Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Dwa rodzaje złości

Przeglądasz 10 wpisów - od 31 do 40 (z 49)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonim
      Liczba postów: 182

      "Zyjemy iluzją rodzicow, którzy nigdy nie istnieli, albo istnieli kiedys tam, ale to juz od dawnaocałkiem inni ludzie. Taki moment konfrontacji, powinien być chwilą przebudzenia się, porzucenia iluzji i powiedzenia sobie otwarcie – jestem sierotą, od tej chwili musze radzic sobie sam. Rodzice, których sobie wymysliłem nie istnieją."

      to co napisałas pepa -jest dla mnie najtrudniejsze do przełamania. Nie potrafię zrozumiec i nie wiem czy tu cos trzeba rozumiec -to trzeba poczuć!? ,że to była i jest iluzja.I wydaje mi się ,ze też w drugą strone to idzie , bo rodzice w nas zabili prawdziwe JA , to byciem dzieckiem, po to by sami mogli funkcjonowac i nie poczuc swojego zranienia z dziecinstwa. Nie kochali nas takimi jakimi bylismy ,prawdziwi , ze wszystkimi uczuciami, spontaniczni. Uprzedmiotowili nas po to by czuc sie ze soba bezpiecznie.A ja czułam lęk przed porzucenia poddałam sie ich chorym regułom funkcjonowania i wierzylam ,ze jak bede robic to co oni każa to bede kochana. I ta iluzja sie mnie trzyma …ciezko mi to uswiadomic sobie i poczuc ….no ale przeciez czuje to skrzywdzenie ten ból , ja cierpie bo nie bylo by mnie tu i nie bylabym dda jakbym sie z tym dobrze czuła.. może ktos tu jeszcze wypowie sie na ten temat kto juz sobie pomału radzi z tym …z tą" iluzją kochanych rodziców"

      Edytowany przez: zizazou, w: 2011/02/16 13:12

      Edytowany przez: zizazou, w: 2011/02/16 15:59

      Stokrotka1000
      Uczestnik
        Liczba postów: 310

        Bardzo mi się podoba, pepa, co napisałaś…
        Dodałabym jeszcze, że w trakcie zdrowienia przestajemy czuć się dziećmi i oczekiwać od rodziców i innych, że zaspokają nasze potrzeby, tak naprawdę większość niezasokojonych z dzieciństwa… I gdzies dojrzałośc sprawia, że przestajemy się za to złościć na rodziców, że nam czegoś nie dali i akecptujemy, że nie dadzą, bo nie umieją…
        I czas jak napisała pepa odciąć się od tego emocjonalnie, nie oczekiwać, a samemu zająć się zaspakajaniem swoich potrzeb, opieką nad sobą… jak nam zacznie to coraz lepiej wychodzić, ta opieka nad soba, to wtedy coraz mniej się złościmy na rodziców i innych, a akceptujemy ich takimi, jakimi są…

        Edytowany przez: Stokrotka1000, w: 2011/02/16 13:16

        pepa
        Uczestnik
          Liczba postów: 792

          Ponieważ forum padło zmuszona byłam do nasycenia się martwą literaturą 🙂 i patrzcie co znalazłam :
          http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/58-maestwo-i-rodzina/665-osamotnienie-dziecka-w-rodzinie-przeglad-badan.html

          Oto cytat z owego tekstu, który powinien dać nam wiele do myślenia, i wyjaśnić wątpilwości:

          W rodzinach tych rodzice nie okazują dzieciom miłości, serdeczności, zainteresowania i zadowolenia oraz gotowości do niesienia pomocy. Narażają tym samym dzieci na poczucie osamotnienie. A poczucie to – jak dowiedziono – jest znacznie bardziej bolesne i groźniejsze dla zdrowia psychicznego, aniżeli całkowity brak rodziny. W przekonaniu H.Izdebskiej (1980): "Mieć bliskich i czuć się samotnym to najgorszy rodzaj samotności, ponieważ zabija w człowieku nadzieję, osłabia motywację, deformuje psychicznie".

          Pozdrawiam 🙂

          byszek
          Uczestnik
            Liczba postów: 341

            Ta iluzja to też oszukiwanie siebie, że zawsze jestem w centrum uwagi, że ktoś o mnie myśli cały czas i się przejmuje moją osobą. To, że ja o kimś myślę i zwracam uwagę na niego, nie znaczy, że on jest mną zainteresowany, przynajmniej nie tak jak myślę i chcę żeby był. Odkryłem, że sama złość nie wystarczy, bo w złości jest jeszcze nadzieja i pretensje, to jeszcze nie jest prawdziwe pogodzenie się z rzeczywistością, pod złością kryją się inne uczucia.

            Edytowany przez: byszek, w: 2011/02/18 23:23

            Patrycja2
            Uczestnik
              Liczba postów: 7787

              Ja chyba odnośnie mojej matki poczułam totalną panikę. Chyba poczułam się jak małe dziecko, które zostaje bez matczynej opieki. To żałosne ale chyba właśnie tak to jest. Może ja liczyłam na to,że ona w końcu się mną zajmie.No pomijając ogólny ból spowodowany tą sytuacją.

              byszek
              Uczestnik
                Liczba postów: 341

                Nie wiem, czy to nie jest tak naprawdę nasz jedyny i podstawowy problem, to poczucie bycia samemu i gotowość do zniesieni tego ciężaru…

                agus
                Uczestnik
                  Liczba postów: 3567

                  w wątku Współuzależnienie… wprowadziłeś mnie na pewny tor… dot. to mojego partnera…a nie jest to tak, że to co piszesz powyżej… to też jest iluzja… wbita w głowę… to nie jest tak, że nie chcemy zobaczyć, nie widzimy ….że jest całkiem inaczej…i żyjąć tak w poczuciu "samotnosci"… nie widzimy innych, nie widzimy tych dobrych dla nas…bo szukamy i widzimy w nich naszych rodziców… ja właśnie częto z ust partnera słyszę " jesteś taka sama jak moii rodzice 2 w 1 "… a wiem, że tak nie jest…
                  TYLKO ON WSZĘDZIE ICH WIDZI… WE WSZYSTKICH…

                  agus
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 3567

                    … a Patrycja… już pisałam w innych wątkach, że u mnie konfrontacja się powiodła… i wreszcie czuję się W A Z N A dla mojej mamy… mój małżonek mówi, zresztą nie tylko on, że mam duże szczęście… ale część rodziców i nie tylko jest niereformowalna…
                    o czym się przekonałam na własnej skórze…

                    myśląc sobie z mamą, poszło mi super, to postaram się uświadomić rodzinę męża…hm
                    nie wiem co ja wtety sobie myślałam… ale normalnie czułam się jak na spidzie…no i zaczełam uświadamiac… najpierw jego mamę… wywnętrzałam się, flaki sobie wybrówałam… no ona słuchała… i teraz to wiem… zajebiście się na mnie nagrywała…no ale idąc tym krokiem… kolej przyszła na brata i jego bratową… o ona tak pięknie mi mówiła, przytakiwała… aż jej powiedziałam o FORUM… powiem szczerze zrobiłam to trochę z premedytacją… aby troszkę głębiej to zobaczyli… o tyle brat… od razu prosto z mostu powiedział ( za to go szanuje… za szczerość ) że jesteśmy z pierdolnięci i nawiedzeni… i szukamy problemów gdzie ich nie ma…hm efekt…czekali na moment … i wybuchła wojna… 4 światowa do dziś dnia nie znamy się nie ukrywam, że bardzo dobrze na tym wyszłam ja i moja psychika… skłonili się nawet do tego, że czytali teściowej co ja tu piszę… a ona atakowała za to mojego męża.. nie tak dawno mnie…i powiedziałam jej, że nikt nie zabroni mi tu pisać i cieszę się, że tu trafiłam…bo mam szansę stać się lepszym człowiekiem…., bo ja dzięki tej sytacji zrozumiałam, że szkoda czasu na innych… że oni są tak toksyczni, chorzy, że wolą nie wiedzieć problemów… i że nie warto… i tak jest najlepiej…
                    teraz brat już wie… ma zdiagnozowane przez lekarza DDA… tylko wstyd się mamie przyznać…dlatego odpuść Patrycja… wcześniej czy później i tak prawda wyjdzie… zobaczysz…
                    acha piszę ten post też z premedytacją świadomie…

                    Patrycja2
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 7787

                      agus,to niewiarygodne z tym wszystkim, moja matka się wyparła, mój brat nigdy się nie leczył i chyba nie byłby w stanie zezłościć się na matkę, udaje,że wszystko jest ok,nie przyznaje się,że jest DDA. Oni pewnie właśnie myślą,że ja tu coś wymyślam razem z nawiedzonymi terapeutami..Niewiarygodne,jak to prawda potrafi być niewygodna,z jaką siłą odrzucana…agus,gratuluję wytrwałości i odwagi,teraz też-w końcu może teściowa patrzy..:lol: i dzięki…długa droga przede mną…

                      pepa
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 792

                        "ale normalnie czułam się jak na spidzie…no i zaczełam uświadamiac… najpierw jego mamę… "
                        To jak ja :), na szczęscie ogranicza się to u mnie głównie do wewnętrznego poruszenia, nie oszukujmy się, swiata nie zmienimy, a poza tym to jest swietny sprawdzian tego, czy jesteśmy wreszcie w stanie skoncentrowac się wyłacznie na sobie…
                        (no powiedziałam siostrze ;), ale bez nachalnosci, sama kiedys do tego dojdzie, jestem obok, pomogę gdy poprosi, i jeden link do brata matki wysłałam, zechce to skorzysta..
                        )
                        Odkąd znam problem, to własciwie nie ma w moim zyciu osób, którym nie pomogłaby zdobyta przezemnie wiedza, ale fakt, ze ja ją zdobyłam a nie oni też o czyms świadczy…
                        Moja sasiadka ma ewidentny problem DDD, cierpi na depresję, chodzi na terapię a maz jest terapeutą uzaleznień, mimo to nie chce się przyznać przed soba do źródła problemu. Wynajduje w internecie coraz to nowe wersje swojej choroby. Ja myślę, ze takich wyboró, bo jest to wybór, dokonuja osoby, które ze wszystkiego na swiecie najwyzej cenia mozliwośc uzalania sie nad soba i rolę ofiary. Wiem co mówię. Inny blizki znajomy od lat leczy się ta rózne wersje chorób, ma nawet rentę, chyba na dwubiegunówkę, sezonowo robi sobie wczasy w szpitalu, gdzie bez przerwy ktos go odwiedza i się nad nim lituje, wyobraził sobie, ze wszyscy maja super tylko on nie, a do tej pory nie rozliczył sie psychicznie chorą z matką, która zostawiła go topiac się w rzece. Gdyby mój maz powiedział mu teraz, ze jego ( męża) ojciec to szuja obraziłby się pewnie, bo jak on tak moze o ojcu mówić.
                        Takich historii wokół pełno, nie nam to zmieniać.

                        Agus, przepraszam,za ciekawośc, ale czy Twój maż nie ma nawet przebłysków swiadomosci, ze to co robi to efekt zranienia? On nie wie, ze robi źle?

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 31 do 40 (z 49)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.