Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Dziś czuję się …..
-
AutorWpisy
-
Dobrze mi Was czytać, czuję się mniej samotna w swoich odczuciach, emocjach.
Szczególnie teraz, gdy stojąc mocno na nogach, 'wyterapeutyzowana’ , rozważam związek z (prawdopodobnie) alkoholikiem. Bo chyba kocham.
I to samo pytanie: czemu robię sobie to znowu, czemu tak jak z ojcem – muszę rywalizować o jego miłość z wódką? Chyba wciąż coś ze mną nie halo.„Szczególnie teraz, gdy stojąc mocno na nogach, ?wyterapeutyzowana? , rozważam związek z (prawdopodobnie) alkoholikiem. Bo chyba kocham.”
Chyba kochasz.. Znam to. I prawdopodobnie alkoholików też znam i moją chyba miłość do nich.. I jeśli to alkoholik, to najlepiej byłoby pomachać na pożegnanie, nawet środkowym palcem, ale nie jest tak łatwo. W ogóle co to ma być za rywalizacja – człowiek a używka. Brzmi jak absurd, a dla nas sprawa na porządku dziennym. Można zwariować. Trzymaj się, w chyba miłościach nigdy się nie spełniłam, może za młoda jestem i za głupia. Jednak wiem jedno, miłość albo jest, albo jej nie ma. Trudna sprawa, ale lepiej być samemu, niż z byle kim. Miłość ma uskrzydlać. Czy jeden alkoholik to nie za dużo w naszym życiu?
Dziękuję, będę się trzymać dzielnie, taka rola 😉
Właściwie cały czas jestem sama, dla własnego bezpieczeństwa, bo nie za dobrze trafiam. Rzucałam w cholerę wszystkie podejrzane przypadki. Ten jest zdecydowanie najtrudniejszym dotychczas i dokładnie tak – można zwariować. Nie spodziewałam się, że alkohol wedrze mi się jeszcze w sprawy sercowe, taka już byłam cwana po terapii. A chyba jeszcze wciąż siedzi we mnie przeświadczenie, że miłość boli i co jakiś czas śmierdzi gorzelnią. Tak bardzo tego nie chcę, rozum rozkazuje ten temat zostawić, a jednak. Czy warto kochać kogoś nawet najwaspanialszego, chociaż pije? To pytanie spędza mi sen z powiek. A chyba tak naprawdę nie chcę znać odpowiedzi.Moim zdaniem, nie warto. Bo co to za miłość, chyba życie nam pokazało.. w moim sercu nie ma miejsca dla drugiego akoholika. Jasne, życie nie jest takie banalne, jak napisanie zostaw, bo cię niszczy.. „Nie jest łatwo przeboleć rozpadający się z dnia na dzień świat, który znamy. Był jaki był, czasem lepszy, czasem gorszy albo i nawet piekło. Ale to takie swojskie piekło. Znajome zło, po którym wiadomo było czego się spodziewać. Z czasem już nawet do batów koń się przyzwyczaja i nie robią już na nim wrażenia, więc tak ciągnie ten wóz z węglem, bo wie, że dociągnąć go trzeba. Aż tu nagle węgiel staje w płomieniach. Albo się koń wyswobodzi, albo spłonie żywcem razem z całym wozem.”
Doskonały cytat, tym właśnie podszyta jest cała sytuacja. Z tym, że rzeczywiście – nic nie jest czarne albo białe, tak trudno znaleźć granicę, za którą można zrobić sobie krzywdę. Póki co nie podejmuję kroków, ze strachu. Może przyjdzie jakieś rozwiązanie, może znajdę jakąś inną definicję miłości. Tego życzę sobie i innym zbłąkanym w tym temacie DDA.
Blada, najcwańszy jest alkohol,zmiata jak cyklon wszystko po drodze…postępujący zabiera miłość, odpowiedzialność, przynosi złość, nienawiść, manipuluje.Wiem ,że kochając trudno patrzeć do przodu, ale trzeba zadać sobie pytanie czy związek, w którym jestem rozwija mnie, czy będzie mi pomocny gdy urodzą się dzieci, czy mogę na niego liczyć, jakie ma relacje z ludźmi,czy nie kłamie? jeśli ma problem, raczej go nie zobaczy tak szybko bo alkoholizm to choroba iluzji i zaprzeczeń.Warto przejrzeć „Małżeństwo na lodzie”.Ja odchodziłam dwa razy z destrukcyjnego związku, kochałam bardzo, chciałam zmieniać świat, cierpiałam, zanim odeszłam na dobre pojawił się syn, który też przecierpiał swoje.Dziś po kilku latach mamy bezpieczną przystań, jestem sama, ale wiem na pewno, że nie związałabym się ponownie „z butelką”.Za dużo mi zabrała w życiu!
Anonim
1 grudnia 2015 o 21:54Liczba postów: 20Nie jest latwo..
Ja odeszlam po 4latach od alkoholika. Kiedy od niego odeszlam powiedzieli mi, ze totalnie poplynal.. Ucieklam z tonacego okretu.
Ja odeszlam po milionowej obietnicy niepicia.. On chcial sie wciaz godzic, przytulac mnie „ostatni raz”, a ja dzien w dzien przezywalam „pieklo”, odmawialam mu z placzem.. ale stanowczo. Wyjechalam do kuzynki, zmienilam otoczenie na jakis czas..
Bylo bardzo ciezko, czasem watpilam czy to sluszne..
Ale na tyle sie ogarnelam, ze wiedzialam, ze jesli sama sie z tego nie uwolnie to pewnie kiedys popelnie samobojstwo.. „przeciez przerabialismy to tyle razy.. Za kazdym razem wierzylam, ze sie uda..
Kazdy czlowiek idzie do pracy i jakos sobie radzi.. lepiej lub gorzej. Sam lub z kims, ale z wyboru…
Ciezko, ale trzeba to sobie uswiadomic, rowniez na przykladzie podobnych zwiazkow… warto za wszelka cene to skonczyc.
Po prostu odwrocic sie, wyjsc i nigdy, ale to nigdy nie wracac…
Moje Drogie, dziękuję za Wasze historie. Czytanie ich dziwnie zabolało, a przecież doskonale wiem jak jest, bo wychowałam się przy ojcu alkoholiku (obecnie niepijącym i wspierającym mnie). Doskonale to wszystko znam przecież.. a już zdążyłam zamknąć oczy na przeżyty ból. Obiecałam sobie przecież, że to ja oddzielę grubą kreską rodzinne historie kobiet związanych z alkoholikami. Zapewne macie rację, czas się obudzić.
Zmieszana. Wczoraj przeprowadziłam z Ojcem, chyba pierwszą tak szczerą rozmowę. Jednak to jak bardzo się zawiodłam nie ma słów. Trudno. Ja jestem tu, jeśli woli alkohol, a na to wygląda to droga wolna. Ja będę czekać na trzeźwość. Wierze, że kiedyś będzie, będzie na zawsze.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.