Powiem Ci tylko: rozumiem Cię, bo mam takie same odczucia – taki czas… Staram się co dzień dążyć do tego, żeby dysfukcja kiedyś zniknęła…Ale nie mam praktycznie wsparcia…Nie mam z kim pogadać o problemach DDA, bo nie mam znajomych którzy by to zrozumieli…I tak jest ciężko… Boję się co będzie następnego dnia, że już mi się odechce walczyć i wtedy wszystko co złe, i z czego chcę się wyrwać, wróci. Na początku jest mocny zapał, dużo chęci, zwłaszcza,kiedy chodzi się na terapię (ja byłam na razie na 6-tygodniowej) potem się walczy siłą rozpędu, a mój obecny stan wygląda tak, że brnę, bo się uparłam. Ale wcale nie jestem przekonana, że mi się uda. Czekam, bo podobno cierpliwość zostaje nagrodzona. Tak trudno się zamienia myśli, które są w głowie od zawsze, na normalne….Trzymaj się. I’m with You.