Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Dałam radę….

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • izzy74
    Uczestnik
      Liczba postów: 31

      Gdy usłyszłam to, że jestem DDA było mi źle. Nie byłam na żadnej terapii, z konsekwencją robiłam swoje. Fakt nie było lekko, ale wsparcie męża dużo mi dało. Więcej pogody ducha we mnie, radości. Ja chciałam i udało się, a Ty….?

      madlenerose6
      Uczestnik
        Liczba postów: 678

        ale mialas wsparcie męza
        ja niestety nie mam niczyjego wsparcia… wiem ze to zadna wymowka ale jest ciezko samemu,
        takze zazdroszcze i podziwiam

        pompejusz
        Uczestnik
          Liczba postów: 13243

          izzy74 zapisz:
          „Gdy usłyszłam to, że jestem DDA było mi źle. Nie byłam na żadnej terapii, z konsekwencją robiłam swoje. Fakt nie było lekko, ale wsparcie męża dużo mi dało. Więcej pogody ducha we mnie, radości. Ja chciałam i udało się, a Ty….?”

          no ja nie mam męza:( myśle że mama zdziwiła by się w moim przypadku z takiej synowej:laugh: :laugh: zart

          mi też się udało….

          tara
          Uczestnik
            Liczba postów: 309

            izzy74 co ci sie udało ?

            Puzzels
            Uczestnik
              Liczba postów: 131

              pompejusz

              „no ja nie mam męza myśle że mama zdziwiła by się w moim przypadku z takiej synowej zart”

              Mamy równouprawnienie, nie masz się czego bać ;D 😀 😀

              podczepiam się pod pytanie "tara" sprecyzujcie co wam się dokładnie udało ?

              izzy74
              Uczestnik
                Liczba postów: 31

                Co się udało? Jestem inną osobą. Wiem, że ojciec św. pamięci był alkoholikiem, tego nie zmienię. Wiem również, że zmieniło się moje podejście do ludzi jak i mnie samej. Nie biorę wszystkiego do siebie tak jak było, mam dystans, rzeczy pojmuje takim jakimi są w rzeczywistości. Smiejemy się z mężem, że deszcz pada to też jest moja wina:laugh: Teraz jest lepiej, nie ucieknę od wspomnień i nie chce. Nie rozpamiętuje, nie robię "z igły widły" więcej pogody ducha we mnie, więcej entuzjazmu. To bardzo podobnie jest jak z chorobą nieuleczalną, którą mam i mąż też na to choruje – Stwardnienie Rozsiane. Jedno i drugie porównuje do nauczyciela surowego i wymagającego, który nie uznaje poprawego.
                Możecie mówić sobie co chciecie le ja już nie jestem tym kim byłam, nawet inni mówią, że cć się we mni zmieniło, na lepsze.

                pompejusz
                Uczestnik
                  Liczba postów: 13243

                  Puzzels zapisz:
                  pompejusz

                  „no ja nie mam męza myśle że mama zdziwiła by się w moim przypadku z takiej synowej zart”

                  Mamy równouprawnienie, nie masz się czego bać ;D 😀 😀 ”

                  haha toteż się nie boje;)

                  pompejusz
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 13243

                    widzę w Tobie izzy bardzo dużo optymizmu i zaparcia!!to ważne..tak trzymaj i byle do przodu;)

                    buczka
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 196

                      Hejka,
                      ja mam wsparcie narzeczonego – jest zdecydowanie latwiej bo jest to tez extra motywacja – zdrowiec i dla sibeie i dla niego i dla naszych przyszlych dzieci.
                      Umawialm sie wlanise z psychologiem, postanowilam ze teraz w tym sprzyjajacym srodowisku powinnam wrocic do przeszlosci by byc w stanie bez obaw spojrzec w przyszlosc!

                      Pozdrawiam

                      pompejusz
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 13243

                        powodzenia buczka;)

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.