Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Dwa rodzaje złości
-
AutorWpisy
-
pepa myślałam podobnie…. dziś żałuję, że nie zmusiłam jej do rozmowy, krzyku czy czegoś podobnego… Oprócz "wolności" od jej osoby zabrakło mi tej uwalniającej rozmowy nawet gdyby miała powiedzieć coś co by bolało. Zyłam "spokojnie wolna od matki" aż do jej śmierci…teraz ten udawany spokój znikł…
Alez, ja si e konfrontowałam cełe zycie. Ciągle, bez oczekiwanego wtedy przezemnie rezultatu. Byłam ciagle rozbita i sfrustrowana, bo nie wiedziałam ostatecznie kto ma rację, gdy walczyłam o siebie słyszałam ze jestem zła i niewdzięczna. Moim problemem było przewlekłe, paralizujace poczucie winy.
Dzięki moim bojom, moje rodzeństwo zobaczyło, że mozna miec inny poglad. Prawdę mówiąc, to przyłapałam się ostatnio na mieszanych uczuciach dotyczacych tej kwestii. Z jednej strony widzę i cieszy mnie, ze oni nie mają mojego poczucia winy, i potrafią się bronic, a z drugiej jakis chochlik podpowiada mi, ze jestem zła, bo przeciez ich relacje z matka mogłyby byc lepsze, gdybym nie zatruła im głów. Oczywiście to bzdura, ale głeboko zakorzeniona…
Moja wolnosc polega na tym, ze nie zalezy mi juz na tym, by przyznała mi rację. Nie jest warta moich nerwów, mam gdzieś co mysli. Bez znaczenia. Widzę jaka jest słaba i załosna, jak wciaz powiela te swoje peridne gadki i zachowania, jak mysli, ze mi dowali, ze sobie znow skorzysta na mojej słabości. Spoko, niech ma , to jej pozostało. Jestem dorosła, mam rodzinę, mam swoj punkt odniesienia i nie ona nim jest.
Mas rację, taka konfrontacja jest potrzebana, ale nie po to by rodzic wrzeszcie przejrzał na oczy ( bo szanse na to sa marne, prędzej Cię zwyzywa), lecz po to, by wreszcie pozbyc się złudzeń, i się uwolnić.hm…by wreszcie pozbyć się złudzeń, i się uwolnić…Może i racja
Tak sobie jeszcze pomyślałam o tym umieraniu…
Mój teść umarł rok temu, na przewlekłą chorobę, pod koniec zycia praktycznie nie mógł już mówić, chodzić, wiedział, ze umiera. Zeby przekazać myśl, muszę trochę o moim mężu, mam nadzieję, ze go nie urażę…
Chodzi o to, ze wyrządził on swemu synowi, i ogólnie dzieciom oogromną krzywdę, tak jak jego rodzice wyrządzili jemu. Jestem pewna, że miał tego świadomość. Mimo to, do ostatnich chwil grał autorytet i dobroczyńcę ludzkości. Nie wypadł ze swej roli ani na chwilę. Gdyby mógł mówić, jestem pewna, że zrzędziłby i czepiał się wszystkich starym zwyczajem, a ponieważ nie mógł, korzystał z wizerunku konającego bohatera. Myślę sobie , że przed smiercią, miał sto okazji, zeby przeprosić dzieci i dac im wreszcie poczucie, ze sa ważne, że ich samopoczucie i dalsze losy mają dla niego znaczenie. Wiedział, że jeśli odejdzie bez słowa, oni nadal będą się męczyć, jak on. Ale nie zrobił tego, grał do końca. Nie zrobiła tego również ich matka, mogła wreszcie powiedzieć prawdę, przecież są młodzi, ich zycie powinno być dla niej , najważniejsze. Tymczasem popadła w jeszcze większy kult zmarłego, każdym swoim mitem uderzając w dzieci. To jest absolutny egoizm i chęć ratowania siebie, bez wzgledu na okoliczności i jakikolwiek obiektywny sens takich działań. Irracjonalna ucieczka przed odpowiedzialnością za zło, które się wyrządziło. Zero miłości. Budowanie mitu samego siebie. Dzieci sa przedmiotami narzędziami, własnością…
I tak sobie myślę, w świetle tej niedokonanej konfrontacji, że ona się dokonała, bezgłośnie, ale wybór rodziców przed śmiercią , w takich przypadkach jest oczywisty, odpowiedź również.
Pozdrawiam.K.Powiedziałam matce co mnie bolało,że czułam się odpowiedzialna za nią itd.ble ble.I wyklęła mnie z rodziny w nagrodę. A wiedziałam,że lepiej nie mówić,bo jeszcze dostanie się tylko wpierdol. Nienawidzę życia i naprawdę nie warto po tej ziemi chodzić.Ja już nie mam siły,ja już po prostu dziękuję. Za dużo bólu było i jest.
Patrycjo dobrze zrobiłas, tylko musisz teraz spojrzec na to z własciwej strony.
Wiesz już, ze ta kobieta się nie zmieni, więc przestań się nią w końcu przejmować. Zajmij się sobą.
Nawet to, ze Cię wyklęła ma swoje dobre strony, bo tym samym zwolniła Cię z odpowiedzialnosci za nią. Dała Ci wolność, więc z niej korzystaj.
Zacznij martwić sie o siebie, bo tylko to mozesz z mienieć. Powodzenie i głowa do gory 🙂Dzięki pepa,ale ja nie potrafię tak na to spojrzeć. Czuję jak gdyby ktoś wbił mi nóż w serce. To nie do wytrzymania.
witam,
ja też myślę Patrycjo, że dobrze zrobiłaś. jednak może sie okazać że to Ci nie przyniesie ulgi, bo problem tkwi gdzieś głebiej. jestem osobą po psychoterapii DDA i chciałam podnieś wszystkich ludzi na duchu pisząc że to działa!!! nie jest to prosta sprawa, ponieważ w trakcie trwania psychoterapii trzeba zmierzyć się z wieloma trudnymi sprawami, które leżą gdzieś głeboko w nas. wszystko "przepracować", przeżyć jeszcze raz ten koszmar, ale nie wyobrażam sobie innej drogi niż ta. teraz jestem innym człowiekiem. z małej wrażliwej, przestraszonej istoty stałam się wpełni silnym, śmiadomym swojej własnej wartości człowiekiem. znam swoje mocne strony i słabości. depresja i lęki minęły bezpowrotnie.wszystkie kręte ścieżki i niejasne sprawy wyprostowały się i wszystko stało się przejrzyste. odzyskałam kontrolę nad własnym życiem. czuję, że to co się dzieje w moim życiu zależy tylko ode mnie i nikt i nic nie ma nade mną władzy. bardzo chciałabym Wam pomóc, dlatego postanowiłam odwiedzić tą stronę. trzymajcie się ciepło i poszukajcie wsparcia w grupach psychoterapeutycznych. naprawdę warto.
patrycja2 swietnie cię rozumiem… niestety… łatwo sie mówi trudniej zrobić.
Wiecie, ja mysle, ze DDa jest pewna formą sieroctwa, z tym, ze nasze sieroctwo jest nieuswiadomione. Zyjeny iluzją rodzicow, którzy nigdy nie istnieli, albo istnieli kiedys tam, ale to juz od dawnaocałkiem inni ludzie. Taki moment konfrontacji, powinien być chwilą przebudzenia się, porzucenia iluzji i powiedzenia sobie otwarcie – jestem sierotą, od tej chwili musze radzic sobie sam. Rodzice, których sobie wymysliłem nie istnieją. Ci ludzie nie mogą mi dac i nie dadzą tego, czego od nich oczekuję. Jestem dorosły sam odpowiadam za swoje zycie, uczucia.
To potwornie boli, bo wraz z iluzja umierają nasi dobrzy rodzice, ale kazda żałoba kiedys się kończy a zycie toczy się dalej.
Myślę, ze prawdziwe sieroty mają nad nami te przewagę, ze swobodnie mogą układac wszelkie pozytywne scenariusze, natomiast nasze wyobrazenia bezustannnie przechodzą bolesną konfrontację z rzeczywistością wprowadzając nas w jeszcze głebsze cierpienie.Pozdr.K.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.