Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD furtka do autentyczności

Przeglądasz 7 wpisów - od 41 do 47 (z 47)
  • Autor
    Wpisy
  • wiola161
    Uczestnik
      Liczba postów: 104

      Dziękuje Ci Michał za wiele miłych słów. Masz rację. Zeby tworzyć szczęsliwy związek trzeba zacząć od siebie. Trzeba pokochać siebie i szanować własną osobę, jasno i stanowczo stawiać granice. Zawsze myśleć przede wszystkim o własnym dobrze i nie zaniedbywać siebie, nie poświęcać też dla drugiej osoby czegoś co jest dla nas bardzo ważne. Ja teraz zajmę się sobą, wróciłam na terapię, muszę zaliczyć sesję, wyleczyć kontuzję i przede wszystkim dużo przemyśleć. Jeszcze niedawno byłam załamana całą tą sytuacją, a teraz jestem dumna z siebie i zaczynam myśleć pozytywnie! 🙂 🙂

      onaa89
      Uczestnik
        Liczba postów: 6061

        michal84 zapisz:
        „Jednej przyjaciółce pozwoliłem sobie wejść na głowę. Byłem gotów by jej nie stracić poświecić siebie. Na szczęście terapeuci poukładali mi coś tam w główce w porę.
        Nie mam od pewnego czasu z nią kontaktu. Nadal za nią tęsknie i ciekaw jestem co u niej,.
        Ale nie żałuje ze zacząłem stawiać jasno i stanowczo granice i nie pozwalałem ich jej przekraczać. Bo szkodziłem i sobie i jej. Tak bardzo mi na niej zależało ze pozwalałem jej tkwić w błędnym mniemaniu w kilku sprawach.
        Nie jest to łatwe, i mocno to przeżyłem. Ale dziś nie żałuje.”
        Michał bardzo mnie zaciekawiła akurat ta sytuacja, bo tkwię w czymś podobnym. Napisałeś, że terapeuci poukładali Ci coś tam w głowie. A mógłbyś trochę rozwinąć? Dokładnie chodzi mi o tą relację z Twoją przyjaciółką. Czy to Ty zerwałeś kontakt?:)

        Anonim
          Liczba postów: 20551

          Onaa89
          Az tak pięknie to nie było.
          Na początku każdą scysje łagodziłem braniem na siebie winny. Po prostu przepraszałem nawet wbrew sobie aby tylko jej nie stracić.
          Potem na dwa miesiące wyjechałem do ośrodka leczyć jeden ze swych nałogów.
          Tam wbijano mi do łba że mam dbać o siebie i właściwie dopiero pierwszy raz dowiedziałem się i uwierzyłem ze ja tez mam prawo stawiać granice, mówić co czuje.
          Ale i tak będąc tam stawałem na głowie by w tygodniu dostać telefon.
          już w ośrodku zaczęły się schody podczas rozmów telefonicznych. Pamiętam jedną typowa rozmowę gdy miała gorszy dzień. o co się nie zapytałem było odpowiedzi albo dobrze, ok albo nie chce gadać. Po 5 minut praktycznie skończyły się tematy. I miała pretensje do mnie że po co dzwonie jak nic nie mówię. A ja nie maiłem zielonego pojęcia o co mam się jej zapytać. Pierwszy raz w tedy powiedziałem jej co czuje jak to widzę ta rozmowę. Obraziła się.
          Potem parę jeszcze takich szczerych rozmów było, jeszcze z ośrodka.
          Po powrocie nasza znajomość trwała dwa trzy miesiące.
          Jeśli uznałem że coś nie tak powiedziałem przeprosiłem, ale oczekiwałem tego samego.
          I od tego się właściwie zaczęły ostatnie sprzeczki albo jedna wielka i długa. Ze po jednej sprzeczce ja przeprosiłem, a ona w odpowiedzi napisała coś w stylu że dobrze ze przeprosiłem bo nie maiłem racji. napisałem jej ze też napisała parę słów przykrych i nie prawdziwych. Zamiast przeprosić, szła w zaparte na sile udowadniając swoje racje,. Znam to bo sam często kiedyś tak robiłem, właściwiej kiedyś tylko tak robiłem.
          I zaczął się początek końca. Jasno powiedziałem czego oczekuje, postawiłem granice, i uparłem sie ze oczekuje przeprosin za to co napisała. Nie odpuściłem.
          Ale na pewno to nie było proste.
          jest DDA, rozumiem czemu tak się zachowywała. Ale każda probe ugięcia się zwalczałem tym ze choroba żadna nie usprawiedliwia do złego zachowania.
          Scierałem się z nią a w środku sam z sobą. W przez dwa tygodnie groziła mi zerwaniem kontaktów, jeśli się nie ugnę. oczywiście nie wprost. Ale się nie ugiąłem. Dzwoniłem co dziennie starając się ją przekonać. Choć to ona zerwała kontakt wystarczyło bym przeprosił.
          Chyba po prostu uwierzyłem ze ja też mam swoje prawa.
          To nie tylko terapeuci. Zaufani znajomi z którymi o tym rozmawiałem. Chyba szukałem na początku kogoś kto mi powie ze się w mylę i powinienem się ugiąć. W zamian każdy mi mówił na odwrót.
          Po prostu Onaa musisz uwierzyć w siebie i swoja wartość.
          Tkwiłem w takich związkach, przyjaźniach, znajomościach bo szukałem akceptacji u innych. Zainteresowania. Nie wierzyłem ze ja mam jakiekolwiek prawa bo w domu zadbano o to bym nie miał żadnego. Nauczono mnie ulegać i być uległym. Nauczono mi milczeć o moich uczuciach bo się nie liczą dla nikogo, tak samo jak ja.
          W końcu moje uczucia przestały się liczyć nawet dla mnie, ja się przestałem liczyć. Liczyli się inni.
          Wiesz ja to robiłem wszystko by nie być sam, samotny. A i tak cały czas się czułem samotny.
          Nadal się taki często czuje ale przynajmniej wiem czego ja chce.
          Nie chce jak kiedyś spędzić reszty życia z kimkolwiek byle by tylko fizycznie był. Chce kogoś kto mnie pokocha, zaakceptuje, będzie mnie wspierał. Kogoś kogo ja pokocham zaakceptuje i będę wspieram.
          A moja przyjaciółka?? Nadal za nią tęsknie, i tak jak dziś cholernie.
          na pożegnanie mówiłem jej ze zawsze będzie mogła do mnie napisać.
          Moze kiedyś to zrobi a może nigdy.
          Chce być szczęsliwy kiedyś, ale na pewno nie bee jeśli będę poświęcać siebie, swoje potrzeby dla każdego kto choć trochę mi okaże zainteresowania.
          Ja zacząłem stawiać granice. Obroniłem je ale straciłem przyjaciółkę i nie żałuje że się wtedy cofnąłem. Bo nadal staram się stawiać te granice.
          A i nie twierdze że ja święty byłem i też zdarzyło mi się coś powiedzieć.
          Wiem że bylem gotów dla niej poświecić siebie i w pewnym momencie to robiłem.

          onaa89
          Uczestnik
            Liczba postów: 6061

            dziękuje Michał za to co napisałeś. 🙂
            W Twojej historii widzę dużo podobieństwa do mojej. Mój przyjaciel to też DDA i rozumiem dużo jego zachowań, ale właśnie wszystko ma swoje granice. Ja też mam swoje uczucia i widzę, że właśnie wtedy kiedy zaczęły one być dla mnie ważne wszystko zaczęło się psuć. Starałam się stawiać granice z czego zawsze wychodziły kłótnie, owszem kilka razy udało mi się trzymać swoich racji, ale zazwyczaj łamałam się i przepraszałam czy odzywałam tylko po to, żeby go nie stracić.Mówiłam o swoich uczuciach, co mnie boli w całej tej znajomości, ale zawsze wychodziło, że wyolbrzymiam, że przesadzam. I wiem o co chodzi gdy mówisz o rozmowach, gdy kończą się tematy i jak bardzo one bolą. On też wtedy się obraził, gdy powiedziałam co myślę o takiej rozmowie. Wiem również, że nie jestem w tym wszystkim bez winy. Nawet jeszcze wczoraj zastanawiałam się jak naprawić tą sytuację, ale teraz widzę swoje postępowanie w zupełnie innym świetle. Widzę, że ta znajomość chyba mnie niszczy, a przecież byłam zawsze na zawołanie, na każdy problem, i w jego depresji i w ogóle zawsze. Ja wtedy nie byłam ważna. Nie chcę tu, żeby wyszło, że to działało w jedną stronę. Otóż nie, on też był, on zdobył chociażby moje zaufanie takie 100%-owe jako pierwszy. Teraz zostały tylko kłótnie i żale. Przyjaźń się wypala.

            Teraz widzę, że najważniejsza jestem ja, ja i moje uczucia. Zrobiłam wszystko co mogłam, żeby było lepiej. Jeśli się nie uda to trudno, chociaż jest to cholernie ciężkie. A muszę walczyć przede wszystkim o siebie.
            Jeszcze raz dziękuję:)

            Anonim
              Liczba postów: 20551

              Długi ten wątek i przyznam się,że nie czytałam wszystkich wypowiedzi….Zainteresowało mnie to jak piszecie o poszukiwaniu autentyczności w sobie. Ja również szukam jej od kilku lat i ciągle jestem w drodze.Trudna ta droga i ciągle gdzieś we mnie zwątpienie w dojście do celu.Odkrywając bolesna często prawdę o sobie dobija mnie fakt,że przez wszystkie lata młodości byłam kimś kogo nie znam.Zyłam pod dyktando innych. Czasem mam wrażenie, że tych masek do zdjęcia jest nieskończenie wiele…. i kiedy będe mieć pewność, że to ta właściwa, tylko moja?Kłamie z automatu, co odkryłam po 3 latach, żeby ubarwić rzeczywistość.Staram się z tym pilnować i wyłapywać.
              Cisza, pustka, jak Ktoś tu wcześniej piszę, że nie nadskakuje, dostosowuje się.Robię podobnie i okazuje się że samotność i nic więcej. Staram się być sobą, niczego nie udawac, ale co robić gdy jest się w pracy i w środku płacz i rozgoryczenie.Za każdym razem nie da się wziąść l4 i pobyć z tym smutkiem i żalem….Trzeba założyć maskę i pracować wśród ludzi…..Do końca nie da się jej chyba pozbyć….

              michal84
              Uczestnik
                Liczba postów: 662

                A ja nigdy nie wiem gdzie jest granica nadskakiwania, a gdzie dbania o kogoś.
                Ale ta samotność maleńka dobrze znam.
                Sama Ona musisz dojść czy o nią walczyć czy nie. A jeśli tak to do którego stopnia.
                Ja do swojej przyjaciółki nie czuje żalu złości.Ani jednej ani drugiej. Bo w tym samym czasie zakończyła się moja druga znajomość praktycznie z tego samego powodu.
                Wiem ze paru rzeczy nie umiałem wtedy zrozumieć, ona mi nie umiała wytłumaczyć.
                Właśnie dziś w rozmowie z koleżanka o pewnej sytuacji, udało mi się moją byłą przyjaciółkę zrozumieć lepiej w jednej kwestii.
                A ja cię cały czas bije z myślami czy do niej nie napisać. Z jednej strony bardzo ciekaw jestem jak sobie radzi co u niej. Z drugiej chciałbym uszanować jej decyzje. Nie chce jej się narzucać.
                Największą zagadka dla mnie w związku z kobietami będzie kiedy nie opuszczanie to walka a o nie a kiedy natręctwo.
                Jak napisze i nie odpowie poczuje się złe. Jak nie napisze.. nigdy się nie dowiem czy by odpisała.

                onaa89
                Uczestnik
                  Liczba postów: 6061

                  myślę, że może warto napisać tak niezobowiązująco. Miło zobaczyć, że ktoś kto był/jest ważny o nas myśli. Ja napisałam, nie dostałam odpowiedzi i to boli. Nie wiem czy jestem w stanie zrobić coś jeszcze. Bo po co? Skoro odnoszę wrażenie, że już tylko mi zależy… Wiem, że teraz muszę na pierwszym miejscu walczyć o siebie, bo też sporo roboty przede mną:) A Twój tekst o zagadce z kobietami mnie rozbawił, gdyż myślę w ten sam sposób, ale w drugą stroną. Czy to jeszcze walka o coś ważnego czy już narzucanie się, natręctwo. Ja nie potrafię tego wyczuć. Czas pokaże co z tego wyjdzie

                Przeglądasz 7 wpisów - od 41 do 47 (z 47)
                • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.