Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD DDA czyli ja

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarmagdaDDA
    Uczestnik
    Liczba postów: 1

    mam 29 lat
    do 17 roku życia żyłam pod jednym dachem z matką alkoholiczką, od której dostawałam jedynie upokorzenie i lęk. Potem najzwyczajniej w świecie zapiła się na śmierć. Ojciec z jednej strony potępiał jej zachowanie a z drugiej jak już był w domu w weekend (pracował na delegacjach) to razem osuszali sobie butelkę lub dwie. A ja naiwna myślałam, że udaje mi się tuszować jej picie. Po jej śmierci okazało się, że wszyscy naokoło wiedzieli ale nikt nie zrobił nic.
    Byłam prymuską, kończę drugie studia, kursy, wolontariat, ciągle do przodu, ciągle krok przed innymi, żeby zasłużyć na pochwałę, żeby zasłużyć na zaakceptowanie samej siebie. Ale to i tak za mało.
    Od 7 miesięcy chodzę na terapię i próbuję poskładać sobie życie na nowo. Nie czuć lęku. Bo jak jest dobrze to znaczy że zaraz się coś popsuje. Pokochać siebie. Jest ciężko … ale to jedyne wyjście.
    Jestem tu bo moja psycholożka mówi, że desperacko potrzebuję zrozumienia ludzi takich jak ja. Bo wkurzam się jak całe moje otoczenie opowiada jaka to tragedia, że ona umarła tak wcześnie. Jak bardzo wszyscy za nią tęsknią. A mnie ch.j strzela bo o mojej gehennie nie pamięta nikt … a wszyscy zapewniają o swojej miłości …

    milka 555milka 555
    Uczestnik
    Liczba postów: 4

    Witaj Magdo. Niestety nie mamy wpływu jako osoby współuzależnione na to czy alkoholicy z naszych rodzin poddadzą się terapii,czy też może dobrowolnie wyrażą zgodę na odwyk ,co raczej jest szansą jedną  na milion.Katujesz się wspinaczką by zagłuszyć niskie poczucie wartości które w Tobie siedzi.My nigdy nie będziemy winni za to że jesteśmy na świecie.Praca jest długa i ciężka.Pocieszę Ciebie że Twoja historia jest już na końcowym etapie,moja podąża w tę sama stronę i znam już efekt końcowy.Lęk ..stopniowo się zmniejsza.Wiem że bez terapii też nie dam rady ..nie mam wsparcia w nikim .Wierzę w siebie,wierzę że też dasz radę.Pozdrawiam.

    AvatarOliwia75
    Uczestnik
    Liczba postów: 65

    „A mnie ch.j strzela bo o mojej gehennie nie pamięta nikt ? a wszyscy zapewniają o swojej miłości ?”

    Przyłączę się do tej wypowiedzi, bo też tak mam. Też czuję złość!!!

    Ostatnio tłuczą mi się po głowie takie słowa: „przecież nic się nie stało…”. No właśnie, to co zgotowali nam nasi rodzice to takie nic…. jak dla nich, NIC się nie stało. Nasze przeżycia i to co czujemy są nieważne. A tak wogóle to powinniśmy dawno o wszystkim zapomnieć – tego by chcieli. Tylko jak naprawić to wszystko zepsute w nas? Terapia to za mało…..jak dla mnie

     

    kaczor54kaczor54
    Uczestnik
    Liczba postów: 135

    Po prostu ludzie tego nie rozumieją, bo czegoś takiego nie przeżyli. Każdy kto choć trochę otarł się o ten temat osobiście, lub o jakikolwiek inny, i ma pojęcie z czym to się wiąże, jest o wiele bardziej wyrozumiały i potrafi to zrozumieć.

    Niestety piętno psychiczne nie pozostawia śladów fizycznych w formie siniaków itp. Przez to jest to mniej widoczne, a i o wiele łatwiejsze do ukrycia przez Nas.

    Dla jednego człowieka ktoś może być potworem, a dla innego całkiem fajną osobą. Niezliczone historie seryjnych morderców, gdzie sprawcą okazuje się mąż i ojciec całkiem spokojnej i normalnej rodziny. Jeżeli ktoś z kimś nie żył na co dzień, nie wie do końca jaki ktoś był. Ma tylko szczątkowe informacje i na ich podstawie wydaje osąd. No i pozostaje jeszcze sprawa polskiej maniery, w myśl której: ” o zmarłym źle się nie mówi” co jest niczym więcej jak zakłamaniem rzeczywistości i wybielaniem faktów, które ni mniej ni więcej ma korzenie za czasów komuny.

    Natomiast ciężko jest po prostu słuchać takich wypowiedzi w których czuć umniejszanie naszej osoby i tego co się z zmarłym przeżyło. Bo właściwie można odnieść wrażenie, że ktoś chciałby by ta osoba wróciła do żywych a to co spotkało nas to tylko mała nic nie znacząca historia, która na pewno nie ma aż takiego znaczenia jak śmierć danej osoby.

     

    AvatarKimira
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Witam.

    Od dziecka moj ojciec pil. Pamietam wszystko jak dzis. Choc jestem osoba wesola. Mam rodzine. Jestem juz po jednym rozwodzie. Z drugim mezem mam syna. I nie wiem co z tego zwiazku bedzie. Ciagle komus pomagam… czuje taka potrzebe. Ciagle brakuje mi czulosci, milosci, zapewnien…. ciagle dopytuje o to samo. Milion razy upewniam sie ” zalezy Ci na mnie?” A jak jest dluzsza cisza w telefonie dostaje furii i przychodza same zle mysli.

    Jak zaczyna sie rozmowa o przeszlosci to zawsze slysze ” przeciez nic wam nie brakowalo. Zawsze byliscie czysci i mieliscie co jesc”! A czy to wszystko?

    4 letnie dziecko pamieta rzucanie siekiera w drzwi, okladanie matki. 46letniemu dziecku w latach 80 kazano szlochajacym krzykiem leciec do sasiadow dzwonic na policje bo ojciec rozpieprza garaz zeby sie do wodki dostac…..

     

    Jestem bezradna do dzis…. nie potrafie zaufac. Nawiazac relacji….zawodze wszystkich dookola….

    Przykro mi.

     

     

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.