Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › dywagacji na temat alkoholizmu cd
-
AutorWpisy
-
i teraz cała teoria do kupy…
kieyd poznalam te mechanizmy myslalam sobie…kurcze pieczone, gdybym ja tylko o tym wiedziala wczesniej, gdybym sama nie zaprzeczala , nie dala sie manipulowac, moze moj maz dostrzegl by problem..a ja? reagowalam zloscia, wrzaskiem, krzyczalam na niego jaki byl pijany (z pijanym sie NIE DYSKUTUJE!!!!!), albo ryczalam, zamartwialam sie….
a wystarczylo po prostu INFORMOWAC meza, wtedy jeszcze chlopaka o jego skutkach picia…
np. to nie jest zabawne ze rozwaliles plotek, to nie bylo zabawne ze kopiesz w znak drogowy, to nie jest normalne ze pijesz piwo i pod twoja opieka jest dziecko (to jest nieodpowiedzialne zachowanie – jakby sie cos stalo, nie mozesz prowadzic np. auta)..
i wiele wiele innych przykladow na to ze pewne zachowania sa po prostu zachowaniami nieodpowiedzialnymi!!!!
wtedy mozna sygnalizowac ze jest problem, ze picie alkoholu ma swoje skutki w przypadku postepowan, zachowan naszych bliskich….gdybym wiedziala wczesniej jak sie zachowywac….
za pozno na gdybanie…ja juz sie nie smieje gdy ktos rzyga przez okno, wywraca sie na ulicy, wsiada za kierownice nawet po piwie, … moze to i sa jakies np. studeckie wybryki, mlodziez musi sie wyszumiec…ale nie zaslaniajmy tego murem wyparcia ze TAKIE zahcowanie jest okej…nie , nie jest – to jest brak odpowiedzialnosci…nie kazdy kto sie napije musi od razu robic jakies wyglupy, robic komus przykrosc…
…od razu mi lepiej…duzo goryczy we mnie bylo… nie zmienie innych –
moge zmienic siebie i wlasne postrzeganie obecnej rzeczywistosci
😉i teraz cała teoria do kupy…
kieyd poznalam te mechanizmy myslalam sobie…kurcze pieczone, gdybym ja tylko o tym wiedziala wczesniej, gdybym sama nie zaprzeczala , nie dala sie manipulowac, moze moj maz dostrzegl by problem..a ja? reagowalam zloscia, wrzaskiem, krzyczalam na niego jaki byl pijany (z pijanym sie NIE DYSKUTUJE!!!!!), albo ryczalam, zamartwialam sie….
a wystarczylo po prostu INFORMOWAC meza, wtedy jeszcze chlopaka o jego skutkach picia…
np. to nie jest zabawne ze rozwaliles plotek, to nie bylo zabawne ze kopiesz w znak drogowy, to nie jest normalne ze pijesz piwo i pod twoja opieka jest dziecko (to jest nieodpowiedzialne zachowanie – jakby sie cos stalo, nie mozesz prowadzic np. auta)..
i wiele wiele innych przykladow na to ze pewne zachowania sa po prostu zachowaniami nieodpowiedzialnymi!!!!
wtedy mozna sygnalizowac ze jest problem, ze picie alkoholu ma swoje skutki w przypadku postepowan, zachowan naszych bliskich….gdybym wiedziala wczesniej jak sie zachowywac….
za pozno na gdybanie…ja juz sie nie smieje gdy ktos rzyga przez okno, wywraca sie na ulicy, wsiada za kierownice nawet po piwie, … moze to i sa jakies np. studeckie wybryki, mlodziez musi sie wyszumiec…ale nie zaslaniajmy tego murem wyparcia ze TAKIE zahcowanie jest okej…nie , nie jest – to jest brak odpowiedzialnosci…nie kazdy kto sie napije musi od razu robic jakies wyglupy, robic komus przykrosc…
…od razu mi lepiej…duzo goryczy we mnie bylo… nie zmienie innych –
moge zmienic siebie i wlasne postrzeganie obecnej rzeczywistosci
😉Katarzynko,nie ma sprawy za te ,,raz na miesiac,,;) ale tak na prawde trudno okreslic bezpieczna czestotliwosc picia.Zreszta pewnie nie tylko o to chodzi.Ja uwazam ,ze mozna pic okazjonalnie /imieniny,urodziny wesela,sylwester itd/Prawda jest jednak,ze te okazje z czasem sa coraz czestsze.Moze moje opinie nie sa zbyt obiektywne,poniewaz sama jestem calkowita abstynentka z wyboru.Ale czesto analizuje swoja ,,malzenska,, przeszlosc,obserwuje znajomych majacych z tym problem i widze duzo czego nie widzialam wczesniej.Alkoholizm,droga do uzaleznienia to bardzo skomplikowany proces.Nie kazdy rodzi sie alkoholikiem,jednak wedlug mnie sa ludzie ,ktorzy maja alergie na alkohol i powinni go unikac.Symptomem alergii moze byc np.sposob picia-ilosci,picie do nieprzytomnosci,….zreszta nie bede wymieniac,bo sama jestes w temacie i wiesz o co chodzi.Dlatego mysle Katarzynko,ze sama niebawem dostrzezesz,czy maz Twoj ma problem czy nie.W kazdym razie idziesz dobra droga a poza tym uwazam,ze nie jestes przewrazliwiona tylko poprostu ostrozna a tego nigdy za wiele.:)
No, tak wiem, wiem, ze wszytko zalezy od wyczucia. Tylk okazuje sie, ze alkoholicy i osoby wspoluzaleznione nagle jakos dziwnie traca to wyczucie i czym blizej alkoholizmu to nagle wyczucie staje sie mniej wrazliwe, a to co pozostalo niezmienne zaczyna uznawac sie za przewrazliwienie 😉 Stad tez chce zadbac o siebie 😉 i ustalic pewne ramy, ktore i ja i maz uznamy za zdrowe i ktorych bedziemy sie trzymac. Tak jak piszesz, ostroznosci nigdy za wiele, a jak sie czlowiek zagapi to juz potem za pozno. Z reszta mi sie wydaje, ze zdrowym jest uznawanie zmin w tej kwestii. Jesli moj maz bez sprzeciwu przyjal, ze picie piwka dla smaku, bo lubi w lecie sie napic jest dla niego do zweryfikowania to dobry znak. Inna sprawa jak to na prawde bedzie wygladac jak lato przyjdzei, upaly i chcec na zaspokojenie pragnienia sie pojawi 😉 W kazdym razie chyba dobrze przegadac, zobaczyc co teraz uznajemy za nadmiar i sie tego trzymac. A jak z realizacja tego pojaiwa sie problemy to dla mnie bedzie sygnal, ze jednak moze cos w zla strone sie dzieje.
Witam,
Na początku zaznaczę iż nie jestem częstym bywalcem tego forum. Jestem psychologiem-amatorem, który czasem śledzi różne ciekawe fora i artykuły próbując zgłębić pewne zagadnienia i czasem nieco podyskutować. No a teraz przechodzę do rzeczy:
Przypatruję się Waszej dyskusji i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że część z Was chyba trochę (albo nawet bardzo) dała się ponieść emocjom. Jest to oczywiście w Waszej sytuacji zrozumiałe, mając na uwadze doświadczenie życiowe, ale spróbujcie nieco zdystansować się do tematu, popatrzeć z boku (na tyle na ile to możliwe), a może wtedy będziecie bliżej prawdy o tym problemie (o tej chorobie). Czasem zachowujecie się trochę tak jak hipochondrycy, którzy w każdej najmniejszej dolegliwości dopatrują się syndromów poważnej choroby. No bo przecież są na to niezbite dowody: kłuje mnie od dwóch dni w prawym boku, to na pewno początek nowotworu wątroby (no bo w książkach napisano, że może się taki ból pojawić przy nowotworach), nie mam od trzech dni apetytu i schudłem 1,5 kg, to na pewno początek nowotworu węzłów chłonnych, no bo przecieć przy tej chorobie na początku traci się masę ciała – z tym chyba nikt nie dyskutuje, itd. Przykładów można mnożyć. Z innej beczki. Pytanie do Was: czy jesteście uzależnieni od intenretu? Oczywiście prawie każdy z Was odpowie, że nie! Ale sprawdźmy. Czy zdarzało Wam się przebywać w sieci dłużej niż początkowo to planowaliście? Czy zdarzyło się Wam zaniedbać pewne obiektywnie ważniejsze czynności (np. w pracy, w domu) bo pochłonął Was internet? Czy odczuwacie brak dostępu do sieci (w pracy w domu) i czekacie na to aż wreszcie znajdziecie się w miejscu w którym ten dostęp jest? Czy spędzacie w internecie więcej niż jedną godzinę dziennie (zawsze kiedy macie do niego dostęp), itd…. Jest wiele symptomów, które z całą pewnością wg. tzw. naukowych źródeł, są sygnałem niepokojącym i mogą prowadzić do uzależnienia od internetu, a które każdy z Was zapewne ma. Co to zatem oznacza? Ze jesteście na prostej drodze do uzależnienia? Czy może już jesteście uzależnieni i powinniście się leczyć? Czy może powinniście ograniczyć używanie internetu? Myślę, że jakbyście porozmawiali z kimś, kto miał duże problemy z tym właśnie rodzajem uzależnienia, albo poszlibyście na terapie dla uzależnionych od internetu, moglibyście usłyszeć, że są wyraźne powody do niepokoju. No bo przecież włazicie na to forum codziennie, a niektórzy co 5 min pewnie odświerzają stronę, sprawdzając czy już nie przyszła jakaś wiadomość. Pewnie sporo z Was zaprzeczy – Ja? Uzależniony? W każdej chwili mogę przestać pisać! Czy to nie jest mechanizm zaprzeczania? Pewnie jesteście już uzależnieni skoro zaprzeczacie!
Nie chcę być odebrany jako ktoś złośliwy. Jestem Wam jak najbardziej życzliwy i absolutnie nie bagatelizuję problemu alkoholizmu, podobnie jak każdego innego uzależnienia. Zwracam tylko uwagę na to, że nie każdy piszący na forum, jest na prostej drodze do uzależnienia od internetu, nie każdy kto zapalił parę razy haszysz, albo marihuanę zostanie narkomanem (jak to mawiają ludzie, którzy nie mają żadnej wiedzy na ten temat) i wreszcie nie każdy kto pije alkohol, jest na równi pochyłej i na pewno w krótce zacznie pić więcej i wreszcie się uzależni. To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane niż może się wydawać i do każdego przypadku picia należy (jak sądze) podchodzić INDYWIDUALNIE. Mnóstwo rzeczy może mieć wpływ na to, czy czyjeś picie przerodzi się w uzależnienie, czy nie.Nie uważam się za wielki autorytet w tej dziedzinie, choć sporo na temat uzależnień (nie tylko od alkoholu) czytałem. Moje przemyślenia są np. takie: Jeśli ktoś spożywa alkohol (niezależnie w jakich ilościach i jak często, bo tu nie ma żadnych obiektywnych ram), ale z całą pownością nie jest alkoholikiem, tzn nie pije w sposób chory (co potwierdzają np. testy psychologiczne lub wizyta u psychologa, który to wyklucza) i robi to przez pewien dłuższy czas w sposób w przybliżeniu taki sam (tzn bez charakterystycznych „zrywów”i nie z czasem coraz więcej), to myślę, że wystarczy tylko kontrolować żeby owo picie nie było coraz częstsze i w coraz większych ilościach. Innymi słowy (bo chyba trochę zamieszałem), jak ktoś pije w sposób zdrowy powiedzmy przez kilka lat i można stwierdzić że nie jest alkoholikiem, to można również stwierdzić że utrzymując podobny poziom picia przez kolejne lata również alkoholikiem się nie stanie. Podkreślam tylko, że wymaga to dwóch założeń: 1. bieżące picie nie jest chore, co stwierdził psycholog, 2. intensywność picia z czasem nie będzie się zwiększać.
Może się mylę, ale takie są moje wnioski (jedne z wielu), które płyną ze zgłębiania tego tematu.
I rada dla Was (jeśli można): nie popadajcie w obłęd. Nie każde picie prowadzi do alkoholizmu. Trochę dystansu, wiedzy i realnego spojrzenia na problem.Serdecznie pozdrawiam.
Psychoamator, masz bardzo duzo racji w tym co piszesz, ale wlasnie rzecz jest w tym, ze roznie mozna definiowac "chore picie", bo jest to picie albo czeste, albo intensywne. Powiedzmy, ze intensywne mozna latwo zmierzyc czy ocenic, ale czestosc juz dosc trudno. Jak powszechnie panujacy poglad mowi, alkoholikiem moze byc osoba, ktora pije dziennie jednego drinka i na tym sie konczy, ani sie nie upija, ani nikomu nie szkodzi, po prostu lubi sie napic, alkoholikami sa tez osoby, ktore nie pija nic, a raz na rok powiedzmy wpadaja w taki ciag, ze przestac nie moga, a potem znowu nic. Znam pewna liczbe, jeszcze mlodych osob, ktore juz sa ewidentnie alkoholikami, ktorym uszy sie trzesa na widok alkoholu, ale to juz jest ten etap kiedy jest za pozno. To o czym mowimy to pewne znaki wskazujace, ze ktos moze miec w przyszlosci problem. To tak jak osoba z lekka nadwaga, uwaza zeby nie jesc za duzo, zeby zapobiec roznym chorobom, ktore z nadmiaru jedzenai moga wyniknac. Bo lepiej zapobiegac niz leczyc.
dO PSYCHOAMATORA.
witaj.Przede wszystkim chcialabym napisac,ze ,,psychologiem -amatorem,,jest wiekszosc z nas piszacych tutaj.Po drugie NIE JESTEM osoba uzalezniona od internetu,a Twoje uwagi na temat osob odwiedzajacych to forum sa niestosowne.Miejsce to umozliwia nam rozmowy na rozne tematy,w tym wzajemna pomoc w rozwiazywaniu swoich wewnetrznych problemow.
Temat alkoholizmu jest nam szczegolnie bliski i MAMY PRAWO prowadzic dyskusje na ten temat,nawet jesli podchodzimy czasem zbyt emocjonalnie.Poza tym wiekszosc piszacych tu osob to dda-osoby,ktore maja wiele wspolnych cech,ktore rozumieja odczucia i zachowania innych dda.
Domyslam sie,ze dda nie jestes,wiec nie jestes w stanie zrozumiec co nas gnebi,z jakimi wewnetrznymi problemami walczymy na codzien.Napisales ,,nie kazde picie prowadzi do alkoholizmu,,-zgadza sie,tylko kto jak nie- dorosle dziecko alkoholikow,powinien szczegolnie ostroznie traktowac picie???:blush:Do Psychoamatora
Dodając coś do wypowiedzi Katarzynki i Agniechy. Rozmawiamy po to, by znaleźć wspólnie wyjście z sytuacji, która nas dręczy.Wiesz Katarzynko ja to sobie obiecałam, że nie pozwolę, by koszmar z dzieciństwa wrócił. Wiem też, że jestem zdolna do takiej rzeczy, by uciec, jeśli on coś takiego zrobił. Ale przestało mi to teraz chodzić po głowie. Mój związek się sypie. Ja nie jem i chodzę i płaczę. Nie mam siły, by o tym pisać 🙁
Dziewczyny, ale chyba dobrze jest czasem posłuchać zdania kogoś nie DDA, prawda?
Ja sama jestem DD i może dlatego moj stosunek do alkoholu jest bardziej liberalny. Wprawdzie moja mama pije ale ja tego nie widzę na szczęście:lol: Mój dziadek pił, ale to tez nie byl mój problem, ponieważ nie pozwalano mi ogladać go w nieszczegolnym stanie.
Nie napadajcie na Psychoamatora i myslę, że warto na spokojnie przeczytać to, co napisał.
Co zaś się tyczy symptomow, może nie calkiem na temat, ale robiłam sobie niedawno jakieś testy psychologiczne i wyszło, że mam całkiem powazną depresję, jestem uzależniona od netu i powinnam szybko udać się z tym na terapię;P A w sumie miałam tylko gorszy nastrój a od netu jestem uzależniona, ale co z tego;)
Nie chodzi o to, by bagatelizować sprawę, ale troszkę się zdystansować i zaufać osobie, z którą się jest. nie wyobrazam sobie, że mialabym kontrolować męża w jakiejkolwiek kwestii. Jesli on mnie widzi z kieliszkiem, to tez ma się denerwować, że będę taka jak moja mama? Jak ja bym się czuła, gdyby tak do mnie podchodził?
I jeszcze jedno, czy to jest trudne zauwazyć u bliskiej osoby, że ona ma problem z alkoholem? Bo tak jakoś mi się wydaje, że widząc partnera z kieliszkiem, przywołujecie obraz pijącego rodzica, może nawet podświadomie ….. Wracają koszmary z dzieciństwa …..
Ale ja się mogę oczywiscie mylić, za co z gory przepraszam:)
Doris, ale sprawa ma sie tez tak, ze zaufanie nie sprwi, ze ktos nie bedzie alkoholikiem. To troche tak jakby zaufac komus, ze nie rozchoruje sie na grype. Mozna jedynie przeciwdzialac, a jak widzisz, ze ktos wg Ciebie,ktos bliski kieruje sie w strone choroby to trzeba alarmowac. Moj tata z cala pewnoscia tez twierdzil, ze ma kontrole nad piciem i w sumie nadal tak twierdzi. Uwaza, ze pije jak inni, a reszta jest po prostu przewrazliwiona. Czy takiej osobie nadal wypadaloby ufac? Kiedy przekraczamy ta cienka granice? Od kogo zalezy zaufanie? od tego co pije, czy tego co patrzy z boku i ma zaufac? Mysle, ze DDA maja pewne trudnosci z zaufaniem w tej kwestii, ale prawda jest tez, ze da sie to zrobic. Akurat w moim przypadku bylam na dobrej drodze i…..wszystko leglo w gruzach.
A tak dalej w temacie. Przegladajac strony o alkoholizmie zauwazylam, ze czesto pojawia sie pytanie w testach z kategorii "sprawdz czy masz problem": czy prowadziles kiedykolwiek samochod po wypiciu alkoholu? No i z przykroscia stwierdzam, ze nie pamietam wyjscia do knajpy, gdzie moj maz mial prowadzic samochod i nie pil. Jak twierdzi po jednym piwku moze spokojnie prowadzic. Dlaczego nie potrafi sobie odmowic calkiem picia? Przeciez czlowiek, ktory nie ma problemu z alkoholem i wie, ze nawet niewielka ilosc moze zacmic umysl to nie ryzykuje nawet tak. Wydaje mi sie, ze wygodniej mu kierowac sie limitem doposzczalnym, ale dlaczego? Przeciez tak na prawde jednopiwo to taka granica nawet przy limicie alkoholowym prowadzenia samochodu. Zawsze istnieje ryzyko, ze jednak o jedna setna ten limit przekroczy, przeciez nawet chyba nie sprawdzal ile ma promili po jednym piwie, wiec dziwne jak sie tak zastanawaim, ze z taka swboda prowadzi. Przeciez nie dosc,z e moze spodowowac jakis wypadek, ale tez przy zwyklej rutynowej kontroli odbiora mu prawojazdy jak ten limit nawet nieznacznie przekroczy. A jazda po pijanemu to juz nawet nie jest wykrpczenie (jak kiedys) tylko przestepstwo. Konsekwencje wypicia jednego piwa moga byc bardzo duze: strata prawa jazdy, wpis do kartoteki o karalnosci, kara z kodeksu karnego i to za przekroczenie limitu, ktory wcale nie jest wysoki i po jednym piwku przy zlych wiatrach moze zostac przekroczony. Czy dla osoby, ktora nie ma problemu z alkohoelm to nie sa wystarczajace argumenty, zeby nie napic sie nawet kropelki?
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.