Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD dda a kariera zawodowa

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 15)
  • Autor
    Wpisy
  • din
    Uczestnik
      Liczba postów: 30

      Witajcie, mam pytanie do wszystkich, którzy mieli pod górkę ze startem życiowym w pracy i usamodzielnieniu się. Mam 30 lat i od jakiegoś czasu ponownie mieszkam z rodzicami:( od 20 roku życia mieszkałem poza domem studiując, od 25roku życia zacząłem pracować w kilku miejscach nie za długo godząc to wszystko ze studiowaniem. Niestety, im bliżej było do 30tki tym jakoś wszystko zaczynało się komplikować, coraz bardziej czułem się bezwartościowy, nierozumiany i niepotrzebny. Nie umiałem walczyć o siebie (i dalej mam z tym problemy). Wycofywałem się z życia towarzyskiego i trochę na tym polu czuję się zdziczały. Powróciłem po kolejnej 'porażce’ w pracy do domu rodzinnego ochłonąć ze stresu. Teraz wyjeżdżam za granicę, mam wrażenie, że tam może los jakoś się odwróci i skupiając się na doskonaleniu języka i pracy w obcych warunkach nie będzie czasu na różne 'doły’. W Polsce mam takie wrażenie jakby wisiało jakieś fatum, gdzie się nie ruszę, to prędzej czy później staję się jakiś niewygodny dla kogoś, tak jakby ktoś miał odkryć jakąś niefajną prawdę o mnie (a chyba jedyne co to to, że jestem nieśmiały i jestem wtedy bardziej bierny). Mam wrażenie, że skupiam na sobie gniew i niechęć innych osób. Może po prostu staram się być 'dobry, miły’ jak to często bywa u dda i to jest właśnie tą przeszkoda?
      Macie jakieś rady na to? Jak takie coś przebrnąć, jak nie dać się niekorzystnemu dialogowi wewnętrznemu? Jak skupić się konstruktywnie na szukaniu pracy i aklimatyzowaniu się w nowych warunkach z obcokrajowcami?
      Będę bardzo wdzięczny za wskazówki.
      pozdrawiam

      agus
      Uczestnik
        Liczba postów: 3567

        iść na terapię…:)
        znam taki podobny przypadek do Twojego- prawie identyczny …:)"ucieczka"… wyjazd za granicę nie pomógł…:( kasy nie ma, ( mimo że na początku była, problemy takie jak w Polsce…. itd….)

        mase
        Uczestnik
          Liczba postów: 9410

          To nie jest problem "miejsca", tylko "podejścia" do siebie, do swojego życia. Ja kiedyś też miałam taki ciężki okres, bo ktoś pozwolił mi uwierzyć, że jestem największym pechowcem na świecie i przyciągam same nieszczęścia. Tak często to słyszałam, że uwierzyłam i zaczęłam żyć patrząc przez pryzmat tego co mi mówiono. I świat był bezsensowny i nic się nie udawało. I wpadałam w coraz większy dół. Ale otrząsnęłam się z tego i powiem Ci, że nie wiem czy coś się zmieniło wokół mnie, ale zaczęłam inaczej postrzegać świat. Nie stawiam już porażek na piedestale, a sukcesów nie spycham na koniec kolejki. I nie pozwalam już nikomu wmówić mi, że jestem beznadziejna, albo pechowa, albo… Tzn. gadać sobie mogą, a ja mam to w głębokim poważaniu.
          Din, trzeba po pierwsze chcieć zmiany i przestać się nakręcać, że wszystko jest złe. Ja nie wiem jak to działa u innych ludzi, ale ja pewnego dnia powiedziałam sobie po prostu"dość" i zaczęłam wyłapywać w swoim życiu pozytywne aspekty. Chociażby to była pierdoła, ale sprawiała mi radość to ją zapamiętywałam jako coś dobrego. Bardziej skupiłam się na otoczeniu, nie na tym co mi źle wychodziło, ale na tym co było pozytywne, miłe. I wtedy zaczęło się moje samopoczucie poprawiać. Zauważyłam, że nie wszystko robię źle i poczułam się lepiej. A to nakręcało mnie do dalszych działań:) I albo pech zniknął, albo ja go przestałam wyolbrzymiać. U mnie działa siła perswazji. Wszystko tkwi w głowie i trzeba próbować zmienić swoje myślenie. Mnie wtedy pomogło. Teraz też przechodzę etap perswadowania sobie czegoś i wierzę, że pomoże:)
          Nie wiem czy coś Ci da to co napisałam. Przede wszystkim, żeby wyjść z błędnego koła trzeba przestać skupiać się na nieudanych sytuacjach.
          No i oczywiście terapia:)
          To tyle ode mnie:)
          aha, ja się nie znam, bo psychologiem nie jestem, ale skoro napisałeś czy mamy jakieś rady to nie mogłam się powstrzymać i napisałam:)

          Edytowany przez: mase, w: 2011/10/11 15:14

          din
          Uczestnik
            Liczba postów: 30

            dzieki za odp. raczej przychylę się do tego, co mase napisała:) jakoś wydaje mi się, że sama terapia to własnie kolejna ucieczka. Może jako pomocnik przy okazji to się przyda.

            mase
            Uczestnik
              Liczba postów: 9410

              Terapia to właśnie nie ucieczka…;)

              agus
              Uczestnik
                Liczba postów: 3567

                myślę Mase, że na tym etapie ciężko Din zrozumieć… o czym my piszemy…:)
                widocznie, nie jest jeszcze aż tak żle…:)

                Din… terapia to zdzieranie warstw (wzorców, przekońań jakie nam wpojono) jak w cebuli… i odszukiwanie własnej prawidłowej osobowości…

                pisałam wcześniej o bliskiej mi osobie… gdzie my nie bylismy… bo "pech":woohoo: … Go prześladował… nawet u Egzorcysty…:) nic… a nic nie pomogło… dziś już wiem, że problem jest w nim… on jeszcze się broniiii…i jest żleee… bardzo żlee…

                din
                Uczestnik
                  Liczba postów: 30

                  Hehe u egzorcysty…no przestańcie :laugh: mało poważne wg mnie ale w sumie wszystkiego ma się prawo spróbować, nawet LSD.
                  Z tym pechem, to raczej jest tak, że albo się w niego uwierzy albo nie. Jak się uwierzy, to sie samemu generuje problem.
                  Jeśli chodzi o terapię, to mam z nią spory bagaż i mam wrażenie, że skupianie się tylko na niej nic mi już nie da (w moim przypadku, bo mam już tyle listów do… i od…za sobą, tyle scenek przerobionych i nie chce już wracać do przeszłości, jeśli już to kiedyś przerobie trening behawioralny albo coś takiego typowo na rozwój własny bez mieszania w to alkoholizmu i rodziców, dzieciństwa).
                  Tak, mam sporo pracy nad sobą ale myślę, że ilu jest ludzi dda tyle recept na nich. Nie zawsze terapia jest jedynie słusznym wyjściem.

                  mase
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 9410

                    Ja nie rozumiem zdania „Jeśli chodzi o terapię, to mam z nią spory bagaż i mam wrażenie, że skupianie się tylko na niej nic mi już nie da” To znaczy, że już jesteś po terapii?

                    Anonim
                      Liczba postów: 20551

                      po dwóch grupowych
                      druga ściśle ukierunkowana na dda, ale tej nie ukończyłem bo miałem dosyć mocne wrażenie, że terapeuta nie jest obiektywny no i nie do końca czytelny dla mnie.

                      mase
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 9410

                        No to pozostaje siła perswazji;) 🙂

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 15)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.