Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › czy myślicie o samobójstwie?
-
AutorWpisy
-
Anonim
23 lipca 2012 o 17:27Liczba postów: 20551Patrycja2 zapisz:
„Odnoszę się do postu Felicji.
"i w tym momencie najlepszy jest własnie On, bo umarł po to zeby wejść w nasze "śmierci" a nie musiał, a chcial."
Racja, ale jeśli ktoś jest chory na depresję, a na to wygląda u fafaq, to to nie wystarczy, tak jak np. przy zapaleniu płuc konieczny jest antybiotyk." Kiedyś gdzies przeczytałam szokujące zdanie, że Bóg kocha nas wszystkich tak samo, że nawet Jana Pawła II kocha tak samo jak Hitlera, bo wszyscy są jego dziećmi."
Dlaczego szokujące. Nie rozumiem, jak mogłoby być inaczej. Pan Bóg nie kocha człowieka za jego zasługi, tylko dlatego, że jest. A w tej kwestii Hitler i Jan Paweł II się nie różnią. Co oczywiście nie oznacza, że Pan Bóg popierał Hitlera, żeby ktoś jakichś głupot z tego nie wyczytał….Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę i kocha go tak samo, niezależnie od tego, co człowiek w swej wolności wybierze."Fafaq błagam, nie dyskutuj z tym, że Ciebie kocha mniej:)’
Ale ona ma prawo tak czuć i mieć z tym problem. Lepiej Mu o tym powiedzieć, niż to tłumić."Nie wiem czy znałaś kogokolwiek kto popełnił samobójstwo, bo ja dobrze znałam trzy osoby, które sa już na tamtym świecie i to zrobiły i kilku niedoszłych samobójców.problemy, ale wiesz co otrzeźwiło mnie?? otóż brat mojej koleżanki, narobił sobie takich problemów, ze popadł w alkoholizm, ma 3 miliony euro długu choć miał świetny biznes, ale pienidz stał się dla niego bogiem w pewnym momencie, na dodatek on ma słabośc do kobiet i ma 5 dzieciaków z 5 różnymi kobietami i…………………on nie zamierza sie zabić!!!!! "
Bez sensu. Problemów się nie porównuje, ani nie wartościuje. Nigdy nie wiesz, co jest w sercu drugiego człowieka, nawet jeśli z pozoru nie ma problemów. Nie dyskutuje się z tym, co ktoś czuje, bo to po prostu jest i każdy ma prawo do uczuć. A jeśli ktoś choruje na depresję to już jest zupełnie inna bajka. Ktoś chory na depresję może popełnić samobójstwo chociażby w swoim miesiącu miodowym, kiedy powinien być to jeden z najlepszych momentów jego życia. I co, i nic…
Ale żeby nie było…SAMOBÓJSTWO JEST ZLYM ROZWIAZANIEM!!! I dla samego samobójcy i dla najbliższych. Ale wydaje mi się, że żeby pomóc komuś z takimi myślami, najpierw należy tego kogoś razem z nimi zaakceptować…I wspólnie szukać rozwiązań, które zawsze są, a których taka osoba nie widzi…Natomiast, tak jak napisałam- całkiem bez sensu jak dla mnie jest sposób myślenia typu – a tamten to ma tak i tak źle,a nie chce się zabić. Ale to tylko moje zdanie oczywiście:huh:”Już wcześniej chciałam się odnieść do tego postu, ale wolałam poczekać żeby wyszło mniej emocjonalnie:P
Bo zastanawiałam się na ile rzeczywiście ja napisałam z "błędami" mojego posta, a na ile Ty zrozumiałaś go tak jak chciałaś. Choć nie powiem kilka dopowiedzeń jest jak najbardziej na miejscu. Tyle, że ja pisze tak długie elaboraty, że darowałam sobie dokładne rozwijanie moich myśli:) Z resztą wychodzę z załozenia, ze ja wiem co chcę powiedzieć, a i tak każdy odbierzeto tak jak chce i ja na to wpływu nie mam.
Daruję sobie dokładnie cytowanie poszczególnych zdań, bo nadal tego nie opanowałam, po prostu będe jechała kolejno od góry.
Jasne, ze potrzebny jest "antybiotyk" ja w ogóle tego nie neguję. Sama przechodziłam podobny okres czyli może będzie pomoc z góry i się obejdzie bez leków, ale to jest guzik prawda. Po to są lekarze i tacy tam, żeby leczyć ciało kiedy jest taka potrzeba. Coś jak w tym opowiadaniu on powodzi, może je znasz. Facetowi zalewało dom modlił się żeby Bóg mu pomógł, po jakimś czasie podpłynęła motorówka i chcieli go zabrać, a on na to, że on nie chce, bo Bóg mu pomoże. Woda podeszła wyzej i znów to samo i odpowiedź była ta sama. Na końcu facet już siedział na kominie bo chata zalana, nadleciał helikopter a on znów to samo-że Bóg mu pomoże. Utopił się. Po śmierci ląduje przed Bogiem i pyta-dlaczego mi nie pomogłes jak Cię prosiłem? A Bóg mu na to: jak nie? przecież wysłałem ci dwie motorówki i helikopter……………….:)
Jasne, dzieją się czasami spektakularne cuda, ale tak naprawdę baaaardzo rzadko i uważam, ze o czymś to świadczy. Zauważ, że wystarczy dac dzieciakom klocki do zabawy i one same coś z tego zbudują, o ile się dogadają i wcale nie potrzebują ingerencji dorosłego budowniczego żeby coś wybudować, najwyżej koślawo sobie pomogą:) I myślę, ze my jesteśmy jak te dzieciaki, dostaliśmy klocki, nie zawsze wiemy jak coś zbudować, ale często "dzieciak" obok wie i trzeba skorzystać z pomocy:)
Swoją drogą szkoda, ze w Kościele są jakby pewne sprawy nieomawiane, albo bardzo rzadko wyciągane. Bo być może byłoby zupelnie inaczej i tyle osób nie męczyłoby się aż tak wewnętrznie. Bo rzadko są wyciągane fakty z życia pewnych świętych. Sama się nimi długo interesowałam i powiem tylko tyle, ze warto sięgać po to co oni sami napisali o swoim życiu, bo można się zdziwić, jacy oni potrafili być nieidealni, co nie przeszkodziło im w świętości i sami często się męczyli, bo długo nie potrafili przyjąć tej miłości Boga, bo też im się wydawało, ze są nie tacy albo tego nie warci, bo nawalają w wielu kwestiach.
Co do chorób psychicznych i to dosłownie, nawet nie do depresji, to ciekawym przykładem jest ojciec św. Teresy od Dzieciątka Jezus. ona jest bardzo znaną świętą i Doktorem Kościoła. Ona sama miała epizod depresyjny, bo zmarła jej matka kiedy była małą dziewczynką. Poza tym jej ojciec pod koniec zycia cierpiał na chorobę psychiczną i…………wiem, ze w tej chwili jej rodzice są jako małżeństwo beatyfikowani 🙂 Szkoda, ze to wszystko jest tak rzadko podkreślane.
Z resztą wezmę jakiś polski czytelny przykład. Ksiądz Popiełuszko będzie dobry pod pewnym względem, bo wiadomo, ze nikt nie kwestionuje dlaczego jest wynoszony na ołatrze, a tak naprawdę znalazły się takie osoby. Przyszła jakaś kobita do komisji, która zbierała materiały na proces beatyfikacyjny o nim i powiedział, ze on nie może być świętym, bo on bardzo dużo papierosów palił i nawet ludzie mu czasami jakiś wagon do konfesjonału podrzucili, bo wiadomo komuna była i ciężko było pewne rzeczy zdobyć. No jasne i dlatego mieli nie zrobić świetego, bo on papierochy palił
:laugh:
To jest Patrycja właśnie nasze ludzkie postrzeganie świętości i "takości" :):):) ehhhh dobrze, ze pojęcie Boga jest inne:)
I mi chodziło o to, że On znami jest i w naszym DDA i w naszej depresji i w naszym szaleństwie i wszedzie, tylko my myślimy, ze nie, bo nie czujemy tego, tylko, że Bóg to nie kiełbasa i nie musimy go czuć, ale wiem jak trudno jest czasami w to wierzyć….Chodzi chyba o wierność tej wierze, bo kilku wielkich świętyh miało taki stan, który nie pamiętam jak się dokładnie nazyw, ale chyba "noc ducha" i to polega na tym, że…………nie czuli Boga, że notorycznie szarpały nimi wątpliwości co do Jego istnienia w ogóle!!! Przecież to nawet było głośne i roztrząsane w mediach przez tych nic nie kumających nieuków, którzy się dziwili jak to możliwe, ze Matka Teresa z Kalkuty cierpiała na coś takiego 30 czy 40 latczy jakoś tak, nie pamiętam, ale strasznie długo. A i tak robiła to co robiła, trwała wiernie, a ponoć człowiek myśli,ze jest wariatem skoro poświęca życie dla Kogoś kto być może nawet nie istnieje. To dopiero musi być cierpienie:) Liczyła się najwyraźniej jej wiernośc i ja tez wiem, ze to jest najtrudniejsze, szczególnie jesli nic się nie czuje, albo są wielkie cierpienia……….
Nam jest chyba dodatkowo trudno, bo pierwszym obrazem Boga w oczach człowieka jest ojciec i chyba dlatego jest tak trudno przyjąc to, że Bóg OJCIEC kocha nas naprawdę, a nie że nas karze albo nas nienawidzi i dlatego mamy takie wydarzenia a nie inne i cierpienia. Ja odkryłam to uczuciach, sie zastanawiałam dlaczego napadają mnie dziwne uczucia w Kościele i zaczęłam kilka lat temu rozgryzać co to i okazało się, ze……………takie same mam przy swoim ojcu…….później rozmawiałm na ten temat z mądrym ksiedzem, on mi powiedział, ze dobrzeto rozgryzłam i że moim zadaniem jest wiernie trwać nawet jesli szaleją mi uczucia, bo one nie sa związane wcale z Bogiem bo on kocha mnie naprawdę, tylko z ojcem i jego koślawa miłością. Mnie się czasami do dzisiaj słabo robi jak ktoś mówi, ze Bóg OJCIEC mnie kocha:) hehe;) Dostaliśmy własnie najczęściej przez naszych ojców dodatkowe zadanie-do trwania i wiary w Jego miłosć pomimo tych wszystkich uczuć…….No właśnie Patrycjo mnie tamto zdanie o Hitlerze zszokowało, bo mnie się wydawało, że jego być moze Bóg kocha bardziej nawet niż mnie. Jak widzisz szok czasami bywa uzasadniony:)
Dobra koniec bo wyszło jak zwykle:):P
A źle napisałam z tym Hitlerem, źle to ujęłam. Chodzi mi o to, że to było dla mnie jasne, ze Bóg bardzo kocha Jana Pawła II,bo on "był grzeczny" ale w pale mi się nie chciało pomieścić, że kocha tak samo Hitlera, bo przecież on był "niegrzeczny" co nie oznacz, ze Bóg miał cokolwiek wspólnego z tym co Hitler narobił, bo to byłaby błędna interpretacja. Chodzi o sam fakt kochania. Rozumiesz Patrycja? Mnie się wydawało, ze Bóg mnie nie kocha, bo ja jestem "niegrzeczna" bo ojcu nic nigdy nie pasowało czy byłam grzeczna czy nie (w jego często chorym pojęciu oczywiście) Czułam się jakby poz nawiasem, w oczach Boga oczywiście też zawsze "nie taka" bo taka się czułam zawsze w oczach mojego ojca.
Tak naprawdę ja nie oceniam w żaden sposób od tamtej pory-od kiedy uświadomiłam sobie co tak naprawdę targa mną w Kosciele-żadnej osoby, która nie wierzy, ma żal do Boga, albo wypięła dupsko na wszystko co z Bogiem i Kościołem związane. Nie oceniam i już, bo uważam, że nawet podświadomie ten Bóg jest utożsamiany właśnie u każdego z ojcem, czy sobie człowiek z tego zdaje sprawę czy nie.
Swoją drogą, jakże trudno jest znaleść właściwego OJCA dla swoich dzieci, zeby ona Boga i innych autorytetów albo się nie bały albo z nimi ciagle nie walczyły, albo dupy na nich nie wypinali……..Bo to uderzające, ze często w pismach wielkich świętych jest napisane, ze na nich największe wrazenie robił ojciec na kolanach. To dziwne wcale nie matka, bo u matki jest to jakby naturalne, natomiast ten ojciec ten domowy "wszechmogący" na kolanach to był dopiero dla nich widok. Z resztą co tu daleko szukac-Jan Paweł II został wychowany właściwie tylko przez ojca, bo mama mu w dzieciństwie przecież zmarła………..szkoda, ze niewielu mężczyzn wie jaką mają wspaniałą rolę do spełnienia i jak bardzo powinni uważać w jaki sposób wykorzystują i pokazują to, że są "wszechmogącymi" bardzo długo w oczach swoich dzieci………………Dlatego dla mnie jest takie rażące nadużywanie przez mężczyzn własnej siły i nie wazne czy to fizycznej czy psychicznej………..
Ojej, ale to dziwne, jakoś wcześniej tego nie skojarzyłam. Przecież i ojciec Jana Pawła II i ojciec Hitlera byli mundurowymi 🙂 ojciec pierwszego był urzędnikiem w wojsku a ojciec drugiego urzędnikiem w służbie celnej. Pewnie i u jednego i u drugiego "porządek musiał być" Ale łatwo zauwazyć jak oni swoich synów "porządku" musieli nauczy,ć po tym jak też różnie pełnili oni później funkcję "ojca" kiedy zostali głowami państwa. Coś jakby inaczej ten "porządek" zaprowadzali ….. :):):) Najwyraźniej czy nam się to podoba czy nie i czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie, ojciec jest dla nas autorytetem. No cóż, jako dorośli mamy możliwość wybierać sobie takie autorytety jak chcemy, bo wcześniej nie bardzo mieliśmy wybór…..
Felicja zapisz:
„Ojej, ale to dziwne, jakoś wcześniej tego nie skojarzyłam. Przecież i ojciec Jana Pawła II i ojciec Hitlera byli mundurowymi 🙂 ojciec pierwszego był urzędnikiem w wojsku a ojciec drugiego urzędnikiem w służbie celnej. Pewnie i u jednego i u drugiego "porządek musiał być" Ale łatwo zauwazyć jak oni swoich synów "porządku" musieli nauczy,ć po tym jak też różnie pełnili oni później funkcję "ojca" kiedy zostali głowami państwa. Coś jakby inaczej ten "porządek" zaprowadzali ….. :):):) Najwyraźniej czy nam się to podoba czy nie i czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie, ojciec jest dla nas autorytetem. No cóż, jako dorośli mamy możliwość wybierać sobie takie autorytety jak chcemy, bo wcześniej nie bardzo mieliśmy wybór…..”Ciekawe spostrzeżenie, zastanawiam się, który był dla mnie większym autorytetem, ojciec Jana Pawła II czy ojciec Hitlera, a może mój ojciec, którego nigdy na oczy nie widziałem…Nie wiem, ale chyba moje ostatnie zdanie dotyczy wszystkich bez względu na to jaki mieli autorytet i czy w ogóle, tak myślę……Jako dorośli ludzie mamy wybór, nie ma sensu się w pewnym momencie nad tym wszystkim zastanawiać, tylko wybierać autorytety, bo nic innego nam nie zostało. Własnie AUTORYTETY, bo zauwazyłam, ze żaden człowiek nie może być tak naprawdę do końca autorytetem, raczej w jakiejś tam kwestii jest, bo jest też tylko człowiekiem-to takie moje spostrzeżenie….
Wciąż zapominam, że skróty myślowe, których czasem używam, są zrozumiałe tylko dla nadających na tych samych częstotliwościach, ale to nieważne…
ale ja chyba wiem co miałeś na myśli tak naprawdę:) ale czego byś chciał? żeby elaborat napisała? tak naprawdę ja to wszystko piszę i az mnie gdzieś tam ściska, bo tu są wazne kwestie poruszane i wiem, ze mogę nawet niechcacy kogoś zranić, albo nawet w dobrej wierze się pomądrować na temat o którym nie mam pojęcia….Jamromirze, Ty pewnie sam wiesz co 5masz robić tak naprawdę….
a ja polecam przeczytac ksiazke
"przebudzenie" Anthony De Mello
jesli po tej lekturze nadal bedziesz myslal ze to milosc, to dalej nie wiem……. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.