Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Dałam radę….
-
AutorWpisy
-
Gdy usłyszłam to, że jestem DDA było mi źle. Nie byłam na żadnej terapii, z konsekwencją robiłam swoje. Fakt nie było lekko, ale wsparcie męża dużo mi dało. Więcej pogody ducha we mnie, radości. Ja chciałam i udało się, a Ty….?
ale mialas wsparcie męza
ja niestety nie mam niczyjego wsparcia… wiem ze to zadna wymowka ale jest ciezko samemu,
takze zazdroszcze i podziwiamizzy74 zapisz:
„Gdy usłyszłam to, że jestem DDA było mi źle. Nie byłam na żadnej terapii, z konsekwencją robiłam swoje. Fakt nie było lekko, ale wsparcie męża dużo mi dało. Więcej pogody ducha we mnie, radości. Ja chciałam i udało się, a Ty….?”no ja nie mam męza:( myśle że mama zdziwiła by się w moim przypadku z takiej synowej:laugh: :laugh: zart
mi też się udało….
pompejusz
„no ja nie mam męza myśle że mama zdziwiła by się w moim przypadku z takiej synowej zart”
Mamy równouprawnienie, nie masz się czego bać ;D 😀 😀
podczepiam się pod pytanie "tara" sprecyzujcie co wam się dokładnie udało ?
Co się udało? Jestem inną osobą. Wiem, że ojciec św. pamięci był alkoholikiem, tego nie zmienię. Wiem również, że zmieniło się moje podejście do ludzi jak i mnie samej. Nie biorę wszystkiego do siebie tak jak było, mam dystans, rzeczy pojmuje takim jakimi są w rzeczywistości. Smiejemy się z mężem, że deszcz pada to też jest moja wina:laugh: Teraz jest lepiej, nie ucieknę od wspomnień i nie chce. Nie rozpamiętuje, nie robię "z igły widły" więcej pogody ducha we mnie, więcej entuzjazmu. To bardzo podobnie jest jak z chorobą nieuleczalną, którą mam i mąż też na to choruje – Stwardnienie Rozsiane. Jedno i drugie porównuje do nauczyciela surowego i wymagającego, który nie uznaje poprawego.
Możecie mówić sobie co chciecie le ja już nie jestem tym kim byłam, nawet inni mówią, że cć się we mni zmieniło, na lepsze.Puzzels zapisz:
„pompejusz„no ja nie mam męza myśle że mama zdziwiła by się w moim przypadku z takiej synowej zart”
Mamy równouprawnienie, nie masz się czego bać ;D 😀 😀 ”
haha toteż się nie boje;)
widzę w Tobie izzy bardzo dużo optymizmu i zaparcia!!to ważne..tak trzymaj i byle do przodu;)
Hejka,
ja mam wsparcie narzeczonego – jest zdecydowanie latwiej bo jest to tez extra motywacja – zdrowiec i dla sibeie i dla niego i dla naszych przyszlych dzieci.
Umawialm sie wlanise z psychologiem, postanowilam ze teraz w tym sprzyjajacym srodowisku powinnam wrocic do przeszlosci by byc w stanie bez obaw spojrzec w przyszlosc!Pozdrawiam
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.