Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Do cholery ile to jeszcze potrwa???
-
AutorWpisy
-
Dawno mnie tu nie było, miałem małe zamieszanie i dalej w sumie mam w życiu. Jestem w czarnej dupie już od kilku lat i nic się nie chce ruszyć. Podobno lubię być ofiarą, lubię pławić się w sosie cierpienia, tak naprawdę nie chcę wyjść z tego bagna. No to jak nie chce to jak mam do cholery wyjść??? Sam już nie wiem czy chcę czy nie. Jedna część chce a druga jakoś tak kurczowo się trzyma tego wszystkiego ze strachu. Ludzie jak wyjść z użalania się i przejść do jakiegoś działania? Udało się komuś? Ja powiem wam szczerze mam już dosyć pełzania po tej ziemi, jak moje życie ma tak wyglądać to ja nie wiem. No nie mogę ruszyć z miejsca, cały czas mnie paraliżuje lęk przed ludźmi i światem i nie wiem co robić. Jestem na terapii indywidualnej już 2 i pół roku prawie i dupa. Ani gorzej ani lepiej , coś nie trybi chyba, prawdopodobnie ja. Czy komuś w ogóle pomogła psychoanaliza? Czy raczej grupowa jest skuteczniejsza?
Pozdrawiam i dziękuję za wszelkie odpowiedzi na moje chaotyczne pytabnia.Tyle ile trzeba. Cierpienie musi złamać opory. Może już czas na grupową, jak zobaczysz siebie w zwykłych ludziach a nie w terapeucie to coś się ruszy.
Ja również ukończyłam terapię grupową. Dzięki niej zaczęłam żyć. Wiele sił dał mi kontakt z ludźmi, których tam poznałam. Z częścią z nich nadal utrzymuję kontakt W trudniejszych okresach czasu mobilizacją do przyjścia na grupę byli właśnie oni. Gdy nie znajdywałam w sobie sił, to dawałam znać o swojej chwilowej niechęci pójścia na grupę, a wtedy to zawsze dostawałam telefon bądź sms przekonujący mnie do uczestnictwa w zajęciach:-) Tak więc jeśli sama w sobie nie mogłam znaleźć sił, to siłą byli dla mnie inni ludzie. Wiele dała mi właśnie taka forma terapii. Myślę, że to doskonały sposób, aby przełamać lęk przed ludźmi. Jednak, tak jak w przypadku innych terapii i do tej, trzeba być przekonanym, aby móc z niej skorzystać – w każdym razie chęć "spróbowania" musi być silna.
Moje pytanie do Ciebie jest następujące – uczestniczysz już w tej terapii dość długo. Jakie jest zdanie Twojego psychologa? Nie informuje Cię o on o tym np. że widzi, że nie pracujesz, bądź też informuje Ciebie o znacznych postępach, których udało Ci się dokonać? Oczywiście, każda zmiana wymaga czasu, lecz piszesz o co najmniej dwu letnim okresie uczestnictwa w terapii.
Myślę, że ja w pierwszej kolejności zapytała bym o zdanie swojego "specjalisty". Być może ta osoba, nie jest w stanie już więcej Tobie pomagać ( z różnych przyczyn) i musisz szukać innej formy terapii bądź też innego terapeuty.
Myślę, że świetnie że się nad tym zastanawiasz. Każdy "dół" jest "okazją" do zmiany.Pozdrawiam
LuckraMoja psycholożka mówi, że po dwóch latach zazwyczj przychodzi kryzys w terapii i ludzie chcą rezygnować, po drugie ta cała psychoanaliza może trwać nawet 4-5 lat. Ja myślę, że do tej pory albo strzelę samobója albo mi się życie rozpierdo….całkiem. Jakbym wcześniej wiedział to bym się zastanowił dłużej, ja rozumiem że nie ma szybkich efektów ale tak długo? A z grupową niestety będzie problem bo mieszkam w takim miejscu Polski, że są psycholodzy, ale grupy nie ma w całym mieście i w okolicy. Jest grupa samopomocowa dda i jest nawet ośrodek terapii uzależnień, ale ja nie jestem dda, chociaż mam bardzo typowe cechy.
Nie wiem już sam, chyba muszę czekać i się trochę uspokoić, bo wiem że mam tendencję do zrywania kontaktów, uciekania nagłego jak ktoś się zaczyna zbliżać albo zaczyna mi na czymś zależeć.
Ale mam pytanie – czy komuś pomogła psychoanaliza i ile to u was trwało albo trwa?Oczywiście, że pomaga ale to jest taka abstrakcja, że naprawde trzeba dziwnych zbiegów okoliczności żeby to wszystko poskładać. Nie można określić ile trwa, chociażby z tego powoodu, że nie masz świadomości co się w Tobie dzieje i od kiedy. Od dzieciństwa poznajemy świat i kombinujemy co i jak.
Anonim
26 stycznia 2010 o 17:13Liczba postów: 869ja niestety dopiero czekam, az się utworzy grupa. Na chwilę obecną korzystam z indywidualnej – moja psycholożka ostatnio mnie pochwaliła za aktywność 🙂
Jak do tej pory nie udało mi się jeszcze umrzeć (czytaj: zasnąc na wieki), więc staram się jakoś prostować to moje niepotrzebnie zakręcone życie na tej planecie.A osobowość DD to ciężka sprawa:(
PozdroWedług mnie terapia grupowa jest zasadnioczo skuteczniejsza w terapii DDA ze względu na potrzebę naprawę więzi i pracę z relacjami. Relacja z terapeutą nie daje możliwości bezpiecznego ćwiczenia i doświadczania relacja podobnych do tych rzeczywistości. Oczywiście jeżeli jest możliwość prowadznia równlogle terpii idywidualnej i grupowej to jest super – ja miałem takie szczęście.
Druga sprawa na którą chciałem zwrócić uwagę to to, że największe zmiany pojawiają się PO terpii a nie w trakcie. Potwierdzone przez literaturę oraz doświadczenie. Wiąże się to ze wziecięm odpowiedzialności za swoje życie i próbą samodzielnego działania. Fajnie jest pogdać sobie z trenerem w trakcie przerwy i przeanalizować spotkanie, ale żeby zdobyć gola trzeba wyjść na boisko i grać (a tam nie można co chwila podbiegać do linii z pytaniami – co teraz???)
Według mnie uporczywe przedłużanie terapii (bo jeszcze nie jest super) nie ma większego sensu (nie twierdzę, byszek, że tak jest w twoim konkretnym przypadku). Po co zamieniać jedno uzależnienie na drugie. Dobry terapeuta powinien przygotować do samodzielności. A nawet jeżeli okaże się, że było za wcześnie to można przecież zawsze wrócić z nowym doświadczeniem. Celem terapii nie jest załatwienie przez grupę/terapeute wszystkich spraw tylko uzdolnienie do samodzielności w załatwianiu ich przez siebie.Orrdynek, chodzi o to , że ta terpaia może trwać i trwać – to odemnie zależy w sumie ile będę chciał chodzić, nie ma ustalonego konkretnego terminu. Ja się boję , że w moim przypadku to jeszcze potrwa nie wiadomo ile, efektów za bardzo nie widać, zycie mi się po kawałku rozsypuje, tracę powoli wszystko, tzn niszczę, do tego jeszcze ta terapia, która im dłużej trwa tym bardziej mnie dołuje, bo to w końcu ja nie chcę się zmienić. Ofiarą jestem i nie wiem jak z tego wyjść, szukam cały czas cudownego leku, który chyba za mnie wszystko załatwi. Nie działam, bo się dalej boję – czy mam na chama zacząć wchodzić w relacje i różne sytuacje? bo już innego wyjścia nie widzę. Skoro nie ma nadzei na "super" albo nawet dobrze to zostaje albo śmierć albo życie bo w tym stanie zawieszenia to ja dłużej już nie dam rady.
Na początku myslałam podobnie- nie chcę zyć w takim stanie jak teraz, mam dwa wyjścia- albo zmiana albo śmierć. Umierać nie chciałam więc postawiłam wszystko na terapię, powiedziałam sobie, że nieważne co mnie czeka po wyjściu z tej skorupy, na pewno nie chce w niej dłużej siedzieć i się dusić.
Moja terapia się skończyła właśnie w czasie, gdy zacząłem być już nią nieco zmęczony. Nie miałem wrażenia, że coś się szczególnego zmieniło w moim życiu – oprócz mnie samego. Nie wiem jak jest u ciebie z terapią – moja miała zakreślone ramy czasowe co spwodowało, że toczyła się według pewnego planu – w tym był przewidziany czas na wyjście i przygotowanie do radzenia sobie samemu.
Zaskoczyło mnie, że sam chcesz decydować o zakończeniu. Według mnie za to odpwiada głównie terapeuta – powinien wyczuć kiedy przestaje pomagać a zaczyna od siebie uzależniać. DDA chętnie pozwala na zajęcie pozycji rodzica różnym osobom, to wzmacnie jego "dzieciętwo".
Jeżeli piszesz o trudnościach w relacjach i związkach to zdecydowanie polecam grupę z terapeutą. Daje w miarę bezpieczne środowisko, gdzie możesz poćwiczyć "wchodzenie na chama". Na idywidualnej nie ma szans na takie warunki.
To tylko moje luźne przemyślenia, nie traktuj ich proszę jako ocenę twojej pracy nad sobą. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.