Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › dajmy im szanse-Trzezwiejący alkoholik
-
AutorWpisy
-
Potrafię docenić ich walkę i zaakceptować…ale niestety nie potrafię im wybaczyć :dry:
Edytowany przez: convenna, w: 2008/02/12 00:34
ja jestesm z PYZA ogromnie szanuje tych co dla siebie cos robia i niektorzy zaczelem podziwiac i wiele moglem zrozumiec 🙂
Mój ojciec, który pije od ok. 10 lat, nigdy się nie przyzna, że ma jakiś problem. On może "w każdym momencie skończyć i wcale nie pije więcej, niż inni". Nie rozumiem mojego ojca, bo on wydaje się taki płytki i pusty, że nic go nie bierze. Zero refleksji. Więc po co pije, nie musi niczego zapijać. Teoretycznie. W każdym razie nie mogę mu tego wybaczyć, przynajmniej na razie. Obwiniam go za bezrefleksyjność i zakłamanie.
Mój znajomek z TVP, stary alkoholik T., właśnie miał kolejny ciąg, po roku abstynencji. Wywalili go z roboty po 20 latach w sposób bardzo nieprzyjemny. Załamał się. Jest DDA, czuł, że jest sam jak palec na tym świecie. Chciał się zapić. Rodzina i przyjaciele wyciągnęli go z gówna. Teraz jest na oddziale dziennym psychiatryka i na terapii. Chce zacząć się leczyć od nowa. Opowiada mi o swoich upadkach z drastycznymi szczegółami. Uwielbiam z nim rozmawiać. Nie kłamie i nie kręci. Jest mi bliższy emocjonalnie, niż ojciec.Nie mogę T. potępiać, bo wiem, dlaczego on pije. Bo jest słaby, bo jest zbyt emocjonalny, bo ja po prostu jestem taka sama i wiem doskonale, co on czuje.
Ja też jestem DDA i czasem aż mnie korci, żeby "zapić i nie czuć". Czasem nawet to robię, a dużo mi nie trzeba, żeby się znieczulić na świat- ot, 2 lampki dobrego wina. Albo kilka buchów marihuany. Nie potępiam T., bo boję się, że skończę jak on. Bo nie radzę sobie ze swoim życiem, ze sobą oraz z relacjami z innymi (facetem, rodziną, wszystkimi).
Moi rodzice pili do konca swoich dni:( ale wybaczylam im za zycia.Zrozumienie tej paskudnej i podstepnej choroby duzo daje, dlatego warto dac szanse takim co trzezwieja :)by poprzez nich zrozumiec problem i chorobe
Ostatnio na spokojnie czytałam wypowiedzi, analizując , zagłebiając sie w nie. Przypomnialam sobie moja pierwsza terapie w 1995 roku.Nie byla to terapia dda-takowe jeszcze wtedy byly w pieluszkach.Na terapie skierowano mnie z Domu dziecka po probie samobujczej, dopiero po latach zrozumialam jej sens.Bylam osoba zamknietą a uczucia wyrazalam przez pisanie i wiersze zanioslam do p.psycholog. To ona wydobyla i ujawnila wielki moj zal do rodzicow. Mialam 15 lat i bylam buntownikiem.Pamietam jak ta kobieta tlumaczyla mi problem choroby alkoholowej, jaka narastala we mnie zlosc gdy namawial mnie(dla mojego dobra)abym poszla na spotkanie AA ,jak mi sie wtedy wydawalo pchala mnie tam. Bylam zbuntowana i uwazalam ze to nie ja pije wiec dlaczego ja mam tam isc?To ja jestem skrzywdzona, wiec dlaczego mam ich rozumiec? to nie moj , problem. Wyzywalam w mysli tą kobiete , zastanawiajac sie jak ktos taki moze byc psychologiem. Teraz doceniłam jej mądrość i wiem ile lat bym zyskała stosując sie do jej zalecenien- o ile z tym zrozumieniem bylo by mi lzej.
Wiem ze was czytajac to rodzi się ten sam bunt ja potrezbowalam 12lat na pokonanie go, i dlatego o tym pisze, bo wiem ze to pomagaMyślę, że nie powinno się do tego nawoływać, to niezręczne w naszej sytuacji.
Jak ktoś napisał, to indywidualna kwestia i każdy z nas z osobna albo poczuje, że już nie ma w sobie nienawiści, albo nie.
Jakiś czas temu załatwiałam jedną rzecz dla ojca w związku z AA – nie, spokojnie, nie z chęci wyleczenia rodzica, to był drobiazg, nic mnie to nie kosztowało – i facet z AA napisał mi w mailu "dobrze, że pomagasz tatusiowi", a mną zatelepało. Miałam ochotę mu posłać wiązankę, ale w końcu odpuściłam.witam wszystkich, jestem tu nowa, wlasnie sie zarejestrowalam… przed chwilka poslo ZNOW do sprzeczki z moja mama i wyszla… mam 24 lata od 4 lat mieszkam sama, mama odwiedza mnie w weekendy, mamy bardzo trudna sytuacje materialna i od kiedy pamietam ona popija, tylko piwo ale z tego co sie domyslam codziennie. czy mozna to nazwac alkoholizmem? nie upija sie do nieprzytomnosci, ale widze zmiane w glosie w zahowaniu, pewnie wiecie o co chodzi… i za kazdym razem to samo PRZEPRASZAM, JUZ NIE BEDE… obiecywanie od prawie dwudziestu lat. czuje sie za nia odpowiedzialna, jestem jedynaczka, chce w koncu ulozyc swoje zycie a nie ciagle martwic sie o rodzicow, z ojcem zyja odzielnie od 4 lat, on tez ma problemy, nie z alkoholem ale to czlowiek nieodpowiedzialny, wieczne dziecko… sory za uzalanie sie nad soba ale naprawde mam dzis fatalny dzien… pozdrawiam wszystkich uczestnikow forom
Powiem tak … jak ja nie cierpię, kiedy ktoś tak protekcjonalnie traktuje moje problemy. To, że komuś pomogło coś, nie znaczy, że ma pomóc mnie. Złości mnie kiedy bardziej zaawansowani w temacie DDA podchodzą tak protekcjonalnie… my już wszystko rozumiemy, przeczytaliśmy całą literaturę, przeszliśmy x terapii, itd.a ty żeby sobie pomóc masz zrobić to i to. Nawet psycholog i psychoterapeuta nie twierdzą, że znają złote zasady na wszystkie problemy – w przeciwieństwie do niektórych DDA.
"Pyzunia 7" – dlaczego sądzisz, że w moim przypadku chodzi o ten sam bunt, nic o mnie nie wiesz. Czy nie sądzisz, że zrozumiałaś dopiero po 12 latach, że kontakt z AA Ci pomaga z jakiejś przyczyny. Dlaczego zatem inni nie mają prawa do tego aby poświęcić również trochę czasu na gojenie się ran? Czy trzeba nas (czyt. mnie) na siłę uszczęśliwiać? Nie sądzisz, że proces powracania do normalności jest długotrwały i może jest w nim również czas na bunt i złość. Dlaczego mam sobie odmawiać prawa do tych uczuć, w imię jakiego wyższego celu? Najpierw podkreślałaś, że trzeźwiejący alkoholicy to tacy wspaniali ludzie i trzeba dać im szansę (ja czułam się winna po przeczytaniu tego fragmentu – o czym zresztą już pisałam). Teraz piszesz, że jak ktoś tego nie zaakceptuje to zmarnuje sobie kilkanaście lat (mam się bać?).
Agnieszka!!! czytaj ze zrozumieniem, nie twierdze ze to co mi pomaga pomoze tez tobie, pisze o swoich odczuciach , nie twierdze ze rozwiazalam wszyskie problemy zwiazane z dda, ale mowie jedeynie ze jest mi łatwiej. Te lata od terapi byly latami martwymi i nic nie moglam zrobic- nie wiedzialam w tedy o dda. Wiem od ponad roku i przypominam sobie rozne rzeczy , wysłuchuje wielu dda kazdy ma z nich rozne problemy ,ale przyczyna jest jedna. Po spotkaniu z psychiatra wynioslam ciekawe zdanie" my leczymy skutki, zamiast przyczyny"Ja tylko staram sie wniknac w przyczyny.Nie kaze nikomu nic robic wyrazam swoje opinie oraz to co mi pomaga. Taki przyklad dda po terapi mowi – mto nic nie daje – i co posluchasz go i nie pojdziesz na terapie?Rozumiem twoja zlosc i nie kaze ci robic tego co ja, tobie moze to nie pomagac, ale np 5 innym osoba tak. Ja zrozumialam sens tamtych slow nie dlatego ze minol czas,ale wlasnie dlatego ze poznalam tych ludzi, ze przestałam sie wstydzic alkoholizmu w rodzinie.
Etnoania nie bierz odpowiedzialnosci za mame, ona sama za siebie odpowiada… zajmij sie soba, dopuki ona bedzie obiecywac zamiast cos robic nic nie zmienisz.Właśnie czytam ze zrozumieniem:
"(…)Wielu z nas ma zal do alkoholikow i wieką obawe do spotkania z nimi, czasem nawet wstret i złosc- rozumie to , ale nie mozemy ich tak oceniac.Obrali zła droge, ale 95% z nich to dda. (…) Kiedys dokonali zlego wyboru i nie naprawią juz tych błedow ale zaczeli zyc od nowa i dajmy im szanse- uwiezcie mi warto, to wspaniali ludzie skrzywdzeni przez zycie tak jak my a nawet bardziej bo sa dda i dopadl ich alkoholizm z ktorym (jesli tzrzwieja) jest ogromne poczucie winy.(…)"
…i właśnie to mnie tak zdenerwowało. Piszesz, ze nie mamy prawa ich tak oceniać. Osobiście staram się nie oceniać ludzi, ale jeżeli już to wybacz ale to ja zdecyduję kogo i kiedy i jak oceniać. Alkoholik o którym pisałam potrafił wyrwać w abstynencji tyle aby załagodzić sytuację (czasem parę tygodni, miesięcy). Z premedytacja wykorzystywał każdy przejaw dobrego serca. I nie chodzi tu tylko o picie ale sam sposób bycia tego człowieka i jego relacje z innymi w rodzinie – to była gehenna. Już dowiedziałam się co nieco na temat alkoholizmu, rozumiem ale nie widzę powodu aby z alkoholików robić takie "sierotki", które są najbardziej skrzywdzone przez los i wypada tylko przytulić i pogłaskać."(…)Ostatnio na spokojnie czytałam wypowiedzi, analizując , zagłebiając sie w nie.(…) Wiem ze was czytajac to rodzi się ten sam bunt ja potrezbowalam 12lat na pokonanie go, i dlatego o tym pisze, bo wiem ze to pomaga(…)".
Właśnie na podstawie tego tekstu doszłam do wniosku, ze chodzi również o mnie, bo wśród odpowiedzi były najwyżej dwie oprócz mojej, które nie popierały stanowiska "trzeba wybaczyć"."(…)Nie kaze nikomu nic robic wyrazam swoje opinie oraz to co mi pomaga.(…)".
Ja rozumiem, ze właśnie taki miałaś cel, jednak to co piszesz brzmi trochę inaczej. Nawet tytuł tego wątku przeczy tej intencji. Może gdybyś pisała, że byłaś na zlocie i w związku z tym czułaś się tak i tak i przyniosło Ci to ulgę i zrozumiałaś to i to – to tekst nie budziłby tylu emocji. A piszesz, że nie wolno czegoś, powinno się coś – trudno sie to czyta. Poza tym buntuję się. Dowiedziałam się,że tak naprawdę życie rodzinne toczy się wokół alkoholika, on dyktuje warunki. Jeśli ma dzieci to zastosuje odpowiednie "metody" aby zmienić sposób ich myślenia i odczuwania aby wszystko było tak jak jemu odpowiada. Naprawdę dużo mnie kosztowało żeby spojrzeć na życie z innego punktu widzenia niż ten wyuczony w dzieciństwie. Zdjąć rodziców z piedestału i nazwać rzeczy po imieniu. Ciągle zmagam się z tego powodu z poczuciem winy. Forum DDA to takie bezpieczne miejsce, gdzie mogę pisać i gdzie nikt mi nie będzie zarzucał, że mówiąc prawdę krzywdzę rodziców lub jestem wyrodna córką bo nie ukrywam niewygodnych faktów z przeszłości. I jakoś trudne jest dla mnie czytanie, że ktoś kto przez lata czy pijany, czy trzeźwy robił krzywdę drugim w rzeczywistości jest tylko niewinną ofiarą i naszym obowiązkiem jest mu wszystko wybaczyć.Wiem, że mam wiele problemów i jednym z nich jest trudność z radzeniem sobie z emocjami. Wcześniej powstrzymywane przez lata, teraz znalazły ujście i bywają nieokiełznane. Nie chciałabym abyś odebrała moją wy[powiedź jako atak na siebie, nie to było moim zamiarem. Po prostu ja również chciałam napisać co czuję kiedy ktoś mówi mi, że powinnam nie oceniać negatywnie i wybaczyć. Niestety nauczyłam się, że z uczuciami to nie taka prosta sprawa. Nie można powiedzieć sobie od dzisiaj wybaczam i będzie ok (próbowałam). Uczucia i emocje chyba nie specjalnie podlegają woli. Tak więc chyba nie ma też sensu nawoływać do wybaczenia lub potępiać tych, którzy nie wybaczyli. Każdy musi dojść do tego sam w odpowiednim dla niego czasie. Gdyby to tylko zależało od woli… Zapewniam, że wolę to ja mam silną… i gdyby ona pozwoliła mi na opisywane zmiany to … może od jutra byłabym innym człowiekiem.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.