Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Czy związki Z DDA mogą być „normalne”?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 38)
  • Autor
    Wpisy
  • Celinex
    Uczestnik
      Liczba postów: 25

      <p style=”text-align: left;”>Cześć!</p>
      <p style=”text-align: left;”>Jestem DDA/DDD i mam za sobą już wiele bliskich związków. Jestem również po kilku terapiach. Od blisko 10 lat korzystam z pomocy psychologicznej. Wydawało mi się, że już naprawdę dużo udało mi się przepracować. Przede wszystkim myślałam, że pozbyłam się syndronu ofiary, dziecka potrzebującego ciągłej uwagi, akceptacji, czułości. Jednakże kiedy niedawno rozpoczęłam związek z mężczyzną, weszłam całkowicie w rolę dziecka. To było silniejsze ode mnie. I dopiero po długim czasie zorientowałam się, że tak właśnie jest. Byłam też roszczeniowa, szybko się obrażałam i wiele razy pozwalałam przekraczać swoje granice. Dopiero po długim czasie, coś we mnie pękło, kiedy już nie mogłam wytrzymać. Relacja od razu się nie rozpadła, ale zdecydowanie się ochłodziła. Czy to nie straszne, że zrobię absolutnie wszystko, aby tylko zyskać czyjąś uwagę i akceptację? Potrafię całkowicie sie zmienić dla drugiej osoby, aby tylko mnie polubiła. W bliskiej relacji, całkowicie zatracam siebie. Jak długo można w ten sposób! ? Czy nad ” tym” da się w ogóle zapanować? Czy tą małą dziewczynką będę już zawsze? Wkurzam się na siebie, nie chcę tak dłużej…chce być w końcu dorosła…</p>

      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 932

        Być może za każdym razem wybierasz podobnych partnerów. Co by znaczyło, że czegoś jednak, mimo lat terapii, nie przerobiłaś.

        A oni są podobni! Nawet jeśli z pozoru wydawałoby się inaczej. Kiedy uważnie im się przyjrzeć, zwykle okaże się, że relacja z nimi stanowi doskonałe podłoże do uruchomienia się naszych dysfunkcyjnych cech DDA. Mamy po prostu radar w głowie, który kieruje nas w stronę właśnie takich osób. Na zasadzie „Każda amatora znajdzie swojego potwora”. Nasze skrzywdzone wewnętrzne dziecko szuka sobie nowego „krzywdziciela”, po to by wejść w dobrze mu znany schemat/skrypt funkcjonowania.

        Najczęściej zresztą nasi partnerzy sami są skrzywdzonymi dziećmi. Które nas szukały.

        Ostatnio zaczynam wręcz myśleć, że jeśli ktoś mnie bardzo pociąga, to powinienem uciekać od niego jak najdalej. Bo to toksyczne przyciąganie.

         

         

         

        Fenix
        Uczestnik
          Liczba postów: 2551

          Co rozumiesz pod pojęciem normalny związek?

           

           

           

          Celinex
          Uczestnik
            Liczba postów: 25

            <p style=”text-align: left;”>Fenix, normalny to znaczy taki w którym nie widzę w swoim parterze kogoś, kto jest „obwieszony” tym, czego ja potrzebuje. Jesteśmy dla siebie, aby się wzbogacać, a nie po to aby uzupełniać dziury… Poprzez wzbogacanie się rozumiem dzielenie się pasjami, rozmowy o świecie, ważnych dla niego problemach. Wzbogacanie to przede wszystkim wymiana, a nie jak w związku z DDA – pasożytowanie na drugim, świadomie lub nieświadomie.</p>
            <p style=”text-align: left;”>Ja potrzebuje czułości, mam w sobie całe pokłady dziur czułości…tzn.takiej bliskości emocjonalnej, troski, uważności.</p>
            Chcialabym móc jakoś sama to swoje wewnętrzne dziecko zaopiekować, aby nie brać od innych. Czy to jest możliwe? I rozpoznawać szybko, kiedy to dziecko się uaktywnia. Jakie są Twoje – Fenix, Jakubek – doświadczenia w tym temacie – bycia samemu dla siebie rodzicem ?

            Jakubek
            Uczestnik
              Liczba postów: 932

              Właśnie o tym, jak zaopiekować się skrzywdzonym wew. dzieckiem,  jest książka: Powrót do swego wewnętrznego domu.

              List do swojego wew. dziecka też często jest ważnym krokiem.

              Wizualizacje troski okazywanej przez siebie dorosłego – sobie jako dziecku.

              W literaturze tematu podają dużo sposobów uzdrawiania tego wewnętrznego dziecka.

              Uważam, że dopiero po tym fundamentalnym etapie warto się brać za uzdrawianie związku. Kłopot w tym, że czasami już podczas tego etapu związek się rozpada. Zwłaszcza wtedy, gdy tylko jeden partner podjął pracę nad sobą.

               

              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 lat, 2 miesięcy temu przez Jakubek.
              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 lat, 2 miesięcy temu przez Jakubek.
              Fenix
              Uczestnik
                Liczba postów: 2551

                Dziękuję za odpowiedź. Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłam, było postanowienie, że przestaję sama siebie krytykować i podchodzić do siebie w okrutny sposób. I bardzo się w tej kwestii pilnowałam.

                To co zwróciło moją uwagę w Twoich wypowiedziach jest to, że przedstawiasz siebie w bardzo negatywny sposób, wiele jest tam krytyki a nie ma zrozumienia dla siebie. Dodatkowo jakby prowokujesz innych, żeby potwierdzili to co Ty o sobie piszesz.

                Czy faktycznie czujesz się jak pasożyt? Czy nie masz żadnej pozytywnej cechy?

                Nie wierzę w to.

                Odnośnie zaopiekowania się wewnętrznym dzieckiem. Szukaj aktywnie sama.

                Wiesz dlaczego?

                Dlatego, żeby wyrwać się z bierności, co jest bardzo częstą cechą osób pochodzących z rodzin o zachowaniach dysfunkcyjnych. Jeżeli chcesz potestuj aktywność. Mnie to bardzo pomogło w budowaniu własnej wartości.

                Pozdrawiam ciepło 🙂

                Fenix

                 

                Celinex
                Uczestnik
                  Liczba postów: 25

                  Dziękuję. Słuszne i mądre podejście do sprawy. Trzeba być aktywnym. Tylko tak przezwycięży się wszystkie słabości. Najgorzej jest użalać się, narzekać na to, jak bardzo jesteśmy pokrzywdzeni. Miałam wczoraj taki dzień…

                  Pamiętam słowa mojej terapeutki: ” To jest fakt – nie ma Pani ręki. I musi się Pani nauczyć z tym faktem żyć, a nie wciąż użalać nad tym jak bardzo jest źle. ” Znaleźć sposoby, plan działania…

                  No tak…bo przecież każdy człowiek ma takie swoje wyzwania, trudności z jakimi się mierzy. „One pchają nas do rozwoju” – tu również terapeuta. 😉

                  Niemniej, chyba mamy prawo mieć żal… ?

                  Fenix
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 2551

                    A jak Ty uważasz?

                    Czego w Twoim przypadku ten żal dotyczy?

                    Do kogo jest skierowany?

                    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 lat, 2 miesięcy temu przez Fenix.
                    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 lat, 2 miesięcy temu przez Fenix.
                    Celinex
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 25

                      Myślę, że tak – mamy prawo mieć żal O PRZESZŁOŚĆ, o ile nie jest wymówką, jakimś rodzajem usprawiedliwienia od podejmowania odpowiedzialności za własne wybory W TERAŹNIEJSZOŚCI. Czyli znów – wracamy do syndromu ofiary.

                      Czego mój żal dotyczy ? Chyba przede wszystkim tego, że dorosłych nie było wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebowałam.

                      Borykam się na co dzień ze ogromnym lękiem, nie potrafię czuć się wśród ludzi bezpiecznie, nie ufam.  Jestem taka czujna… Pilnuję się, aby nie popełnić „błędu”, aby nie zrobić czegoś co innym może się nie spodobać, co może być odebrane źle. Mam wrażenie, jakby zachwiane były fundamenty mojego istnienia, takie podstawowe umiejętności do życia, do funkcjonowania w społeczeństwie. Czuję się „inna” niż wszyscy. Gorsza, niż wszyscy. I teraz nawet mam do siebie pretensje o to, że mówię to wszystko. Czy dobrze robię, że rozwlekam przeszłość ? Przecież powinnam wziąć się w garść. Mam problem z ustaleniem granicy – kiedy jest okej mówić o swoich uczuciach, a kiedy już to jest użalanie się nad sobą.

                      Pozdrawiam Cię serdecznie

                      C.

                      Fenix
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 2551

                        Masz rację, mamy prawo czuć żal o przeszłość. Mamy prawo czuć żal o to, że od rodziców nie dostaliśmy tego co każde dziecko powinno dostać. Mamy prawo czuć także wiele innych rzeczy takich jak:gniew, wściekłość, rozpacz, smutek.

                        To wszystko ja także czułam. Jednak w końcu przyszedł taki moment, że zatrzymałam się i zastanowiłam się jak ja się z tym czuję, co mi to daje. Doszłam do wniosku, że to przynosi mi tylko cierpienie w teraz i bardzo blokuje. To wszystko było mi potrzebne do przeżycia żałoby po utraconym, beztroskim dzieciństwie. Ale nie jestem w stanie tego zmienić.

                        Kolejnym etapem była próba zrozumienia dlaczego tak się stało, że rodzice nie zapewnili mi tego czego jako dziecko potrzebowałam. Zaczęłam przypominać sobie to jak zachowywali się dziadkowie w stosunku do swoich dzieci, co mówiła moja mama, co usłyszałam kiedyś w rozmowie mojego taty ze swoją mamą. To mi pomogło inaczej na nich spojrzeć. Tym razem patrzyłam na nich z pozycji dorosłej osoby a nie małego dziecka, które czuje się zostawione samo sobie.

                        Oni także nie dostali wystarczającej troski emocjonalnej. Oni także nie czuli się wystarczająco dobrzy. A skoro oni tego nie mieli to jak mogli mnie to zapewnić?

                        Czy mam w takim razie żal o to do dziadków?

                        Nie. Bo nie robili tego w złej wierzę. Może oni także tego nie dostali. Poza tym mieli za sobą bardzo traumatyczne przeżycie – wojnę, a to z pewnością odcisnęło na nich piętno.

                        Im bardziej jestem siebie świadoma, im bardziej poszerza się moja wiedza z zakresu psychologi tym wyraźniej widzę w zachowaniach mojej mamy taką małą dziewczynkę, która bardzo chce być kochana ale nie potrafi pokochać siebie i często stara się zrazić do siebie ludzi.

                        Spróbuj zacząć mówić to co myślisz i to co czujesz pomimo lęku przed odrzuceniem. I poobserwuj to co poczujesz w pierwszej chwili, zanim zdąży Ci się załączyć mózg i głos krytyka. Ja miałam olbrzymie problemy z wyrażaniem własnego zdania. Ale zauważyłam, że za każdym razem kiedy robię coś wbrew sobie to czuję się tak jak bym wrzucała do swojego wnętrza kamień. A im więcej tych kamieni nawrzucam tym bardziej ciężar staje się większy aż w końcu przygniata. Jeżeli działam i mówię w zgodzie ze sobą skutek jest zupełnie odwrotny.

                        To prawda odrzucenie przez innych boli. Jednak cały czas mam siebie i kocham się taką jaką jestem.

                        Myślę, że granicę określasz sama. Zastanów się kiedy sama mówiąc coś o sobie zaczynasz myśleć o sobie jako ofierze.

                        Pozdrawiam ciepło

                        Fenix

                        • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 lat, 2 miesięcy temu przez Fenix.
                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 38)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.