Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › DDA są bardziej ludzccy ale ci uświadomieni !!
-
AutorWpisy
-
chiałam coś wyjaśnić DDA są bardziej ludzccy ale ci uświadomieni, w trakcie terapii lub po terapii-przecież pisałam o tych którzy NAD SOBą PRACUJą W PIERWSZYM WąTKU. DDA KTRóE NIE CHCą TERAPII KRZYWDZą INNYCH ZWłASZCZA NAJBLIżSZYCH I PRZYJACIół WIEM BO SAMA KRZYWDZIłAM ALE NIE WIEDZIAłAM żE TO CO ROBIę JEST ZłE BO NIKT PRZEDTEM MNIE TEGO NIE NAUCZYł, MóJ BRAT TEż KRZYWDZI I MYSLI żE JEST NAJLEPSZY I NAJMąDRZEJSZY NICZEGO NIE POTRZEBUJE , BARDZO BOLI MNI JEGOZACHOWANIE, ALE TERAZ WIDZE żE TA DROGA BYłA ZłA.
Hawana! Zgadzam sie z Toba gdyz juz od kilku miesiecy jestem na tej stronie ! Walczylam o to aby moj DDA chociaz tu zajrzal! I udalo sie! Nie moze isc na terapie bo niestety musi byc na emigracji aby po czesci naprawic to co zepsul w Polsce! Udalo mi sie Go wyslac do psychologa przed wyjazdem i ta Pani go uswiadomila ! Mimo iz nie jest na terapi to zaczyna dostrzgac swoje wady- pomaga mu ta srona- stara sie jak moze zmienic, po malutku ale zaczynam dostrzegac zmiany! A to co napisalam tam i pisze w innych postach to jest opisywanie mojej gehenny jaka musialm przejsc w zyciu aby chociaz trafil na te strone!
Przeciez wiadomo ze KAZDY kto tylko chce pracowac nad soba staje sie bardziej ludzki. Co wspolnego ma z tym DDA? Przeciez nie trzeba byc DDA zeby byc lepszym. Do tego wystarczy odkryc swoje Serce dla innych i dla siebie samego tez
Hej Hawana!
Teraz rozumiem już dokładnie Twój poprzedni postB) Masz racje Ci co są uświadomieni i pracują nad sobą maja ogromne szanse na to by normalnie funkcjonować, poprawiac swoje wady!Naprawde nie pomyślałem nawet o tych co nie mają pojęcia o dda i o tym ze ich problemy i kłopoty ze samym sobą nie są ich winą tylko środowiska w jakim żyli!Zal mi tych osób bo większośc z nich bedzie miała nieidane życie nie wiedząc nawet dlaczego!POZDRAWIAM WSZYSTKICH USWIADOMIONYCH DDA I ICH PARTNERÓW!!!Tylko, ze widzisz Matryca u mojego DDA bylo tak (podejrzewam iz jest tak u wszyskich DDA) iz mu wydawalo ze zycie jakie prowadzi jego rodzina jest normalne- stad ja bylam tam wrogiem! Pamietam jak poznal moja rodzine ( ktora tez nie jest idealna calkiem) to byl w szoku, ze my siedzimy, rozmawiamy, smiejemy sie cala familia wieczorem kazdy po pracy! swieta u mnie w domu wygladaja tak iz przygotowania trwaja miesieac przed! A u niego Praca a jak starczy czasu i sily to bedzie Wigilia! Jego postepowanie jest zle poniewaz mial zle wzorce rodzinne, nie wiedzial co tak naprawde znaczy kochajaca sie rodzinka u nich w domu byla tylko : praca, awantury a nieraz bijatyki a na zewnatrz piekana dobrze ustawiona rodzina! A tak naprawde to wszyscy uciekali do pracy aby nie patrzec na wciaz pijanego tate i sluchac Jego beblania! I on tak wlasnie zyl w takim swiecie! Mysle ze dluga droga przed nim aby stworzyl swoim dzieciom taka prawdziwa rodzine jak powinna wygladac! Wazne ze ma checi a to juz polowa sukcesu! Jestem z nim i na pewno dalej bede walczyla o Niego! Mysle ze rozumiesz o co mi chodzi! DDA nie sa zli, tylko wedlug mnie maja zle wzorce rodzinne!
Hej Agus!
Wiem. To o czym Mówisz jest mi doskonale znane. Na szczescie jest jeszcze Serce, Rozum, Terapia.
Serce – które trzeba miec dla siebie i dla innych. Myslec o tym ze innych mozemy ranic przez swoje zachowanie. Dbac o innych – wtedy te nasze problemy z dziecinstwa staja sie troche mniejsze, a my mozemy sie cieszyc ze cos dobrego dla innych zrobilismy. Nie wierze w to ze TRZEBA POWIELAC CHORE SCHEMATY. Mozna przestac od jutra – tylko trzeba sie otworzyc, otworzyc serce. Jasne ze to trudne, czasem bardzo – ale od dzisiaj mozna juz sprobowac. Dlaczego mam ranic innych? Dlaczego musze sie z tym czuc zle? Nie nie musze. To nieprawda ze cos sie ciagnie i tak pozostanie na zawsze! Moge sie zmieniac ciagle, jezeli sie otwieram.
Rozum – w pewnym momencie zdalem sobie sprawe ze patrzenie na rzeczywistosc z puntku widzenia moich osobistych doswiadczen i problemow jest po prostu ograniczajace. Ilez durnowatych tez wbilem sobie do glowy tylko dlatego ze mialem zle doswiadczenia z przeszlosci! Ale przeciez sa rozne punkty widzenia – to fakt nie jakas idea! Dlaczego mam uwazac ze to co mysle to jest wyrocznia? dlaczego mam myslec ze moj chory dom oznacza to ze wokol sa same "chore rodziny"? Przeciez to glupie! Zycie nie jest takie proste, o szczescie trzeba walczyc tez rozumem – to nie tylko emocja.
Pozd!
Ps. Agus – pilnuj swoich granicmam podobne przemyślenia jak użytkownik matryca (nie chodzi tu owątek z Agus)
najtrudniejsza rzecz to właśnie to otwarcie, dla mnie to często chwila gdzie czuję się jakbym rezygnacją z dotychczasowych przekonań zdradzał siebie ale wiem, ze część z nich jest/była mało zdrowa i że to, co ja subiektywnie widziałem, wcale nie musiało tak wyglądać na zewnątrz. Może to ten system obronny działa, cholera wie. W każdym razie nie raz czułem, że po takim wyluzowaniu ktoś, kto wydawał mi się działać z wrogich pobudek, nagle stał się po prostu człowiekiem, zamiast oddzielać się zacząłem szukać podobieństw. Właściwie często się łapię na tym, że kurczowo próbuję przeforsować swoje. A właściwie po co? co ma nade mną taką władzę, żeby mi kazać coś? Uwalnianie od przymusowego myślenia jest najpiękniejszym uczuciem dla mnie.
Ale to jest często bardzo trudne, bo łatwo wpaść w poczucie winy, że 'za dużo ryzykuję i mogę paść ofiarą czyichś manipulacji’.Anonim
21 września 2008 o 15:37Liczba postów: 20551a ja jestem w totalnej kropce, zupełnie nie wiem co mam zrobić z moim chłopem dda, kocham go bardzo i bardzo chciałabym, żeby mi wystarczyło cierpliwości na jego fochy i jazdy (właśnie jesteśmy w trakcie i lecą teksty: jeszcze mnie nie znasz, przekonasz się jaki jestem naprawdę niedobry, jak ci źle, to ja cie nie trzymam, jeszcze się nie nauczyłaś, że ja się o nikogo nie troszczę, a potem jak już się uspokoi to będzie, że to są tylko słowa, że czyny się liczą i to nimi mi okazuje, że jednak jestem ważna), ale powoli ją tracę i zaczynam sama się wciągać w jego humory i kłócić się z nim na równi… jesteśmy ze sobą ponad rok, a mniej więcej pół roku temu zaczęłam szukać informacji na temat dda i trafiłam na tą stronę… zaniepokoiły mnie nasze regularne kłótnie o nic, poza nimi jest idealnie, zgadzamy się we wszystkim, spędzamy razem czas, nie nudzimy się… a kłótnie zaczynają się zazwyczaj od tego, ze nie na czas albo nie na temat go zaczepię, że chciał rozmawiać krócej, a wyszło dłużej, albo odwrotnie (nie mieszkamy razem i widujemy się w weekendy, więc zostają telefony i internet), że go nie wysłuchałam, albo że za bardzo go słuchałam i teraz za dużo wiem,a już najgorzej jest, jak widzę, że ma podły humor i zapytam, czy wszystko jest w porządku, to wtedy nakrzyczy na mnie, że u niego zawsze jest wszystko w porządku, że on się niczym nie przejmuje i jest twardy, bo zahartowało go dzieciństwo… w każdym razie kiedy powoli zaczął mi opowiadać, że w domu nie było i nie jest dobrze (ojciec pił i stosował przemoc psychiczną na nim, bracie, mamie, mieszka z nimi do tej pory i nadal zdarzają się awantury i ganianie z nożem) zaczęłam mu powoli podsuwać linki do tej i podobnych stron, sugerować, że może znajdzie tu coś dla siebie, nie mówiłam, że jest dda i że terapia jest mu koniecznie potrzebna, podsuwałam mu też książki, które polecaliście tu na forum… sam z czasem przyznał, że coś w tym jest, że w tym co czyta jest dużo prawdy o nim, jego dzieciństwie i tym jak się teraz zachowuje… po każdej większej kłótni przyznaje, że coś jest nie w porządku, że postara się nad sobą pracować, że jak mu samemu nie wyjdzie, to pomyśli o terapii, że wie, że na moją pomoc może zawsze liczyć… i na tym się kończy i tak od kilku miesięcy, obiecuje sobie i mnie, że coś z tym zrobimy, ja czekam, wyciągam rękę, ale nie naciskam… a tu wystarczy kilka spokojnych tygodni i on uznaje chyba, że już nie trzeba nic robić… do następnego złego humoru… i nie wiem co ja mam z nim i ze sobą zrobić, bo z jednej strony wiem, ze to jest dobry chłopak, tylko potrzebuje pomocy i na pewno nie mojej, bo sami sobie z tym nie poradzimy, tylko przynajmniej terapii grupowej (u nas w mieście są dwie grupy wsparcia, jak mu o nich powiedziałam, to stwierdził, że jedna jest w kościele, a druga u aa, i dlatego do żadnej nie pójdzie), ale nie wiem jak sprawić, żeby sam chciał po tą pomoc gdzieś pójść, jak go pokierować, co zasugerować… a z drugiej strony jak to będzie tak dalej trwało, to ja sama będę potrzebowała terapii, bo za każdym razem, kiedy w kłótni mówi, ze nigdy mnie nie kochał, że troszczy się tylko o siebie, a mojego zainteresowania nie potrzebuje a w trudnych chwilach nie może na mnie liczyć itp. to ja w to wszystko wierzę, i to mnie bardzo boli za każdym razem, chociaż oczywiście zawsze potem przeprasza, tłumaczy, że nie mówił tego serio, i żebym nie wierzyła we wszystko, co mi w złości wykrzyczy
echh
ale się pożaliłam… ale może znajdzie się tu jakaś inna kobitka, która walczyła o swojego upartego dda i jej się udało… może poradzi mi co z takim gagatkiem zrobić, żeby nie szarpał się tak przez całe życie sam ze sobą i ze mną -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.