Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Dwa rodzaje złości
-
AutorWpisy
-
Mam pytanie. Ogólnie zauważyłem, że są dwie grupy ludzi DD, tacy, którzy nie widzą nic złego w swoim wychowaniu i w swoich rodzicach , ale idą na terapię, bo się źle czują i oni dopiero na terapii odkrywają złość i inne uczucia na rodziców. Druga grupa to tacy, którzy się złościć już zaczęli dawno i też się źle czują i idą na terapię. Pytanie o co chodzi z tą drugą grupą ludzi? Co to jest za złość, skoro ona pojawiła się wcześniej np. w trakcie okresu dorastania i te osoby zdawały sobie sprawę z dręczenia i wykorzystywania. Czemu ona służy tak naprawdę? Ja mam taką sytuację i mam jakieś dziwne przeczucie, że mimo , że się złościłem, to jednak nie do końca czuję za co. Wiem i pamiętam, ale czy naprawdę sobie zdałem sprawę co się działo?
Temat dla mnie 🙂 Więc … 😉
Taką parę reprezentacyjna stanowię ja i mój maż. ja mimo iz dopiero niedawno nazwałam alkocholizm ojca po imieniu, od zawsze wiedziałm, ze moja rodzina jest dysfunkcyjna, ale, u mnie oficjalnie wszystkiemy winny był ojciec – wtedy fajtłapa, nieudaczniek idt. Matka w jakims sensie była jego ofiara, miał brzydki zwyczaj ponizania , dręczenia, i ogólnie szukania sobie słabszego od siebie. Jako dzieci łatwo dałysmy sobie wmowić, ze to on jest wszystkiemu winien, nikt nam wtym nie przeszkadzał, matka dopingowała, więc nauczyłaysmy sie czuś złosc i inne, jednakze tylko w jedynym wskazanym kierunku. Gdy ojciec odszedł matka nadal zatruwała nam zycie, (własciwie to oboje sa tak toksyczni, ze często wyobrazałam sobie, jak było by dobrze gdyby odeszli, umarli itd. ), niestety z e złoscia do matki było wiele trudniej, bo to przecież cierpietnica, bohaterka rodzinna, zajmuje sie nami z takim poświęceniem, zyce jej zmarnowałyśmy a takie niewdzięczne itd. Moja złośc do matki tłumiona była zawsze ogromnym poczuciem winy, zawsze próbowałam ja zrozumieć, i jeszcze bardziej się starać, a ona nigdy nie była zadowolona. To było potwornie destrukcyjne, ale nie mogłam się bronić, bo wszędzie miała poparcie jako uciemiężona wojowniczka o dobro rodziny. Dlatego gdy wreszcie trafiłam na głos stojacy po mojej stronie, i dowiedziałam się , ze to ona jest zła, mogłam skierować własciwe emocje we własciwa stronę, pozbyc się wyrzutow sumienia, wyrzucić z siebie ta cała słuszna nagromadzoną, świadomą frustrację .Tymczasem u mojego męza było tak, ze choć działy się tam rzeczy złe, krzywdzace, ponizajace i bolesne nikt przez lata nie odezwał się słowem na ten temat. Zupełnie nie rozmawiano o uczuciach, dzieci były pozotawione same sobie a rodzice trzymali razem, udajac , ze wszystko jest cudnie i tak jak powinno. Moj maz, nawe, gdy przedstawiam mu niezbite dowody w postaci jego problemow, nie jest pewien, czy napewno w domu cos nie grało. Nie ma swiadomosci uczuć, nie ma swojego zdania, nie analizuje, nie szanuje się jako człowieka. jego przypadek okazał się duzo powazniejszy od mojego, mimo tego on jest jak we mgle, zupełnie nic nie widzi, nie mowiac juz o jakiejkolwiek złosci. Jego odczucia w tym temacie sa ZADNE.
I tak to wyglada.:)Pozdr.K.
W mojej układance czegoś brakuje i ja nie mogę tego rozgryźć. Miałem matkę tyrana i bardzo uległego ojca. Na matkę już dawno się zacząłem złościć i właściwie temat wyczerpałem do dna, ale zdrowy nie jestem, więc albo to jest jakaś oszukana złość albo złościłem się nie na tą osobę na którą naprawdę chciałem.
Byszku właściwie nie do końca rozumiem o co właściwie pytasz. Czy chodzi Ci o to dlaczego mimo złości na rodziców jaką czujesz i wyrażasz, nie jest Ci lepiej?
Jeśli tak, to mogę CI powiedzieć tyle, że nie chodzi o samo wyrażenie złości. Po złości jest akceptacja i odwrót w stronę siebie, lub po prostu zauważasz, że mógłbyś tak się złościć w nieskończoność, więc z tego świadomie rezygnujesz i zajmujesz się sobą. Czasem dzieje się tak, że ta złość sama się nakręca a my w niej grzęźniemy na o wiele dłużej niż jest to konieczne, wpadamy troszkę w takie błędne koło. Złość staje się obroną, bo nie możemy przejść do kolejnego etapu, bo jeszcze nie potrafimy zająć się sami sobą lub np. zaufać komuś kto mógłby nam pomóc – terapeucie. Są też przypadki, że taka złość wynika z nieumiejętności porzucenia potrzeb wobec rodziców, więc świadomie lub nie złościmy się za to czego nie dostaliśmy a czego nie umiemy sami sobie dać/ zorganizować, lub porzucić pragnienia odnośnie tej rzeczy.
Mam nadzieję, że Ci się coś rozjaśniło.
Byszku, dodam jeszcze swoje dwa grosze… jak ja to widze i jak jest u mnie…
Całe życie prowadziłam walke z mamą, wieczne kłótnie, afery, bunt, ucieczki z domu… alkohol, itd… brak zaufania… czułam się osaczona, ona starała mi się ułożyć życie po swojemu…a ja buntownik… do tego brak ukazywania uczuć… itd… trwało to bardzo długo… zmieniło się to po mojej terapii… ja chyba ją zrozumiałam (miała też nieciekawe dzieciństwo ), wybaczyłam, przeprowadziłyśmy oczyszczającą rozmowe… i mam super mame…:) … prawdziwego przyjaciela, na którego zawsze moge liczyć, który nie przekracza już moich granic…bo wie, że jestem już dorosła i szanuje to…są spięcia, ale jakoś kulturalnie i asertywnie je rozwiązujemu…
A pomyslałes o tym, ze ojciec też ma swoje za uszami?
Był tak samo odpowiedzialny za Ciebie, jak matka, miał Ci pomóc, wesprzeć a nie zrobił tego, nie uratował Cie. On nie jest w porzadku. Czy to nie na niego chciałbyś sie pozłoscić, ale nie umiesz, bo on przecież taki biedny… 😉Dzięki za odpowiedzi każdy coś mądrego napisał i każdy z innej trochę strony :). Mi to wygląda właśnie na jakieś trzymanie się potrzeb wobec rodziców i próba wymuszenia czegoś tą swoją złością, nie wiem czy to nie jest jakieś błędne koło. Jakbym miał cały czas jakieś złudzenia, do czegoś mi byli cały czas potrzebni.
O ojcu myślałem, i trochę też się na niego złościłem, ale jakoś szybko mi przeszło, bardziej to się na matce skupiało.Mi się ciężko na matkę złościć,bo jak to sama mówi ona jest"poranionym człowiekiem".No to jak ona taka biedna a ojciec to ten zły,to jak mam być na nią zła? Jak mi terapeutka pierwszy raz powiedziała,że matka też była za mnie odpowiedzialna i ma swoje winy to mi szczęka do samej ziemi opadła. I strasznie się na nią wnerwiam,a potem czuję się winna,bo ona taka biedna i jej trzeba pomóc…Hmm..Chyba jeszcze troche pracy przede mną…I tak myślę,czy ja na temat piszę,bo w sumie to o sobie piszę..Hmmm…:P Sorry,ze nie pomogłam
A wzięłas pod uwagę, ze Ty rowniez jesteś poraniona, i w jakim stopniu matka stara się zrozumieć Ciebie? Czy Twoim zadaniem zyciowym nie jest według niej, utwierdzanie jej w roli zranionej przez los ofiary? Czy napewno po to ma się dzieci?
Jesli jest ofiarą, niech zwróci się po pomoc, dlaczego tego nie robi? Bo lubi się nad soba uzalać i nie chce nic zmieniać, a Twoje uczucia i popaprane zycie nic ja nie obchodza. Jedyne uczucie jakie prawdopodobnie do Ciebie żywi, to zal, ze tak mało się pochylasz nad jej nieszczęsciem..
Pozdr.K.pepa,hmmm…Właśnie się zastanawiam,czy moja matka to nie jest zwykła egoistka…Ja jako dziecko czekałam…Krzyczałam w duszy z rozpaczy,potrzebowałam miłości,wsparcia,poczucia bezpieczeństwa….Ale nikt tego nie słyszał…Nie wiem…Nic nie wiem
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.