Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › czym jest dla was milosc
-
AutorWpisy
-
Ostatnio przygladam sie bardzo zachowaniu mojego chlopaka i zastanawiam sie co nim kieruje. I dlatego tez poczytalam kilka postow o tematyce podobnej do mojej sytuacji.jedna rzecz mi sie tutaj bardzo rzucila w oczy. I mam do was pytanie… czy wy, bedac dda, uwazacie ze wasi partnerzy, szczegolnie ci nie dda, powinni byc dla was milusi, znosic wszystkie wasze humorki? Bo na wszystkich postach, lacznie z moim, dotyczacym problemu zwiazku dda-nie dda sa odpowiedzi mowiace, czekaj, badz cierpliwa, kochaj i znos wszystko a milosc uzdrowi. Naprawde w to wierzycie, ze milosc sama w sobie uzdrowi? Ze jesli sie kocha, to nalezy wszystko znosic? I jesli tak myslicie, to moglibyscie mi powiedziec czym dla was jest milosc miedzy dwojgiem ludzi? pytam sie, bo zauwazylam, ze ja mam kompletnie inne pojecie o tym czym jest milosc od tego co sadzi moj chlopak.
Anonim
10 czerwca 2008 o 22:24Liczba postów: 20551Witam,
Ja jestem DDA a mój partner nie. Wcale nie uważam, że musi on zawsze być dla mnie milusi itd. Wręcz przeciwnie. Gdy kolejny raz odwalam akcję jakąś, wolę żeby mi powiedział, szczerze i do bólu że zachowuję się jak idiotka i go ranię, niż żeby głaskał mnie po główce i mówił, że wszystko będzie ok. Tak to przynajmniej zauważam to co jest ze mną nie tak i próbuję nad sobą pracować, żeby go i siebie nie ranić. Uważam, też że partner powinien wspierać, kiedy trzeba przytulić, ale szczerość jest podstawą związku.
Co do samej miłości- ona sama nie uzdrowi- człowiek musi nad sobą pracować żeby się uzdrowić i całe miłość tego świata nie pomoże, jeśli się tylko siedzi i użala nad sobą.
Dla mnie miłość między dwojgiem ludzi jest przede wszystkim partnerstwem. Ciężko jest ubrać w słowa, czym jest miłość- przynajmniej dla mnie. To m.in. marzenie by móc przy nim zasypiać i sie przy nim budzić.Czy miłość leczy, zalezy jak się rozumie miłość. Jesli miłosć rozumiemy jako uczucie oparte na mądrości, czasem twardosci, konsekwencji, i po pierwsze kochamy siebie, to chyba tak – tylko pytanie jaki odsetek dda pozwoli się tak taktować i nie zwieje ;). Jeśli ktoś ma w sobie duzo mądrości zyciowej, zaradności i spokoju wewnętrznego, to moze pomóc swojemu partnerowi – z doświadczenia wiem jednak, że ciągnie swój do swego i związki dda – nie dda a zdrowy, dorosły i uporządkowany człowiek, zdarzają się nader rzadko. Ludzie z problemami wynikającymi czy to z syndromu dda czy innych dysfunkcji lgną do siebie.
Jednak osoba musi najpierw dać sobie pomóc, dopuscić drugiego człowieka do siebie, otworzyć się i zaufać, a to nie jest wcale takie proste i oczywiste. Murki, fortele, ucieczki przed najblizszymi to chleb powszedni dorosłych dzieci. Jakoś z psychologiem jest łatwiej, może dlatego, że lepiej się zna, jest dalej.
Natomiast od głaskania po główce i ciągłego wybaczania, ustępowania, to nie słyszałam, żeby ktokolwiek wyzdrowiał.
I bardzo wazne jest by mówić co się czuje, gdy partner rani. Zwyczajnie, bez histerii, mówić – to co robisz mnie rani z tego i tego powodu, proszę Cię byś tak nie robił. To ważne.
Edytowany przez: yucca, w: 2008/06/10 22:42
yucca
„z doświadczenia wiem jednak, że ciągnie swój do swego i związki dda – nie dda a zdrowy, dorosły i uporządkowany człowiek, zdarzają się nader rzadko. Ludzie z problemami wynikającymi czy to z syndromu dda czy innych dysfunkcji lgną do siebie.
”no az mnie to zdanie tak wkurzylo, ze musze od razu odpowiedziec. Nie zgadzam sie z z ani jedna kwestia w tym zdaniu. A ze jestes juz 2 osoba, ktora mi cos takiego powiedziala, mialam juz czas to przemyslec.
Wiec po pierwsze: uwazasz, ze sa ludzie normalni, bez problemow z samym soba, szczegolnie bez problemow wynikajacych z dziecinstwa. Wiec uwazasz, ze sa normalne, idealne rodziny gdzie nie ma jakis chociazby ukrytych patologi. Nie zgadzam sie z tym. KAzda rodzina ma w sobie jakas patologie.
Po drugie: uwazasz, ze czlowiek "zdrowy" by sie nie zwiazal z dda, no coz, ja sie np zwiazalam z czlowiekiem, ktory przez pierwsze 2 lata nie dawal jakis objawowo wiekszej anormalnosci niz reszta jaka znam. dopiero ostatnie 4 miesiace wykazaly ze ma powazne probelmy czyli jest "chory". czyli 4 miesiace temu tez znienormalnialam?
po trzecie: co to wogole za gadanie zdrowy czlowiek. NIE ma czegos takiego. NAwet kazdy lekarz powie,ze nie ma zdrowego czlowieka, jest tylko niezdiagnozowany.
po czwarte: czy dda dostala monopol na problemy emocjonalne? i czy wszyscy ludzie kotrzy otaczaja dda musza je z racji tego tez miec? i tylko oni maja? a ci ktorzy unikaja dda to sa ci "normalni"?
po piate: uwazam ze dda niczym innym sie nie rozni od tej nie dda jak iloscia problemow. dda ma po prostu tych problemow x razy wiecej. ale to nie znaczy ze nie dda ich nie ma!a tak wracajac do mojego tematu, jestem bardzo ciekawa co mysla ludzie ktorzy jeszcze nie chodza na tereapie, czym jest milosc. Bo yucca, pozatym zdaniem, ktore mnie wkurzylo, to sie z toba zgadzam.
Cerebri. Zauważ, że napisalam RZADKO a nie ZAWSZE. To wynika z moich obserwacji ludzi dda/ddd czyli ogólnie dysfunkcyjnych, 2-letniej ponad bytności na tym forum, zainteresowania sprawą.
Nie traktuj tego co napisalam tak cholernie osobiście bo ja nie wiem czy Ty Cerebri pochodzisz z domu w ktorym bylo wystarczająco dużo milości i rozumu, czy nie i nie mam ani podstaw ani zapędów by to stwierdzac czy choćby sugerować na podstwie wiadomości o Tobie jakie tu zamieściłaś. To jednak trochę za mało by kogoś uznać (podejrzewać) za człowieka dysfunkcyjnego czy nie i ja nic takiego nie miałam na myśli. Więc jak to ktoś tu kiedyś ladnie powiedzial. Traktuj moją i innych wypowiedź jako "informalcję zwrotną" własne przemyślenia na temat sprawy a nie czlowieka, własne projekcje, z których mozesz skorzystać lub nie skorzystac i zwyczajnie uznac, że to nie jest o TObie.
Niestety czy się z tym zgadzasz, czy nie, istnieje taka zalezność, czy jak to nazwać, że ludzie z problemami, bardzo podobnymi, zaskakująco czesto tworzą związki.
Ad.1/ Czy sa ludzie NORMALNI… diabli wiedzą, ale są ludzie którzy mieli "dostatecznie dobrzych rodziców" Dostatecznie dobrych czyli takich ktorzy umieli ich kochać, wychowac, uzbroić w narzędzia potrzebne do poradzenia sobie w zyciu. Narzędzia mniej lub bardzie dobre, ale mimo wszystko funkcjonalne. Jest spora różnica między ludzmi którzy miewają problemy a takimi którzy są jednym wielkim problemem. Mówisz, że w kązdym domu jest patologia. No może patologia to przesada, ale faktycznie wszyscy coś mają za uszami, problem w tym, że w rodzinach dysfunkyjnych jest niemal tylko to. Mowię po sobie. Czego nie dotknę w sobie to jest spierdzielone, czego się nie chce chwycić to jest niefunkcjonalne. Jest spora różnica miedzy posiadaniem auta z wybitą boczną szybą, czy zbitą lampą a posiadaniem wraku na kołkach – tym pierwszym spokojnie pojedziesz, a z drugim ch… wie co zrobić. Ma sie wrażenie, że tylko podwórko zagraca i taka prawda. Ja mam właśnie takie wrażenie, że to co wynioslam z domu tylko zagraca mi umysl.
Ad.2. Nie uważam, ze czlowiek zdrowy nie związałby się z dda (ani, że masz nie po kolei w głowie, bo jesteś z takim poplątanym facetem- żeby jasność była) Uważam natomist, że ludzie z podobnymi deficytami, problemami lgną do siebie nader często.Przyczyn jest wiele – otwartość na podobne tematy, szukanie powielenia sytuacji z dzieciństwa. I w ogole co Ci do głowy strzeliło, że znienormalniałaś, albo że nienormalna bylaś, czy ja cos takiego powiedziałam? DDA to nie ospa, nie zaraża. DD się albo jest albo nie jest i już nigdy nie będzie. Można najwyżej zacząć cierpieć z powodu zwązku z dd. To też niesie problemy emocjonalne, uczuciowe, stwarza schody, ale z tego łatwiej się otrząsnąć, bo bo mamy do czego się odwólać, jeśli byliśmy kochani przez rodziców. Słowem można czasowo zdurnieć, dać się oplątać dysfunkcyjnemu partnerowi, z powodu miłości, oczekiwań, wspólnych planół, przywiązania ale nie staje się to jedynym podejściem jakie się ma i po pewnym czasie nawet jak miłosć jest wielka a partner się nie zmienia, osobie z wystarczająco dobrego domu spadną klepki z oczu i dostrzeże jak bardzo cierpi i że ma dość. Wtedy albo nabiera dystansu albo odchodzi.
Ad.3. Wiesz, rozpietość między zdrowym i chorym czlowiekiem jest olbrzymia. Wszyscy jesteśmy na osi między zdrowiem i chorobą. Całkiem chorych też nie ma, chyba że w kostnicy. Zdrowy to w moim zamyśle wystarczająco zdrowy na to by w miarę sprawnie funkcjonowac w świecie, związku, spoleczeństwie, czyli taki który sobie radzi, nie robi z igieł wideł.
po czwarte: czy dda dostala monopol na problemy emocjonalne? i czy wszyscy ludzie kotrzy otaczaja dda musza je z racji tego tez miec? i tylko oni maja? a ci ktorzy unikaja dda to sa ci "normalni"?
Hmm. Pisalam coś o ludziach dysfunkcujnych. Ja nie dzielę ludzi dd na dda/ddd/ddrr czy jeszcze cos. Dla mnie czlowiek z dysfunkcjami emocjonalnymi to czlowiek z dysfunkcjami emocjonalnymi. Może nie dość to sprecyzowalam. Do tego dysfunkcje wynikają nie tylko z sytucji z dzieciństwa, uczymy sie cale życie. To chyba jakaś Twoja projekcja jest, to co napisałaś, bo ja wcale tak nie uważam. Tak jak napisalam, dd to nie ospa, nie zaraża, tylko czesto ciagnie duszę do raju. CZĘSTO, co wiele dd potwierdzi na podstawie wlasnych przeżyć, zwiazków. O czym tu na forum mowa była nie raz.
Ad. 5. No nie uważam inaczej.
A tak w ogóle, to Ty dziewczyno w nerwice wpadniesz jeszcze troche, jak nie nabierzesz dystansu do sprawy.Nie wiem co Cie tak wkurzyło, ale na pewno nie to co miałam na myśli pisząc tego posta. Prosiłaś o opinię to napisalam co myślę, wiem, uważam i nie wiem po kiego grzyba mialabym Ci coś osobistego imputowac, nawet Cię nie znając. Na przyszłość – nie mam takich zapędów.
Oderwij się, zostaw faceta w szpitalu (jeśli jeszcze tam jest), wyjedź, odpocznij, bo się wykończysz tym wszystkim. Piszę poważnie, moja przyjaciółka przez takiego fagasa skończyła na prozacu…Dopiero wtedy dostrzegła jak głęboko wniknęła w jego problemy, jka bardzo sie przejmuje, jak bardzo ja to omotało, przeżarło do głębi. Pomaganie ludziom dysfunkcyjnym i kochanie ich wycieńcza i nawet ci silni, zdrowi, NORMALNI czasem nie wyrabiają, jak nie podchodzą do tego pomagactwa z dużą rezerwą.
Edytowany przez: yucca, w: 2008/06/11 09:00
Edytowany przez: yucca, w: 2008/06/11 09:11
YUCCA W 100% zgadzam się z Twoimi poglądami, nic dodać nic ująć. Jesteś bardzo mądrą osobą:)
zanim cokolwiek jeszcze napisze, to z racji tego, jak napisalas Yucca, ze moge miec swoje jakies tam projekcje, moglabys mi napisac, co chcialas przez to konkretne zdanie napisac? ze
z doświadczenia wiem jednak, że ciągnie swój do swego i związki dda – nie dda a zdrowy, dorosły i uporządkowany człowiek, zdarzają się nader rzadko. Ludzie z problemami wynikającymi czy to z syndromu dda czy innych dysfunkcji lgną do siebie.
ps. nigdzie nie napisalam ze dda czy tam inna dysfunkcja to choroba. to juz tez tylko twoja projekcja, uzywajac twoich slow. Napisalam w cudzyslowiu implikujac do twojego zdania, ze czlowiek zdrowy… a tak zeby byc juz bardzo czepliwym, czlowiek w kostnicy to trup. nie chory.
Cerebri, dziwna z Ciebie osoba. Tłumaczę Ci, że ni miałam na celu, żeby Ci jakos dopiec, a Ty dalej swoje, uparlaś się że siedzę tu po to by Ci coś insynuować? Nie będę tlumaczyć rzeczy oczywistych czy wchodzić w niuansiki i stwierdzanie czy powiedzialam chory czy nie powiedzialam – przynajmniej nie widzę tego w podanym cytacie, a głębiej szukać mi się nie chce bo po co . Czasem używam słowa chory, bo tak mi wygodnie i nie jest to objawienie naukowe tylko mój prywatny synonim. Syndrom dd chorobą nie jest (przunajmniej nie widnieje na spisie chorób NFZ)choć czasem na chorobę wygląda.
Nie będę się też z Tobą spierać czy trupa można nazwać 100% chorym czlowiekiem – można to potraktować jako dygresyjkę, żart, ale trzeba by bylo chcieć, co jak widzę trudno Ci przychodzi, wolisz uprawiać jakąś bitewkę, ktora mi nie odpowiada.
Sorry ale gadki na pograniczy agresji słownej, w ktorych bez kłopotu mozna wyczuć zbyt dużą i niepotrzebną emocjonalność rozmówcy, prowadzone bez powodu nie są dla mnie jakimś szalenie ciekawym zajęciem, wole pogadać z kimś mniej najeżonym.
p.s. moze tylko to – projekcje mamy wszyscy, są to po prostu nasze wizje świata, poglądy oparte na NASZYCH doświadczeniach (bo na czyich mialyby być?), czyli subiektywne a przez to nie zawsze sluszne w odniesieniu do tego co na zewnątrz. Nie masz na nie monopolu, zresztą to żadna tragedia projektować, bo nie ma prawdy obiektywnej, a przynajmniej w dziedzinie psychologii. Prawda jest jak dupa, kazdy ma swoją… Faktycznie jesteś bardzo czepliwa, pytanie tylko po co? Przyjemne to nie jest, więc czemu sluży? Na razie.
Edytowany przez: yucca, w: 2008/06/11 10:59
Bóg jest miłością
i tego trzymać się trzeba
i na tym doświatczeniu możemy dopiero budować nasze pojmowanie milości
inaczej zawsze będziemy doświatczać jakiegoś rodzaju pustki którą będziemy chcieli wypełnić czymkolwiek 🙂Eh największym problemem jest że ludzie:
a) opowiadają tylko o sobie zapominając pytania/oryginalnego posta
b) chcą po kilku zdaniach przeanalizować i na wylot określić piszącego.Pozwolę więc sobie opuścić kilka poprzednich postów i skupić się na twoich pytaniach:
1. Cóż nie można popadać w skrajności – ani ty ani twój partner nie ma obowiązku zawsze być ok i wszystko wybaczać. wszystko zależy od ciężaru gatunkowego przewinienia. więc mówienie – zawsze wybaczaj/kochaj siebie i nie daj się – jest zwykłą głupotą – są sytuację gdy wręcz należy być cierpliwym (każdy ma prawo do gorszego stanu – choroby, cierpienia, złości, stanów lękowych czy depresyjnych) – wyrozumiałość wskazana. Gdy partner/ka zaczyna wykorzystywać czy manipulować wtedy należy coś z tym robić. Tyle wystarczy zwykły zdrowy rozsądek nic więcej.2. Czy miłość uzdrowi? I tak i nie. Pokłady świeżych bandaży z pozytywnych emocji są bardziej niż wskazane. Ale równie a może i bardziej ważna jest profesjonalna terapia. Jednak co po terapii gdy człowiek jest sam? Co po terapii uczącej "zdrowego" egoizmu, dbania o siebie itd. To normalna droga do "singlostwa", zgorzknienia i śmierci w samotności. Miłość i akceptacja drugiego człowieka są bardzo ważne.
3. Jeśli się kocha należy dużo znosić. Taka jest tradycja i to nie tylko naszego kgu kulturowego. Tak mówią religie, poezja, filozofia. Miłość to ustępstwa na rzecz obojga (no i nie tylko) dla dobra wspólnego. Oczywiście z obu stron.
4. Miłość to miłość napisano i powiedziano o tym miliardy słów. Tyle.
Nie wiesz co na ten temat sądzi twój chłopak – hmm wiem że to będzie skomplikowane i ciężkie ale spytaj się go o to.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.