Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Dzięki dda widze nadzieje:D
-
AutorWpisy
-
Anonim
10 stycznia 2007 o 17:32Liczba postów: 20551Mam zamiar przystapić wkrotce do DDA kiedy zdecydowałam się pojść do psychologa a ten wspomniał mi o dda weszłam na wasza strone i znalazłam ludzi ktorzy maja dokładnie takie problemy jak ja mimo wszysko ucieszyłam się że niejestem sama myśle że nikt nas tak dobrze nie rozumie jak my sami siebie nawzajem,dlatego być może jutro wybiore się na spotkanie,ciesze się dlatego że widze jakieś światło w tunelu,gdy czytałam objawy dda popłakałam się miałam wrażenie że to jest napisane na moim przykładzie dlatego czuje że pojawiła się przede mna nowa droga na ktorej moge zostawic za soba niepotrzebny ciażacy bagaż,jeszcze tylko musze odważyć się pojść na mitting 🙂
Witaj Magda. Nadzieja daje nam sile, pamietaj o niej jak minie entuzjazm a zacznie sie ciezka i mozolna praca. Od chwili gdy dowiedzialem sie o DDA minelo kilka lat i jedno moge powiedziec….bylo ciezko…ale cholernie lzej mi sie zyje. Od roku chodze na mitingi w Bialymstoku i bardzo sobie chwale te forme pracy nad soba……naprawde warto przynajmniej pojsc na taki miting i zobaczyc chociaz jak tam jest.. Pozdrawiam i zycze powodzenia 🙂
Niewielu rodzi się odważnymi, wielu takimi się staje dzięki nauce i dyscyplinie"
Anonim
10 stycznia 2007 o 20:19Liczba postów: 20551Moja matka pije,chce ja wysłac na leczenie jednak ona zawsze była dumna z siebie i zawsze wydawało jej się że ma racje tłumacze jej że to dla jej dobra jednak to by bardzo ja dotkneło i upokorzyło co mam zrobić watpie że zdecyduje się leczyć jeżeli tego nie zrobi ja odejde bo niemam już siły
Tyle zrozumialam z relacji ze swoja matka, ze na jej picie nie mam wplywu. Na swoje zycie tak. Jesli Ci ciezko odejdz. Moze latwiej Ci bedzie jej pomoc kiedy nie bedziesz siedziala na hustawce jej picia – niepicia.
Madzia, mozesz zadbac tylko o siebie, o wlasne zycie sie zatroszczyc. dla mamy nic nie zrobisz, jezli ona nie widzi potrzeb leczenia sie. moze kiedys i do niej dotrze, ze kazdy musi wziac odpowiedzialnosc za wlasne zycie.
odwagi Ci zycze. bo jest tak jak napisal Noel. ale zawsze musi byc pod gorke, zeby w koncu bylo z gorki;)
trzymam kciuki:)
hmm,
tez pamietam ten euforyczny moment. myslalem, ze to juz po moich klopotach. ale sie mylilem bo wtedy dopiero zaczela sie praca nad soba…
no i terapia.
pozdrowienia i wytrwalosci.
MAgda – radzę zrobić tak:
– albo się zapisać i ciągnąć tą terapię w nieskończoność dla spokoju duszy i sumienia oraz poczucia własnej wartości cokolwiek by to miało znaczyć
– albo się nigdy nie zapisywać i dać sobie z tym spokój na całe życie
bo przerywając terapię w połowie tak jak ja nie zaznasz nigdy spokoju :}bowiem pierwsze prawo Airmana brzmi: Kto raz dowiedział się, że jest DDA ten zostanie nim na wieki nawet kiedy się wylecz. (chyba, że straci pamięć w pewnych "dziwnych" okolicznościach :])
Odkąd wiem, że jestem DDA moje zycie stało sie zdecydowanie łatwiejsze. Wczesniej byłam raczej maniakalno-depresyjna czyli na przemian byłam pełna energii i radości, a kiedy pojawiał sie problem nie potrafiłam się z nim uporać miałam kilku dniową depresje. Najczęściej moje depresje dotyczyły problemów sercowych.
Pozatym zawsze zbytnio brałam do siebie czyjąś krytykę i odbierałam ją jako atak. zwykle było tak, że jeśli mnie ktoś skrytykował zaraz brałam to do serca i unikałam tej osoby, żeby znowu jej sie nie narazić.
Kolejnym problemem było życie marzeniami , przyszłością. Za bardzo się pogrążałam w marzeniach a potem dziwiłam się albo byłam smutna, że się nie udało zrealizować. zamiast działać i robić cokolwiek czekałam aż same się spełnią.
Brak zaufania i brak wiary w siebie…troche tych problemów było.
Naszczęście trafiłam na odpowiednie książki…które mnie naprowadziły co robię nie tak…jak powinnam żyć a przede wszystkim dowiedziałam się co jest istota niepowodzeń- że jestem DDA.
Od tamtej pory zaczęłam pracowac nad soba…jednakże szybko sie przekonałam, że zapominam się nie raz i powielam stare błędy..oraz że niektóre problemy wymagają pomocy z zewnatrz, że sama się z nimi nie uporam. Dlatego zaczęłam się udzielac na czacie, poszłam na mitting oraz tu się udzielam.
Dzięki temu czuje sie silniejsza…to pomaga.Pozatym wiem, że wsparcie od osób które dobrze znają przypadek dda i problemy z tym związane jest najlepsze. tylko od ludzi którzy przeżyli to samo mogę uzyskać własciwe wsparcie i najłatwiej mi się zwierzyc własnie tym osobom z własnych problemów.
Edytowany przez: mala*, w: 2007/06/02 20:22
Zanim dowiedziałem się, ze jestem DDA, wydawało mi się, że jestem normalnych chłopakiem, trochę nieśmiałym i zamkniętym w sobie, ale mieszczącym się w normie. Od kiedy zajrzałem na tę stronę, okazało się, że mam bardzo dużo problemów z samym sobą i trochę mi brakuje do statystycznego Kowalskiego. 😀
Wiecie, co to zmieniło? Oprócz tego, że utożsamiam się z etykietką DDA, nie zmieniło się absolutnie nic. Może dlatego, że opisywane tutaj sprawy nie są dla mnie czymś szczególnie kłopotliwym.
Ojciec-alkoholik to żadna nowość, tak było od zawsze. Przywykłem.
Siedzę w swoim pokoju i się uczę. Idę do kuchni po herbatę. Ostrożnie przechodzę przez leżącego na podłodze, nieprzytomnego ojca, biorę herbatę, zawracam, tym razem jeszcze ostrożniej przechodzę przez ojca (żeby nie wylać herbaty) i uczę się dalej.
Kiedy indziej ojciec robi awanturę. Krzyczy, rzuca wyzwyskami. Zaczyna być agresywny w stosunku do mojej mamy. Staję w jej obronie. Zrzuca mi okulary z twarzy i popycha. Po 5 minutach mówi mi, że mnie kocha i że zrobiłby dla mnie wszystko. Ze łzami w oczach przytula mnie, a ja sobie myślę, o ile łatwiej byłoby mi bez niego. Potem, leżąc w łóżku, słyszę z drugiego pokoju płacz mojej mamy. Zasypiam jak najszybciej. Następnego poranka jestem jak nowonarodzony. Nic się nie stało, wszystko jest w porządku.
Inni ludzie mają większe problemy.Witaj, z ogromnym smutkiem przeczytałam Twoją wiadomość. Rozumiem Cie jednak, bowiem moja mama jest alkoholiczką od wielu lat. Nigdy nie potrafiłam jedank przejsc bezboleśnie koło jej zalanych zwłok. Miałam jedak w sobie inny mechanizm. Podczas koszmarnych awantur , o ile to było możliwe i jeśli nie brałam w nich udziału, potrafiłam uczyć się bardzo intensywnie. Wprowadzałam sie niemal że w stan hipnozy i tak uczac sie w myslach zyłam ze stwierdzeniem, iż jesli sie nie wezme za siebie ( cokolwiek to dla mnei wtedy oznaczało ) to skocze tak samo. Starałam sie uczyć, bowiem była to w owym czasie rzecz, ktora mnie pochłaniała i pozwalała czyms sie zając, aby nie zyc w rzeczywistym swiecie bolu i łez. Czytajac Twoje maila przypomniałam soebie moje kodszmarne dziecinstow. Mam nadzieje, ze jak najszybciej uda Ci sie uwolnic z Twojego koszmarnego domu, tego Tobie z całego serca zycze! Zmartwiłam sie natomiast tym ; na ile omijasz zwłoki swojego ojca bezbolesnie, a na ile spychasz ta sytuacje i towarzyszace jej emocje w obszary nieswiadomosci…Mam obecnie 22 lata i wciaz w roznych momentach przypomianm soebie bolesne obrazy, ktore wyparłam w dziecinstwie. Było ono dla mnei koszmarem, ale mysle, ze dosc duzo udało mi sie przezyc, a mniej zepchnac w nieswiadomosc…Mam bynajmniej taka nadzieje. ..Trzymaj sie ciepło. Pozdrawiam
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.