Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › DDA – (bezpowrotnie?) utracona kobiecość
-
AutorWpisy
-
Na blogu poruszyłam, po wielu godzinach rozmyślań i czytania forum – temat o kobiecości. Zachęcam do przeczytania i komentowania tutaj lub na blogu, chętnie włączę się w dyskusję. Kochane Kobiety z syndromem DDA, DDD – czy i u Was jest podobnie, jak sobie radzicie na co dzień? A może odnalazłyście już (bezpowrotnie?) utraconą kobiecość?
https://blueberrybeck.wordpress.com/2016/03/03/dda-bezpowrotnie-utracona-kobiecosc/
Przeczytałam i całkowicie się w tym odnalazłam. Mam z tym ogromny problem. Ponad pół życia chodziłam zakompleksiona, zaniedbana-taki babochłop. Dopiero kiedy wyszłam z domu, stanęłam na własnych nogach zaczęło się to stopniowo zmieniać. Zaczęłam odkrywać siebie, być świadoma swego ciała, dbać o ciało. Dziś ludzie mnie nie poznają, sama siebie nie poznaję. Ktoś zamieścił na FB wspólne zdjęcie ze mną sprzed kilkunastu lat. To było bolesne przeżycie dla mnie-zderzenie się tamtej rzeczywistości z obecną. Pomimo zmiany kompleksy czasem się odzywają. Szczególnie, gdy jest jakaś inna niż zwykle okazja do wyjścia-zebranie, urodziny, odwiedziny. Moja teściowa jest bardzo kobieca, dba o wszystko-włosy, ubiór, buty, dodatki, perfumy, paznokcie-normalnie jak się „zrobi” i ubierze jestem zachwycona, nie odstaje od trendów. Jak robi porządki w szafie, to zawsze coś od niej dostaję. Na dzień dzisiejszy od niej czerpię wzorce i ona mi pomaga w dbaniu o siebie, choć przy niej się chowam. Reasumując-patrząc na swoje życie udało mi się częściowo odzyskać kobiecość.
Brawo 🙂
Ja jestem właśnie na etapie uświadamiania sobie, analiz tematu, zgłębiania. U mnie jeszcze przez niedoczynność tarczycy pojawiła się nadwaga, co kompletnie podkopało w pewnym momencie zbudowaną namiastkę kobiecości, ale już dzięki dobrej diagnostyce i leczeniu wszystko się zaczyna normować powolutku, powolutku. Moja przyszła teściowa też jest piękną zadbaną kobietą, ale raczej prędzej wzgardzi tym, jak ja wyglądam, niż pomoże i doradzi niestety – taki typ człowieka – materialiści skupieni na sobie.O kurcze, to tak bardzo ja. Opisalas mnie w tym tekscie.
Tylko w moim zyciu przyszedl taki moment, ze zeby wyrwac sie z domu trzeba bylo kogos poznac, a wiec komus sie spodobac. Jak kazda dziewczyne predzej czy pozniej zaczal interesowac swiat ubran, kosmetykow. Tez bylam wiecznie w okresie dojrzewania zakompleksiona, bo hormony wariuja, pojawia sie biust i kpiny ze strony kolezanek ze jest duzy. Kurcze ale teraz go lubie. Trzeba czasem siasc i powiedziec sobie „jakie masz ladne, lsniace, wlosy, miekka, gladla, skore”. Mysle ze kazdy ma kompleksy nawet osoby z normalnych domow. Tylko ja jak mam gorszy dzien i chwile wolnego robie paznokcie, maseczki takie domowe spa. Skupiam sie tylko na sobie. A kiedy juz paznokcie sa ladne, skora zadbana, to gdzies te kompleksy znikaja. Kobiet tez nie lubie, czuje sie gorsza od ladmych dziewczyn. Czasem kiedy wracam z pracy w weekend wieczorem bardzo zmeczona a jedzie wtedy multum panienek na imprezy i wygladaja jak milion dolarow. Wkurzam sie wtedy bo czuje sie gorsza ale komplelsy sa w kazdym. One tez napewno jakies maja.
Moja matka nigdy nie zbudowala we mnie poczucia wlasnej wartosci, nigdy od mamy nie uslyszalam jako mala dziewczynka ze mam ladna sukienke, ze mam ladne wlosy. Teraz sama musze to w sobie budowac. Malymi krokami. Mysle ze w kazdej z nas jest cos pieknego tylko musimy to z siebie wydobyc. Podkreslic. Kiedys spytano jednej mojej kolezanki ktora nie jest jakas pieknoscia jest po prostu normalna. Jak to jest ze nie ma kompleksow? Powiedziala ze ma i to mnostwo ale jesli zaczelaby o nich mowic to ludzie by je zauwazyli a tak to nikt ich nie widzi. A skoro nikt ich nie widzi to znaczy ze dla innych nie maja znaczenia tylko dla nas. Czasem sa to rzeczy ktorych nie zmienimy a czasem wystarczy troche pracy i jest nam lepiej. Tak jak musimy caly czas radzic sobie ze swoim DDA tak samo jest z cialem.
Wybaczcie mi ze ta wypowiedz jest taka chaotyczna ale dzis mam dobry dzien i chcialam Wam jakos przekazac kawalek tej mojej wiary w siebie.
Paulina21 – to prawa, dopóki nie mówimy o swoich kompleksach, dopóty nikt ich nie widzi… jak zaczniemy o nich mówić i pokazywać co jest w nas złego to zaraz wszyscy to zauważą… wiele razy się to u mnie sprawdziło. Chyba lepiej nie mówić – niech ludzie widzą i myślą co chcą.
hej, może wtrącę, choć jestem facetem … jest taka książka „Urzekająca” bardzo dobrze opisująca problematykę kobiecości i tęsknoty kobiecego serca … osobiście polecam 🙂
Paulina 21 – widzisz, tylko tu nie chodzi o kompleksy, a poczucie kobiecości, dorosłości. Jest to powiązane trochę z kompleksami, ale nie do końca. Ja też już bardzo wcześnie wyszłam w domu mając 16 lat, już wtedy byłam w związku, który trwał 5 lat, teraz jestem w drugim związku, który już trwa pięć lat. Też musiałam się „spodobać”, choć cały czas uważam, że zauroczyłam wnętrzem. Chodzę do koleżanki na paznokcie, dośc sprawnie też robię makijaż, ale naturalny. W wieczorowym, wyraźniejszym, w butach na obcasie, eleganckich ciuchach czuję się jak w przebraniu. Dlatego te rady też – powiedz sobie, że jesteś piękna, umaluj się i ubierz – jak dla mnie są śmieszne. Nie wiem w czym dobrze wyglądam, lubię nosić sie wygodnie, nie umiem chodzić w butach na obcasach. To tak, jakby ktoś ubrał się w strój kolarza i miał poczuć się kolarzem, ubrał się w strój lekarza i miał poczuć się lekarzem, pomalował się na brązowo i miał poczuć się afroamerykaninem. Tę kobiecość trzeba znaleźć w sobie i ja jestem na etapie poszukiwań i jednym z tych etapów jest właśnie dociekanie przyczyn problemu, co właśnie w swoim tekście na blogu chciałam osiągnąć.
sztywny – książka mi znana, aczkolwiek dla osoby niewierzącej niezwykle trudna do przejścia – całe jej założenie opiera się na wierze, Bogu i tym podobnych rzeczach, dla mnie to pozycja zdecydowanie mierzwiąca niż doszkalająca.
Hmm.. bardzo ciekawy temat.
Czasami mam wrażenie że kobiecość to kolejna nakładana przeze mnie maska. Długie kręcone włosy, w miarę szczupła- to na zewnątrz, wiem, że ta zewnętrzność może się podobać. Ale w środku masa kompleksów- na punkcie biustu, cery, uśmiechu, sposobu chodzenia, wszystkiego. Absolutnie wszystkiego. W chwilach „szczerości” tj, totalnej depresji każda inna kobieta wydaje mi się atrakcyjniejsza ode mnie, czy to w rzeczywistości, czy na zdjęciu w sieci.
Czasami zastanawiam się, czy ci którym się podobam, są normalni, czy tylko chwilowo zaślepieni. I podświadomie czekam na moment kiedy zobaczą prawdziwy obraz. Czasami wolę nie czekać, tylko sama odchodzę, uprzedzając nieuniknione odrzucenie.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.