zabić. Ale to tylko moje zdanie oczywiście:huh:fork zapisz:
„Wypaliłem się. Szukam zrozumienia wśród wirtualnych ludzi. Przeraża mnie to. Nic nie warty substytut. Czasem w ciągu dnia mam przebłyski, potrafię się śmiać, zdarza się że nawet szczerze. Ale wieczorami. Wieczorami, gdy nie zmęczę się wystarczająco żeby szybko zasnąć, pogrążam się. Rdzewieję smutkiem i rozczarowaniem. To nie tak miało wyglądać. Nie tak miało wyglądać moje życie. Siły na zmiany brak. Chęci dążą do zera. Mam dość. Nie potrzebuję żadnych filmików, o tym że warto żyć. Ani że kocha mnie niewidzialny pan w chmurach. Po prostu chciałem z siebie wyrzygać swoją frustrację i rozczarowanie. To wyznanie nie znaczyło nic. I wcale nie czuję się lepiej.”
Witaj forku:)
Masz prawo potrzebować wysłuchania i zrozumienia, a nie słuchania pouczeń i rad;) A np. ja akurat brak sił, o którym pisałeś, bardzo dobrze rozumiem;)fork zapisz:
„To wyznanie nie znaczyło nic.”Odtrącasz w ten sposób to co w Tobie delikatne, wrażliwe. Tą cząstkę siebie, która cierpi i dopomina się pomocy i bardzo jej potrzebuje. Może warto pomyśleć o ośrodku interwencji kryzysowej.
fork zapisz:
„Wypaliłem się. Szukam zrozumienia wśród wirtualnych ludzi. Przeraża mnie to. Nic nie warty substytut. ”Realni czy wirtualni, nie ma znaczenia. Zrozumieć możesz, wydrapując pazurami w swoich emocjach.
Przyglądam się tej dyskusji, od jakiegoś czasu… hmmm nie chcę nikogo pouczać, wymądrzać się… chcę się podzielić i pokazać, że da się wyjść z tej "czarnej dupy" jaką depresja, a co za tym idzie myśli samobójcze…
u mnie zaczęło się od "drastycznego" wejścia w życie dorosłe… świat mój w jednym 2006 roku runął… dziś wiem…. ze tak musiało się stać, bo tak naprawdę ”mojego" świata tak naprawdę nie było…
trzy lata miałam depresję, nie myłam się tygodniami, siedziałam i bujałam się w fotelu, darłam się, płakałam, krzyczałam, spałam…. nie mogłam w nocy spać… a jak usnęłam i rano się obudziłam… byłam wściekła, że żyję… Pytałam Boga: nie DARLAM się na Niego Dlaczego mnie nie zabrałeś, Dlaczego nie dasz mi choroby śmiertelnej- tyle ludzi szczęśliwych ciężko chorych…. Bolało mnie życie, tak strasznie bolało… ale co niedzielę, czasem w piątek, czasem w środę wywlekałam się z domu do Kościoła… i tam płakałam … i modliłam się do Niego o siły ( bo jedna część mojej osobowości wiedziała, że MUSZĘ żyć mam DZIECI dla których jestem wszytskim….
hmmm chyba Bóg wysłuchał mnie… trafiłam tuuu… później na terapię… hmmm dziś… nie mam już myśli samobójczych, dziś mam swoje życie, które od nowa zbudowałam … dziś inaczej podchodzę do wielu spraw, iii cieszę się z każdego dnia, czy jest deszcz, czy słońce… chodzę dalej do Kościoła w niedzielę i Dziękuję Bogu za to że dostałam tę szansę, którą potrafiłam jakoś wykorzystać, że tak nisko upadłam, że podniosłam się ale już inna…wiem, że gdybym nie miała depresjii, nerwów, bólu wielu spraw bym nie zrozumiała…Trzymajcie sie i życzę dużo siły
🙂
Jestescie wspaniali….. Tyle pięknych słów wyoranych życiem… Nie umiala bym lepiej tego ująć… Popieram wszystko….
Wirtualni ludzie?
Widzisz, kiedy tu trafilam stanelam na nogi…. kiedy zabraklo osob w realu ktore by mnie zrozumialy….. tu znalazlam swoje drugie ja. Tu zrozumiana – rozkurczu serca dostalam wreszcie i spojrzalam na swoje zycie z dystansu.
Nie jestem wirtualna, choc tylko widzisz tylnią częśc klawiszy w mojej klawiaturze 😉Anonim
21 lipca 2012 o 00:52Liczba postów: 20551Bravo Aguś popieram
Pati zgadzam się z tobą.Nie wierze w słowa bo inni maja gorzej, czy przecież jesteś taki młody, masz całe życie przed sobą. Zawsze warto żyć. To slogany. A jeszcze jak ktoś wierzy w Boga?? przecież będzie raj, wiec warto tam czym szybciej iść. ja sobie mówiłem ze przecierpi trochę w czyśćcu a potem będzie raj. Religa nie pomagała mi powstać. Ale moja wiara tak jak ja była skrzywiona.
Gdy miałem 14 lat pierwszy raz zapragnąłem nie żyć. Nie rozumiałem co mi siostra robiła ale czułem ze to było złe ( molestowąła mnie).
Nikt nie widział albo nie chciał widzieć co się z mną dzieje. A ja byłem z tym sam. Kompletnie sam.
W końcu alkohol wygrał. Przegnał myśli samobójcze ale jednocześnie oddalał mnie od ludzi. Potem weszły inne uzależnienia. W końcu nie wystarczyły. Myśli wracały a samotność potęgowała. Ileż można było to zapijać??
Nie wytrzymałem. Wziąłem wolne od życia. Oddałem się w pełni nałogom rezygnując ze wszystkiego, nawet wymarzonych studiów. Kiedy mówiłem ze mi złe słysząłem ze co ja pieprze n, nogi , ręce mam wiec nie mam co narzekać.
czułem się coraz bardziej samotny i niezrozumiały.Próbowałem się ratować. A zepchnąłem się w otchłań rozpaczy. zacząłem grzebać w molestowaniu. Sumując swoje problemy z kobietami, statystyki, fakt bycia molestowanym wyszło mi że ja muszę zostać pedofilem. znienawidziłem siebie. Obiecałem sobie ze się prędzej zabije niż skrzywdzę jakieś dziecko. Bylem tak wystraszony i zdesperowany ze nawet próbowałem się wykastrować.
Chciałem zatłuc sąsiada ze akurat wtedy mus ie nowa wiertarka popsuła. I ze w ogóle był w domu.Potem było tylko gorzej. Jazda za jazdą. Poznałem każdy centymetr mostu w swoim mieście i Sląsko- dąbrowskiego w warszawie. Ustaliłem już z której strony skocze, że na główkę, że na filar by przytomność stracić, nawet porę o której mam największe szanse że nikt mnie nie odratuje.
Czekałem tylko na sygnał ze coś mi powie ze to już pora. Stawałem dziesiątki razy i zastanawiałem się czy czas. Jednocześnie szukałem cudu, Graala który mnie uleczy. Poznałem przez net dziewczynę.
Tuż przed wyjazdem okazało się ( powiedziała mi ) ze jest prostytutką i że ma sponsora. Nic mnie nie było wstanie zniechęcić. Jechałem do niej po cud. A dostałem piekło.
Mam małego penisa. Gdy go zobaczyła śmiała się kilkanaście minut. Nigdy nie przeżyłem większego koszmaru. Nie da się tego opisać co czułem. Oczywiście winę widziałem w sobie. Znienawidziłem się jeszcze raz. Po 5 dniach pojechaliśmy do znajomego. tam doszło do kłótni. Otrzeźwiałem w 5 minut. Potem wyszedłem w szoku. Ocknąłem się 20 km dalej nie wiedząc jak tam się znalazłem. Wykrzyczała mi wszystko łącznie z moim penisem, tym ze nie udało mi się z nią spełnić jako facet… koszmar.Po powrocie do domu wszystko mi było jedno. tydzień jeszcze o nią powalczyłem. Po tym wszystkim błagałem ja o druga szanse. W końcu zerwała kontakt. Załamałem się. Jadłem tylko to co matka mi po kryjomu przed ojcem przemyciła do pokoju. Nie pracowałem. chciałem nie żyć ale nie miałem sił iść na most. Nie wychodziłem z domu. Nie piłem, nie grałem nawet się nie masturbowałem. nawet moje nałogi z tym stanem przegrały.
Potem przyszedł impuls. Kolega zaoferował prace. Poprosiłem koleżanka znalazła mi psychologa w OIK. zadzwoniłem, umówiłem się pojechałem.
Byłem zniszczony psychicznie i fizycznie. Musiałem brać zastrzyki z witaminy b12 bo miałem początki anemii.
Pilem codziennie. chodząc na Bug i myśląc o śmierci. Nie zliczę ile razy dzwoniłem na numery alarmowe i obcym ludziom płakałem do słuchawki. PO pijaku rzecz jasna. A potem to samo. Moja psycholog poddała się. Chciała się mnie tylko pozbyć.
Piłem mocniej, częściej więcej… I to uratowało mi życie. Alkoholizm niszczy. Moje nałogi pieprznęły mnie o dno prędzej niż ja siebie o ten filar mostu.
Od dwóch lat walczę o siebie i swoje życie. Ale dopiero może od miesiąca wieże że warto.
Nie wiem skąd zawsze w kryzysowej chwili albo coś mnie ratowało albo ja tchórzyłem.Chciałbym wam dać tu jakąś receptę jak uwierzyć że warto. ale nie ma. Wiem ze mimo wszystko ja walczyłem o siebie. Wy też walczycie bo tu piszecie o tym.
Gdyby mnie w domu przytulano nie czuł bym tego wspaniałego uczucia dwa dni temu gdy pierwszy raz poprosiłem swoją koleżankę i się do niej przytuliłem.
I takich pierwszych razów jest wiele u mnie.Jest cholernie ciężko. Padam. dziś rano znów złamałem celibat w uzależnieniu od seksu. znów nie wytrzymałem. Ale żyje, walczę.
Nie wiem czy komuś to pomoże. Weście z mojej historii ile możecie. Bierzcie od każdego kto wam daje to co dla was jest dobre.
Paradoks. By chronić się przed staniem się potworem chciałem się zabić. A wystarczyło stać się człowiekiem. 🙂
Ja nie wiem co mam robić w wielu sytuacjach. Dlatego próbuje. Najczęściej się rozczarowuje. Ale są sytuacja e w których już nauczyłem sobie radzić.
Próbujcie. Nie macie nic do stracenia. Smierć sama może was znaleźćW środę byłem na pogrzebie bratanka ojca. 16 lat i wypadek zabrał go z tego świata. 6 lat go nie widziałem. uświadomiłem sobie jak daleko jestem od rodziny.
Już go nie poznam. a nic złego mi nie zrobił. Odwróciłem się do całej rodzi. By nie brać udziału w tych kłótniach. dziś byłem u swojego chrzestnego. I u dziadków. To może straszne ale to jest właśnie ten czas gdy warto odnowić kontakty z rodziną.
Dwa tygodnie wcześniej po śmierci swego ojca koleżanka przysłała mi " spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Byłem na nią zły. Przecież ja się ze swoim ojcem nie pogodzę.To nie z nim miałem się pogodzić. Ale z dalszą rodziną.
Wiecie śmierć zmienia wszytko. Możemy mieć setki ludzi wokół siebie. Ale śmierć każdego z nich coś w nas zmieni.
Pamiętajcie. że zabijając siebie. zabijacie też cząstkę waszych bliskich, ludzi którym na was zależy. Patrzyłem na swoja skłóconą rodzinę na pogrzebie Adama. I jednego jestem pewny. każdego zn ich zabolała.
Ja dziś chce żyć, cieszyć się życiem. I o to walczę. Os woje szczęście. Bo na nie zasługuje jak każdy.
Nie poddawajcie się.
Brawo!!!I tak trzymać!!!
Podobno Bóg nie daje nikomu takiego ciężaru, którego ten ktoś nie byłby w stanie unieść..A co nas nie zabije,to wzmocni i wierzę,że jest to prawda.Anonim
21 lipca 2012 o 03:42Liczba postów: 20551Chciałam bardzo Wam podziękować, za Wasze słowa. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy, jak widzę, że są ludzie którzy mnie rozumieją, rozumieją mój ból i to co przeżywam i nie mówią mi pustych słów "weź nie przesadzaj, masz problemy z dupy wyjęte i weź się w garść."
Ja wiem, że się nie zabiję, nie miałabym na tyle odwagi i nie potrafiłabym zrobić tego mojej mamie, wiem że wtedy pękło by jej serce, dlatego nadal żyję, żyję dla niej. Tylko najgorsze są po prostu te momenty kiedy przychodzą demony pobroić sobie w mojej głowie i tworzą te myśli, które bardzo wykańczają mnie psychicznie. Zresztą to też jest dla mnie nie zrozumiałe, że skoro ja wiem, że nie odważyłabym się na ten krok żeby się zabić, to dlaczego co jakiś czas te myśli powracaja do mnie, nie dając mi spokoju raz na zawsze.
Chodzę na terapię grupową, na której też nie jest mi łatwo się otorzyć i zaufać tym ludziom. Teraz mam przerwę wakacyjną miesiąc czasu, może i to wpływa też na mnie i na moją psychikę negatywnie. Myślałam, że dam radę sama, ale jednak będę musiała poprosić o pomoc moją terapeutkę.
Po przeczytaniu waszych wypowiedzi, na pewno wiele rzeczy sobie przemyślę.Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.